you-know-who
15.02.08, 08:53
tak jak niektorzy z was, 15 lutego 2003 poszedlem na Demostracje.
bylem w sztokholmie. to byla demonstracja przeciw wojnie, najwieksza
*przed*wojenna demonstracja, i moze najwieksza w ogole ogolnoswiatowa.
www.punchdown.org/rvb/F15/
[w kazdym wiekszym miescie braly udzial tysiace ludzi.
byla, mala, nawet w warszawie! 80% warszawiakow mowilo wtedy, ze popiera
wojne. duza demonstracja antyimperialistyczna w kraju niedawnej demokracji
ludowej, aby zdenerwowac nowego pana?
to grozilo linczem.]
NYT mowil "two superpowers on the planet - the United States, and worldwide
public opinion". condonliza rice odpowiadala ze to "[will] not affect [the US
administration's] determination to confront Saddam Hussein and help the Iraqi
people". pomogli 1 zamordyscie i okolo 100,000 irakijczykow przeniesc sie w
zaswiaty. (szkoda analizowac ten bullshit amerykanskiej propagandy, to uwlacza
w ogole inteligencji przedszkolaka.)
i co?
przegralismy. wojna byla juz de facto zaczeta, brakowalo tylko inauguracji w
dzienniku tv. jakas nadzieja byla w systemie demokracji. jesli wyborcy
zaprotestuja, moze rzady sie ugna? przegralismy! demokracja odslonila twarz,
jej fasada okazala sie dekoracja z filmu hollywoodzkiego.
zaden rzad nie musi sluchac wyborcow, musi tylko szybko analizowac przeglady
opinii publicznej w okresie kampanii.
a moze nie przegralismy....? oczywiscie, tak sie mowi. na przyklad,
kanada po raz pierwszy od baaaardzo wielu lat pokazala srodkowy palec
wielkiemu przyglupiemu bratu i nie wyslala wojska. to bylo kompletnie
szokujace, patrzac na historie wasalstwa politycznego kanady.
w istocie jednak jest inaczej. przegralismy cos wszyscy.
ale jeszcze minelo chyba za malo lat aby te przegrana (w kontekscie
demokracji) podsumowywac.
milego dnia.