Dodaj do ulubionych

problem nietypowy...albo typowy:-(

29.06.08, 08:49
Dziewczyny, zawsze pomagacie mi w każdej kwesti więc z tym także uderzam do Wassmile mam problem ze... swoim chłopem. Oststnio nie możemy się dogadać i chciałabym wiedzieć jak jest w waszych związkach. Czy macie o czym rozmawiać ze swoimi drugimu połówkami? Ja np z moim rozmawiam tylko o tym co trzeba zrobic i o pracy (jego bo moja go irytuje) Czy starają się Wam pomagać w domu? (mój nie pamietam czy kiedykolwiek umył łazienke czy podłogę odkąd przeprowadzilismy się w listopadzie zeszłego roku. Nie umie także ugotować do dnia dzisiejszego grysiku chociaz nasz syn ma juz 16 m-cy) Czasem zrobi kanapkę i herbatę ...a i kawęsad Kłócimy się o wszystko. O to, że raz w tygodniu sprzątam i proszę go żeby przez godzinkę popilnował naszego malucha, a moją rodzinę. Oststnio jednak jest coraz gorzej. Mielsimy zaplanowany tydzien wakacji a teraz mi powiedział ,ze nigdzie nie pojedzie ponieważ nie ma go kto zastapic w pracy a jak mu podpowiedzialam kto go moze zastapic to powiedział ze nie pojedzie bo szkoda mu dawac obcej osobie jezdzic jego autem (ma swoja działalnosc i za swoje miejsce musiałby dać innego kierowcę) Mysle , że poprostu nie chce ze mną jechaćsad Ciągle wszystko wyprowadza go z równowagi i na mnie krzyczy. Jak jest u Was?? Czy takie zachowanie bo byciu ze sobą od 6 lat jest normalne?? Czy po takim stażu chcodzice na randki?? (my nie bylismy od kilku lat ) Czy śmiejecie się razem??? Czy potraficie zwrócic uwage drugiej osobie nie kłócąc się przy tym???? Odpowedzcie proszę bo nie wiem czy to ja jestm nienormalna i chcę nie wiadomo czego czy moze zawsze tak jest...
Obserwuj wątek
    • pergolcia Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 29.06.08, 08:56
      a czy trzymacie sie za ręce czasem czy "nie zachowujecie się jak gówniarze" czy całujecie się bez powodu czy tylko jak chcecie się kochac ...i to tez nie zawsze??? Wiem , ze to smiejsze dla niektórych ale ja jestem załamanasad(((Bardzo brakuje mi takich rzeczy, nie chce tak żyć...
    • ajlii Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 29.06.08, 11:33
      Na Wasze problemy nie znam rady, przykro mi.

      Ale mogę odpowiedzieć na Twoje pytania. My od 6 lat razem mieszkamy, w tym 5 po ślubie. Mamy za sobą bardzo cieżkie chwile. Po odejściu nienarodzonej córeczki przez rok praktycznie nienawidziliśmy się i obwinialiśmy o wszystko. Powodem to kłótni było każde głupstwo - np. nie pozamiatana podłoga. Coś co dziś powoduje co najwyżej irytację, wtedy powodowało że przez cały dzien płakałam, nie odzywaliśmy się do siebie, wywalałam jego rzeczy z domu, chciałam rozwodu itp. On na mnie warczał, uciekał w wirtualną rzeczywistość. Nie chciał ze mną po prostu pobyć - pooglądać tv, posiedzieć na kanapie itp. A ja nie umiałam powiedzieć że tego potrzebuję - jego obecności. A czasami nie chciałam, bo nie potrafiłam poradzić sobie ze złością na niego o jakieś drobiazgi. Ja nie chciałam sie kochać, żeby go ukarać. On nie chciał - bo bał się znów odrzucenia. Najbardziej lubiłam dni kiedy nie było go w domu... on chyba też wolał być w pracy niż ze mną.
      Do dziś zastanawiam się co spowodowało że nie rozstaliśmy się wtedy. I nie wiem w który momencie i co sprawiło że nadal jesteśmy razem... Chyba po prostu kochaliśmy się bardzo, ale nie umieliśmy poradzić sobie z rzeczywistością.

      Obecnie znów śmiejemy się razem. Trzymamy się za ręce na ulicy. Na randki może nie chodzimy... ale na spacery, czasem na kolację. Często mówimy sobie "kocham cię", przytulamy się, całujemy.
      Czasem kłócimy się... oboje mamy paskudne charaktery wink I tęsknimy za sobą przy każdym, nawet kilkugodzinnym rozstaniu...

      Jesli mogę Ci coś doradzić... to spróbuj przyjrzeć się Waszym relacjom i znaleźć moment w którym zaczęła się taka sytuacja. I zastanów się czy masz chęć i siłę zawalczyć o swój związek.



    • marzeka1 Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 29.06.08, 13:53
      Mam trochę dłuższy staż, bo w lipcu to będzie już 19 lat.Mąż mi "nie pomaga", a od zawsze razem ze mną robi w domu sporo rzeczy,najbardziej cenię w nim to, że po tylu latach ciągle chce nam się rozmawiać na najrózniejesze tematy: polityki, religii, przeczytanych książek czy artykułów. Jest też bardzo dobrym ojcem dla naszych 2 synów (10 i 14 lat).Ja po prostu także oprócz miłości zwyczajnie mojego męża lubię i dobrze się z nim czuję.Teraz to już nawet nie pamiętam jakiś wielkich kłótni, wykłóciliśmy się tak w okolicach 3 rocznicy ślubu, owszem zdarzają się trudniejsze chwile (bo nigdzie nie ma sielanki, w to nie wierzę), ale jeśli się chce, da się dogadać.
      Jesteście młodym małżeństwem (ciągle jeszcze), dlatego warto od początku ustalić sprawy sprzątania, zajmowania się domem czy opieki nad dzieckiem.Wiem, co mówię, bo wyszłam za mąż za jedynego syna w rodzinie, gdzie były też 3 córki, mąż nie robił NICZEGO, uważał, ze kobieta jest od prac domowych.O tym, że u nas będzie inaczej, szybko sę dowiedział, a ponieważ nie był niereformowalny- nauczył się wszystkiego.
      • pergolcia Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 29.06.08, 15:48
        płakać się i chcesad(( probowałam dociec problemu od kiedy nasze relacje tak wyglądają ale nie bardzo jestem w stanie. Zawsze nie do konca byly normalne bo to ja byłam okrutnie w nim zakochana i szłam na wiele ustępstw na które dzis bym sobie nie pozwoliła. Jest przykro bo jak potrzebuje bliskości i czułości to słysze, że za dużo ksiązek się naczytałam. Rozmawiać też nie mamy o czym i czasem boję się jak będzie wyglądać nasza przyszłość, kiedy to dzieko zacznie zyc własnym życiem a ja bedę budzić się co rano obok obcej osoby. Czasem słyszę, że mnie kocha ale boję się, że jest to raczej przyzyczajenie i wygoda a nizeli miłość. Nie tego oczekiwałam od małżeństwa. Myslałam,ze bedziemy potrafili cieszyc sie sobą i życ wspólnie a tymczasem jestesmy coraz dalej. Nie wiem co robic... U mnie nie ma mowy o ustaleniu kto czym się zajmuje i o dzieleniu sie obowiązkami. Mój mąz nie ma czasu na pomoc dla mnie a i na swoje prace mu go brakuje. Przyczym poza skoszeniem trawy raz na 2/3 tygodnie nie robi nic bo moim zdaniem jest niezorganizowany (wjdzie do roboty ale zadzwoni telefon wiec chwile pogada, pozniej zapali dwa papierosy, ktos przyjedzie chwile pogada itd.<
    • a.va Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 29.06.08, 16:58
      Pergolciu, a może skorzystasz z pomocy jakiegoś psychologa? Najlepiej
      sprawdzonego, bo wśród psychologów też są kiepscy, jak w każdym zawodzie. Nie
      mówię, że już teraz, możesz popróbować sama sobie z tym poradzić, ale jeśli taka
      sytuacja dłużej potrwa, to idź po pomoc do fachowca...

      Tyle tytułem wstępu, a teraz parę słów o nas, bo o to prosiłaś. Mieszkamy razem
      3 lata. Nie wiem, co myślisz, mówiąc o randkach, ale my w ogóle jesteśmy mało
      "świętujący", więc na randki też nie chodzimy. Tak jak i nie obchodzimy żadnych
      rocznic, a żebym kwiaty dostała, to musi być wielkie święto, czyli urodziny albo
      imieniny smile Kiedyś miałam do niego o to wielkie pretensje, w końcu pogodziłam
      się z tym, że tak jest i już, bo w ogóle jest cudowny, kochający itd., więc ten
      brak kwiatów i pociągu do świętowania ostatecznie wybaczyłam wink

      Rozmawiamy ze sobą, ale o to, żebyśmy rozmawiali, zadbaliśmy świadomie, bo był
      taki moment, kiedy przestaliśmy, tylko właśnie zaczęliśmy sobie przekazywać, co
      jest gdzie do zrobienia itd. Więc się przestraszyłam, że tak zostanie i zaczęłam
      miauczeć do mojego M., że chcę z nim gadać o moich marzeniach i strachach, a nie
      tylko zakupach i sprzątaniu. No i wprowadziliśmy ideę codziennych wspólnych
      obiadów i spacerów, tak żeby móc pogadać o tym, co jest dla każdego z nas ważne.

      W domu robimy wszystko razem, to znaczy są rzeczy, które robi tylko on (pranie,
      odkurzanie i mycie podłóg, okna) lub tylko ja (ścieranie kurzu, podlewanie
      kwiatków, mycie glazury) albo robimy razem. Ale nie jest idealnie, zdarza nam
      się o to pokłócić, na zasadzie "nic nie robisz od tygodnia, wszystko jest na
      mojej głowie".

      W ogóle kłócimy się, oczywiście i to czasem dość ogniście (zdarzyło mi się
      niedawno rzucić stertą talerzy o ziemię big_grin. Nie ma chyba związków bez kłótni.
      Ale liczy się to, że potem się godzimy i że na tym, żeby się pogodzić, zależy
      nam obojgu, a nie tylko jednej stronie.

      Spróbowałaś ze swoim porozmawiać o tym wszystkim, co Ci przeszkadza - na
      spokojnie, bez wyrzutów i pretensji? Może warto posłuchać, jak to wygląda z jego
      strony? Przeszkadza mu taka sytuacja?
      • pergolcia Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 29.06.08, 19:35
        Probowałam rozmawiac ale konczy się to tym, że niby marudzę bo tak jak pisałam wczsniej za duzo się książek naczytałam albo oglądam bzdurne programy w TV. Kiedy prosze o jakąś poomoc w domu czy ogrodzie (bo ponoc do obowiązków mojego M. należy dbanie o ogród) wymawia się tym ,ze nie ma czasu. Owszem bardzo dużo pracuje bo do domu wraca około 18.00 lub 19.00 ale przecież jeszcze moglibysmy mieć dużo super wieczoru przed sobą. A gdy jest taki strasznie zajęty wieczorami to przewaznie siedzi przed komputerem i główkouje nad następnym interesem do zrobienia. Wiem, że to dobrze , że zaradny chce byc ale żyjemy na wystarczającym poziomie a życie przecież toczy się tu i teraz...Czuje, że przecieka mi między palcami. Przez to wszystko, że ciągle chce więcej i więcej dla rodziny ma miej czasu.Nie pomagają prośby i tłumaczenia. Taka sytauacja trwa juz od kilku miesięcy. Moze iść za radą i poszukać jakiegoś psychologa...Pisząc o randkach miałam na myśli np wspólne kolacje. Próbowałam tez namówić na jakąś terapię małżeńską ale mój mąż uważa , że wszyscy Ci lekarze to idioci, którzy chcą tylko kase wysępićsad(
        • mama_mateusza_i_niny Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 29.06.08, 20:28
          Wiesz, ja mam podobnie.A może twój m. ma jakies problemy w pracy?A
          nie chce cie martwić?
          A tak na marginesie spróbuj go zaangażować w domowe obowiązki tak
          trochę bez jego wiedzy.Na początek może niech pójdzie na spacer z
          dzieckiem,ale bez ciebie?A potem stopniowo,krok po kroku proponuj mu
          co mógłby zrobić.
          Ja jestem 5,5 roku po ślubie.Mieliśmy taki okres że mąż mi w niczym
          nie pomagał i ja się na to godzilam świadomie.Wiesz,zmiana
          pracy,nowe obowiązki...Dałam mu trochę luzu.Tylko że jemu tak
          zostalo i nie zamierzal tego zmieniać.Tym bardziej że nowa praca
          wiąże się z wyjazdami od wtorku do piątku.
          Włożyłam w to trochę wysilku,ale teraz jest dużo lepiej.Staram się
          żebyśmy dużo czasu spędzali razem,we czwórkę,ale nie przed
          tv.Jeździmy na wycieczki,gramy w stare,dobre gry planszowe,piłkę itp.
          Na to nie trzeba kupy kasy(jak się przeważnie facetom wydaje)a można
          się dobrze bawić.
          A co do obowiązków,czy nie popełniałaś w przeszłości częstego
          błędu "matki polki"?Wszystko czego nie zrobiłam ja, jest zrobione
          źle!Kaszka za gęsta(albo za rzadka),naczynia niedomyte,pranie źle
          powieszone,itd.Wiesz,każdemu by się odechciało.
          Mój mąż dał już dzieciom kolację,potem poczyta im bajkę na
          dobranoc,a do kompa usiądzie dopiero jak ja skończę.Chyba juz sie
          zorientował że kiedy mnie choć troche odciąży w obowiązkach,to
          wieczorem może liczyć na "nagrodę".
          A jeśli na twojego nic nie działa to po prostu zajmij sie
          sobą,zamiast czekać na niego z kolacja wybierz się do
          kolezanki,niech nie myśli że twój świwat kręci się wokół niego.Jest
          szansa że w końcu zrozumie.Powodzenia smile
          • pergolcia Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 29.06.08, 21:25
            wątpie, że zrozumie. Drazni go kiedy wychodze a on zostaje sam z maluszkiem. na spacer nie pojdzie. prosłam w sobotę aby zajął się przez godzinkę synkiem to ja szybciutko w spokoju posprzatam. trzy razy zaglądał i pytał "juuuz???" bo ma swoją robote. (oczywiscie nic nie zrobil) Problemy w pracy?? Owszem. Przede wszytskim ma większe ambicje ale nie umie okreslic co innego chciałby robic. Chce wszystko miec juz, szybko szybko a jak ma to patrzy co jeszcze mogły chciec. Ja tez miałam kryzys w pracy ale wiedziałam ,ze dla dobra rodziny musze to rozgraniczyc... on nie zdaje sobie z tego sprawy jakie jest to meczące dla mnie. Od kiedy zaczely sie nasze problemy stwierdzilismy ze potrzebny nam WSPOLNY urlop. Tak się sklada, ze zawsze ma cos waznego do zrobieni i zawsze konczy sie na gadaniu. Mielismy jechac na tydzien razem ale nie pojedziemy bo ktos moglby zabrudzic jego ukochane autko... mam duzo zalu i wiem, że przez to tez coraz trudniej jest się dogadać. Taka samonakręcająca się spirala.
            • justyna3003 Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 29.06.08, 22:06
              U mnie jest to samo, ciągle pretensje i że się czepiam, że o czym chce rozmawiać, że on po pracy chce mieć spokój, a nien że ja mu zawracam głowę jakimś rozmawianiem o niczym.
              My jesteśmy razem 6 lat, kocham go nieziemsko i nie potrafię odejść choć coraz częściej o tym myślę(ostatnio często mnie okłamuje, nie dotrzymuje obietnic).
              W domu zdarza się,że coś zrobi, ale z wielką łaską i w ogóle nie dostrzega i nie docenia tego co ja robię(kanapeczki do pracy specjalnie dla niego-bo ja nie chodzę rano, obiadek ciepły, zakupy zrobione, pranie zrobione wyprasowane ułożone w szafeczkach)jemu się zdaje, że to się samo robi.
              Nie wiem wciąż jeszcze się łudzę, że coś się zmieni...
              często się wkurzamy na siebie i czepiamy o byle co nieraz okropnie się wydzieramy na siebie-nie wiem czemu tak jest, kiedyś bylismy tacy szczęśliwi.
              Dobrze,że nie mamy dziecka-jakby co przynajmniej nie będzie cierpiało.
              A co do rady, może poradż się swojej mamy jeżeli rodzice są dobrym małżeństwem...
              • lahi Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 29.06.08, 23:15
                Pergolciu, rozumiem twoje problemy, bo prawie każda z nas przez to w
                różnym stopniu przechodzi. Sama piszesz, że on nie zdaje sobie
                sprawy, jakie to dla ciebie jest męczące. Wymówki wcale mu tego nie
                uświadomią. Jeśli nie godzi się na pomoc psychologa/poradni, to może
                spróbuj sposobu "domowego"
                Zrób tylko dla siebie taką kartkę: za co go kocham?/co mnie w jego
                zachowaniu denerwuje, o co mam żal? Wypisz sobie wszystkie
                najdrobniejsze myśli. I zobacz - ale szczerze przed samą sobą, czy
                tych rzeczy za co go kochasz, znalazłaś wiele.
                Zobacz też, czy to co cię denerwuje było już od początku, czy po
                pojawieniu się dziecka. Potem zastanów się na czym zależało by ci
                najbardziej (ale nie może być wszystko na raz, tylko stopniowo), a
                co na razie jesteś w stanie odpuścić.
                Faceci na ogół są niedomyślni, myślą zadaniowo i każdy chce
                osiągnąć sukces. Kobiety kierują się intuicją, myślą sieciowo
                (potrafią myśleć o wielu sprawach na raz i robić je jednocześnie),
                chcą być szczęśliwe.
                Harmonia w związku zależy przede wszystkim od komunikacji, potem
                negocjacji. Ale wszystko musi wiązać pozytywne uczucie.
                Dlatego moim zdaniem przyjrzyj się najpierw swoim uczuciom (ile
                miłości/ ile złości i żalu), a potem dopiero zacznij zmiany.
                Nie wiem jak twój facet zareagowałby, gdybyś napisała mu list i
                podłożyła w widocznym dla niego miejscu. A w liście ciepłe słowa,
                jak bardzo go kochasz, za co go kochasz, jak bardzo ci na nim
                zależy, że doceniasz jego starania o finanse rodziny. Na koniec, że
                bardzo cię marwi to, że się kłócicie, że mało czasu spędzacie razem,
                a chciałabyś inaczej(ale bez wylewania swoich żalów). Nie znam
                twojego faceta, ale może to go trochę poruszy. Zobaczysz jak
                zareaguje, co zrobi. Postaraj się w tym czasie nie naciskać, nie
                kłócić - może się wykaże jakąś własną inwencją (kwiatek, upojna noc).
                Jeśli ci starczy determinacji, to zrób jeszcze jedną kartkę: za co
                on mnie kocha/ co go we mnie najbardziej złości.
                Jesteś przemęczona, przeciążona, niedoceniona, ale czy widzisz
                jakieś pozytywy?
                Jesteście razem krótko, ale wierz mi -kobicie z ponad 20 letnim
                stażem małżeńskim - całe życie to sztuka kompromisu, którego
                codziennie się trzeba uczyć. Po wielu latach człowieka w związku
                denerwują zupełnie inne rzeczy, ale miło widzieć w partnerze wiele
                plusów.
                Tak czy owak coś musisz zrobić, daj znać jakie podjęłaś kroki. Życzę
                powodzenia.
                • pergolcia Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 30.06.08, 07:19
                  Dziękuje Wam bardzo za rady. Naprawdę są dla mnie pomocne. Sprobuje jeszcze raz rozmawiać. Listy juz pisałam ale nie specjalnie taka forma dociera do mojego M. chociaż mnie bardzo odpowiada. Jest mi przykro głównie ze względu na synka bo widzę jaką radośc mu sprawia brojenie kiedy jesteśmy w trójkę. Jest wtedy zupełnie inaczj niż jak bawi sie tylko ze mną. Dziecku potrzebny jest ojsciec a wiem, że w sytuacji kiedy bysmy się rozstali nie będzie go miał w wystarczającej ilości. Jest mi tez przykro, że złość na mnie przekłada też na malucha naszego. Pokłócilismy się wieczorem i dzis na przykład rano kiedy wychodził do pracy a myśmy już wstali nawet nie przywitał się z synkiem. Wiem, że jest zły na mnie i , że bardzo kocha naszego Kubusia ale przecież mógł mu chociaż całusa daćsad(Ogólnie czuję się nie doceniona, nie czuję wsparcia z jego strony i cięzko mi znalesć pozytywy.
                  • joanka-r Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 30.06.08, 09:36
                    Jak to mawiają nie ma chatki bez zwadki, ale z tego co piszesz, u Was jest totalny brak porozuminia. Maie całkowicie odrebne spjrzenie na świat.Powinnaś z nim rozmawiać o swoich oczekiwaniach, o tym co czujesz, co sie Tobie nie podoba. Rozmowa, rozmowa , szczera rozmowa. Jeśli bedziesz to gryzc w sobie, problem bedzie narastał.
                    Ja dzieki bogu jestem 11 lat po ślubie i nie wiem co to ciche dni...szkoda życia na takie marnotrawinie czasu. Wzystko sobie wyjasniamy na bieżaco. Nwet jesli mamy czasami odrebne zdanie na pewne rzeczy, szukamy consensusu , ktory zadowoli nas obojga. Mimo ż mąz pracuje na nasz dom i rodzinę, duzo mi pomaga przy dzieciach i w prowadzeniu domu. Dcenia to iż ja poświeciłam sie dla dzieci i zajmuje sie nimi, domem, wszystko organizuje, kiedy on jest w pracy
                    Myle, ze mogłabyś też namowić meża na wizyte w poradni małżeńskiej, oni sa po to aby pomagać. Życzę owodzenia.
                    • pergolcia Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 30.06.08, 10:15
                      Rozmowy niestety nie wiele dająsad Zaproponowałam na początek
                      wspólne obiado-kolacje (żeby chocby przymusowo musiec spedzic razem
                      pol godzinki dziennie) Wysmiał mnie, że to napewno nic nie poprawi.
                      Ogolnie pierd...od rzeczy. wszystko to przekazuje mi krzykiem.
                      twierdzi, ze przeiciez nie pije, pracuje, wiec nie widaomo czemu sie
                      go czepiam i czego od niego chcę. Tak jakbym nie miała prawa
                      oczekiwać nic więcej... To chyba na nic dziewczyny...sad( Dziekuje
                      za próby pomocy...
                      • jolunia01 Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 30.06.08, 11:43
                        Przeczytałam wszystko wyżej, nie chcę cię martwic, ale widze przed
                        toba raczej depresje niz porozumienie z mężem. On nie wydaje mi się
                        całkiem dorosły - zachowania w stylu niepocałowania dzieco, bo ma
                        jakieś pretensje do Ciebie swiadczą o niedojrzałości emocjonalnej.
                        Ja na Twoim miejscu zastanowiłabym sie, czy warto to ciągnąć.
                      • dorismam Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 30.06.08, 12:09
                        Jesteśmy małżeństwem prawie 12 lat, a przed ślubem 5 lat. Zauważyłam
                        kilka istotnych aspektów, które powodują,że w małżeństwie jest ok:
                        1. mężczyzna/Mąż od jego cech charakteru, wychowania przez matkę,
                        uczuć które odebrał od swojej rodziny zależy jak będzie postępował w
                        związku. Zadałaś sobie pytanie, a może wiesz jak wyglądały kontakty
                        Matka-Ojciec w jego rodzinie, czy rozmawiali, a może rozwiedli się i
                        czy ew. ułożyli sobie życie na nowo i są spełneni?
                        2. zawsze i wszędzie rozmowa, mówienie o swoich odczuciach,
                        uczuciach, a także o tym co widzimy i spotyka nas na codzień
                        3. czas spędzony razem - Wasz podstawowy problem - niestety Was
                        dzieli nie łączy - nie jesteście razem, nie rozmawiacie, jego czas
                        dotyczy rzeczy przyziemnych tzn. pracy - w konsekwencji brak
                        uczucia, czasu poświęconego sobie nawzajem.
                        4. dziecko - trzeba naprawdę mądrego faceta, aby docenił, że został
                        ojcem (coraz więcej takich), i że, żona jest już matką JEGO Dziecka -
                        nie może traktować dziecka jak "wroga", czy "konkurencji"
                        5.Brak empatii - on nie umie sobie nawet wyobrazić czego
                        potrzebujesz, co odczuwasz, jakie wew. sprzeczności Tobą targają.
                        6.Zgrywa MACHO, z Twoich wypowiedzi odczytuję, że postrzega Ciebie
                        jako "istotę niższą", nie partnera.

