hoop1
23.06.02, 22:10
Ostatnio bylam swiadkiem nastepujacej sytuacji:
Godziny wieczorne, po 22.00, kiedy normalne sklepy sa pozamykane.
Kupowalam sobie cole w przejsciu podziemnym na Centralnym. Panienka obslugujaca
nalewala mi cole, a do mnie podszedl chlopak, normalnie ubrany, nie zaden lump
czy menel. Byl na kacu, to jedno bylo widac. Podszedl do mnie i poprosil o
jakies pieniadze. Poniewaz z zasady odmawiam, odmowilam i jemu, mowiac niestety
ze nie dam.
Chlopak wjal z kieszeni jakies drobniaki, grosiki, przeliczyl, i spytal sie
panienki obslugujacej ile kosztuje najtanszy napoj. Odpowiedziala ze 2 zl.
Chlopak przeliczyl jeszcze raz grosiki, widac bylo ze ma za malo. Zrezygnowany
w koncu poprosil panienke, czy moglaby mu dac szklanke wody.
Odpowiedziala: Nie, bo mnie szef nie pozwala.
Mnie zamurowalo na taka odpowiedz. Automatycznie spytalam sie chlopaka ile mu
brakuje i dalam mu te pieniadze. Chlopak kupil sok. NIe czekalm ani na
dziekuje, ani na nic, bo nie moglam uwierzyc ze szklanka wody tak duzo
kosztuje!!!!!