stranger.pl
12.03.05, 11:43
Fakty są takie, że nie jadąc do Moskwy polska dyplomacja nie pomoże tysiącom
pomordowanych przez Sowietów w Gułagach, za to zaszkodzi milionom żyjących.
Rosja to nie jest mały kraj na dalekiej Syberii, któremu mozna wymierzać
policzek, ostentacyjnie ignorując zaproszenie dla "naszego" prezydenta. Nie
jest też tak, że do Moskwy przyjadą tylko Czukcze i Mongołowie. Do Moskwy
przyjadą wszyscy wielcy tego świata i ew. nasza absencja będzie takim
policzkiem. Co tym zyskamy? Czy "pokażemy im" co są warci Polacy? Tak my
pomachamy szabelką, a oni odpowiedzą nam z armat! A kto nas obroni, kto
będzie walczył: "o wolność naszą i waszą"? Historia uczy, że my zawsze
walczymy za wolność cudzą, a za naszą NIKT. Romantyczny poeta może
powiedzieć, w stanie narkotycznej ekstazy, że bojkotuje moskiewskie obchody.
Prezydent państwa graniczącego z Rosja na obchody takie jedzie i robi dobrą
minę do złej gry. A w myślach powtarza sobie: "Racja stanu! Racja stanu!
Racja stanu!". Talleyrand rzekł kiedyś do Napoleona: "To co Wasza Cesarska
Mość uczyniłeś, to rzecz gorsza od zbrodnii, to błąd". I to jest istota
problemu. Polityk realny patrzy, aby nie popełnić błędu politycznego i aby
odnieść zwycięstwo polityczne. Polityk romantyczny szuka zwycięstwa
moralnego, a nie rzeczywistego. Tragedia naszego narodu polega na tym, że
zwycięstw moralnych odnieśliśmy wiele; polityczne odnosimy z rzadka. Patrząc,
aby nie popełnić moralnej "zbrodnii", popełniamy polityczne "błędy".
"Myśl Polska" nr. 11 z 13 marca br. "Trzeba jechać do Moskwy" Lukasz Szostak