                        Moim zdaniem tylko terapia wstrząsowa spowoduje, że się ocknie. Sam
                        musi sobie odpowiedzieć na pyt. czy mu jeszcze zależy, czy właściwie
                        chce mieć "święty spokój".
                        Zorganizuj jakiś wspólny wieczór poza domem i bez dziecka -
                        usiądźcie i powiedz mu - niech Ci nie przerywa(powiedz to na
                        początku) - co widzisz, co czujesz i na czym zależy Ci w Waszym
                        związku. Musisz się przygotować i najlepiej ze ściągawką, abyś nie
                        ominęła czegoś ważnego z emocji. A emocje będą na pewno, może także
                        patrzeć się na Ciebie drwiąco albo z wyrazem "kobieto czego ty
                        chcesz" A chcesz miłości, czułości i bycia razem.
                        Potem niech on się ustosunkuje do tego. Dajcie sobie czas (nie za
                        długi) na zmianę i podjęcie decyzji co dalej. Zasugeruj mu, że nie
                        chcesz żyć osobno, ale z nim - tylko, czy on tego chce. Myślę, że
                        dobrze zrobi Wam dłuższa przerwa. Jedź sama z dzieckiem na wakacje i
                        nie dzwoń, nie pytaj co u niego.I nie gotuj zapasu jedzenia - musi
                        sam o siebie zadbać. Niech poczuje się samotny, może zobaczy co
                        wnosicie do jego życia. A jak nie, ...., to już Twój wybór.
                        • dorismam Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 30.06.08, 12:18
                          A, czy przypadkiem nie ma jakiejś kobiety na boku. To tak,
                          bezproblemowo, bez obowiązków, sama przyjemnośc? A nie problemy
                          domowe.
    • mama_mateusza_i_niny Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 30.06.08, 18:21
      I jeszcze coś:doceń go czasem(kiedy zasłuży,choćby czymś
      malutkim).Oni to po prostu lubią,my zresztą też.Ale naprawdę
      regularne chwalenie i podkreślanie że to co on robi jest ważne,może
      zdzialać cuda.Wiem że to tak tylko łatwo powiedzieć,dziś tez z moim
      warczymy na siebie od rana.Ale jak wróci ze spaceru z dzieciakami,to
      będzie na niego czekać jakas dobra kolacja,może jakoś razem to
      naprawimy...
      • nuta15 Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 30.06.08, 19:37
        Tak, chwalenie i okazywanie pozytywnych uczuć czyni cuda. Czy
        mówisz mu o tym,że doceniasz jego wysiłek,by zapewnić Wam wygodne
        życie? Współczujesz mu kiedy jest zmęczony? Mówisz ,że go
        kochasz,próbujesz wziąść go za rękę, przytulić się,pocałować, czy
        tylko czekasz na takie gesty z jego strony? Z pewnością jesteś
        zmęczona, praca, małe dziecko, dom, ale robienie sobie nawzajem
        małych przyjemności niewiele kosztuje.
        • pergolcia Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 30.06.08, 20:21
          Czy probuje chwalić i mówić , że doceniam? Czy chcę przytulać i
          całować kiedy ma zły dzień? Owszem ale słyszę: "nie ciuciaj do mnie
          przecież wiesz,ze tego nie znoszę". Dzis byla wspólna kolacja.
          Atmosfera ciężka. Niby krótkie porozumienie ale odczuwam wrażenie,
          że bardziej dla świętego spokoju a niżeli dla chęci walki o Nas. Czy
          na inną kobietę? Wątpię. Przecież nie ma czasu...Moje uczucie też
          się wypala. Chciałabym aby powalczył o mnie a nie tylko łaskawie
          pozwolił mi walczyć o siebie...
          • nuta15 Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 30.06.08, 20:51
            Kiedy ma zły dzień,zostaw go w spokoju,wystarczy kilka ciepłych
            słów, przytulanie i całowanie tylko rozdrażniają faceta w takiej
            sytuacji. Ale przecież nie zawsze ma złe dni, wykorzystaj dobre
            chwile,zaprocentuje. Faceci mają inne priorytety ,na pierwszym
            miesjcu jest zawsze praca, odbierają świat inaczej,liczą sie
            fakty,konrety, dla nas kobiet najważniejsze są uczucia. Zrozumiałam
            to dopiero po kilku latach małżeństwa, też mamy z sobą trudne dni,
            ale teraz po 14 latach jest naprawdę ok. Tobie też tego życzę.
            • f.l.y Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 01.07.08, 14:12
              powiedz któregoś dnia tak zwyczajnie, gdy będziesz mówić jak minął
              dzień: a wiesz, była dzisiaj u mnie Anka przelotem ze swoim
              kolegą/sąsiadem,kuzynem itp/, lecieli gdzieś razem, wpadła po coś
              tam - fajny nawet ten facet, wiesz że on się zajmuje ogrodami?
              rozmawialiśmy o ...i tutaj wymień parę roślin i on powiedział, że
              zajrzy któregoś dnia do mnie i przywiezie parę nowych sadzonek,
              będziemy mieć pięknie w ogrodzie, bardzo się cieszę smile
              nie chce pieniędzy za te sadzonki, bo jakieś takie w promocji ma
              podobno...

