Dodaj do ulubionych

Warszawa nieodbudowana: Zgoda 7

29.02.08, 16:44
Dlaczego dzisiejszy felieton o budynku Warszawskiej Kasy Przemysłowców przy Zgoda 7, został wyemitowany w cyklu "Warszawa nieodbudowana"? Przecież sam Autor pisze, że "Gmach przetrwał wojnę...", i stoi do dziś, choć w coraz gorszym stanie technicznym.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • andrzej_b2 Warszawa nieodbudowana: Zgoda 7 29.02.08, 16:52
      Jerzy Majewski napisał:

      „(...) 25 maja 1906 r. w Kasie Przemysłowców Warszawskich. Bandyci wyciągnęli rewolwery. Coś krzyknęli. Ludzie skulili się , przywarli do ścian. Dwóch bandytów podbiegło do jednego z okienek kasowych. Nie zdążyli...”

      Oto jak relacjonował to zdarzenie P. Mejer – p.o. oberpolicmajstra m. Warszawy w raporcie poufnym (siekretnom – ros.) do cara Mikołaja II „O stanie m. Warszawy w 1906 r.” (w moim niefachowym tłumaczeniu):
      „(...) 12 [25] maja w południe w pomieszczeniu Kasy Warszawskich Przemysłowców przy ul. Zgoda 7 weszło ośmiu młodych ludzi i krzyknąwszy „siedzieć spokojnie” wyjęli rewolwery i strzelili w okienko kasowe. Kierownik kancelarii Kasy Święcicki odpowiedział wystrzałami. Kasjer natychmiast zamknął się na zapleczu, wobec czego złodzieje kilkakrotnie wystrzelili, oczyszczając sobie w ten sposób ścieżkę wśród ludzi i uszli, zabierając ze sobą rannego wspólnika, który następnie był hospitalizowany w jednym ze szpitali (?). Zostało postrzelonych dziesięć osób spośród pracowników i klientów.”

      Ten nieudany skok na kasę został zorganizowany przez bojówkę SDKPiL.
      Pozdrawiam :-(
      • andrzej_b2 Warszawa odbudowana: Zgoda 7 01.03.08, 14:18

        Jerzy Majewski napisał:
        „(...) W latach międzywojennych w budynku [Kasy Przemysłowców Warszawskich przy ul. Zgoda 7] ulokowała się Komunalna Kasa Oszczędności...”

        Lokalizacja Kasy Przemysłowców Warszawskich zmieniała się wielokrotnie, a lokatorami budynku przy Zgoda 7 było kilka po sobie następujących instytucji finansowych.

        Kasa powstała w 1870 r., a jej założycielami była grupa znanych przemysłowców: Leopold Kronenberg (senior), Aleksander Temler, Jakub i Henryk Natansonowie, Aleksander Makowiecki i in. Swój akces mógł zgłosić każdy zajmujący się przemysłem, handlem i rzemiosłem. Nowowowstępujacy członek przy zapisie był zobowiązany wnieść wpisowe w wysokości 1 rubel srebrem i wkład 50 rubli. Pożyczki udzielano do wysokości wkładu członka albo pod zastaw papierów wartościowych lub za poręczeniem dwóch „odpowiedzialnych osób”. Termin zwrotu pożyczki wynosił 3 miesiące, z możliwością przedłużenia do 6 miesięcy. Wkłady były oprocentowane w wysokości 6%.
        Pierwotną siedzibą instytucji był dom Aleksandra Temlera przy ul. Ogrodowej 13 (wg W. Dzierżanowski: Kal. W-wski 1870, s. 488). Prawdopodobnie następną lokalizacją budynek przy Nowosenatorskiej (Moliera) 7 (Kal. J. Jaworskiego 1877, s. 13), później dom Stefana Spiessa przy Włodzimierskiej (Czackiego) 15 (Kal. Wieku 1899, s. 13). Stąd dopiero ok. 1901 r., Kasa przeniosła się do własnego gmachu przy Zgoda 7.
        Jak wynika z doniesień prasy warszawskiej, Kasa istniała do początków niepodległości Polski. W 1921 r. w budynku przy ul. Zgoda 7 powstał Bank Przemysłowców Polskich, którego prezesem był Stanisław Surzycki, a dyrektorem Apolinary Thieme. Bank istniał do 1933 r., kiedy to ogłosił upadłość.
        Pozdrawiam :-)
        • fima Warszawa odbudowana a kasa zagrożona 01.03.08, 15:10
          andrzej_b2 napisał:
          > Stąd dopiero ok. 1901 r., Kasa przeniosła się do własnego gmachu
          > przy Zgoda 7.

          Przeniosła się dokładnie po 10 listopada (nowego stylu) 1901 roku,
          która to data jest końcem realizacji projektu wg Małgorzaty
          Omilanowskiej.

          Remont Kasy to coś zadziwiającego jeśli chodzi o jego długotrwałość.
          Przez parę lat pusty budynek był praktycznie otwarty dla wszystkich
          z ulicy, wynajmowany przypadkowym chętnym (klub tancerzy,
          fotograficy itp.). Wynajmujący zdobili go wg własnego uznania,
          potrzeb i gustu, zamalowywując dracznymi kolorkami ściany,
          nienaruszone szyllerowskie sztukaterie i posadzki z tafli
          fontainebleau. Oryginalnymi malowidłami ściennymi nikt się nie
          przejmował, z alegorycznego panneau na reprezentacyjnej klatce
          schodowej (putta toczące koło zębate) została ledwie połówka. Czy
          jest jeszcze?
          Wszystko to działo się w zasięgu wzroku biura konserwatorskiego na
          Jasnej.
          Odnoszę wrażenie że nadal nikt tego nie pilnuje i do strat
          domyślnych i spodziewanych dojdzie to co jeszcze widać z zewnątrz:
          oryginalna brama wejściowa której stolarka i metaloplastyka
          zachowała się kompletnie, razem z wewnętrznymi drzwiami wiatrowymi i
          portiernią - rzadkość w obecnej Warszawie, gdzie oryginalne piękne
          drzwi wejściowe i bramy są dotąd notorycznie wymieniane
          na "nowoczesne i bezpieczne".
          Niesposób zrozumieć jak można tak traktować jeden z nielicznych w
          Śródmieściu budynków ocalały z wojny nieomal bez draśnięcia, nie
          spaskudzony powojennym użytkowaniem i o tak wysokiej klasie
          artystycznej.
          • andrzej_b2 Re: Warszawa odbudowana a kasa zagrożona 03.03.08, 20:51
            fima napisała:

            > Oryginalnymi malowidłami ściennymi nikt się nie
            > przejmował, z alegorycznego panneau na reprezentacyjnej klatce
            > schodowej (putta toczące koło zębate) została ledwie połówka.


            Wiadomo, czyjego pędzla są resztki owego panneau?
            • fima Wykonawcy: 04.03.08, 14:48
              "Budowa prowadzona przez firmę Władysława Czosnowskiego, roboty
              stolarskie B-cia Horn, kamieniarskie Józef Norblin, sztukatorskie
              Zbigniew Uranicki, rzeźba w zwieńczeniu Zygmunt Otto." To wszyscy
              wymienieni przez Małgorzatę Omilanowską.
              W panneau brak właśnie tej połowy gdzie (l.d.) mogłaby - z
              niewielkim prawdopodobieństwem - być sygnatura. Nie sądzę jednak
              żeby atrybucja tak powszechnego kiedyś w luksusowych warszawskich
              budowlach elementu dekoracyjnego mogłaby być sensacją. Natomiast
              malowidło zachowane w całości na swoim specyficznym miejscu to
              rzadki fenomen dzisiejszej Warszawy.
              • andrzej_b2 Re: Wykonawcy: 04.03.08, 17:54
                fima napisała:

                > W panneau brak właśnie tej połowy gdzie (l.d.) mogłaby - z
                > niewielkim prawdopodobieństwem - być sygnatura.

                Co znaczy "(l.d."? Ważne!
                • fima Re: Wykonawcy: 04.03.08, 20:49
                  andrzej_b2 napisał: > Co znaczy "(l.d."?

                  Skoro ważne to już mówię: niestety, tak mi się wyłącznie z pośpiechu
                  napisało - l.d. to tylko w skrócie "lewa dół".
                  Pozdrowienia.

              • andrzej_b2 Re: Wykonawcy: 04.03.08, 21:30
                fima napisała:

                > W panneau brak właśnie tej połowy gdzie (l.d.) mogłaby - z
                > niewielkim prawdopodobieństwem - być sygnatura. Nie sądzę jednak
                > żeby atrybucja tak powszechnego kiedyś w luksusowych warszawskich
                > budowlach elementu dekoracyjnego mogłaby być sensacją.

                Nie chodzi mi o poszukiwanie sensacji, ale zastanawiająca jest, z jednej strony, znajomość nazwisk wykonawców gmachu, a z drugiej, brak informacji o twórcy malowidła ściennego. Uważnego czytelnika może dziwić, dlaczego historycy sztuki nie zidentyfikowali malarza-dekoratora wnętrza? Czyżby malowidło nie miało cech charakterystycznych któregoś ze znanych autorów, a może to mało ambitny temat dla badaczy?
                Sporo było tzw. malarzy pokojowych przełomu wieków, których nie odnotowały słowniki, a z bardziej znanych warszawskich malarzy tej profesji: Zdzisław Jasiński, autor plafonu w Klubie Myśliwskim i we foyer Filharmonii, Apoloniusz Kędzierski, dekorator kawiarni „Udziałowa” i autor plafonu w Filharmonii, Emil Lindeman autor polichromii w hotelu „Sawoy” i sklepu jubilerskiego Wabia-Wabińskiego, Zygmunt Strzałecki, autor plafonu w Bibliotece Krasińskich – i wiele innych osób, znanych historykom sztuki. No więc, dlaczego? Myślałem, że owo „(l.d.)” rzuci jakieś światło na autorstwo paneau.
                Pozdrawiam
                • fima Cóż skromna supraporta przy plafonach... 05.03.08, 00:20
                  andrzej_b2 napisał:
                  >może to mało ambitny temat dla badaczy?
                  > Sporo było tzw. malarzy pokojowych przełomu wieków, których nie
                  odnotowały słowniki,

                  Zabrakło, niestety, informacji o tym że malowidło z Kasy ma rozmiary
                  stosunkowo niewielkie, jest to zaledwie supraporta. Zresztą nie wiem
                  nawet czy jeszcze jest, niech to sprawdzi ktoś kto ma zdrowe młode
                  nogi i tam podskoczy.
                  Ale fakt, możnego inwestora stać było na wynajęcie znanego
                  dekoratora czy nawet artysty malarza, przecież i
                  Kędzierskiego "malarzem pokojowym" mogł nazwać tylko zazdrosny
                  kolega po fachu. Może tych malowideł było w Kasie kiedyś więcej?

                  Zgadzam się z sugerowanym poglądem, że temat malarskich dekoracji
                  warszawskich wnętrz z epok eklektyzmu (i art deco) jest ambitny,
                  wciąż możliwy do ciekawych badań i wciąż możliwy do interesującego
                  zilustrowania mimo ogromnych strat. Sami Strzałeccy to osobny temat,
                  a cóż dopiero dołożyć do tego okres międzywojenny. Bardzo by się
                  nam przydał taki doktoracik.
                  Nawiasem mówiąc, w Kasie jest (było?) tam jeszcze jedno coś, o czym
                  umyślnie nie piszę, żeby nie prowokować złego :-#


                  > Pozdrawiam

                  • andrzej_b2 Czyżby młody Strzałecki? 05.03.08, 16:23
                    fima napisała:

                    > Ale fakt, możnego inwestora stać było na wynajęcie znanego
                    > dekoratora czy nawet artysty malarza...

                    Jest to z pewnością prawdziwa teza. W 1901 r. nie obowiązywała jeszcze zasada zamówień publicznych, i nie trzeba było wybierać między mniejszą a większą tandetą. Autor projektu często był powiązany z wykonawcami różnymi więzami współpracy. Funkcjonowała wtedy niepisana zasada: solidny projekt, to i solidni wykonawcy. Z pewnością takim był Władysław Czosnowski, a jego przedsiębiorstwo budowlane (Al. Jerozolimskie 13) wzniosło cały szereg reprezentacyjnych budowli, jak np.: kościół Wszystkich Świętych, Św. Floriana (na Pradze), Św. Barbary (na Koszykach), hotel Bristol, Politechnika; sam Czosnowski, jako budowniczy, kierował przebudową katedry Św. Jana i Teatru Wielkiego. Takimi też były duże zakłady budowlane Maksymiliana Horna (Ludna 8-10-12) i do takich należał rzeźbiarz Zygmunt Otto, autor m.in. rzeźb „Dedal i Ikar” i pomnika Sanisława Staszica dla Stowarzyszenia Techników Polskich, a także posągów Atlantów do kamienicy Strzałeckich (al. Ujazdowskie) oraz herbu m. Warszawy na przyczółku mostu Poniatowskiego. Do tego samego grona z pewnością należał Józef Norblin, późn. współwłaściciel przedsiębiorstwa kamieniarskiego J. Norblin i S. Bartmański, firmy która wykonała m.in. kaplicę rodziny Kiślańich, w której spoczął m.in. Zygmunt, budowniczy, zasłużony przy budowie kościoła Wszystkich Świętych.

                    Jak widać z pobieżnego przeglądu Szyller wiąże się z wykonawcami budynku przy Zgoda 7 w różnych konfiguracjach czasoprzestrzennych. W związku z tym, i zważywszy na fakt, że rzeczone panneau „jest to zaledwie supraporta”. zaryzykowałbym taki „strzał z oddali”, że autorem dzieła był któryś ze Strzałeckich, być może Zygmunt, wówczas 27 letni artysta?
                    Pozdrawiam :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka