Gość: Marek Rowicki
IP: *.25.121.96.Dial1.Stamford1.Level3.net
07.01.03, 23:04
Wystąpienie Carla Beddermanna, byłego unijnego urzędnika w Polsce, w audycji
Rozmowy niedokończone w Radiu Maryja, w sobotę, 19 października (część II)
Dlaczego akurat teraz organizacje wysiedlonych wciąż powtarzają, że Układ
Poczdamski nie jest zgodny z prawem międzynarodowym? Nikt w Niemczech,
przynajmniej nie w tym pokoleniu, nie myśli poważnie o rewizji granic znad
Odry i Nysy; nikt z przesiedleńców nie myśli poważnie o tym, że Polska
zgodzi się im wypłacić odszkodowanie za utracone mienie. Ale to nie o to
teraz chodzi. Chodzi o to, aby zdezorientować Polaków speszyć ich, mentalnie
ulepić tak, aby umożliwić ich lepsze wyzyskanie. Naturalnie wszyscy
uczestniczą w tej grze. U nas nie tylko rząd, lecz także opozycja. U was
skruszeni przedstawiciele polityczni, którzy w trakcie wizyt u nas chętnie
powtarzają, jak głęboko współczują niemieckim wysiedleńcom. Oczywiście
trzeba o tym wszystkim otwarcie mówić, ale nie w ten sposób, że to epokowe
wydarzenie, jakim było przesunięcie Polski na zachód, już nie jest uważane
jako sprawiedliwa kara za niemiecki amok z czasów drugiej wojny światowej.
Nagle w tej historycznej kwestii, rozstrzygającej o losie narodu, mają się
wypowiadać jacyś prawnicy z Unii z ich żabiej perspektywy. Ostrzegam
Polaków: niech nie próbują zaczynać dyskusji na tym poziomie. Tu chodzi
tylko o to, aby złamać waszą dumę, zgnieść was moralnie. Czesi najwyraźniej
zaczynają to rozumieć. Tam wsparcie dla Unii właśnie spadło poniżej 50 proc.
Jednym z głównych powodów jest to, że niemieccy wysiedleńcy wymagają od nich
anulowania dekretów Benesza przed przystąpieniem do Unii. Czyż nie jest to
dobry powód dla Polaków, aby się wzorować na Czechach? A teraz chciałbym
powiedzieć o Unii i jej entuzjastach w Polsce Zacznę od tych ostatnich.
Szefem propagandy na temat przystąpienia Polski do Unii jest pan Leszek
Miller. Pamiętamy, że oznajmił on głośno: "Zrobię wszystko, aby Polacy
głosowali TAK w referendum i zwiążę los mojego rządu z jego pozytywnym
wynikiem". To niedobry znak, że od premiera nie ma co oczekiwać prawdziwej,
dwustronnej i obiektywnej dyskusji na temat przystąpienia do Unii i
przeciwko niemu. Po drugie, to znaczy - i to już lepiej - że jeśli ktoś chce
się pozbyć premiera, to wystarczy, że zagłosuje NIE w referendum. Polacy
powinni to odnotować. Macie piękne przysłowie: "trzymać dwie sroki za ogon".
W związku z panem premierem Millerem jest jeszcze coś, co nas na Zachodzie
bardzo dziwi. Nie możemy zrozumieć, że Polacy, którzy bohatersko obalili
komunizm, nie mają nic przeciwko temu, że ich premier to były członek
kierownictwa dawnego PZPR? My w Niemczech też mamy postkomunistów, partię
PDS, ale żeby osoba eksponowana w czasach czerwonej dyktatury po przełomie
wysunęła się na czoło państwa - to u nas nie jest możliwe, nawet w byłym
NRD. I jeżeli ta sama osoba, z tym samym uśmiechem na ustach, tymi samymi
słowami, jak wtedy, gdy przymilała się Moskwie i RWPG, dzisiaj chwali
Brukselę i Unię Europejską, to musicie Państwo przyznać, że jest to nie
tylko paradoksalne, to, jak mówimy w Niemczech, mocna sztuka. Oficjalny
pełnomocnik dla prounijnej propagandy Sławomir Wiatr jest - w porównaniu z
Millerem - ulepiony z miękkiej gliny. Samo jego nazwisko powinno już Polakom
powiedzieć, czego mogą oczekiwać po jego propagandzie. Swoją przeszłość
byłego współpracownika SB próbował ukryć aż do ostatniego momentu; aż
ujawniła ją ustawa lustracyjna. Szkoda, że jego reportaże, które pisał
wówczas o Zachodzie, nie są dziś publikowane. Szkoda, że nie możemy porównać
tego, co wtedy pisał dla swoich komunistycznych pracodawców o Unii
Europejskiej. Podobnie główny negocjator Polski w rozmowach z Unią w
Brukseli Jan Truszczyński, poprzednio szef Biura Integracji Europejskiej w
Kancelarii Prezydenta. Również on był współpracownikiem wywiadu PRL. To typ
gorliwego wysokiego urzędnika ? la Unia Europejska. Najwyraźniej tylko z
trudem może się doczekać obsadzenia go na jednym z lukratywnych stanowisk w
Brukseli. Występując przed kamerami, może już wyliczać trzy czy cztery
fundusze unijne, nie tylko po polsku, ale i po angielsku. I jeszcze jedna
wysoka osobistość, którą muszę tu wymienić - to prezydent Kwaśniewski. Znamy
u nas na Zachodzie to zdjęcie, na którym siedzi on przy Okrągłym Stole
naprzeciw Wałęsy, po stronie komunistów. Dobrze, zapomnijmy o tym. Także i
inni, którzy wtedy myśleli, że są powołani do wielkich rzeczy, nie
przeczuwali, że komunizm stał już na progu jego obalenia. Ale, Panie
Prezydencie, człowiek musi rosnąć w swoim zadaniu. To jest Pana ostatnia
kadencja. Pozycja Pana jest niezależna i nietykalna. Dlaczego włącza się Pan
do chóru tych, którzy twierdzą, że dla Polski nie ma innej alternatywy poza
Unią, że Unia to jedyna cywilizacyjna szansa? Chętnie Pan przytacza w tym
kontekście Wyspiańskiego: "Miałeś chamie złoty róg, ostał ci się jeno
sznur...". Złotym rogiem jest, Pana zdaniem, przystąpienie do Unii.
Naprawdę? Czy nie jest raczej odwrotnie? Gdzie się podziała kwota 15-20
miliardów euro rocznie, obiecywana przez Unię jako rekompensata za zbyt
szybkie otwarcie granic celnych? Pieniędzy z Unii nie było i nie będzie -
oprócz zwykłej jałmużny, ale deficyt handlowy z Piętnastką w wysokości ponad
piętnastu miliardów euro zostanie i stale się powiększa. Nie ma ulgi dla
składki członkowskiej, nie ma pełnych dopłat bezpośrednich dla rolników, nie
ma koncesji przy używaniu funduszy unijnych, nie ma absolutnie nic. I to ma
być złoty róg? Gdyby przynajmniej Unia była unią celną i była w stanie
zabronić Polsce wstępu na jej rynki. Ale ona nią nie jest, więc nie może w
niczym przeszkodzić! Polacy muszą ten ważny fakt zrozumieć: swoboda handlu
jest już zagwarantowana postanowieniami Światowej Organizacji Handlu (WTO).
Szwajcarzy, Norwegowie, Japończycy, Koreańczycy, wszyscy oni nie są
członkami Unii, a jednak prowadzą ożywiony handel z krajami Piętnastki.
Polska przecież też już to robi. Nieprzystąpienie do Unii niczego tu nie
pogorszy, przystąpienie niczego nie poprawi. Ten, kto mówi Wam co innego, po
prostu kłamie. Wyjątkiem jest rynek rolny. Unia różnymi środkami stosuje u
siebie protekcjonizm Są to dopłaty bezpośrednie, subwencje eksportowe,
gwarantowane ceny skupu i przede wszystkim ochrona celna. Problem w tym, że
większość polskich rolników nie otrzyma z tego nic. Mają zniknąć, w całym
tego słowa znaczeniu, mają po prostu zniknąć. To, co się tutaj dzieje i co
jest dopiero przygotowywane, jest tak ogromną tragedią, jest takim skandalem
wołającym o pomstę do nieba, że chociażby z tego jednego powodu Polacy
powinni powstać i gremialnie głosować w referendum NIE. U nas w Niemczech
mamy przysłowie: rolnika nie da się zniszczyć, chyba że obetnie mu się stopę
i rękę. Od kilku lat dodajemy do tego: albo wystawić go na pastwę polityki
rolnej Unii Europejskiej. I właśnie to zaczyna się w Polsce dziać na wielką
skalę. Za unijnymi planami tak zwanej restrukturyzacji i modernizacji
rolnictwa kryje się tylko jeden cel: polski rolnik ma w przyszłości przejąć
rolę taniego producenta i dostawcy surowców rolnych dla przemysłu
przetwórstwa spożywczego i handlu. Według Unii i sterujących nią grup
interesów, istnieje tylko jedna droga prowadząca do tego celu: usunięcie
małych i średnich gospodarstw, aby ich grunty mogły być wykorzystane do
wzmocnienia większych, czyli tzw. zdolnych do przeżycia gospodarstw. Spośród
10 mln Polaków, którzy obecnie żyją bezpośrednio lub pośrednio z rolnictwa,
według Unii, 8 mln ma być odcięte od obecnego źródła utrzymania. Z wolnych
rolników zamierza się zrobić robotników bez ziemi z bardzo miernymi rentami
za oddanie ziemi. Ofiary polityki agrarnej Unii, miliony polskich małych i
średnich rolników, tak długo jak to możliwe mają pozostać nieświadome
prawdziwych celów Unii. Służy temu intensywna akcja propagandowa, w której