              smile

              może się ten Twój facet zastanowi, że jakiś ogrodnik chce Ci pomóc
              bezinteresownie w ogrodzie? wink

              no kłamstwo wiem, ale niech wie, że skoro sam Twoje ciumcianie
              odrzuca, to może zjawić się ktoś, kto zaciumcia do Ciebie wink

              powodzenia...
    • mislawa Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 01.07.08, 16:37
      Nie chcę Cię martwić, ale są takie toporne-oporne typy. I niewiele do nich
      przemawia. Nie rozumieją, że kobieta potrzebuje czułości i bliskości, że zwykła
      uwaga nie jest opierniczem. Moja rada jest taka, jak już mówisz, ze coś ci się
      nie podoba, staraj się nie podnosić głosu, mówić rzeczowo i bez emocji (wiem to
      trudne). Ale na zbyt wiele nie licz. Chęci muszą być po obu stronach.
      • pergolcia Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 02.07.08, 15:14
        No właśnie chęci musza być po obu stronach. Dzięki Wam uswiadomiłam sobie, że nie jestem nienormalna skoro chcę aby mąż okazywał mi uczucia, nie krzyczał na mnie i pomagał mi w domu i przy dziecku. Wczoraj znowu awantura. jestem pierdol...ta<-
    • jerrykot1 Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 02.07.08, 15:34
      no powiedz mi, pergolciu taką rzecz: znacie się już jakiś czas,
      prawda? i jak było kiedyś? Bo nie wierzę, że zgodzilaś się na
      wspólne życie, jeżeli twój mąż byl od zawsze taki, jak terazsad Więc
      chyba ktoś gdzieś popełnił błąd...Na moje bardzo już dorosle oko, to
      chłoptaś jest egocentrykiem pierwszej wody i zawsze taki był, a od
      kogoś takiego należy uciekać jak najszybciej, a nie brnąć w
      toksyczny związek, ktory szkodzi i tobie i dziecku (bo to
      przecież "twoje" a nie "wasze" dziecko, jak wnioskuję). Wybacz mi,
      ciotce emerytce ( i nie ma w tym przesady), ale to jest sytuacja nie
      do naprawienia bez terapii wstrząsowej. Bardzo ci współczuję, sama
      przez podobne trudności musiałam przebrnąć, też byłam młoda i
      zakochana, ale szydło z worka wylazlo znacznie wcześniej, niż
      pojawiło się dziecko - zwiewalam gdzie pieprz rośnie. Znalazlam
      wtedy oparcie w swoich rodzicach, ktorzy nie kwestionowali moich
      wyborow i zawsze mnie wspierali... Jak wyglądają jego stosunki z
      rodziną? czy możesz poszukać u nich pomocy, np. porozmawiać z ojcem,
      starszym bratem? ale jeśli cala rodzina ma podobne podejście do
      obowiązkow - czarno to widzę... przykro mi, że nie mogę cię
      pocieszyćsad
      • pergolcia Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 02.07.08, 15:51
        to ja byłam kiedyś taka głupia, że za wszystko mojego chłopa przepraszałam i byłam na każde jego wezwanie. jak nie chciał zeby spotykała sięz koleżankami (poznalismy się jak jeszcze byłam w liceum) to się nie spotykałam. Zawsze byłam na każde zawołanie i kiedy w domu była awantura zdażało mi się płakać i prosić żeby ode mnie nie odchodził. Wiem, że brzmi to strasznie. Teraz już tak nie jest bo troszkę bardziej wiem ile sama jestem warta. Wsparcie w rodzinie zawsze miałam i wiem ,ze będę miała. On jednak ze swoją nie utrzymywał kontaktu (dopiero od około 2 lat z powrotem z nimi rozmawia). Ogólnie po ślubie zmienił sie pozytywnie ale mam wrażenie, że zawsze to mnie bardziej zależało... Teraz jednak od kilku miesięcy znowu jest jak dawniej. Nie mam odwagi na zmiany. Poza tym najbardziej zależy mi na dobru naszego synka. Wiem, że nic na siłe ale przecież było między nami dobrze i ciągle się kochamy...a moze to poprostu przyzwyczajenie i strach przed samotnością?? Ja wiem, że potrafi być wspaniałym człowiekiem tylko gdzieś się sam zgubił chyba...
        • nuta15 Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 02.07.08, 16:43
          Jeź sama na wakacje,odpoczniecie od siebie, może nabierzecie
          dystansu do waszych problemów , a nawet za sobą zatęsknicie. Na
          wspólnym urlopie, mimo luźnej atmosfery ,zadawnione problemy mogą
          wybuchnąć w najbardziej nieprzewidzianym momencie. Najlepiej byłoby
          gdybyś zabrała ze sobą koleżankę, która ma dziecko w wieku twojego
          synka.Możecie podzielić się opieką nad nimi, tak by każda z was
          miała trochę czasu tylko dla siebie.
          • a.va Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 02.07.08, 17:19
            Też tak myślę, jak Nuta.
    • demi_d Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 02.07.08, 18:42
      No mogę tylko powiedzieć, że twój mąż jest przeokropny i gdyby nie
      dziecko radziłabym Ci go rzucić w cholerę.
      Wydaje mi się że mało Ci pomożemy, może pomoc fachowa (psycholog?)
      wskaże Ci drogę jak przekonać Twojego męża żeby też chciał poprawić
      wasze relacje.
      Piszesz że nie jest złym człowiekiem tylko się pogubił, a czy
      widziałaś go czyniącego coś dobrego zupełnie bezinteresownie, staram
      się wykluczyć skrajny egoizm, dla mnie jest niewyobrażalne ranienie
      kogoś bliskiego kogo powinien kochać tak jak on to robi.
      Wydaje mi się że tylko coś radykalnego może nim wstrząsnąć, np
      realna groźba rozwodu, albo jeśli możesz wyprowadzka i
      nieutrzymywanie kontaktów - jeśli to nie podziała na niego, to chyba
      znaczy że mu zupełnie nie zależy, a wtedy sama musisz zdecydować czy
      jesteś w stanie żyć tak jak teraz.
      Dodam tylko, że moi rodzice nie byli najlepiej dobranym małżeństwem
      pod wieloma względami, ale zawsze gdy byli na krawędzi i padała
      groźba rozwodu, jakoś oboje się opamiętywali (lub strona bardziej
      winna - zazwyczaj Tata) i potem jakiś czas się starali o siebie i
      był spokój.
      Natomiast odowiadając na Twoje pytanie nasze małżeństwo jest pełne
      czułości zrozumienia i bliskości i uważam że takie owinno być każde,
      choć mój pierwszy narzeczony był podobny do Twojego męża, też byłam
      na początku zaślepiona, ale teraz dziękuje Bogu, że jednak za niego
      nie wyszłam.
      • pergolcia Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 02.07.08, 19:34
        na wakacje pojade z mamą i córką mojego brata... heh.. nie wiem czy to dobre wyjście (zwłaszcza patrz: wątek o teściowych (w moncu moja mama to tez czasem taka teściowa z kawałówsmile) Cieszę się jednak, że nie jedziemy razem ze względu na to co wszystkie radzicie. Odpoczniemy od siebie i może pozniej będzie łatwiej. Napewno w tym momencie brakuje mi odwagi na podjęcie radykalnych środków. Kiedys mój mąż kiedy ktoś mu zniszczył jakąś jego rzecz mawiał: "nic się nie stało, w końcu to rzecz nabyta". Dziś mówi: "ja pierd...le , juz wiecej nie pożycze idiocie". To dobrze obrazuje to jakie zmiany w nim zaszły. Ja ciągle kocham tamtą osobę. Fakt , że mamy razem synka sprawia, że myśl o rozwodzie samoczynnie jest wypierana z mojej głowy. Widzę jaki jest szczęśliwy jak oboje przy nim jesteśmy. Czasem się tylko martwie tym jak będzie wyglądało moje życie kiedy on będzie już dorosły. Tymczasm mój M. wyjeżdza na weekend do kolegi. I dobrze...Potrzebuje chyba czasu.
    • weisefrau Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 04.07.08, 21:50
      Hm, czarno to widzę. Miałam taki związek (10 lat to trwało) i teraz mam drugi,
      zupełnie inny, od 12 lat. Chce Ci się czekać? Życia Ci nie szkoda? na wakacje
      jedź sama z dzieciakiem. Będziesz miała spokój i żadnych awantur i płaczów.
      • pergolcia Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 05.07.08, 09:46
        Mieliscie razem dziecko??? Nie było szans na zmianę jego zachowania? Skad wziełaś odwagę?
        • dorismam Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 07.07.08, 12:49
          Pergolcia, jest dużym chłopcem, a Ty już dużą dziewczynką. Dlaczego
          cały czas zabiegasz o niego i dzielisz się zabawkami, a on swoich
          nie da , a twoje zabierze i nie odda. Wyciągnął od Ciebie już
          wszystko, teraz (w końcu) "dojrzałaś" i masz swoje zdanie i
          zwróciłaś uwagę na swoje uczucia. Do tej pory tylko ON i ON. Teraz
          dostrzegłaś siebie. Widzę to w ciemnych barwach. Wakacje lepiej z
          koleżanką z dzieckiem, niż a mamą. Na 100% doradzi, abyś
          się "przemęczyła" dalej. Jeżeli jeszcze chcesz walczyć, a jesteś/cie
          wierzący, są rekolekcje dla małżeństw. W problemach pomagają bardzo
          skutecznie, tylko potrzeba min. woli. A jeżeli brakuje chęci, to ja
          bym nie zwlekała. Tak jak radziłam wyżej zareaguj ostro, bo do
          niczego dobrego to nie zmierza.
          Dlaczego to zawsze kobieta ma się starać i ulegać na każdym kroku
          (nie chodzi o sex). Jesteście partnerami, a Ty nie jesteś od niego
          zależna.
        • weisefrau Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 08.07.08, 12:37
          pergolcia napisała:

          > Mieliscie razem dziecko??? Nie było szans na zmianę jego zachowania? Skad wzieł
          > aś odwagę?
          Mamy dziecko. Zabrałam dziecko i go zostawiłam. Odwagę w sobie wyhodowałam. Nie
          żałuję ani jednego dnia bez mojego ex - przeciwnie, codziennie się cieszę, że
          tak zrobiłam.
    • wracajaca Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 08.07.08, 14:58

      jestem 8 lat po ślubie, w związku od 11. Twój problem jest typowy.
      Ja tak miałam przez jakieś 1,5 roku- począwszy właśnie gdzieś od 6
      rocznicy- może trochę później, w każdym badź razie skończyło się to
      kilka miesięcy temu. Postawiłam ostatecznie wszystko na ostrzu noża-
      spakowałam go, dzieciom wyjaśniłam że tatuś nie będzie już z nami
      mieszkał, pokłóciłam się z teściową- wręcz ją opieprzyłam.
      Zaczęłam brać persen, aby dać sobie radę ze wszystkim, nie odegrać
      się na dzieciach. Tatusiowi kazałam przyjeżdżać wieczorem do dzieci
      po pracy, aby miały z nim kontakt, a sama w tym czasie siadałam do
      stołu z...puzzlami. Nota bene nie sądziłam, że to mnie tak wyciszy i
      będę umiała rozmawiać potem bez emocji. OcZywiście zadbałam też o
      to, aby w międzyczasie jak mnie nie było w domu przeczytał pozew
      rozwodowy, w którym wygarnęłam różne świństwa- typu niepomaganie w
      domu, niezajmowanie się dziećmi, przemoc psychiczną na rodzinie- tak
      naprawdę to były moje żale, które UROSŁY do kosmicznego powodu
      rozowdowego. .... ale to była ostateczna moja zagrywka po całym tym
      okresie "kłótni" i nierozmów...Wtedy zobaczył, tak naprawdę co
      stracił.

      wcześniej- wyjeżdżałam sama z dziećmi, bez nikogo. Nabierałam
      dystansu, uczyłam się nie przerzucać na maluchy mojej agresji i
      niemocy zaakceptowania swojej roli w tym związku. Po powrocie
      zwracałam mu uwagę- zobacz jak Twój syn umie wspaniale budować z
      klocków, a córcia jak maluje już serca, nie jesteś z tego dumny ze
      tak wspaniale się rozwijają? Nie potrafisz czy nie chcesz im tego
      okazać? Zresztą bardzo często do dziś mu mówię jakie ma wspaniałe
      dzieci, żeby je obserwował, bo bardzo szybko rosną i "dorośleją".
      Pamiętam jak Mikołaj dał synkowi PS2, którą wcześniej w nocy
      testowałam i nie mogłam przejść w grze na kolejny etap (gra wiekowo
      od 3 lat). Synek grając na niej drugi raz po prostu śmigał-
      siedziałam wtedy na wersalce obok męża i zaczęłam się śmiać "stary
      to wino co kupiłeś na wieczór to za słabe trochę będzie"- szczęki
      nam opadały coraz niżej obserwując młodego.
      Teraz czasami w nocy jak już dzieci śpią urywamy się z domu na pół
      godzinki do pobliskiej knajpki na piwko, tam możemy właśnie
      rozmawiać na neutralnym gruncie, luźniej bo po alkoholu o naszych
      marzeniach i planach, lęku dnia jutrzejszego tez nam nie brakuje...

      Przede wszystkim droga Pergolciu- życzę Ci wyciszenia, abyś się nie
      zagubiła w szarości dnia codziennego. Pamiętaj, że jeśli mąż
      sprawia, ze jesteś nieszczęśliwa musisz uszczęśliwić samą siebie, to
      wcale nie muszą być jakieś szaleństwa zakupowe- u mnie dobra zielona
      herbata i jakieś książki, nawet z wyprzedaży ("a tobie to co się
      dzieje że czytasz?"- tak mnie mąż kwitował- nie reagowałam, nie
      musiałam, dzieci spały, im już nie byłam potrzebna, a on się mną nie
      interesował, miałam czas dla siebie). Możesz odzyskać wiarę w siebie
      również poprzez flirt, tylko jeśli Ci zależy na rodzinie pamiętaj o
      granicach, które szybko tu się mogą zatrzeć, bo inny facet nas
      dowartowościuje, a tego jesteśmy spragnione i łapczywie chwytamy
      każda chwilę kiedy to możemy obcemu facetowi się wypłakać w mankiet
      (wirtualny również), a on wysłucha, pocieszy i powie że jesteśmy
      wspaniałe a mąż to głupi palant skoro tego nie widzi...

      Powodzenia
      Dorota
      • pergolcia już po:-)) 21.07.08, 06:36
        no i po wakacjachsmile Rozłąka bardzo dobrze nam zrobiła (tak sądze)
        Przez pierwsze dni było mi przykro kiedy patrzyłam na inne całe
        rodziny spędzające wspólnie czas. Doszłam do wniosku, że jedno
        życie mam i to ja mam być w nim także szczęśliwa a nie tylko
        uszczęśliwiać innych. Ku mojemu zaskoczeniu mój M. też za mną
        zatęsknił bo zdążył przeorganizować cały system pracy tak aby móc
        więcej czasu spędzać ze mną i z synkiem. Teraz wieczorami czeka
        prasowanie i robotapa pierkowa a my siedzimy w ogrodzie i opowiadamy
        sobie o wszystkimsmile Mam nadzieję, że tak już zostanie na zawsze;-
        )))) Kończąc wątek dziękuje ślicznie wszystkim którzy dodawali mi
        sił, pozwalali uwierzyć w siebie i otworzyć oczysmile)))))
        • ana119 Re: już po:-)) 21.07.08, 11:21
          miło przeczytać, że jednak potrafiliście się dogadaćsmile))
    • ladyjm Re: problem nietypowy...albo typowy:-( 21.07.08, 10:11
      po prostu oboje jestescie przemeczeni a on ucieka w prace

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka