Dodaj do ulubionych

Prośba o wyjaśnienie- skuwanie fasad w czasach PRL

08.02.06, 16:58
Miałbym prośbę.
Ostatnio odbyłem rozmowę na temat architektury Warszawy i m.in.
zaprezentowałem zasłyszany na jakimś spotkaniu pogląd o tym, że w czasach PRL
skuwano fasady domów, przygotowując je w ten sposób do wyburzenia jako
obiekty przypominające raczej rudery niż piękne kamienice.

Mój rozmówca stwierdził, że w czasach PRL władza nie musiała sie przed niczym
tłumaczyć i ta hipoteza jego zdaniem nie jest specjalnie wiarygodna bo gdyby
chcieli wyburzyć to by wyburzyli bez oglądania się na czyjąkolwiek opinię.
Jego zdaniem jeżeli już to robiono, to ze względów bezpieczeństwa by na
chodniki nie spadały kawałki elewacji.

Mógłby mi ktoś podać źródła gdzie ten pogląd (o wyburzaniu) został
zaprezentowany albo podać linka gdzie takie kamienice są pokazane "przed"
i "po" takiej akcji lub trochę bardziej naświetlić całą sprawę?

Z góry bardzo dziękuję.
Obserwuj wątek
    • rapid136 Re: Prośba o wyjaśnienie- skuwanie fasad w czasac 08.02.06, 17:08
      Z tego co wiem, to fasady skuwano juz przed wojną. Powodem było to, że
      zdobienia było kojarzone z czasem zaborów. W czasach PRLu pewnie robiono to juz
      z rozmaitych powodów. Z chęci ujednolicenia wyglądu ulicy, dopasowania starych
      kamienic do nowych bloków. Ze wzgledów bezpieczeństwa pewnie też czasem.
      Mozliwe, że też decydowało o tym widzimisie lokalnego urzędasa.
      Zdaje się że ktos wspominał o tym w wątku i kamienicy Foksal 13
    • chinique Przykład ... 08.02.06, 17:09

      www.warszawa1939.pl/index.php?r1=marszalkowska_66.htm&r3=0
      • no.morro Re: Przykład ... 08.02.06, 17:25
        Czy ta kamienica nie została jednak zniszczona w czasie Powstania i potem
        nieodbudowana w dawnej formie? Czy też może jej wystrój przertwał wojnę i skuto
        fasadę później?
        • jurek1987 Re: Przykład ... 08.02.06, 17:50
          Kamienica ta została podczas wojny uszkodzona.
          Wystrój usunięto po 1950 roku.
          • jurek1987 Re: Przykład ... 08.02.06, 17:57
            Takich budynków jest oczywiście znacznie więcej.
            W przeważającej ilości skuwano tandetniejsze gipsowe wystroje,
            ale zdarzały się przypadki niszczenia solidnych elewacji-
            kamienica na Marszałkowskiej róg Wilczej jest na to świetnym przykładem.
            Natomiast obdarte z gipsowych zdobień kamienice można zobaczyć np.
            na Kruczej 3 i Mokotowskiej 73.
            W przypadku domów o niezbyt solidnym wystroju jego zniszczenie można było
            w łatwy sposób zaargumentować-po prostu decydowały tu względy bezpieczeństwa i
            niechęć do remontowania tandetych,często już zmurszałych elewacji.
            Jeśli mówimy o domach solidniejszych mamy do czynienia ze zwykłym wandalizmem.
            • mvitti Dlaczego 08.02.06, 23:47
              skuwanie fasad kamienic było jednym z elementów odcinania się od "starej"
              Polski. Że po wojnie architektami byli ci najwybitniejsi, kochający
              fumcjonalizm, modernizm lat 30, to pomysł ten spotykał się z ich pełna
              akceptacją. Jeszcze przed wojną pojawiały sie takie koncepcje (wtedy ze względu
              na inną modę, na prostotę).
              • no.morro Re: Dlaczego 09.02.06, 00:44
                Czy fasad nie skuto przypadkiem na Wileńskiej? Na tej jak i na innych ulicach
                Pragi często straszą fasady z cegły i widac że coś tam wczesniej było...
              • horpyna4 Re: Dlaczego 09.02.06, 08:02
                Mvitti, masz rację. Najpierw moderniści uznali secesję i eklektyzm za style
                przeładowane ozdobami i w ogóle w złym guście. Później, w PRL-u, za "burżuazyjny
                przeżytek". Ale znaczna część tych elewacji uległa rozsypce z powodu braku
                jakiejkolwiek konserwacji. Przecież kamienice odebrano właścicielom i zamieszkał
                w nich często tzw. "element". Dewastacja postępowała, brakowało pieniędzy na
                remonty instalacji (czy przegniłych stropów, w startch domach bywały drewniane).
                To kto by się przejmował takimi drobiazgami, jak kruszenie się ozdób? A jak w
                wyszczerbienie dostanie się woda, a potem zamarznie, to wiadomo co będzie.
                W rezultacie zaczęto skuwać, co się tylko dało, bo spadało przechodniom na
                głowy.
                • erazm1 Barbarzyństwo i ideologia 09.02.06, 08:57
                  Jedyna publikacja, która sensownie przedstawia ten temat to "Warszawa nie
                  odbudowana" Majewskiego i Markiewicza z 1998 roku, skuwano oczywiście z
                  nienawiści do przedwojennej i burżuazyjnej Polski, a dlaczego nie wszystkie
                  takie kamienice wyburzono, prosta sprawa, nie było mieszkań zastępczych, a te
                  co były to dostawali zasłużeni dla reżimu raczej niż w większości menele z
                  takich kamienic, dziś wiele z nich jest w opłakanym stanie, bo jako
                  przeznaczone do wyburzenia nie przechodziły remontów.
    • fima Nie kryła się za tym żadna szczególna filozofia 09.02.06, 13:16
      Po prostu niechlujstwo, permanentny "brak mocy przerobowych", niedostrzeganie
      jakichkolwiek wartości zastanego dziedzictwa kulturowego przez ludność
      napływową, likwidacja mieszczaństwa jako warstwy społecznej, upaństwowienie
      wszystkiego - czyli to co niosła ze sobą komunistyczna komunalna gospodarka
      mieszkaniowa a mieszczącego się w pojęciu "barbarzyństwo", trafnie podanym
      przez Erazma.
      Nie ma co doszukiwać się tu jakichkolwiek znaczeń czy koncepcji estetycznych.
      Rąbano sztukaterie, bo remont czegoś takiego wydawał się bezsensowny: "dziwna
      chłopu wątroba" - jak mawiał Kisiel.
      Ta mentalność częściowo przetrwała, choć na brak mocy przerobowych już nie
      można narzekać: po maksymalnym wyświnieniu obiektu żąda się jego całkowitego
      unicestwienia, nie pojmując jego wartości historycznej czy urbanistycznej:
      Dworzec Centralny, Pasaż Wiecha, SuperSam, liczne wciąż stojące zdewastowane
      kamienice, hale targowe itp. itd - przykładów niestety wciąż bez liku.
      • chinique Skuwanie dekoracji z Supersamu 09.02.06, 13:31
        Czy można płynnie przejść z ubolewania nad skuwaniem secesji do ubolewania nad
        Dworcem Centralnym i Supersamem?
        • fima Re: Skuwanie dekoracji z Supersamu 09.02.06, 22:34
          chinique napisał:
          > Czy można płynnie przejść z ubolewania nad skuwaniem secesji do ubolewania nad
          > Dworcem Centralnym i Supersamem?

          Tak, oczywiście.
          Jeśli się rozumie czym jest dziedzictwo kulturalne, patrimoine, cheritidż.
          • mvitti Re: Skuwanie dekoracji z Supersamu 09.02.06, 23:19
            jak najbardziej, ja przechodze...bo nie chodzi ani o bezmyslne umiłowanie
            starego, ani o sentyment za socjalizmem, a o zrozumienie, czym jest dziedzictwo,
            co to jest dobra architektura i czym jest klimat miasta...ja niedawno to
            pojęłam;) i dlatego nie chce wyburzania starych kamienic(też dlatego bo bez
            zabudowy pierzejowej nie ma przytulnego miasta), ani ciekawych, europejskich,
            przykładów architektóry okresu PRL, która niepotrzebnie jest z nim
            wiązana...Supersam i dworzec centralny do gruntownego odnowienia, nie do
            zburzenia!!!
            Dlaczego nikt się nie chwyta za uniwerus, uniwersal i inne baraki, tylko za
            prawdziwe perełki (stolica kino, supersam np.)???
            • chinique Na uniwersal ... 09.02.06, 23:29
              ... i inne syfy też przyjdzie czas. Rozstawmy po mieście saturatory, bo tworzą
              przytulny klimat i budki z hot-dogami, bo przypominają o przytulnych latach
              transformacji, gdzie pośród szalejącej hiperinflacji, każdy mógł odpalić swój
              mały biznes, kiedy jeszcze pełni nadziei na lepsze jutro, a jeszcze nie
              podłamani cieniami młodej demokracji handlowaliśmy na gigantycznym bazarku pod
              Pałacem Kultury dżinsami za trzydzieści złotyk, sprowadzanymi za pół darmo z
              dziewiarskiej Łodzi.

              Czyli jak rozumiesz co to jest dobra architektura?
          • chinique Chyba herytydż. 09.02.06, 23:21
            To niebezpieczna żonglerka zbyt pojemnymi pojęciami podobna do innej - tak na
            pozór oczywistymi ideami jak wiara, nadzieja, miłość. Jak tak sobie obserwuję
            dyskusje miłośników zabytków, a równolegle do niej dysputy skajskrejpersiarzy,
            to nachodzi mnie refleksja gdzie leży gruba kreska Mazowieckiego optymalnie
            rozdzielająca skrajne zachowania ratowania każdej klinkierówki i gipsowej
            dekoracji za wszelką cenę a orania wszystkiego buldożerami i spychaczami i
            stawiania budynków o umownie średnio-kiepskiej architekturze ale za to
            "prestiżowych" "inteligentnych", a na dodatek typu high rise. Z jednej strony
            marzenia o przywróceniu klimatu Paryża północy :), z drugiej strony miasto już
            ma, a dopiero będzie miało capacity i wymagania funkcjonalne o jakich nie śniło
            się urbanistom i architektom przed wojną a także później. Czy można mówić o
            dziedzictwie kulturalnym Supersamu, podczas gdy Warszawa stoi przed szansą
            stworzenia downtown będącego centrum korporacyjnego dowodzenia na region Europy
            Środkowej? Ktoś tam chciał w Supersamie zrobić muzeum architektury, podczas gdy
            orając go, albo przenosząc do skansenu można te 1000 miejsc pracy klasy średniej
            przenieść spod Piaseczna do Centrum, gdzie w porze lanczu i wieczorami białe
            kołnierze dojeżdżające jak w londyńskim City "tramwajami" mogłyby wskrzesić
            swoimi PLN knajpy i usługi zapyziałego pl. Unii Lubelskiej i stworzyć
            wielkomiejski klimat i nagle by się okazało, że nieco bardziej od Supersamu
            zabytkowe fasady/kamienice w najbliższej okolicy same się wyremontowały, bo nie
            dość, że najemcy usług na parterach mieliby z czego zapłacić czynsz, to jeszcze
            do okolicznych wspólnot zaczęli by się wprowadzać ludzie z pieniędzmi dbający o
            swoje najbliższe otoczenie nieco lepiej niż żulik, który przychodzi do
            siedemdziesięcioletniej mamusi wyłudzić trochę z jej renty na wódzię, a ona nie
            ma bo mieszka sama na 120-metrowym mieszkaniu i płaci 900PLN czynszu. Przejdźmy
            jednak do historii jako budowniczy muzeów w Supersamach, podczas gdy np.
            Mokotowska się sypie na głowy. Co na to herytydż i wspomniana łojcowizno?
            • no.morro Re: Chyba herytydż. 10.02.06, 13:42
              Niezły wpis i coś w tym jest.

              Wracając do tematu wątku. Jak rozumiem pogląd, że skuwanie fasad było
              pretekstem do późniejszego wyburzania kamienic nie jest wam znany?
              • erazm1 Re: Chyba herytydż. 10.02.06, 15:08
                oczywiście, że było, bo jak już skuli do gołej cegły, no to była rudera i
                wystarczy poczytac w prasie, jak się cieszono, ze znikają, całą Grzybowska,
                Sienna, Pańska były doprowadzone do takiego stanu, efekt.... tych kamienic dziś
                nie ma, a to były całe ciągi pierzei....
                • jurek1987 Re: Chyba herytydż. 10.02.06, 17:36
                  Oj ale z tą Grzybowską to nie był najlepszy przykład...
                  Tam po 1950 zburzono tylko jedną czynszówkę...
                  Natomiast przez skuwanie fasad i brak remontu doprowadzono do postaci
                  ruder i następnie wyeliminowano trzy stojące obok siebie kamienice
                  na końcu ulicy Chmielnej po nieparzystej stronie.
                  • allgau Re: Chyba herytydż. 11.02.06, 10:44
                    kochany na Grzybowskiej po 1945 zburzono wiele więcej niż jedną czynszówkę
                    zobacz w Atlasie Jarka Zielińskiego...
                    • jurek1987 Re: Chyba herytydż. 11.02.06, 15:41
                      Nie chodzi mi o wypalone budynki których mury rozebrano już w 1946roku
                      tylko o dobrze zachowane kamienice które niszczono w latach 60 i 70-
                      właśnie wtedy gdy w najlepsze trwał proces skuwania starych elewacji.
                      Z Atlasu(który znam bądz co bądz bardzo dobrze)wynika że w tym okresie na
                      Grzybowskiej nie było ciągów zachowanych kamienic tylko nieliczne ocalałe domy
                      trwające na różnych odcinkach ulicy i pochodzące w większej części z lat
                      międzywojennych.Te czynszówki które wtedy istniały w stanie kompletnym
                      przetrwały do dziś z wyjątkiem secesyjnej kamienicy
                      (jak pisał Kasprzycki kupca Arona Thursza)pod nr.24.
                      Potwierdzają to także fotografie z tamtego okresu.
                      Pozdrawiam
            • s.fug Re: Chyba herytydż. 10.02.06, 21:37
              chinique napisał:
              > Ktoś tam chciał w Supersamie zrobić muzeum architektury, podczas gdy
              > orając go, albo przenosząc do skansenu można te 1000 miejsc pracy klasy
              średnie
              > j
              > przenieść spod Piaseczna do Centrum, gdzie w porze lanczu i wieczorami białe
              > kołnierze dojeżdżające jak w londyńskim City "tramwajami" mogłyby wskrzesić
              > swoimi PLN knajpy i usługi zapyziałego pl. Unii Lubelskiej i stworzyć
              > wielkomiejski klimat i nagle by się okazało, że nieco bardziej od Supersamu
              > zabytkowe fasady/kamienice w najbliższej okolicy same się wyremontowały, bo
              nie
              > dość, że najemcy usług na parterach mieliby z czego zapłacić czynsz, to
              jeszcze
              > do okolicznych wspólnot zaczęli by się wprowadzać ludzie z pieniędzmi...

              Zaraz, zaraz... Toż kilka lat temu tuż obok wyrosło już jedno ogromne
              gmaszysko, w którym pracuje pewnie porównywalna liczba "białych kołnierzyków" -
              Centrum Puławska czy jakoś tak. No i co? Plac jest wciąż, jak piszesz,
              zapyziały, fasady nie wyremontowane, knajpki nie rozkwitły?! Dlaczego? Przecież
              miało być tak pięknie...
              Może wyjaśnisz nam tę zagadkę?
              • chinique CFP 11.02.06, 01:10
                Zamiast histeryzować, polecam PKT, albo inny serwis, w którym można sprawdzić
                ilościowo ile usług ma miejsce w okolicy. Ja ograniczę się jedynie do knajp - w
                samym Europleksie mamy Tricafe, Red Sun Sushi Bar, Pizza Expres/San Marzano,
                Eurest, Silver Bar oraz World Cafe, tuż obok jest Safir oraz Pizza Hut. Sugeruję
                pojechać i sprawdzić ile nowych usług powstało w okolicy skrzyżowania
                Rakowieckiej i Puławskiej, salony GSM, wysokiej klasy "fryzjery", sklepy
                odzieżowe i inne. Nie wyglądało by to tak, gdyby pod Kinem Moskwa wciąż stały
                czołgi. A pl. Unii Lubelskiej jest zapyziały, bo to akurat nie jest najbliższe
                sąsiedztwo CFP, ale się podniesie jak dobrzy ludzie przeniosą Supersam do
                skansenu i postawią jakiś kulturalny i przemyślany architektonicznie biurowiec.

                Architektura CFP, przyznaję, słabawa i to jest akurat miejsce na poprawę i
                powód, aby zatwierdzać do realizacji nieco "ładniejsze" projekty, które
                obowiązkowo powinny zawierać kawałek otwartej przestrzeni publicznej.
                • mvitti obszerne wyjaśnienie 15.02.06, 01:40
                  Pozowle sobie wkleić wklejony przez kol. Kosaćca fragment:
                  tekst Roberta Marcinkowskiego,autora "Ilustrowanego Atlasu..":

                  "W powojennej historii naszego miasta bardzo ważną rolę odegrało Biuro Odbudowy
                  Stolicy (.....). Na czele BOS stanął Piotrowski Roman, członek PPR (...). Przed
                  wojną należał do awangardowych architektów skupiających się wokół pisma
                  "Praesens" (wcześniej "Blok"), tworzących grupę zwolenników szwajcarskiego
                  architekta Le Corbusiera (1887 - 1965), który jest uważany za ojca tzw.
                  architektury nowoczesnej. (...) O ile jego twórczość w normalnych warunkach była
                  nieszkodliwa (...), o tyle przeszczepiona na polski grunt pierwszych lat
                  powojennych uległa nienaturalnych wypaczeniom i mutacjom, wcielana zaś w życie
                  na masową skalę, przyniosła bardzo negatywne efekty. Niestety Polska, a
                  szczególnie Warszawa, była wtedy jak niezaorany ugór. Architekci z BOS mogli
                  eksperymentować do woli. Własność prywatne została zlikwidowana. Odebrano
                  ludziom place i stojące na nich kamienice, które stały się państwowe, czyli
                  niczyje. (...)
                  W bandycki sposób, z pominięciem jakichkolwiek praw, odebrano ludziom dorobek
                  całego życia, a często wielu pokoleń: kamienice, majątki ziemskie i firmy -
                  niektóre z nich były prawdziwymi imperiami rodzinnymi, jak np. "G. Gerlah", po
                  której spuściznę przejęła powojenna "Skala", "Heberbuch i Schiele" (Obecnie
                  Browary Warszawskie) czy "E. Wedel". (...)
                  Jako że grupa architektów-nowatorów skupiająca się wokół BOS miała poglądy
                  lewicujące, nie było kłopotów z zaakceptowaniem przez wadze komunistyczne tego,
                  że realizują oni własne, niespełnione przed wojną, w "burżuazyjnej Polsce',
                  projekty, które podobnie jak komuniści, gloryfikowały lud pracujący, dla którego
                  tworzono całe osiedla i dzielnice. Komuniści przyjęli więc młodych architektów w
                  szeregi swych partii (wtedy jeszcze dwóch: PPS i PPR). Okazało się, że ludzie
                  związani z tymi ugrupowaniami nie mają aż tak radykalnych poglądów na
                  zagadnienie odbudowy stolicy, jak architekci z BOS. Oto bowiem posłowie PPR
                  okazali się bardziej wyrozumiali dla Warszawy niż radykałowie-utopiści, którzy
                  ku nieszczęściu przyszłych pokoleń swój plan rozbiórki dużej części miasta
                  wcielili w życie. Posłowie PPR twierdzili, że należy odbudowywać co się da, w
                  minimalnym stopni dokonując wyburzeń. Zalecali unikanie rozbiórek, nawet jeśli
                  remontowane obiekty miałaby kolidować z przewidywanymi w przyszłości
                  inwestycjami. (...) Jednakże doktrynerzy z BOS nie chcieli o tym słyszeć i
                  niszczyli całe połacie miasta pod byle pretekstem. Raz mówiono o konieczności
                  rozebrania kamienic, aby "nie zagnieździła się w nich prywatna inicjatywa" - ty
                  były, można by rzecz, powody polityczne, pod takim pretekstem chciano rozebrać
                  damy otaczające plac Unii Lubelskiej. Kiedy indziej tempo rozbiórek
                  przyspieszano "w trosce o obywateli". (...) Kolejną przyczyną wyburzeń był fakt,
                  że stare budynki znajdowały się w obrębie nowych inwestycji. Zdarzało się jednak
                  i tak, że pod tym pretekstem niszczono też obiekty stojące na sąsiednich ulicach
                  i nie mające nic wspólnego z zamierzoną inwestycją. W końcu rozbierano domy, bo
                  "były brzydkie - reprezentowały styl wsteczny", więc należało je szybko usunąć.
                  A trzeba wiedzieć, że puste place po takich rozbiórkach stały nie zabudowane
                  nawet po 20 lat!
                  Jak więc widać, działania Biura Odbudowy Stolicy wcale nie prowadziły do
                  odbudowy. W najlepszym przypadku można mówić o przebudowie. Tak naprawdę jednak
                  instytucja ta zajmowała się inwentaryzacją tego, co pozostało i kłamliwą
                  propagandą, że podczas wojny prawie całe miasto legło w gruzach. Przede
                  wszystkim jednak kontynuowano działo zniszczenia zapoczątkowane przez Niemców.
                  Robiono to "Zgodnie z prawem". Na uwagę zasługuje fakt, że przy postępowaniach
                  wywłaszczeniowych około 17.000 przypadków załatwiono niepoprawnie, łamiąc
                  przepisy uprzednio przez siebie samych ustalone. Jeśli zestawimy z tym liczbę
                  5000 kamienic, jakie znajdują się obecnie na terenie Gminy Centrum, (obecnie na
                  powrót dzielnica Śródmieście - przyp. ASME) to będziemy mieli choć trochę
                  pojęcia o rozmiarach tragedii naszego miasta, jaka rozegrał się w latach
                  powojennych. Bardzo często nie pozwalano nic samemu odbudowywać, chyba że było
                  to na rękę ówczesnym władzom (np. wiele domów przy Nowym Świecie podźwignięto z
                  gruzów za prywatne pieniądze, po czym w majestacie prawa wraz ze znajdującymi
                  się na nich nieruchomościami zostały zagrabione przez państwo). (...)
                  Kierownictwo BOS już wcześniej zadecydowało, że "budynki przeznaczane do
                  rozbiórki będą wyburzane niezależnie od stopnia ich zachowania" [J. Sujecki
                  "Druga śmierć miasta" 1998]. To przerażające, ale tak niestety było. (...)
                  Należy jasno i wyraźnie powiedzieć, że to właśnie dzięki działalności BOS
                  nastąpiła definitywna zagłada starej Warszawy, że to dzięki BOS zburzono, a nie
                  odbudowano Warszawę. (...)
                  Należy z całą mocą podkreślić, że Warszawę niszczono z premedytacją nie, jak się
                  powszechnie sądzi, do 1945, a do 1956 r. Potem również dewastowano nasze miasto,
                  ale już nie tak intensywnie. Zresztą proces ten twa do dzisiaj, z tą tylko
                  różnicą, iż obecnie inaczej się tłumaczy wyburzanie kamienic. Mówi się o ich
                  złym stanie technicznym, o siedlisku patologii społecznych itd. (...)
                  Po wojnie Warszawa nigdy nie była odbudowana. Była budowana od nowa w zupełnie
                  innej, modernistyczno-funkcjonalistycznej, a później socrealistycznej formie,
                  która z czasem ewoluowała w kierunku innego koszmaru - blokowiska (np.: Osiedle
                  Za Żelazną Bramą). Po okresie "radosnej odbudowy" nastąpił czas ślamazarnego
                  wznoszenia coraz to nowych straszydeł, jak Targówek, Chomiczówka, Jelonki czy
                  Bemowo. (...)
                  Szczególnie jednak godny ubolewania jest fakt, że cały czas idą "pod kilof"
                  stare przedwojenne budynki. Z jednej strony to wina przekupności urzędników przy
                  wydawaniu zezwoleń na kolejne rozbiórki, z drugiej to kwestia naginania
                  niejednoznacznych i źle skonstruowanych przepisów, kiedy indziej znowu brak
                  dobrej woli i świadomości tego, jak niewiele już w Warszawie zostało starych
                  kamienic."
                  • mvitti Re: obszerne wyjaśnienie 15.02.06, 01:44
                    Dodam tylko, że nie trzeba się ze wszystkim zgadzać, ton jest nadmiernie
                    ideologiczny, ale ogólnie rzecz biorąc tak było. Jednak "odbudowa" warszawy,
                    która toczyła się jednocześnie, obok jej niszczenia była i jest czymś godnym
                    podziwu...chodzi mi tu o zwykłą mobilizację ludności i władz.
                    A co do budowania na nowo, czy też odbudowy...to jednak Stara Ochota jest
                    odbudowana...fakt nie identycznie, ale dosyć wiernie.
                    Pozdrawiam:)
                    • horpyna4 Re: obszerne wyjaśnienie 16.02.06, 07:38
                      Z tym BOS-em to niestety prawda. Nie bez powodu tłumaczono ten skrót jako "Boże,
                      odbuduj stolicę".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka