06.03.08, 19:04
Hej Przedziwna!

W wątku "bursztyn" napisałaś:

> do dzis jak przegladam kidzine
Zakładam nowy wątek dla "kidziny", bo niby doskonale wiem, co to jest, ale -
wstyd przyznać - nie znałem tego słowa.

Dziękuję Ci za te korepetycje... :)

O kidzinie znalazłem na przykład to:
www.przyrodapolska.pl/pazdziernik02/kidzina.html
Pozdrawiam serdecznie!
Kuba :)
Obserwuj wątek
    • przedziwna1 Re: Kidzina 06.03.08, 19:50
      Pamietam swoje zaskoczenie, gdy pierwszy raz zobaczylam ludzi przeszukujacych -
      z pietyzmem wrecz - "śmieci" lezace przy brzegu morza. Dla mnie wtedy to byly
      zwykle smieci: jakas zielenina, patyki, resztki sieci rybackich,
      muszelki...Myslalam, ze ludzie szukaja tam pieniędzy? złotych pierscionkow?
      zegarkow? czyli wartosciowych rzeczy zgubionych w piasku przez turystow...:)
      Dobrzy ludzie morza wytlumaczyli mi pozniej co to sa te "smieci", jak to sie
      zwie i czego tam sie szuka....A jak zobaczylam goscia w woderach idacego wzdluz
      brzegu przez morze i ciagnacego za soba siatke do wylawiania tej kidziny to juz
      wszystko bylo jasne. A w wiaderku byly krewetki....
      Zobaczcie
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,881,63494725,70460669.html
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,881,63494725,72736949.html
      • przedziwna1 Re: Kidzina 06.03.08, 20:00
        Na strone Przyrody Polskiej zagladam czesto , ale artykulu o kidzinie tam nie
        znalazlam wczesniej - ciekawe informacje, dzieki :)
        To ja podrzuce link do bałtyckich żyjątek, sa tam tez krewetki ( i w ogole fajna
        strona o Bałtyku )
        hel.univ.gda.pl/jurek/organizmy.htm
        • e.qba Re: Kidzina 07.03.08, 11:51
          Doskonała strona! Nie znałem jej, dziękuję bardzo!
          Pozdrawiam serdecznie!
          Kuba :)
      • e.qba Re: Kidzina 07.03.08, 11:47
        Moje pierwsze "spotkanie" z pryzmami kidziny (a ściślej: z ludźmi, którzy ją
        przeszukiwali) też było dla mnie niesamowite. Po pamiętnym sztormie, pod koniec
        listopada 2004 szedłem z Krynicy Morskiej do ujścia Wisły. Po wielu kilometrach
        samotnego marszu, na plaży w Mikoszewie zobaczyłem potężne sterty "śmieci" -
        długie na kilkadziesiąt metrów, szerokie na kilka, wysokie miejscami na metr. Po
        nich w niezwykłym skupieniu i milczeniu, bardzo powoli przesuwało się
        kilkadziesiąt osób - wszyscy uważnie wpatrzeni pod nogi. Było coś całkowicie
        nierealnego w tym widoku, teatr, happening, lub (przepraszam) szpital do
        obłąkanych...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka