Gość: Normals
IP: 195.94.207.*
31.03.03, 08:42
Powiem Wam wszystkim tyle - cholernie ciężko jest być przeciwnikiem wojny.
Nie dość, że za kompanów ma się punków, ekologów, hipisów i innej maści
narkomanów, to w dodatku, jak słyszałem w radiu, trzeba podskakiwać w rytm
wykrzykiwanego hasła:"hop, hop, wojna stop!", bo przecież, jak krzyczy
organizator:"kto nie skacze, ten Bush". Żenada! A może to celowa prowokacja
zwolenników rozwiązania siłowego? Chciałbym. Prawda jest taka, że większość
przeciwników wojny, to bezmyślna masa krytyczna (skojarzenia z rowerzystami
jak najbardziej na miejscu - podobny poziom intelektualny), idąca ślepo za
modą i kosmopolitycznym poczuciem więzi z Francuzami, poprawnymi politycznie
Nowojorczykami, Niemacami, Indonezyjczykami, czy rozebranymi Australijkami.
Zero argumentów i towarzystwo iraqckiego emigranta z rodziny Saddamowskich
notabli.
No i jeszcze Liga Polskich Rodzin i LepperPartia.
Wam, zwolennikom wojny, jest dużo łatwiej. Ehh, biednym ja.