stefan4
05.03.25, 10:27
,,L'État, c'est moi'' — tą frazę (przypisywaną Ludwikowi XIV) obecnie powtarzałby w kółko usawski Prezydent-Słońce, gdyby oprócz usawskiego znał jeszcze jakiś inny język.
Jak doszło do tego, że w ciągu kilkudziesięciu dni USA przekształciło się z wiodącej światowej demokracji w satrapię oligarchów rządzoną nieuzgadnianymi z nikim dekretami? Co mogło spowodować, że ani Kongres, ani Senat nie są już do niczego potrzebne, że nad dyktatorem nie mają władzy sądy, a całą politykę przepełnia grzmiący Trumpalizm?
I to bez śladu oporu społecznego. Coś tam jacyś jajogłowi bąkają w telewizorach, ale kraj się w zasadzie poddał. Wiadomo, że izolacja gospodarcza USA, zaprowadzana przez Trumpa, musi wywołać wzrost cen i to nie tylko na symboliczne jajka, ale na wszystko. To wzbogaci Trumpoidów, ale zuboży przeciętnego konsumenta. I co konsumenci na to? — nic. Wiadomo, że wycofywanie się USA z polityki światowej spełnia marzenia Putina, ale godzi w usawskie interesy. I co na to antyTrumpowscy politycy? — jak wyżej, nic. Demokracja USA była rzekomo zaopatrzona w liczne ,,checks and balances'', które miały zapobiegać zaprowadzeniu tyranii i odebraniu ludowi jego praw. I jak te bezpieczniki zadziałały? — nawet nie wydały jęku.
Czy każdy ustrój demokratyczny jest ze swojej natury tak słaby i labilny, że może zostać obalony jednym ruchem, jednymi nieudanymi wyborami? Oczywiście nie wiem tego, ale podejrzewam, że to nie były tylko te jedne wybory i te jedne 6 Trumpotygodni władzy, ale wieloletnie przygotowania prowadzone przez wytrawnych specjalistów z KGB, którzy teraz w USA faktycznie sprawują władzę.
Ale i tak nie mogę wyjść z zadziwienia, jak łatwo i bez oporu to się stało...
- Stefan