Gość: zniepołomic
IP: 80.50.251.*
03.01.06, 11:27
Czy w "szkole z klasą" powinny dziać się takie rzeczy?:
1. Nauczyciele bez skrępowania i zażenowania przyjmują od uczniów (całe klasy
się składają) różne prezenty z takich okazji jak: imieniny, mikołajki, Dzień
Nauczyciela i zakończenie roku szkolnego. O ile te dwie ostatnie okazje nie
budziłyby wątpliwości, gdyby prezenty nie były dosyć "konkretne", o tyle dwie
pierwsze są moim zdaniem zupełnie niewłaściwe. Szczerze mówiąc poczułabym się
dziwnie, gdyby uczeń wręczył mi w imieniu klasy z okazji imienin paczuszkę z
szamponem, płynem do kąpieli itp. Czy to jakaś podpowiedź? Oczywiście można
powiedzieć, że to wina rodziców, którzy niepotrzebnie kupują takie podarunki,
ale skąd wiedzą, kiedy nauczyciel ma imieniny? Dlaczego nauczyciel nie może
zapowiedzieć, że nie życzy sobie takich prezentów? Jak rodzice mogą nie dać,
skoro taki jest uświęcony tradycją tej szkoły zwyczaj i nauczyciele tego
oczekują? Czy nauczyciele, którzy doskonale zdają sobie sprawę z biedy
panującej w niektórych rodzinach, którzy właśnie tym uzasadniają
nieorganizowanie wyjazdów do teatru, kina czy na wycieczki, nie czują się
głupio, wiedząc, że te właśnie rodziny składają się na prezenty dla nich? I
to nie tylko na opisane wcześniej zestawy toaletowe, ale też na znacznie
kosztowniejsze prezenty na zakończenie roku szkolnego ( sprzęt elektroniczny,
komplety naczyń stołowych (!!!), srebrna biżuteria, drogie albumy itp.).
Zenada!!!
2. Pan Dyrektor z uśmiechem przyjmuje pokaźne bukiety kwiatów od każdej klasy
(która ma odwagę sie wyłamać?!) w dniu swioch imienin. Czy to nie jest
prywatne święto Pana Dyrektora? Czy nie wyglądłoby to lepiej, gdyby Pan
Dyrektor zapowiedział narzucającym się z kwiatami rodzicom, że nie zyczy
sobie bukietów? Czy nie byłoby to pięknym gestem, gdyby zaproponował
nachalnym "kwiatodawcom", żeby zamiast wydawać pieniądze w kwiaciarni,
przeznaczyli je na dofinansowanie wycieczek dla najbiedniejszych dzieci,
które na te wycieczki nie jeżdżą? Ależ nie! Tak przyjemnie odbierać dowody
szczerej miłości od uczniów (nawet tych, których nie uczy).
3. Nawet w piękne, upalne dni dzieci nie moga spędzać przerw na dużym
szkolnym boisku. Dlaczego? A któżby miał ich tam pilnować? Nauczyciele się
szanują i nie będą dyżurować na boisku. Pewnie musiałoby ich tam być co
najmniej dwóch, czyli mieliby więcej dyżurów w tygodniu. Lepiej więc niech
dzieci spędają przerwy biegając w potwornym hałasie i kurzu na korytarzach.
Higiena pracy umysłowej? Odpoczynek? Świeże powietrze? Jakieś zabobony!
Czasem nauczyciel dyżurujący na parterze się zlituje i pozwoli dzieciom wyjść
na wybrukowany placyk przed szkołą. Tam się mogą wyszaleć. Ale tylko te,
które mają lekcje na parterze, bo w czasie przerw nie wolno przechodzić na
inne piętra.
I to jest szkoła z klasą!!!
Pewnie nauczyciele wypełnili w swoim czasie większą ilość ankiet, napisali
sprawozdania i dostali certyfikat (wiem, bo sama to kiedyś przeszłam).
Nie twierdzę, że wszystko w tej szkole jest złe. Nie mam zastrzeżeń do
poziomu nauczania, umiejętności pedagogicznych nauczycieli. Jednak ta łyżka
dziegciu w beczce miodu bardzo psuje smak!