Ostatnio spedzilam sporo czasu w domu ze wzgl na chorobe (tv w tle)
i tak mnie naszla refleksja - czy doprawdy istnieje osoba, dla
ktorej sterylnie wysprzatane mieszkanie jest tak bardzo istotne, jak
dla A.T.? Czy zycie jest lepsze, jesli masz w kuchni koszyki na
puszki z pomidorami, a WC czyscisz coca-cola? I wtedy przypomnialam
sobie znajoma, czyszczaca podlogi z jasnego drewna w domu 170 m2 na
kolanach, wydzierajaca sobie rany do krwi - byle podloga byla
wypastowana do blysku... Otoz istnieja. I zycie widocznie staje sie
przez to wspanialsze...

Choc ja uwazam, ze lepiej zarosnac
szczesliwie w brudzie, niz zyc obsesja utrzymania czystosci.
Ostatecznie dom to nie muzeum..