Dodaj do ulubionych

Styl dworkowy - wnętrza.

23.10.05, 02:56
Kto wie, jak stylizowano wnętrza "dworków" oraz mieszkań w kamienicach
nawiązujących nostalgiczne do dawnej architektury Polskiej? Czy z racji na
bieżącą dostępność pewnych rodzajów mebli i sprzętów były to po prostu wnętrza
z elementami secesji, art deco, czy później bauhausu, czy też istniało pojęcie
dworkowej aranżacji wnętrz i w ten deseń właściciele zagracali swoje
najbliższe otoczenie?
Obserwuj wątek
    • jarekzielinski Re: Styl dworkowy - wnętrza. 23.10.05, 20:12
      Sprawy te szerzej są poruszone w tylko dwóch polskojęzycznych publikacjach,
      stosunkowo mało znanych:

      1. Rybczyński W.: "Dom. Krótka historia idei". Gdańska-Warszawa 1996,
      2. Dybczyńska-Bułyszko A.: "Od kamienicy do wieżowca, 1918-1939", W-wa 2005.
      Ta druga pozycja jest na pewno do kupienia w Księgarni Amerykańskiej na Wydz.
      Architektury PW (cena 35 zł); pierwszą jeszcze niedawno widziałem w "Prusie".
      Przemyślenia w obu książkach zawarte są dla mnie niezwykle ciekawe, m.in. teza
      o powszechnej praktyce transplantacji dworskiego stylu życia i odpowiadającej
      mu struktury budowania do wnętrza kamienicy i domu w stylu "dworkowym".
      Generalizując można powiedzieć, że aż do 1939 tradycja była znacznie silniejsza
      od nowych prądów w sztuce. Mówiono, że dzieło sztuki jest z natury rzeczy
      awangardowe i rewolucyjne, a dom czy mieszkanie - tradycyjne i konserwatywne. W
      ten sposób za funkcjonalistycznymi fasadami kryły się nieomalże staropolskie
      wnętrza. Przykład z mojej rodziny: funkcjonalistyczny domek kupiony przez
      mojego dziadka na wystawie "Tani Dom Własny" w 1932 r. został
      umeblowany "ludwikami" itp. bibelotami. To był powszechny zwyczaj.
      Pzdr.
      • chinique Re: Styl dworkowy - wnętrza. 24.10.05, 01:33
        Ciekawa sprawa, dzięki za podpowiedź, spróbuję sięgnąć do wskazanej przez Ciebie
        literatury. Tymczasem zerknąłem do tego co było pod ręką (Majewski, Warszawa
        nieodbudowana - lata 30-te, rozdział "W bloku, w willi, w kamienicy - czyli
        mieszkać w słońcu") i okazuje się, że rzeczywiście, w zasadzie tylko sami
        architekci i artyści plastycy robili sobie chaty w modernistycznych klimatach i
        sami projektowali tego rodzaju meble. Majewski podaje jeszcze inne źródło, z
        którego najprawdopodobniej wziął zdjęcia - (luksusowy) miesięcznik "Arkady",
        medium ówczesnego ('30) modernistycznego lansu. Ktoś może wie, czy do pisemko
        jest dostępne na mikrofilmach w jakimś warszawskim archiwum?
        • jarekzielinski Arkady 24.10.05, 23:03
          To kultowa pozycja wszystkich smarkaczy z Architektury PW. Wydaje im się, że
          tak było w realu - WRONG!!! - to były urojenia grupy ludzi, którzy
          zrealizowali je - znacznie później - w powojennej, zamordowanej Warszawie
          (rodzaj nekrofilii); czasopisma są dostępne (jak się do nich nikt akurat nie
          modli) - jak wyżej - biblioteka; sygnatura: P.12; w fiszce należy podać
          rocznik - 1/1935... itd.
          • chinique Modernizm po wojnie vs. willa na Chocimskiej. 24.10.05, 23:40
            Rozumiem, że chodzi o bibliotekę Wydziału Architektury PW? Czy to oznacza, że
            Arkady np. rocznik 1935 był przygotowany i wydany po wojnie? Ale przecież np.
            modernistyczna (zewnątrz i wewnątrz) willa przy Chocimskiej 8/10 istniała
            naprawdę przed 1939, co oznaczałoby, że jednak tego rodzaju wnętrza, może
            sporadycznie, ale miewały miejsce w przedwojennych mieszkaniach (?)
            • fima "Arkady" nie były wydawane po wojnie, 25.10.05, 20:41
              ich duch (oczywiście za sprawą Wandy Filipowiczowej) odrodził się w
              m.in. "Projekcie", wydawnictwie "Arkady".
              Ostatnie "Arkady" to podwójny numer wakacyjny lipiec-sierpień 1939, pisma
              takiego już później nie było i nigdy nie będzie. Jednym z moich największych
              marzeń jest wejście w posiadanie numeru WRZEŚNIOWEGO, który ponoć gdzieś
              istnieje na kliszach, nigdy już nie wydrukowanych.
              "Arkady" są tym, co niemal od dziecka ukształtowało moje pojmowanie
              architektury i choć trudno mnie nazwać "smarkaczem z architektury" to z
              wyjątkową przykrością przeczytałem ironiczne słowa p. Zielińskiego o ich
              wiernych młodych (!) czytelnikach. Ale i z niejaką przyjemnością, że nie jest
              to tylko mój starczy bzik, jak to miło że młodzi ludzie do nich sięgają - to
              chyba dobrze wróży ich drodze zawodowej, hę?
            • jarekzielinski Re: Modernizm po wojnie vs. willa na Chocimskiej. 25.10.05, 21:02
              Oczywiście, że tak, podobnie jak dziś ludzie (zamożni) robili w swoich domach
              co chcieli. Niektórzy urządzali "maison moderne". To było lansowane przez prasę
              fachową, ale to tak, jakby dziś wierzyć, że nasi rodzice i dziadkowie żyli po
              wojnie w swoich "dziuplach" zgodnie z nakazami Ijlicza i Wissarionowicza! A to
              przecież można przeczytać w, np., "Stolicy". Czy szanowny Chinique ma swe lokum
              umeblowane zgodnie z najnowszymi prądami pokazanymi w - przypuśćmy -
              periodyku "Modne Mieszkanie"?!
              P.S.: numery "Arkad" są autentycznie przedwojenne, pisali tam głównie ludzie,
              którzy postarali się o "oczyszczenie" powojennej Warszawy
              z "niepotrzebnych", "burżuazyjnych" niedobitków architektury. Nawiasem mówiąc
              projektowali oni najwspanialsze w historii miasta "kapitalistyczne" sklepy na
              Marszałkowskiej (lata 1945 - ok. 1949), potem zas chórem wyrzekali się
              swoich "błędów i wypaczeń" i ze śpiewem na ustach fundowali nam socjalistyczną
              rzeczywistość. Przykładami ideowej konwersji (czytaj: k...stwa) są m.in.:
              Bohdan Lachert, Bohdan Pniewski i Stanisław Brukalski. Pzdr. J.
              • chinique Ażeby się nie kurzyło. 25.10.05, 21:30
                Znalazłem źródła, które podają, że wnętrza secesyjne i art deco zamieniano na
                modernistyczne z gołymi ścianami i kilkoma ładnymi mebelkami m.in. dlatego, aby
                się nie kurzyło :). Szanowny Chinique nie jest zwolennikiem meblowania w stylu
                "Kabaty? Blisko metra!".
                • jarekzielinski Re: Ażeby się nie kurzyło. 27.10.05, 20:58
                  To prawda, wielu tak robiło, ale z pewnością mniejszość, przywiązanie do
                  tradycji było olbrzymie. Warto jednak zwrócić uwagę na pewien zapomniany
                  szczegół: mieszkania z XIX i początku XX w. były bardzo ciemne nie ze względu
                  na układ okien, ale dlatego iż ich ściany pokrywano ciemnymi obiciami lub
                  malowano w mroczne kolory - aby nie było widać sadzy z pieców i kopcia z
                  gazowych lamp! Konwencja mieszczańska kazała tłoczyć się rodzinie na codzień w
                  1-2 pokojach z kuchnią, w pozostałych zaś (np. pięciu) wielkie ilości zakrytych
                  prześcieradłami mebli oczekiwały na gości. Ot, taka konwencja. Wraz ze zmianą
                  obyczajów (a szło to bardzo opornie) wnętrza rozjaśniano (elektryczność i
                  centralne ogrzewanie nie brudziły!), mieszkania "zasiedlano" w całości, a
                  zbędne meble eliminowano. Tak jednak postępowała głównie elita, kierująca się
                  nakazami mody.
                  Inna sprawa to wnętrza sklepów - także tu najszybciej ewoluowały te
                  najmodniejsze i najdroższe, przy Marszałkowskiej czy Nowym Świecie.
                  Bezpardonowo niszczono cenny często wystrój dawniejszy i zamawiano super high-
                  tech u najlepszych óczesnych architektów. Czasami przerabiano tak cały parter
                  zabytkowej kamienicy, także od zewnątrz, co dziś wzbudzałoby protesty, ale
                  wtedy było "postępowe". Sklepy mniej znaczne zachowały klimat belle-epoque aż
                  do 1944 r., a np. na Pradze można je było oglądać jeszcze nie tak dawno. Pzdr.
                  • allgau Re: Ażeby się nie kurzyło. 03.11.05, 14:02
                    No taki Nowicki chociażby, jeszcze za okupacji projektował wnętrza sklepowe.
                    oczywiscie stare pewnie by jednak przetrwały gdyby nie wojna, skoro wiele
                    przetrwało w Krakowie, podobnie jak wnętrza restauracji, zawsze są
                    konserwatywni właściiele i takaż stała, tradycyjna klientela. Pamiętajmy, że i
                    staroświecki sklep Wedla róg Szpitalnej i Góskiego chciano już przed wojna
                    zmodernizować, ale na szczęście klientela się nie zgodziła i dotrwał do dziś...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka