puls
23.11.06, 08:45
Giną tylko przeciwnicy Syrii
Od trzydziestu lat wszystkie ofiary zamachów politycznych w Libanie wywodziły
się z obozu niepodległościowego i antysyryjskiego. Trudno więc mówić o jakimś
zbiegu okoliczności. Syria systematycznie eliminuje swoich przeciwników.
Czy Libanowi grozi teraz wojna domowa? Myślę, że nie. Ale po śmierci Dżemajela
wątpliwe staje się przetrwanie libańskiego rządu. Jeśli któryś z ministrów
niespodziewanie umrze na zawał serca, zabraknie quorum. Wtedy cała władza
przejdzie w ręce prezydenta Emile'a Lahouda, który słucha poleceń z Damaszku.
Syria i Iran chcą doprowadzić do chaosu w Libanie, sprzyjającego ich kontroli
nad tym krajem. Duchowy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei mówi otwarcie:
trzeba pokonać Amerykę w Libanie. Szef Hezbollahu nazwał obecny rząd libański
"marionetką ambasadora USA".
Z drugiej strony cieszę się, że najważniejsze państwa europejskie są wreszcie
obecne w Libanie dzięki siłom UNIFIL. Francja jest na pierwszej linii, więc
jej głos i doświadczenie powinny być brane pod uwagę. Nie wolno się ugiąć
przed syryjsko-irańskim terrorem. UE powinna się opowiadać stanowczo za
suwerennością Libanu.
Antoine Basbous jest dyrektorem Obserwatorium Krajów Arabskich w Paryżu
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_061123/swiat/swiat_a_1.html