konstatacja
16.11.05, 14:28
Spotkalam okolo dwoch lat temu dziewczyne, dwudziestosiedmioletna, przepiekna
brunetke (modelke na emeryturze ;) ), ktora chciala zostac aktorka.
Bylam porazona jej oddaniem, nie mylic z egzaltacja skierowana ku temu
zawodowi.
O ile teraz, w mediach, jak ja to odbieram panuje troche moda na stosunek do
rzeczy raczej cool, ta dziewczyna - ne pamietam jej imienia nawet - byla,
jakby to powiedziec, we wnetrzu bardzo goraca.
Powiedziala mi, ze wcale nie chciala tego robic, ale zawsze ja do sceny
ciagnelo. Skonczyla inne studia, wyszla za maz, stosunkowo dobrze zarabiala
na boku. Uzgodnila jednak z mezem rodzaj "urlopu dziekanskiego", by mogla sie
przekonac, czy Teatr to jest to, co rzeczywiscie pragnie w z zyciem zrobic.
Poszla do prywatnego studium teatralnego na rok, majac nadzieje, ze sie tam
do tego absurdalnego marzenia zniecheci.
Niestety, jak sama stwierdzila, niestety dla niej, "wiekowej", okazalo sie,
ze to jest to.
Ma dwadziescia siedem lat, wade wymowy, zadnego doswiadczenia scenicznego-
zawodowego poza tym, co robila w studium, ogromna urode i talent, ktorego ja
niestety nie umie ocenic - nigdy jej "w akcji" nie widzialam.
Nie miala w sobie zdzbla egzaltacji czy much w nosie.
Nie miala wokol sobie nic z pretensjonalnej "aury artystki".
Zdawala do wszystkich panstwowych szkol teatralnych: spotkalam ja kilka dni
przed jej lodzkim egzaminem. na moja uwage, ze niestety, nie patrzac na jej
wszelkie atuty, ze wzgledu na wiek jej szanse moga byc nikle, ze spokojem
odpowiadala, ze przeciez to juz jest poza jej zasiegiem.
Dosc pozno sie okazalo, ze to jest wlasnie to, co chcialaby robic.
I koniec. Decyzja jest teraz troche poza nia: ona po prostu podaza za czyms,
czego zwalczyc nie potrafi.
Nie wiem, jak jej poszlo, nie wiem, czy sie dostala, podejrzewam, ze nie. Ale
tak sobie mysle, nawet, jesli bylaby kiepska - wlasnie osobe taka jak ona
chcialabym zobaczyc na scenie, nawet bardzo.
I ze to, co ona miala liczylo sie bardziej niz talent.