Gość: Piotr
IP: *.acn.waw.pl
06.08.03, 21:00
Dziś znajoma była w Makro Cash w alejach. Na parkingu jakiś facet ukradł jej
torebkę. Bandyta,lat koło 40,wskoczył do samochodu.Ona złapała za szybę.
Wlókł ją po tym parkingu ze 150 metrów,waląc po rękach. Żaden,ale to
absolutnie żaden z ochroniarzy nie drgnął. W pościg,samochodem,rzucił się
policjant robiący tam zakupy. Niestety nie dogonił bandyty.Odzyskał tylko
torebkę,którą bandzior wyrzucił (pieniądze skradł oczywiście).Są jeszcze
zaangażowani gliniarze !!Podobno wóz był na niemieckich numerach (sic!),choć
rejestracji nikt nie spamiętał.
W budynku Makro brak właściwie podstawowych środków opatrunkowych, nie
mówiąc o przeszkolonym personelu. Kierowniczka(?) na pocieszenie
powiedziała: "tak to u nas w makro jest" .Wogóle nie poczuwała się za
bezradnych ochroniarzy.I tyle.