Dodaj do ulubionych

Porwanie kota

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.06.03, 00:34
Cala ta fundacja jak wyglada po jej wolontariuszce, to
dreczyciele zwierzat. G*** pania idiotke obchodzi u gdzie jest
kot. Kot zostal oddany i kota nie ma.
Obserwuj wątek
    • Gość: ewa Re: Porwanie kota IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.06.03, 02:01
      Jestem wstrząśnięta. Sądziłam, że fundację CAnis naprawdę
      interesuje los zwierząt. Kot miał swojego pana, swój dom, był
      leczony i pewnie kochany. Miał pełnię kociego szczęścia. A
      zostało mu to odebrane, bo jakaś pani nie dogadała się z nowym
      opiekunem. I trafił do kociego sierocińca!!! TEGO SIĘ NIE ROBI
      KOTU.
      • Gość: uasiczka Re: Porwanie kota IP: 212.244.209.* 27.06.03, 08:22
        to jest k******** nie normalne!!!!! skąd oni taką pi***dę wytrzasnęli. nie
        moga jej wypieprzyć na zbity ryj a kotu oddać jego opiekuna i dom???
      • Gość: Luuk Re: Porwanie kota IP: 213.25.164.* 27.06.03, 08:54
        Gość portalu: ewa napisał(a):

        > Jestem wstrząśnięta. Sądziłam, że fundację CAnis naprawdę
        > interesuje los zwierząt.

        "Canis", jak sama nazwa sugeruje, interesuje się losem psów :),
        a wiadomo, że psy z kotami nie żyją w symbiozie. Kot miał
        dobrze, to kota trzeba tępić.
        • Gość: Marcin Re: Porwanie kota IP: *.int.pl / 192.168.0.* 27.06.03, 11:13
          Wstrząśniętym to można być... ale jak się was czyta. Po prostu
          wstyd. Żadno z was nie ma prawa osądzania bez sprawdzenia, kto
          i czemu jest winny, jeśli wogóle jest.
      • Gość: Ula Re: Porwanie kota IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.06.03, 22:35
        Gość portalu: ewa napisał(a):

        > Jestem wstrząśnięta. Sądziłam, że fundację CAnis naprawdę
        > interesuje los zwierząt. Kot miał swojego pana, swój dom, był
        > leczony i pewnie kochany. Miał pełnię kociego szczęścia. A
        > zostało mu to odebrane, bo jakaś pani nie dogadała się z nowym
        > opiekunem. I trafił do kociego sierocińca!!! TEGO SIĘ NIE ROBI
        > KOTU.

        Znam panią Annę.
        MIejsce, gdzie teraz, a także uprzednio, przed adopcją przebywał kot, to nie
        jest żaden koci sierociniec, czyli (tak jak to widzę) przepełnione schronisko,
        lecz własne mieszkanie Pani Anny.
        Zadbane i czyste.
        Pełno w nim kotów, które są:
        -róznież zadbane i czyste
        -absulnie nie zestresowane
        -pełne energii i chęci do zabawy.

        zamierzam adoptować jednego z tych kotów.
        Zapoznałam się z warunkami umowy adopcyjnej, zamieszczonej na stronie Fundacji
        canis.koty.pl.
        jak wół jest tam napisane:
        Fundacja zastrzega sobie prawo do odebrania kota w razie stwierdzenia
        nieodpowiednich warunków lub nieprawdziwych danych podanych w umowie
        adopcyjnej.
        Nieadekwatnym wydaje się więc stronnicze użycie wyrażenia "porwanie", nasycone
        zabarwieniem wysoce pejoratywnym.
        W ogóle cały artykul jest stronniczy i wyrządzi więcej złego niż dobrego.
        Ja rozumiem, że jest sezon ogórkowy, nic się nie dzieje i trzeba poszukać
        jakiejś sensacji dla ożywienia atmosfery, ale to przesada.
        Wiem od Pani Anny, że Pani redaktor, autorka artykułu rozmawiała z nią ponoć
        dzień przed drukiem, miała więc okazję zapoznac się z wersją "porywaczki".
        Nic z tego nie ukazało się w artykule.

        canis.koty.pl/milek/index.htm
        to jest link na stronie Fundacji pt
        "Znalazłem dom". Tytuł mówi chyba sam za siebie. Opisanych jest tam
        szczególowo kilkadziesiąt udanych adopcji. I, doprawdy, nie jest zwyczajem
        Pani Anny "porywanie" zwierząt które z takim trudem oddała do adopcji
        ODPOWIEDZIALNYM ludziom.
        Przy takiej ilości udanych adopcji może się zdażyć jedna nieudana. MOże, choć
        wszystkie dążenia zmierząją ku temu, aby tak się nie stało.

        Wszystkich wstrząśniętych i rozgoryczonych zapraszam na stronę fundacji
        canis.koty.pl/ i o wyrobienie sobie własnej opinii.

        Rozumiem nieprzyjazne opinie.
        sama, gdybym nie znala sprawy, być może zareagowałabym podobnie.
        Uważam, że artykuł jest niesprawiedliwy.
      • Gość: AP Re: Porwanie kota IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.07.03, 14:56
        Jest mi strasznie przykro, jak czytam wypowiedzi ponizej. Znam
        Pania Anie W i wiem, ze miala ona na celu tylko i wylacznie
        dobro Kotona i kierowala sie troska o jego los. Jest czlowiekiem
        dobrej woli, ktora czesc swojego zycia poswiecila zwierzetom, a
        nie rozhisterowana kobieta zyjaca w brudzie, jak niektorzy z was
        sugeruja. Koton nie znajduje sie w brudnym schronisku, tylko w
        czystym mieszkaniu Pani Ani, gdzie jest otoczony opieka. Prosze,
        badzcie obiektywni w ocenach. Przeciez nie mieliscie okazji
        przeczytac sprostowania Pani Ani do artykulu Pani Redaktor, a
        wysylala je trzykrotnie. Niestety Gazeta nie byla na tyle
        rzetelna, by umiescic wyjasnienie drugiej strony bioracej udzial
        w tej histori.
        • netale Re: Porwanie kota 04.07.03, 09:27
          Gość portalu: AP napisał(a):

          > /.../
          Przeciez nie mieliscie okazji
          > przeczytac sprostowania Pani Ani do artykulu Pani Redaktor, a
          > wysylala je trzykrotnie. Niestety Gazeta nie byla na tyle
          > rzetelna, by umiescic wyjasnienie drugiej strony bioracej udzial
          > w tej histori.

          Wczoraj Gazeta zamiescila kilka listow (a przyszlo ich sporo) od osob, ktore
          adoptowaly koty z "Canisu". Wszystkie listy wyjasniaja jak wygladaja adopcje i
          jakie sa zobowiazania stron. Listy sa popierajace i wspierajace "Canis".
          Natomiast komentarz dziennikarki, ktory mial byc zalagodzeniem sprawy, wyglada
          na probe ratowania wlasnej twarzy gdy tak sie dalo ciala nie znajac prawdziwych
          relacji. I tu pewna refleksja: dziennikarze nie licza sie w slowach, wyrzadza
          krzywde, szukaja taniej sensacji zapominajac o czyms takim jak etyka,
          rzetelnosc i dociekanie prawdy w zawodzie dziennikarza. Moze Gazeta w ramach
          zadoscuczynienia powinna zrobic duzy artykul namawiajacy do adopocji zwierzat
          z "Canisu". A moze nie bo znowu zrobi niedzwiedzia przysluge.
    • Gość: E.S. Re: Porwanie kota IP: *.wienerberger.com.pl 27.06.03, 10:05
      Artykuł jak mozna łatwo zuważyć nie jest pisany obiektywnie,
      wyraźnie jest po stronie pana który przygarnął kota. Fundację
      Canis znam i to z samych dobrych stron. Wypowiedzi osób, które
      obrażają jej wolontariuszki nie znając ich i ich działalności
      uważam za co najmniej niestosowne!!!!! Canis uratowało od
      śmierci ogromną ilość kotów (psów też) i jego umowa adopcyjna
      jasno precyzuje stawiane warunki adopcji. Nie będę się
      wypowiadać w tej konkretnej sytuacji, gdyż jest podane za mało
      faktów aby wyrobić sobie obiektywny poglą. Proszę tylko nie
      ubliżanie Fundacji Canis i ludziom tam dziłającym. Poglądy można
      wyrażać też kulturalnie, bez wyzwisk. Natomiast kotu bardzo
      współczuję jego smutnego losu.
      • tygrys01 Re: Porwanie kota 27.06.03, 10:09
        Mmmmrrruuuu, mmmmrruuuu, miaaaaauuuu...
        • Gość: zwyczajna czytelniczka Re: Porwanie kota IP: *.int.pl / 192.168.0.* 27.06.03, 10:51
          Jestem wstrząsnięta nie "porwaniem kota" ale stylem Waszych
          wypowiedzi. Powiem tylko tyle: dajecie świadectwo o sobie.
          Pełna rewelacja. Jak już moja przedmówczyni zauważyła, artykuł
          jest stronniczy. Nikt z nas, oprócz zainteresowanych, nie zna
          faktów, poza jednym. Na stronie www.canis.koty.pl, w
          dziale "koty do adopcji", na pierwszej stronie, jak wół jest
          napisane, że jednym z podstawowych warunków adopcji
          jest: "Utrzymywanie kontaktu telefonicznego z Ośrodkiem
          Adopcyjnym w celu informowania o adaptacji kota w nowym miejscu
          pobytu i stanie zdrowia.
          Umożliwienie odwiedzenia kota w nowym miejscu pobytu." Dla
          kogoś, komu nie jest obojętny los zwierzaka, te dwa punkty
          warunków adopcji nie powinny sprawić problemu. I nie rozumiem,
          co ma do rzeczy fakt i co to zmienia, że informacji udzielała
          osoba trzecia, nawet jeśli jest to lekarz leczący kociaka.
          Jestem pzrekonana o tym, że Pan który Kotona adoptował
          dokładnie znał wszystkie warunki umowy adopcyjnej i jak wynika
          z treści artykułu - nie dotrzymał tych warunków. Wszystkich
          tak "ślicznie bluzgających" na kobietę, której nie znają
          zapraszam na strony Fundacji. Ja sobie zadałam trud, żeby
          sprawdzić przynajmniej to, co jest w zasięgu moich możliwości.
          Jak można się tak wyrażać i osądzać i iść stadem za krzyczącym
          tłumem, nie znając wszystkich faktów? Po co? Żeby się wykazać?
          Czym? Brakiem kultury?
          • Gość: MZ Re: Porwanie kota IP: *.pwpw.pj / 172.16.63.* 27.06.03, 11:50
            > "Utrzymywanie kontaktu telefonicznego z Ośrodkiem
            > Adopcyjnym w celu informowania o adaptacji kota w nowym miejscu
            > pobytu i stanie zdrowia.

            Fundacja byla o tym informowana - jest to wyraznie napisane w tekscie wyzej.
            Nie jest napisane, kto ma to robic i kiedy (np codziennie o 12).

            > Umożliwienie odwiedzenia kota w nowym miejscu pobytu."

            To gdzie mieszka obywatel to jego sprawa. Czlowiek ma prawo do mieszkania tam
            gdzie chce, a nie tam gdzie jakas fundacja ma adres. Fundacja to nie
            prokurator. Jesli stan zdrowia kota byl znany i pani z fundacji wiedziala, skad
            go zabrac, to mogla poprosic wlasciciela o wizyte, i on by nie odmowil.

            > Dla kogoś, komu nie jest obojętny los zwierzaka, te dwa punkty
            > warunków adopcji nie powinny sprawić problemu.

            Tu tez nie sprawialy.

            > I nie rozumiem,
            > co ma do rzeczy fakt i co to zmienia, że informacji udzielała
            > osoba trzecia, nawet jeśli jest to lekarz leczący kociaka.

            Nic nie zmienia - fundacja o stanie kota wie.

            • Gość: Norman Re: Porwanie kota IP: *.acn.pl 27.06.03, 13:38
              Nie po to kobieta z fundacji walczy o życie i leczy kota przez
              pół roku, inwestując czasem własne pieniądze, żeby oddawać go
              byle komu, kto nawet nie zauważy, że kot się źle czuje.
    • Gość: aania mam oddać psa z powrotem na Paluch? bo też się IP: 194.181.0.* 27.06.03, 10:39
      przeprowadziłam! A może ktoś mi go porwie? Jak może mówić o
      dobru zwięrzęcia ktoś, kto je umieszcza z powrotem w takim
      miejscu, najgorszym dla zwierzaka? Nie znam tej niewiasty, ale
      miałabym obawy, "czy wszyscy w domu zdrowi"? Być moze potrzebuje
      leczenia jeszcze bardziej niż ten kocurek.
    • Gość: mac Re: Porwanie kota IP: *.ichp.pl 27.06.03, 10:45
      A może sprawę by rozwiązało wspólne wypicie soku z kota?
      • tygrys01 Re: Porwanie kota 27.06.03, 11:19
        Gość portalu: mac napisał(a):

        > A może sprawę by rozwiązało wspólne wypicie soku z kota?
        ===========
        Nie zapominaj, że ja Tygrys patrzę i rejestryję wszystkie posty ktore nawołują
        do nienawiści do kotów oraz uprawiają rasizm antykoci. Pazury już ostrzę
        Bbbrrr...
        • Gość: mac Re: Porwanie kota IP: *.ichp.pl 27.06.03, 11:51
          To nie nienawiść tylko doświadczenie życiowe bo mam kota w domu
          i nie mogę go na nic przerobić :( bo to nie mój kot. A mam dużo
          zastosowań dla kota :)
    • Gość: kaeem Paranoja IP: SERWER:* / 192.168.0.* 27.06.03, 12:25
      To chore....
    • Gość: Łukasz Znam Annę W. i sprawę Kotona IP: *.acn.pl 27.06.03, 13:20
      Znam Panią Anię W. Jest osobą, o której mogę mówić tylko w
      samych superlatywach. Fakty są oczywiście inne niż
      przedstawione w tendencyjnym artykule. Oto fragment jej maila
      nt. tej sprawy.

      "Prosiłam wczoraj męża pani doktor o wydruk historii choroby i
      leczenia mojego kochanego kota Kotona- Szekspira, który wrócił
      do mnie z zapaleniem zatok, z glutem ropnym, zmierzwioną,
      matową sierścią i chudszy o 1 kg (waży teraz 4,60 kg i ma lekko
      zapadnięte boki), rzuca się na jedzenie . Wymagał
      natychmiastowej kontynuacji leczenia. "
      I dalej:
      "posunęłam się do ostateczności- anulowania umowy i odebrania
      kota. Zrobiłam to przy lecznicy (nie wewnątrz) bardzo
      spokojnie, odczytując osobie z druku umowy punkty, które nie
      zostały przez nią spełnione i poinformowałam o rozwiązaniu
      umowy i odebraniu kota".

      Facet nie zajął się kotem w odpowiedni sposób, do czego miał
      moralny i prawny (umowa adopcyjna) obowiązek. Policji ani
      straży miejskiej sprawy zwierząt za bardzo nie interesują. Pani
      Ania jest bezkompromisowa. Ktoś w tym świecie musi taki być.





      • netale Re: Znam Annę W. i sprawę Kotona 27.06.03, 14:39
        Gość portalu: Łukasz napisał(a):

        > Znam Panią Anię W. Jest osobą, o której mogę mówić tylko w
        > samych superlatywach. Fakty są oczywiście inne niż
        > przedstawione w tendencyjnym artykule. Oto fragment jej maila
        > nt. tej sprawy.
        >
        > "Prosiłam wczoraj męża pani doktor o wydruk historii choroby i
        > leczenia mojego kochanego kota Kotona- Szekspira, który wrócił
        > do mnie z zapaleniem zatok, z glutem ropnym, zmierzwioną,
        > matową sierścią i chudszy o 1 kg (waży teraz 4,60 kg i ma lekko
        > zapadnięte boki), rzuca się na jedzenie . Wymagał
        > natychmiastowej kontynuacji leczenia. "
        > I dalej:
        > "posunęłam się do ostateczności- anulowania umowy i odebrania
        > kota. Zrobiłam to przy lecznicy (nie wewnątrz) bardzo
        > spokojnie, odczytując osobie z druku umowy punkty, które nie
        > zostały przez nią spełnione i poinformowałam o rozwiązaniu
        > umowy i odebraniu kota".
        >
        > Facet nie zajął się kotem w odpowiedni sposób, do czego miał
        > moralny i prawny (umowa adopcyjna) obowiązek. Policji ani
        > straży miejskiej sprawy zwierząt za bardzo nie interesują. Pani
        > Ania jest bezkompromisowa. Ktoś w tym świecie musi taki być.


        Jak latwo jest oceniac, ferowac zaocznie wyrok gdy nie zna sie osoby (Ani W.),
        dzialalnosci organizacji "Canis" i wolontariuszy. O gorace glowy, troche
        spokoju i rozwagi, a mniej emocji bo tak naprawde to chodzi o dobro i zycie
        kota. Nikomu jak dotad nie przyszlo do glowy by porozmawiac z Ania W. oraz
        swiadkami zajscia/"porwania". Sa takze osoby, ktore widzialy w jakich warunkach
        przebywal kot w "Canisie" i jaki byl jego stan zdrowia, a jak wyglada po
        odebraniu p. Tomaszowi. Mozna siegnac takze po poprzednie badania lekarskie i
        obecne. Osoba, ktora adoptuje zwierze jest zobowiazana do zachowania pewnych
        postanowien prawnych, jak np. informowanie o zmianie adresu, zaginieciu
        zwierzaka (i dalczego do tego doszlo skoro miala byc sprawowana opieka),
        smierci zwierzaka itp. Wszystko to swiadczy o tym, ze organizacji nie jest
        obojetny dalszy los podopiecznych. Adopcja nie polega na wypchnieciu jak
        najwiekszej ilosci zwierzat, lecz na oddaniu odpowiedzialnym osobom. Mam
        nadzieje, ze tak gorliwi dziennikarze zamiast manipulowac slowem to opisza cale
        zdarzenie prawdziwie i wyjasnia wiele pominietych faktow.
      • Gość: MZ Re: Znam Annę W. i sprawę Kotona IP: *.pwpw.pj / 172.16.63.* 27.06.03, 17:49
        > Facet nie zajął się kotem w odpowiedni sposób, do czego miał
        > moralny i prawny (umowa adopcyjna) obowiązek. Policji ani
        > straży miejskiej sprawy zwierząt za bardzo nie interesują. Pani
        > Ania jest bezkompromisowa. Ktoś w tym świecie musi taki być.

        I facet oddal go tak, bez problemu??? Co to za facet???
        • Gość: Norman Re: Znam Annę W. i sprawę Kotona IP: *.acn.pl / 10.65.3.* 27.06.03, 17:53
          A co, miał kogoś pobić ? Zastrzelić ? To byłby prawdziwy facet ?
    • prorok4 Re: Porwanie kota 29.06.03, 01:10
      Gość portalu: MisiekK napisał(a):

      > Cala ta fundacja jak wyglada po jej wolontariuszce, to
      > dreczyciele zwierzat. G*** pania idiotke obchodzi u gdzie jest
      > kot. Kot zostal oddany i kota nie ma.
      kot jest w niebie .
      • Gość: kicia Re: Porwanie kota IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.06.03, 02:09
        prorok4 napisał:

        > Gość portalu: MisiekK napisał(a):
        >
        > > Cala ta fundacja jak wyglada po jej wolontariuszce, to
        > > dreczyciele zwierzat. G*** pania idiotke obchodzi u gdzie jest
        > > kot. Kot zostal oddany i kota nie ma.
        > kot jest w niebie .

        Kot nie zostal oddany, kot zostal przekazany na okreslonych warunkach a to jest
        roznica. Jesli warunki nie zostaly spelnione to kot zostal odebrany.
        Pani Ania W jak i wiele innych ludzi nie robi tego dla zysku jak np. bazarowi '
        handlarze zywym towarem', robi to z glebi serca, checi ratowania i szacunku dla
        pokrzywdzonych zwierzat, najslabszych bezbronnych istot. Czy tak ciezko jest
        zrozumiec, ze dla ludzi, ktorzy ratuja zwierzeta sa one bezcenne, czy uratowane
        zycie powinno miec wartosc? Czy ciezko to zrozumiec,ze czlowiek a
        nie 'czlowiek',ktory uratowal zycie zwierzecia ma prawo, tak poludzku, myslec o
        nim i wiedziec w jakim stanie ten zwierzak jest i czy oby napewno jest w takich
        warunkach jak deklarowal nowy opiekun, czy oby napewno teraz ma
        odpowiedzialnego opiekuna?
        I mysle,ze gdyby ludzie tak zajmowali sie dziecmi w domach dziecka,jak Pani
        Ania, to spoleczenstwo rosloby o wiele bardziej wrazliwsze na cierpienie ludzi
        i zwierzat.
        A Pani dziennikarce mozna tylko 'podziekowac' w imieniu zwierzat bezdomnych i
        ludzi dzialajacych na ich rzecz.
        Gratuluje zrozumienia tematu- bezdomne, porzucane zwierzeta, zaglodzone, chore,
        ranne. Czesto ich leczenie, ratowanie zycia trwa miesiacami ale co to kogo
        obchodzi. O takich przypadkach nie czesto sie pisze, bo to codziennosc. Wakacje
        sie rozpoczely, masowo wyrzucane sa zwierzeta-to malo nosny temat rowniez do
        opisywania, nudne, bo to przeciez normalka. A takie idiotki przeciez sa i beda
        co ratuja 'parszywe zwierzeta'. Dla 'nie idioty', jest to wszystko naprawde nie
        do ogarniecia i pojecia, jak widac.

        • tygrys01 Mmmmrruuuu 03.07.03, 16:12
          MMmmrrruuuu...., mmmiiauuuu, mmmmiiiiaaaauuu....
    • Gość: KrzysztofPlebs Re: Porwanie kota IP: *.wesola.3.pl / 172.16.9.* 12.07.03, 15:28
      Czy to nie był przypadkiem ukochany kot Jarusia Kaczora?!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka