dennis_lance
17.07.06, 09:51
Wczoraj byłem świadkiem, jak jeden jegomość w srebrnym Dełuu, na bocznej
uliczce, przez którą akuratprzebiegała ścieżka rowerowa, zatrzymał się na
samej ścieżce akurat w momencie, w którym przejeżdżała przezezń dwójka
rowerzystów. I do tego jeszcze zaczął na nich trąbić. Jak już oni przejechali
a on zamknął szybę (i przestał na nich bluzgać), natychmiast ruszył i
skierował się notabene w tym samym kierunku, co oni. Zastanawiam się nad
powodami jego frustracji. Może jego Dełuu było tańsze od każdego z ich
rowerów? A może ostatnio nakrył żonę z jakimś cyklistą? Jak sądzicie?
Inna sytuacja: łysy intelektualista (też bodajże w Dełuu, ale czarnym),
bluzga przez otwartą szybę na rowerzystów, których wcześniej strąbił, na
skutek czego oni wjechali na chodnik, że "niech se jeżdżą po trawie" i tym
podobne. Pomijam już fakt, że był w wieku ich wnuków.
Jeszcze jedna, z dziś. Przechodzę na zielonym świetle, jeden podstarzały
frustrat podjeżdża do mnie pełnym gazem, ledwo wyhamowuje, przy czym nie
zatrzymuje się, zmuszając mnie do zmiany kierunku marszu (inaczej ani chybi
zostałbym rozjechany).
Mam pytanie do forumowych kierowców: czy Wy też jesteście takimi frustratami
i tak skandalicznie zachowujecie się na warszawskich ulicach?