Gość: natt
IP: *.pgi.waw.pl
29.07.03, 07:50
http://wiadomosci.poprostu.pl/?act=flt&id=1056292510
W masce dawnego reżimu
wywiad Amy Goodman z Robertem Fiskiem
pisze Robert Fisk
22. czerwca 2003
11 czerwca 2003 roku Amy Goodman z Democracy Now! przeprowadziła wywiad z
Robertem Fiskiem, dziennikarzem londyńskiego Independent, który wrócił
właśnie wtedy z Iraku, gdzie obserwował rosnący ruch oporu wobec Amerykanów.
GOODMAN: Robert, czy możesz opowiedzieć, co zastałeś na miejscu?
FISK: To, co zobaczyłem, to chyba najczystszy przykład armii, która miała się
za armię wyzwolicielską a przeistoczyła się w armię okupancką, jaki zdarzyło
mi się oglądać. Wielu z tych żołnierzy, którzy zostali przydzieleni do
Trzeciej Dywizji, będących często wojskowymi policjantami, zwykłymi
amerykańskimi glinami, miało dość trafne pojęcie o tym, co się tu dzieje. Po
Amerykanach można spodziewać się różnych reakcji. Spotkałem np. miłego gościa
o nazwisku Cummings, byłego policjanta z Rhode Island, który jest bardzo
wrażliwy w relacjach z ludźmi, nie przejmuje się wrogimi okrzykami, cały czas
się uśmiecha. Powiedział, że jeśli ludzie zaczną obrzucać go kamieniami,
odpłaci się cukierkami. Spotkałem także innego żołnierza, który podszedł do
mężczyzny w średnim wieku, siedzącego na krześle i powiedział "jeśli
zejdziesz z tego krzesła - złamię ci kark". Spotkałem wśród amerykańskich
żołnierzy zarówno ludzi dobrych jak i złych - jak to zresztą zwykle bywa -
ale ludzie, z którymi rozmawiałem, czy to sierżant czy kapitan, w większości
zdawali sobie sprawię, że coś poszło nie tak, że coś idzie w złym kierunku.
Jeden gość powiedział mi, że zawsze, kiedy schodzi nad rzekę (w rejonie
Fallujah) czuje się jak w Somalii. Można w każdej chwili zostać ostrzelanym
lub oberwać kamieniem. Niektórzy żołnierze wypowiadali się o sytuacji w
Bagdadzie bardzo szczerze. Kilka osób mówiło mi, że lotnisko w Bagdadzie
ostrzeliwane jest co noc. Dwie osoby twierdziły, że kiedy tylko wojskowy
samolot ląduje tam w nocy, rozlegają się strzały. W istocie niektórzy piloci
powracają tam do starych wietnamskich metod i lądują schodząc nagle z
wysokiego pułapu, zamiast czynić to normalnie, powoli obniżając lot, gdyż
obawiają się, że jeśli będą lecieć zbyt nisko - zostaną ostrzelani. Siły
koalicyjne stykają się z bardzo poważnymi problemami z bezpieczeństwem.
Amerykanie wciąż nazywają osoby, które im zagrażają, poplecznikami Saddama i
terrorystami.
Ale w rzeczywistości obserwujemy rozwój zorganizowanego ruchu oporu, który
bynajmniej nie składa się tylko z byłych członków partii Baas czy saddamowych
fedainów.
Złość narasta także w społecznościach szyickich, które zawsze były
najbardziej opozycyjne w stosunku do Saddama. Myślę, że obserwujemy teraz
wrzenie w wielu społecznościach - u szyitów, którzy zostali pozbawieni
złudzeń, którzy nie wierzą w to, że zostali wyzwoleni; u tych, którzy są
związani z Iranem a więc nie lubią Amerykanów tak czy siak; u sunnitów,
którzy czują się zagrożeni przez szyitów, dawnych wasali Saddama, którzy
stracili pracę, Kurdów, którzy są rozczarowani. To dopiero początek
prawdziwego oporu i wielkiego zagrożenia dla Amerykanów.
GOODMAN: W dzisiejszym New Yourk Times na pierwszej stronie
czytamy "Amerykańscy żołnierze są w irackich miastach nocami atakowani przez
anonimowych wrogów" i Michael Gordon opisuje, jak zorganizowany jest opór i
jak ożywa on w nocy. Opowiada też, że niektóre ataki są dokonywane w
koordynacji małych grupek bojowników, które wykorzystują systemy sygnalizacji
używane w siłach amerykańskich - chodzi tu o użycie czerwonych, białych i
niebieskich flar, kiedy siły przybywają i kiedy atak się zaczyna.
FISK: Tak, słyszałem o tym. Słyszałem także, że w Fallujah istnieje system
klaksonów samochodowych: kiedy konwój amerykańskich sił zbliża się,
rozbrzmiewa pojedynczy klakson, który później jest przekazywany dalej. Kiedy
ostatni pojazd przejedzie, słychać dwa klaksony. Dzięki temu ktoś oddalony
może ocenić długość konwoju i np. podjąć decyzję, czy jest on na tyle mały,
żeby go zaatakować.
Jeden z głównych problemów z Amerykanami, jak sądzę, jest taki, że bosowie w
Pentagonie cały czas wiedzieli, że zwycięstwo Amerykanów nie przyniesie końca
łamania praw człowieka, że nie będzie kwiatów i muzyki dla żołnierzy i ludzie
nie będą żyć długo i szczęśliwie kochając Amerykę. Być może pamiętasz, że
kiedy Rumsfeld pierwszy raz przybył do Bagdadu, robiąc coś na co nie poważył
się wasz prezydent, nie chciał nawet wysiadać z samolotu.
Wygłosił bardzo ciekawe i dosyć złowieszcze przemówienie - w ogromnym
hangarze na bagdadzkim lotnisku. Powiedział, że wciąż musimy walczyć z
niedobitkami Saddama i terrorystami. Pomyślałem - chwileczkę, kim są ci
ludzie? I po paru minutach chyba zdałem sobie sprawę, co on ma na myśli - on
już przygotowywał etykietkę dla wszelkiej opozycji wobec Amerykanów. Jeśli
tylko Amerykanie zostaną atakowani, zrzuci się to na niedobitki Saddama, tak
samo jak na niedobitki Talibanu zrzuca się winę za brak stabilizacji w
Afganistanie. Można także oskarżyć Al Kaidę, tak że Ameryka znów będzie
walczyć ze swoimi starym wrogiem.
Sugeruje się, że to ruch oporu przekonuje ludzi, żeby nie wierzyli w
wyzwolenie, a wszyscy miłujący pokój mają oczywiście wierzyć, że zostali
przez Amerykanów wyzwoleni, a nie że są przez nich okupowani.
Warto zwrócić uwagę na całą serię gaf, popełnianych przez Paula Bremera -
amerykańską głowę tzw. sił koalicyjnych.
Przede wszystkim rozwiązał on iracką armię. Cóż, trudno sobie wyobrazić
armię, która bardziej zasługiwałaby na rozwiązanie. Ale to oznacza, że ponad
ćwierć miliona uzbrojonych mężczyzn z dnia na dzień pozbawionych zostało
pracy i dochodu. No i teraz, jeśli masz ćwierć miliona uzbrojonych
Irakijczyków, którzy nagle przestają otrzymywać zapłatę, a którzy się
nazwajem znają, co - jak sądzisz - będą oni robić? Będą tworzyć jakieś
zbrojne i tajne siły; zostaną opatrzeni mianem terrorystów, z czego zapewne
zdają sobie sprawę, a wtedy zaczną zachęcać innych ludzi: dlaczego nie
przyłączysz się do nas?
W Fallujah spotkałem młodego mężczyznę, w którego sklepie Amerykanie właśnie
co skończyli przeszukania. Opowiadał, że parę dni wcześniej przyszli do niego
ludzie z ruchu oporu i zaproponowali, by się do nich przyłączył. Zapytałem,
co im odpowiedział, na co on: "odmówiłem, teraz jednak, być może, zmienię
zdanie". Spotkałem też szyicką rodzinę, która wprowadziła się do byłego
bagdadzkiego domu oficera wywiadu Saddama. Rodzina ta została odwiedzona trzy
dni wcześniej przez uzbrojonego mężczyznę, który ostrzegł ich, aby wynieśli
się z tego domu. "Nie będzie do was należał, dopóki się do nas nie
przyłączycie" - powiedział. Chłopak z Fallujah twierdził, że mężczyzna, który
proponował mu wstąpienie do ruchu oporu, pokazywał broń i legitymacje
wywiadu. Mówił, że dalej są opłacani i że są dumni z faktu, że mogą nosić
swoje legitymacje partii Baas. Takie miasteczka jak Fallujah różnią się
znacznie od Tikritu. Są bardzo pro-saddamowe. W Fallujah mieściła się wielka
fabryka amunicji, która zapewniała masowe zatrudnienie. Jego mieszkańcy
kochali Saddama głównie dlatego, że w przeciwnym wypadku poszliby do
więzienia, ale tak czy siak dziś jest to zalążek poważnego ruchu oporu.
Paul Bremer nakazał prawnikom tymczasowego rządu stworzyć machinę cenzury
irackiej prasy. Irackie media będą cenzurowane. "Kontrolowane" jak się
oficjalnie głosi, choć słowo "cenzura" jest tu bardziej na miejscu.
To są te same metody, których używał Saddam. Irakijczycy przywykli do
cenzurowanej prasy; w końcu nie znali innej ponad 20 lat.
Problem tkwi w tym, że w irackiej prasie pojawiają się niestworzone historie.
Nie ma tu tradycji zachodniego stylu dziennikarstwa. Nie ma np. tradycji
umieszczania w artykułach innych wersji wydarzeń, podanych przez drugą
stronę. Po tym jak Amerykanie s