Gość: zi-k
IP: *.146.219.176.ip.airbites.pl
13.01.08, 22:11
Mieszkam na średniej wielkości zadupiu (koło 50 tys.ludzi-
częstotliwość występowania moto, 1 do 2 przejeżdżających na dzień)
Jeżdżę na motocyklu od dobrych kilku lat i wciąż spotykam się z
męczącym zainteresowaniem.
Nie mogę swobodnie wyjechać na miasto albo zaparkować przed domem bo
zawsze się znajdzie jakiś natręt-nastolatek, babcia dziecko,facet
którzy zadaja głupie pytania..
Ile wyciągnie? czy jeżdze jak wariat? bo pokazywali takich w tv, pan
wie że na was mówią dawcy nerek?I przy tym macają mój moto brudnymi
paluchami ,czasem nawet robią zdjęcia jak jakiemuś misiu w zoo.Jak
zatrzymałem sie kiedyś w jakiejś wiosce na krzyżówce to nieznajoma
baba wskoczyła mi na siodło pasażera i chciała żebym ją przewiózł-
była trzeżwa
Najgorsi są faceci w wieku średnim częstujący mnie tekstami....
miałem kiedyś wsk-e jawę urala ale ożeniłem się przyszło dziecko i
sprzedałem ale mnie ciągnie i chyba niedługo kupię....co jest
oczywistą bzdurą bo są do cna skapcaniali.Słowo że spotkałem takich
kilkunastu.
Jak zaczynałem jeżdzić to nawet mi to imponowało i czułem sie jak
jakas gwiazda big brothera, Doda czy Norbi ale dawno przestało mnie
to bawić i ciągle nie mogę sie doczekać czasów, gdy na drogach
będzie tyle motocykli ,że będę zwracał tyle uwagi co pies z kulawa
nogą .
Ma ktoś tak jeszcze czy jestem dziwakiem?
Piszę to w nawiązaniu do tekstu o kobietach motocyklistkach ,bo
wypowiadające sie twierdzą że są postrzegane normalnie w co trudno
uwierzyć zważając na moje doświadczenia.
Podejrzewam że szczególnie w małej mieścinie widok kobiety na
motocyklu na wzbudza takie same emocje jak dawniej baby z brodą