Dodaj do ulubionych

Testomania w szkołach

26.05.04, 08:02
W szkole mojego syna (SP 263 na Szegedyńskiej) pisza jutro. W zeszłym roku
(pierwsza klasa) tez pisali te testy i niech nie mówią, że jest bezstresowo -
dzieciaki bardzo sie denerwowały i poza tym nie zdążyły napisać w jednym dniu
więc test przedłuzono o jeden dzień. W tym roku mają trwać dwa dni. Wyniki są
po kilku miesiącach więc i tak nie moga byc brane pod uwagę, a i tak z tego
co wiem to niektóre dzieci były w szoku po wynikach bo większość wypadła
poniżej swoich mozliwości - one jeszcze nie są przygotowane na takie testy i
stres robi swoje.
Obserwuj wątek
    • Gość: Rodzic. Re: Testomania w szkołach IP: *.lot.pl 26.05.04, 08:27
      Paranoja ! Przecież sprawdzian nabytej w roku szkolnym wiedzy odbywa się na
      bieżąco przez cały okres nauki - klasówki, kartkówki, odpowiedzi "przy tablicy"
      i odpowiedzi ustne. Tutaj nic nowego nie wymyślimy. W tym konkretnym przypadku
      chodzi o "wypompowanie" pieniędzy ze szkół do firmy z Wałbrzycha, która zapewne
      cieszy się poparciem kogoś ważnego z Ministerstwa Oświaty. W sytuacji, kiedy w
      budżetach szkół brakuje pieniędzy na działalność podstawową / np. urządzenie
      sal informatycznych i zatrudnienie instruktorów/ wydawanie pieniędzy na płatne
      testy organizowane przez prywatną firmę jest skandalem, którym powinna się
      zainteresować prasa, a może nawet i prokurator.
      • Gość: ja Re: Testomania w szkołach IP: *.acn.pl 26.05.04, 09:06
        Racja, nauczyciele sami powinni układać testy, a nie płacić "wyspecjalizowanym firmom", które
        niekoniecznie są najlepsze w swoim fachu. A wiedzę i umiejętności dziesięciolatków można sprawdzić,
        nie fundując im stresu, podczas lekcji. Niestety, sami rodzice napędzają szkoły do takich działań, bo
        chcą, żeby ich dzieci przygotować do życia. Szkołom w to graj - łatwym kosztem poprawiają sobie
        opinię.
        • Gość: rodzic Re: Testomania w szkołach IP: *.inetia.pl 26.05.04, 09:59
          moje dziecko (5 klasa) ma bardzo ciekawe podręczniki - podręcznik zawiera co
          innego niż ćwiczenia, ćwiczenia mają inną zawartość niż podręcznik, i tak w
          koło Macieju. Do odrobienia lekcji musi używać rodziców, bo sam nie może
          znaleźć informacji w książce. Znowu ktoś wziął kasę za książki i za
          zatwierdzenie, i oczywiście nikt za te bzdury nie odpowie
        • Gość: Aga Re: głupim narodem łatwiej jes rządzić IP: *.chello.pl 26.05.04, 11:49
          O ile z pierwszym Twoim zdaniem zgadzam sie w 100% to z drugim bym
          polemizowała. Trudno na podstawie 1 testu przyklejać komukolwiek
          etykietke "debil" a innemu "zdolny". Jednak wyniki testów moga dać jakis obraz
          wiedzy dziecka ( i pracy szkoły) a gdy się go ma we wczesnym okresie edukacji
          jest szansa na wyrwnanie braków.
          • mar_elx ty się i z drugim zdaniem zgadzasz, tylko... 26.05.04, 13:02
            Gość portalu: Aga napisał(a):

            > O ile z pierwszym Twoim zdaniem zgadzam sie w 100% to z drugim bym
            > polemizowała. Trudno na podstawie 1 testu przyklejać komukolwiek
            > etykietke "debil" a innemu "zdolny". Jednak wyniki testów moga dać jakis
            obraz
            > wiedzy dziecka ( i pracy szkoły) a gdy się go ma we wczesnym okresie edukacji
            > jest szansa na wyrwnanie braków.

            ... jeszcze o ty nie wiesz. Napisałem przecież, że "weryfiokować i oceniać
            trzeba przy każdej okazji" - a więc takich testów powinno być jak najwięcej.
            • Gość: Aga Re: ty się i z drugim zdaniem zgadzasz, tylko... IP: *.chello.pl 26.05.04, 13:07
              Uważam, że tego typu testy powinny być przeprowadzane bardzo często.
              Oczywiście ich forma i objętość muszą być dostosowane do wieku uczniów.
              Dlaczego nikogo nie dziwi, że studenci w sesji zdaja egzaminy i mają po kilka
              zaliczeń ( w tym duzych na prawach egzaminu)? A są to egzaminy o większym
              ciężarze gatunkowym .
              Nie zgadzam się z selekcją na debili i utalentowanych- w przypadku małych
              dzieci to absurd.
            • Gość: obserwator Re: ty się i z drugim zdaniem zgadzasz, tylko... IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 26.05.04, 18:46
              Witam - ależ argumenty padają w tej dość istotnej sprawie. Sorry moi Państwo -
              sam pracuję w szkole i testy tak naprawdę niczego nie sprawdzają,a już na pewno
              takie, w których dziecko ma wybrać jedną z kilku odpowiedzi. Ja osobiście
              jestem przeciwnikiem permanentnego testowania, zalecanego zresztą przez gremia
              decyzyjne wszelkich szczebli. Dla urzedników ważne są procenty, tabelki,
              wskaźniki itp. pierdoły, a nie to, co tak naprawdę dziecko umie. Porównywanie
              wskaźników statystycznych bez brania pod uwagę środowiska, w jakim pracuje
              szkoła, sytuacji domowej dziecka , jego dysfunkcji rozwojowych jest po prostu
              tylko i wyłącznie jakąś średnią, która dokładnie o niczym nie mówi. Selekcja,
              debile itp. określenia są w stosunku do dzieci, szczególnie tych z klas I - III
              jakimś totalnym nieporozumieniem. To raczej powinna być diagnoza, na podstawie
              której przygotowuje się dla dziecka indywidualny program pracy, aby maksymalnie
              wyel;iminować braki. Hest tu tylko jeden problem - rodzice. Przykro mi, moi
              Państwo, ale niewielu jest rodziców mądrych, którzy chcą pomóc swemu dziecku.
              Bo aby mu pomóc, potrzebna jest stała i systematyczna współpraca z
              nauczycielami, terapeutą, psychologiem itp. A to juz wymaga ogromnego wysiłku,
              i to wcale nie intelektualnego. A biedni rodzice nie mają czasu dla swoich
              dzieci.
    • el_la Re: Testomania w szkołach 26.05.04, 10:16
      Przesadzacie kochani, jakie oceny, na jakim świadectwie ??? W trzeciej klasie
      na świadectwie jest z grubsza napisane, że dziecko nauczyło się czytac i pisać.
      Moje dziecko (też 3 klasa) chadza na różne konkursy przedmiotowe za moim
      przyzwoleniem. Wynik dla mnie jest nieważny (aczkolwiek cieszę się oczywiście
      gdy osiągnie sukces), uważam jednak, że rutyna zrobi swoje i przed późniejszymi
      testami - już waznymi dla jego dalszych losów- po pierwsze nie będzie się w
      ogóle stresował, a po drugie nauczy się rozwiązywać testy a to też jest niemała
      umiejętność. A do tego przynajmniej widać, czego dzieciak nie umie i go
      douczyć.
      • Gość: Max Re: Testomania w szkołach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.05.04, 10:24
        Paranoja. Przecież to są dzieci. Za duzo od nich wymagamy. Potem się dziwimy że
        są potzrebni psychoanalitycy, ze dzieciaki siegają po narkotyki itp. Przecież
        my zabieramy im dzieciństwo. Na wyścug szczurów trochę za wcześnie. Moje
        dziecko jest w przedszkolu i Wychowawczyni uważ, ze do zerówki dziecko powiino
        iśc umiejac czytać i pisać. Nie podoba mi sie ten system nauczania.
      • Gość: le_lutki Re: Testomania w szkołach IP: *.net.external.hp.com 26.05.04, 11:18
        No wlasnie, nie moge sie tez oprzec wrazeniu, ze to rodzice nakrecaja dzieciom
        ten stres bo sami reaguja jakby to bylo nie wiem co. A potem jak trzeba podejsc
        do matury to slabna, mdleja, wymiotuja i nie wiem co jeszcze z nerwow. Byle
        spokojnie, nauczyc dzieci luzu (nie olewania!) w podejsciu do testow,
        zwlaszcza, ze przeciez one nigdzie nie beda figurowaly, a warto sie dowiedziec
        czego dziecko sie nauczylo. Nie roaumiem tej histrii rodzicielskiej, naprawde.
    • Gość: Aga Re: Testofobia dorosłych IP: *.chello.pl 26.05.04, 11:19
      Jestem nauczycielem akademickim i matka dwojga dzieci (VI klasa i II
      gimnazjalna). Należę do matek typu kwoka, która oczy potrafiłaby wydrapać,
      gdyby zobaczyła, że dzieciom dzieje się krzywda, ale uważam, że robienie
      wielkiej afery o testy, które maja pisać dzieci w młodszych klasach podstawówki
      to głupota i histeria rodziców do entej potęgi.
      Po pierwsze- od wyników testów nic nie zalezy - w młodszych klasach nie stawia
      sie stopni, a ocena opisowa ukazuje czego dziecko nie umie, co musi( byc może
      przy pomocy rodziców) uzupełnić, jakie ma braki a z czym sobie znakomicie
      radzi. Jest to szansa na nadrobienie zaległości i wyrównanie szans.
      Po drugie- dzieci, o ile nie są straszone egzaminami przez dorosłych, zwykle
      podchodzą do nich bezstresowo ( chyba, że trafia na nauczyciela-sadystę, ale to
      inna bajka). Zreszta kolorowy, atrakcyjny test wcale nie musi kojarzyć się z
      egzaminem spędzającym sen z powiek ( a porównywanie go z maturą przez jednego z
      rodziców świadczy chyba o tym, że nie bardzo pamięta on formułę egzaminu
      dojrzałości).
      Po trzecie- bardzo ważną rzeczą jest oswajanie dzieci ze sposobem zdawania
      egzaminów, testów, pisania sprawdzianów ( też coraz częściej w formie
      testowej). Człowiek, który wie co go czeka, ma na PRAWDZIWYM i WAŻNYM egzaminie
      o jeden stres mniej. A to bardzo istotne. Otrzaskanie się z formułą egzaminu (
      odpowiednio rozstawione ławki, ograniczony czas, zegar, otwieramie i zamykanie
      kopert w obecności uczniów, kodowanie, pisanie na specjalnych formularzach itp)
      może w przyszłości bardzo zaowocować.
      Jak juz wspomniałam, jestem matką-kwoką, jednak sama, płacąc za to spore
      pieniądze od kilku lat "funduję" moim dzieciom "stres" w
      postaci "niepotrzebnych" egzaminów. Otóż moi synowie zdają niższe certyfikaty
      językowe ( angielski KET,PET, niemiecki KID-1,KID-2). Certyfikaty nie dają
      żadnych uprawnień, kosztują od 180-280 PLN i są znakomitą nauką. Nauką
      opanowania emocji, zdawania egzaminu, otrzaskania się z atmosferą. Mój, wówczas
      9 letni syn, był jednym z najmodszych egzaminowanych. Zdał z wyróżnieniem, był
      straszliwie dumny, gdy zwracano się do niego jak do dorosłego, a egzaminator(
      na ustnym) zadawał mu poważne pytania. Drugi syn ( dyslektyk i dysgrafik) gdy w
      podobnym wieku przystępował do egzaminu wyglądał na dziecko z 1 klasy. Egzamin
      wypadł bardzo dobrze, a dodatkową nagrodą, było zwrócenie się do niego per Mr.
      X!
      Reasumując: nie histeryzujcie , drodzy rodzice, bo to przyniesie tylko szkodę.
      A kuratorium zamiast zajmować się rzeczami mało istotnymi i torpedować
      pożyteczne inicjatywy, niech zajmie się patologia, której w polskich(
      warszawskich, mazowieckich) szkołach nie brakuje ( choćby nałogami i przemocą).
      P.S. W tym roku mój starszy syn, bezstresowo, przystępuje do FCE. Jak zda
      będzie dobrze, jak uda mu się otrzymać ocenę A, będzie to jego sukces, jak
      egzamin mu się nie powiedzie- wie, że dla nikogo nie będzie to koniec świata.
      Po prostu będzie o jedno doświadczenie bogatszy i powtórzy egzamin za rok.
      • Gość: Rodzic - do Agi. Re: Testofobia dorosłych IP: *.lot.pl 26.05.04, 11:48
        Do Agi.
        Mam kilka pytań do Pani nauczycielki.
        Po pierwsze - skoro, jak Pani zauważyła, od testów nic nie zależy, to po co je
        przeprowadzać? Jedyną korzyść /finansową/odnosi firma z Wałbrzycha.
        Każdy rodzic, który na bieżąco śledzi postępy swojego dziecka w nauce, dobrze
        wie - co dziecko już umie, a nad czym musi jeszcze popracować. Dzieci przynoszą
        do domu sprawdzone klasówki, kartkówki, informują o otrzymanych na lekcji
        ocenach. Są również informowani o postępach w nauce na zebraniach. Testy są
        powieleniem /kosztownym/ tych informacji.
        Nieprawdą jest twierdzenie, że dzieci się takimi testami nie przejmują. Owszem
        przejmują się, droga Pani nauczycielko!
        A może chodzi o sprawdzenie, czego nauczyciele NIE NAUCZYLI swoich wychowanków?
        Niestety, wiedza nauczycieli i ich zdolności przekazywania jej dzieciom
        pozostawiają wiele do życzenia.
        Czas również na to, aby właściwe osoby zainteresowały się podręcznikami, z
        których uczą się nasze dzieci. Aż roi się w nich od błędów !
        Pieniądze wydane przez szkoły na testy można przeznaczyć na zakup szafek, aby
        dzieci nie musiały dźwigać ciężkich tornistrów, wypełnionych książkami,
        zeszytami ćwiczeń, bez względu na to, czy w danym dniu będą z nich korzystać
        czy też nie.
        A swoją drogą zastanawiam się - tyle razy nauczyciele podnoszą lament w sprawie
        niskich zarobków - a Panią nauczycielkę stać na testy po 180 zł ? Dla wielu
        rodziców to ogromna suma ...
        • Gość: Aga Re: Testofobia dorosłych IP: *.chello.pl 26.05.04, 12:12
          Jeśliby Pan dobrze przeczytał pierwsze zdanie w moim poście, wiedziałby Pan, że
          jestem nauczycielem akademickim, a to oznacza, że m.in. uczę STUDENTÓW. Nie
          jestem nauczycielką, mam zupełnie inny zawód, ale nie jest to istotne. Nie
          widze równiez powodu, abym musiała się tłumaczyć skąd mam pieniądze na edukację
          swoich dzieci. Mam i tyle.
          Gdyby Pan dokładniej przeczytał mój post wiedziałby Pan, że napisałam, iż testy
          nie maja wpływu na ocenę ucznia, lecz jedynie uwypuklają jego ewentualne braki.
          Mają więc głęboki sens.
          Dzieci rzeczywiście boją się egzaminów i testów jeśli żyją w atmosferze
          podsycania lęku przez dorosłych. Jesli rodzice mają trochę rozumu i
          niepotrzebnie nie panikują - dzieci się nie boją. Podobnie jest z dentystą.
          Jeśli odwiedza się go często, nie ma próchnicy, a rodzice nie straszą- dzieci
          bardzo ładnie współpracują z lekarzem. Jesli dopuści się do uogólnionej
          próchnicy a dorośli powiadają, że będzie bolało tylko trochę- dziecko zwykle
          szaleje na fotelu.
          Testy pokazują czego nauczyciele nie nauczyli - tu sie z Panem zgadzam.
          Klasówka- często nie, gdyż dotyczy tylko wybranej partii materiału, a nie
          sprawdza wiedzy w sposób kompleksowy.
          Podręczniki, nauczyciele, ciężkie tornistry - to zupełnie inna sprawa i
          zagadnienia na inny wątek. Zostańmy przy testach - zgoda?
    • Gość: le_lutki Re: Testomania w szkołach IP: *.net.external.hp.com 26.05.04, 11:26
      Stres to dzieciom nakreca histeryczna reakcja rodzicow. Denerwujaca jest ta
      wszechobecna "bezstresowosc". A juz pani autorka artykulu przegiela pale piszac
      o "gigantycznym stresie" jaki "zafundowano" biednym dzieciom. Gdyby do tego
      podejsc racjonalnie (rodzice) zamiast robic z tego "druga mature" tov wszystko
      by sie odbywalo tak jak powinno - czyli na luzie.
        • Gość: Rodzic - do Agi. Re: Testomania w szkołach IP: *.lot.pl 26.05.04, 12:07
          No, teraz to już Pani trochę przesadziła ! Zarówno w czasach, kiedy ja
          chodziłem do szkoły, jak i w dniu dzisiejszym, nic się nie zmieniło - z
          nauczycielem uczeń i jego rodzice nigdy nie wygrają ! Nauczyciele stoją na
          niezagrożonej pozycji. To ONI stawiają oceny i decydują o wszystkim. Często
          rodzice, widząc nieudolność i arogancję nauczycieli, są bezsilni.
          Są oczywiście PRAWDZIWI nauczyciele, dysponujący wiedzą, potrafiący tę wiedzę
          przekazać i posiadający jednocześnie przygotowanie psychologiczne. Są jednak
          nauczyciele NIEDOUCZENI, lekceważący dzieci i zrzucający obowiązek
          przekazywania wiedzy na barki RODZICÓW. A przecież to nauczyciele biorą za to
          pieniądze !
          Szkoda, że żaden nauczyciel nie protestował, kiedy zmarnowano trzy dni nauki,
          kiedy Warszawa wpadła w panikę przed demonstracjami rzekomych antyglobalistów.
          Cieszyli się z przedłużonego weekendu. A przecież wkrótce wakacje !
          Więcej pokory i obiektywizmu, droga Pani nauczycielko !
          • Gość: Aga Re: Testomania w szkołach IP: *.chello.pl 26.05.04, 12:27
            Czy umie Pan czytać ze zrozumieniem? Czy ja gdziekolwiek pisałam o wojnie
            rodziców z nauczycielami? Czy gdzieś znajduje się zdanie o niezagrożonej
            pozycji belfra? - Chyba nie!
            Co więcej - sama miewam zastrzeżenia i do sposobów prowadzenia zajęć i do
            podręczników i do arogancji niektórych nauczycieli. I wcale ich nie bronię, nie
            czuję z nimi solidarności zawodowej, bo choć jestem NAUCZYCIELEM akademickim,
            ukończyłam stomatologię, i oprócz tego, że NAUCZAM studentów, leczę także
            dzieciom zęby.
            Nauczyciele są różni- nie przeczę, że są i tacy, którzy zrzucają nauczanie
            dzieci na rodziców. A antyglobalistów zostawmy na osobną dyskusję - dobrze, że
            nic się nie działo, chociaż mogło, a zajęcia były odwołane nie we wszystkich
            szkołach.
            P.S. Wakacje szkolne dotycza mnie jedynie w sensie wakacji moich dzieci. Ja
            dysponuję jedynie 6tygodniowym urlopem, którego nie wykorzystam w całosci latem.
            • Gość: do Agi Re: Testomania w szkołach to biznes IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.05.04, 12:41
              Stanowisko Ministra Edukacji Narodowej i Sportu w sprawie organizowania przez
              prywatne firmy klasówek, sprawdzianów i konkursów w szkołach.
              AF, 14/01/2003



              Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z 21 marca 2001 r. w
              sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów,
              słuchaczy oraz przeprowadzania egzaminów i sprawdzianów w szkołach publicznych
              w każdej placówce obowiązuje wewnątrzszkolny system oceniania. Ma on na celu
              między innymi "bieżące ocenianie i śródroczne klasyfikowanie" uczniów.
              Osobą upoważnioną do oceniania wiedzy i umiejętności uczniów, w tym poprzez
              prace klasowe i sprawdziany, jest nauczyciel, któremu dyrektor w organizacji
              roku szkolnego powierzył prowadzenie zajęć w określonej klasie z określonego
              przedmiotu. Szczegółowe zasady oceniania wewnątrzszkolnego określa statut
              szkoły.

              Jeśli więc nauczyciel angażuje do procesu wewnątrzszkolnego oceniania firmy
              niezwiązane ze szkołą, jeśli wyniki sprawdzianu prowadzone i oceniane przez tę
              firmę wpisuje jako własne do dziennika lekcyjnego, jeśli na ich podstawie
              dokonuje klasyfikacji uczniów - narusza obowiązujące prawo. Sytuację taką
              Minister Edukacji Narodowej i Sportu uznaje za niedopuszczalną. Podobnie
              niedopuszczalne jest pobieranie od uczniów dodatkowych opłat za organizację
              sprawdzianów wiedzy prowadzonych w szkołach.

              Każda szkoła może organizować szkolne konkursy wiedzy i umiejętności obok
              konkursów przedmiotowych prowadzonych przez kuratora oświaty i olimpiad
              organizowanych przez Ministra Edukacji Narodowej i Sportu. Szkolne konkursy z
              pewnością wzbogacają system dydaktyczny i wychowawczy szkoły, powinny być
              wpisane w program wychowawczy placówki. Udział w konkursach jest oparty na
              zasadzie dobrowolności i nie może być w żadnej formie wymuszany przez
              nauczycieli. Jakakolwiek odpłatność z tym związana jest niedopuszczalna.
              Minister Edukacji Narodowej i Sportu uznaje działania szkół opisane w
              artykule "Zbić fortunę na uczniach" za naruszające zarówno obowiązujące
              przepisy jak i etykę zawodu nauczyciela. Przekaże stanowisko w tej sprawie
              kuratorom oświaty, a za ich pośrednictwem dyrektorom szkół. Podejmie także
              stosowne działania wyjaśniające.






              KURATORIUM OŚWIATY W WARSZAWIE
              Aleje Jerozolimskie 32
              00-024 Warszawa
              telefon: centrala - 826 64 91 do 96
              telefon zaufania: 828 22 65
              faks: 826 64 97
              e-mail: kuratorium@mazowieckie.


              czy od tamtego czasu cos sie zmieniło????
              • Gość: Aga Re: Testomania w szkołach to biznes IP: *.chello.pl 26.05.04, 12:58
                O ile dobrze zapamietałam tekst z Gazety Wyborczej - to testy kupują szkoły a
                nie rodzice, nie przypominam sobie słowa, o zmuszaniu rodziców do wnoszenia
                opłat. Afera zresztą nie dotyczy pieniędzy a faktu egzaminowania czy też
                testowania dzieci. Przypuszczam, że podobne głosy pojawiłyby sie gdyby testy
                ułozyły i sprawdzały nauczycielki a nie firma z Wałbrzycha.
                Umówmy się, nasze dzieci będą w ciągu najbliższych lat musiały nauczyć się
                zdawać - będa stale poddawane testom- przy rekrutacjach, zaliczaniu kolejnych
                etapów edukacji itd, itp. No chyba, że bliższą i dalszą przyszłość planują przy
                ambitnym zajęciu polegającym na kopaniu dołów.
                • Gość: do Agi Re: Testomania w szkołach to biznes IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.05.04, 13:14
                  Gość portalu: Aga napisał(a):

                  > O ile dobrze zapamietałam tekst z Gazety Wyborczej - to testy kupują szkoły a
                  > nie rodzice, nie przypominam sobie słowa, o zmuszaniu rodziców do wnoszenia
                  > opłat.


                  prosze oto przykład:
                  >>>W mokotowskiej SP nr 190 przy Zwierzynieckiej testy kompetencyjne piszą zaś
                  tego samego dnia i o tej samej godzinie wszyscy uczniowie - nawet
                  pierwszoklasiści (w tym roku odbyły się w maju). Podstawówka współpracuje z
                  Instytutem Badań Kompetencji w Wałbrzychu. Kupuje od niego testy (egzemplarz
                  kosztuje ok. 5 zł), które sprawdzają potem pracownicy Instytutu. - Testy dla
                  najmłodszych przypominają zeszyty ćwiczeń, to sprawdzian w formie zabawy.
                  Dzieci uczą się kodować prace, oswajają się z rozwiązywaniem testów. Nie sądzę,
                  by taki sprawdzian był stresujący. To raczej świetny trening przed prawdziwymi
                  egzaminami - uważa Barbara Dąbrowska, dyrektor szkoły.<<<

                  Tak samo w gimnazjach na Mokotowie!
                  • Gość: Aga Re: Testomania w szkołach to biznes IP: *.chello.pl 26.05.04, 15:49
                    Przecież tu nie ma ani słowa o opłatach dokonywanych przez r o d z i c ó w!
                    Testy kupiła szkoła- lepiej chyba wydać po 5 PLN od ucznia na test, który coś
                    powie o wiedzy dziecka niż wyrzucać je np. na opłaty za niegaszone światło (
                    nagminne praktyki).
                    Zresztą, gdyby testy ułozyła pani Basia z panią Krysią awantura byłaby podobna,
                    bo kilku rozhisteryzowanych rodziców bałoby się, że dziecko się zdenerwuje
                    egzaminem.
                    Histerycy osiągnęli swoje. Gotowa jestem sie założyć, że ci nieliczni
                    dyrektorzy szkół, którym zależy na obiektywnej ocenie dzieci i uczenie ich
                    zdawania egzaminu, po nagonce prasowo-kuratoryjnej, zaniechają. A stracą na tym
                    tylko dzieci- bo nie będzie wiadomo jakie mają braki, i przyjdzie im kiedyś
                    zmierzyć się z egzaminem"na poważnie" bez treningu. Gratuluję głupoty.
                • Gość: Rodzic do Agi. Re: Testomania w szkołach to biznes IP: *.lot.pl 26.05.04, 14:08
                  Otóż tutaj CHODZI o pieniądze! Pieniądze rodziców!Pieniądze Podatników! Nasze
                  pieniądze!
                  Czyżby szkoły cierpiały na nadmiar gotówki? Lista potrzeb szkół jest długa.
                  Wydawanie pieniędzy na testy jest marnotrawieniem NASZYCH pieniędzy. Czy w Pani
                  szkole nie "wyciąga się" od rodziców pieniędzy pod byle pretekstem? Z mojego
                  doświadczenia wiem, że jest to powszechne zjawisko /np. komitet rodzicielski/
                  Rodzice płacą za wszystko - wycieczkę, koncert, kupno piłki itd. Brak zajęć z
                  informatyki tłumaczy się brakiem środków. Nie ma lekarza, stomatologa,
                  pielęgniarka jest dwa razy w tygodniu. To standard w polskich szkołach. A
                  tutaj, pod pretekstem fałszywej troski o nasze dzieci, finansuje sie prywatną
                  firmę.
                  Nie wolno podchodzić do procesu edukacji w tak uproszczony i prymitywny sposób -
                  ciągłe testy, sprawdziany albo kopanie dołów. I to są słowa NAUCZYCIELKI?
                  Zgroza! Sprawdziany i testy są jedynie ostatecznym elementem całego procesu
                  edukacji na danym poziomie. Nie wpływają na poziom wiedzy ucznia. Poddając
                  dzieci ciągłym testom nie załatamy dziur w ich wiedzy będących często wynikiem
                  błędów w nauczaniu popełnionych przez NAUCZYCIELI. Pora, aby w naszych szkołach
                  uczyli mądrzy, wykształceni nauczyciele, wkładający swą wiedzę i serce. A wtedy
                  nasze dzieci otrzymają solidniejsze wykształcenie. Nie będą wtedy potrzebne
                  niekończące się testy i sprawdziany.
                  • Gość: do Agi Re: Testomania w szkołach to biznes IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.05.04, 15:06
                    ROZPORZĄDZENIE MINISTRA EDUKACJI NARODOWEJ I SPORTU 1)

                    z dnia 23 kwietnia 2004 r.

                    w sprawie szczegółowych zasad sprawowania nadzoru pedagogicznego, wykazu
                    stanowisk wymagających kwalifikacji pedagogicznych, kwalifikacji niezbędnych do
                    sprawowania nadzoru pedagogicznego, a także kwalifikacji osób, którym można
                    zlecać prowadzenie badań i opracowywanie ekspertyz

                    (Dz. U. Nr 89, poz. 845)


                    www.abc.com.pl/serwis/du/2004/0845.htm
                  • Gość: Aga Re: Testomania w szkołach to biznes IP: *.chello.pl 26.05.04, 16:01
                    Tu chodzi przede wszystkim o bicie piany. Pieniądze podatników wydawane są w
                    sposób różny - nie zawsze taki , który nam odpowiada. Moje dzieci nie
                    uczestniczą w lekcjach religii, a z moich, PODATNIKA, pieniędzy finansuje się
                    pensje katechetów. I muszę się z tym pogodzić, gdyż nie mam na to wpływu.
                    Nie od wczoraj wiadomo, że w szkole uczy bardzo dużo ludzi przypadkowych ( na
                    co też nie mamy większego wpływu). I tym bardziej nalezy cenic inicjatywę
                    osławionych "testów".
                    Krytykować najłatwiej, nie bronie ani szkoły, ani nauczycieli ani systemu -
                    składa się na to wiele ogólnie znanych przyczyn.
                    Za wycieczki, koncerty rodzice płacili zawsze- nawet w czasach gdy ja chodziłam
                    do szkoły.Może nie były to sumy wielkie, ale obciążały domowy budżet.
                    Nie jestem zwolenniczką stałych klasówek, jednak uważam, że przyzwyczajanie
                    dzieci do egzaminów jest jedną z form nauczania. A jesli komus to nie
                    odpowiada - nie musi pisać, ale niech się nie dziwi, że odpadnie przy pierwszym
                    egzaminacyjnym sicie. Zje go stres, nie będzie potrafił zakreślic właściwej
                    kratki, źle obliczy czas. A wtedy kopanie rowów będzie całkiem realnym
                    zajęciem. Cóż, tacy ludzie też są potrzebni.
      • Gość: mama Re: Dobry pomysl! IP: *.proxy.aol.com 26.05.04, 17:07
        Uwazam,ze to jest bardzo dobry pomysl nic nie zaszkodzi sprawdzic dziecka
        wiedzy o co SZUM dlaczego rodzice tak sie boja.Nauczyciele przygotuja wszystko
        zgodnie z regulaminem nie beda wymagac rozwiazywania zadan dla maturzystow bo
        matury juz minely ale taki male "egzaminek" przyniesie frajde dzieciakom tylko
        zalezy WLASNIE od rodzicow jak o tym beda rozmawiac w domu jakiego tonu uzyja
        itp. Bo jednak najwazniejsze bedzie to co one slysza w DOMU i "trpskliwa"
        mamusia powinna pamietac o tym.Taki egzamin ani nie zmieni oceny dzicka ani nie
        wyrzuci go ze szkoly pomoze tylko rodzica i nauczyciela zwrocic uwage na braki
        My rodzice powinnismy uczuc dzieci nie bac sie szkoly ani nauczyciela to #1
        POWINNISMY UCZUC NIE BAC SIE KLASOWEK ANI SPRAWDZIANOW A JEZELI NIE POWIODLO
        SIE NASZEMU DZIECKU nie wydzierac sie na caly blok nazywajac go
        glupkiem/przeciez to nasze dziecko/a usiasc z nim i przerobic ten rozdzial
        razem bo pamietajmy my tez tam bylismy i nie raz nie dwa serce nasze "walilo "
        nam100razy szybiej wracajac do domu. Dlatego wlasnie powinnysmy uczyc nie bac
        sie egzaminow ,sprawdzianow,klasowek.i ten TEST to naprawde wspanialy pomysl a
        my rodzice pokazmy teraz naszym dziecia,ze szkola jest "fajna"
    • Gość: pedagog Re: Testomania w szkołach IP: *.chello.pl 26.05.04, 17:14
      szkoda ,że pani redaktor nie przyjrzała się bliżej problemowi. BŁĘDNIE GO
      ZINTERPRETOWAŁA, opierając się na opinii jednego rodzica, w dodatku nie
      kontaktującego się za często ze szkołą. Czy rodzice chłopca zadali pytania,
      podzielili się wątpliwościami z nauczycielem na zebraniu? czy zgłosili problem
      do dyrktora, pedagoga szkolnego? NIE ZROBILI TEGO.Szkoda, że szkaluje się
      szkołę, która jest właśnie bardzo przyjazna uczniom, może pani redaktor popyta
      i sprostuje swoje niesprawdzone ,wyrwane z kontekstu informacje, Jest mi bardzo
      gorzko i przykro, może Pani spotka się z nauczycielami, rodzicami i dziećmi i
      dowie się jak wygląda ten "demoniczny" sprawdzian, który tak naprawdę jest
      przyjazny dzieciom. Teraz już wiem jak media wykręcają kota ogonem...
      • Gość: do pedagog Re: pedagog cwaniara IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.05.04, 17:52

        Gość portalu: pedagog napisał(a):

        > szkoda ,że pani redaktor nie przyjrzała się bliżej problemowi. BŁĘDNIE GO
        > ZINTERPRETOWAŁA, opierając się na opinii jednego rodzica, w dodatku nie
        > kontaktującego się za często ze szkołą. Czy rodzice chłopca zadali pytania,
        > podzielili się wątpliwościami z nauczycielem na zebraniu? czy zgłosili
        problem
        > do dyrktora, pedagoga szkolnego? NIE ZROBILI TEGO.Szkoda, że szkaluje się
        > szkołę, która jest właśnie bardzo przyjazna uczniom, może pani redaktor
        popyta
        > i sprostuje swoje niesprawdzone ,wyrwane z kontekstu informacje, Jest mi
        bardzo
        >
        > gorzko i przykro, może Pani spotka się z nauczycielami, rodzicami i dziećmi i
        > dowie się jak wygląda ten "demoniczny" sprawdzian, który tak naprawdę jest
        > przyjazny dzieciom. Teraz już wiem jak media wykręcają kota ogonem...

        Bronisz swojej skóry he he he
        Teraz będziesz musiała oddać wyłudzone pieniądze


        • Gość: pedagog Re: pedagog cwaniara IP: *.chello.pl 26.05.04, 22:36
          tak bronię prawdy. Nie zrozumiałam ? jakie wyłudzone pieniądze? co Ty człowieku
          wiesz o pieniądzach w oświacie? He he ! Akurat ja szanuję moją pracę, a dzieci
          i rodzice szanują mnie. I właściwie opinia wredna takiego człowiczka jak Ty
          Gościu mnie nie rusza.
    • Gość: obserwator Re: Testomania w szkołach IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.05.04, 19:22
      Na początku wyjaśnienie - pracuję w szkole. Robimy 3 razy w roku testy w
      klasach IV - VI, oraz raz w roku w klasach I - III. To czy trwają one 1 czy 3
      dni, nie ma żadnego znaczenia. Uważam, że w klasaach I - III lepiej jak się
      odbywają w 3 dni po 25 minut, niż jednego dnia w ciągu 60 - 90 minut. Ale to
      rzecz gustu.
      Rodzice twierdzą, że dzieci się stresują - jakoś tego nie zauważyłem w szkole.
      Raczej zauważyć można u wielu uczniów, niezależnie od klasy totalny tumiwisizm -
      oni doskonale wiedzą, że nic im nie grozi za mizerne wyniki z testu. Atmosferę
      pogrzewają z reguły rodzice i to ci, którzy cały rok się po prostu dzieckiem w
      żaden sposób nie interesują. Widać to zresztą dokładnie z wypowiedzi pana
      Adamiaka, którego dziecko jest w klasie 3, a on biedactwo nie wie, że w klasach
      I - III nie ma żadnych ocen i nawet gdyby dziecko nie umiało po 3 latach
      liczyć, pisać, czytać itp. to bez zgody rodziców nie można go nie przepuścić do
      klasy IV. I przykre to, że takich rodziców jest ponad 50% w większości szkól.
      Mało tego, spora grupa rodziców nie chce, aby ich dziecku udzielić pomocy - są
      w szkołach specjaliści, którzy w czasie I etapu edukacyjnego sa w stanie
      wyeliminowac wiele dysfunkcji. Ale pod warunkiem, że rodzice też popracują z
      takim dsieckiem w domu a jeżeli już nie mają na to ochoty (argument o braku
      czasu jest bez sensu - co najwyżej można mówić o braku chęci)to żeby chociaz
      nie przeszkadzali. Ale w naszym kraju na oswiacie i leczeniu znają się wszyscy
      i niewiele się zmieniło również w ostatnich latach.
      Zdziwienie moje budzi reakcja szefa organu sprawującego nadzór pedagogiczny.
      czyż pan kurator oświaty nie wie, że wszystkie szczeble mające jakikolwiek
      wpływ na oświatę wręcz żądają danych statystycznych na temat wyników,
      ewaluacji, średnich itp. Przecież od przerzucania tych nic nie mówiących i tak
      naprawdę niepotrzebnych danych statystycznych zależy wiele bytów urzedniczych.
      jakżeż to na zapracowaną wygląda pani urzędniczka, przed którą leży stos
      sprawozdań, jakaż ona sie czuje potrzebna. Tylko nawet często nie wie, co z tym
      dalej zrobić, nie mówiąc już o tym, aby wyciągnąć jakieś sensowne wnioski. Temu
      zresztą się nie bardzo dziwię, gdyż na podstawie takich danych, które nie
      uwzględniają czynników środowiskowych, dysfunkcji dziecka, sytuacji rodzinnej i
      wielu jeszcze czynników, nikt nie może wyciągnąć sensownych wniosków. A tu pan
      kurator straszy, że się zajmie sprawą. Czyżby zapomnial, że szkoła to jednostka
      autonomiczn i jeżeli taka formę ewaluacji ma wpisaną w swoich dokumentach, to
      jemu nic do tego??. Zresztą, to już problem na inną bajkę, ale kuratorium w
      obecnym kształcie to zupełnie nipotrzebna jednostka, pożerająca mnóstwo
      pieniędzy, a zupełnie nieefektywna. Czy pan kurator nie wie, jak pracują jego
      podwładni. Że większość wnioskó z tzw. mierzenia jakości pracy to są słowa,
      które tworzą pracownicy szkół, a panie urzędniczki je przwepisują do
      odpowiednich formularzy. Zresztą nie winię tu akurat ich - bo mając
      pod "opieką" tyle placówek, nie są w stanie inaczej tego zrobić. Aby coś
      zbadać, zmierzyć czy zdiagnozować to nie wystarczy na to czas, jaki mają do
      dyspozycji.
      Kończąc wspomnę tylko o jednym. Gdybym nie musiał, to sam bym wcale nie robił
      klasówek z każdego działu, testów itp. Co najwyżej krótkie, kilkunastominutowe
      kartkówki, z których na bieżąco się można zorientować o stopniu opanowania
      danego zagadnienia przez ucznió. Ale oczywiście robię ja i moje koleżanki te
      klasówki, pracowicie zestawiam wyniki, tabelki itp bo wioemy, że raz na jakiś
      czas władze się o to upomną. A na codzień wyniki pracy analizujemy w zupełnie
      inny, indywidualny dla każdego ucznia sposób. Mania testowania rzeczywiście
      zalałą nasz kraj. Żyje z tego, i to nieźle mnóstwo osób prowadzących firmy
      diagnostyczne, kursy pomiaru dydaktycznego itp. Proponuje przyjrzeć się kadrze
      tych firm, kursów, przedsięwzięć. Przecież to często są właśnie pracownicy MEN,
      kuratoriów, ODNów, doradcy metodyczni, pracownicy komórek odpowiedzialnych za
      funkcjonowanie oświaty w organach prowadzących.
      Nie dziwię się również nauczycielom, że testują. Mają przy okazji materiał,
      który można wykorzystać w dokumentacji awansu zawodowego, a przy tym
      jakikolwiek obraz (byle jaki, moim zdaniem) efektów dydaktycznych. Czyż nie
      jest to chory system, w którym rodzic może się nie zfodzić, aby dziecko
      powtarzało klasę, jeżeli niczego się nie nauczyło. A nie nauczyło się, bo albo
      nie ma możliwości, a rodzoice nie pójdą do poradni, nie zgadzają się na pomoc
      reedukatora, terapeuty, logopedy itp. specjalistów. Czy nie jest chory system,
      w którym rodzic może się nie zgodzić, aby wyniki badań z poradni trafily do
      szkoły i nauczyciele wiedzieli, jak dziecku pomóc. Czy wreszcie biznes
      podręcznikowy - MEN zatwierdza podręczniki, w którym są błey merytoryczne,
      podane błędne faky historyczne, gdzie Wyspiański ma na imię Stefan, a nie
      Stanisław??. Czy nie jest chory system, w którym organ centralny zajmujący się
      oświatą na prawie każdym szczebku ma p.o. dyrektorów departamentów -
      czyli "chrześniakó". którzy nie stanęli do konkursów, bowiem nie mają albo
      odpowiedniego przygotowania do wykonywanej pracy, albo ich jedynym
      przygotowaniem są znajomości z "odpowiednimi ludźmi", bądź w najlepszy razie
      pochodzą z tzw. bocznej linii naukowców. mam wrażenie, że w wielu
      departamentach MENu nie było nawet wystarczającej liczby osób, które potrafią
      czytać ze zrozumieniem - świadczą o tym knoty prawa oświatowego, które były
      zmieniane, zanim weszły w życie.
      Ale jak powiedziałęm, to już inna bajka - ale jednym z jej efektów jest właśnie
      również i testomania.
      Pozdrawiam
    • Gość: obserwator Re: Testomania w szkołach IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.05.04, 19:29
      Jeszcze na moment ja - już z innej beczki. Wielokrotnie zastanawiałem się, skąd
      w Gazecie się wzięło tyle osób z fobią szkolną. I jeszcze bardziej mnie dziwi,
      że krytyczne artykuły dotyczą bardzo często bielańskiej czy żoliborskiej
      oświaty, przy czym eksponowane są rzeczy nie zawsze istotne, natomiast zupełnie
      przemilczane są sprawy istotne. Miąłem też swego czasu nieprzyjemność rozmawiać
      z panią redaktor, która już miałą wnioski, całą teorię spoiskową i koniecznie
      tylko chciałą, abym potwiwerdził jej wizje. Nadmieniam przy tym, że jestem
      stałym czytelnikiem Gazety i cenią ją nie mniej, niż Rzepę.
      Pozdrawiam
      • Gość: Aga Re: Testomania w szkołach IP: *.chello.pl 26.05.04, 19:41
        Bo mamy do czynienia z ludźmi prymitywnymi, w sytuacji gdy na moje rzeczowe
        argumenty broniące testów, jeden z internautów proponuje mi "kopa w ryj" -
        jakakolwiek wymiana poglądów nie ma sensu. I to nie dlatego żebym się bała, że
        wcieli on słowa w czyny. Jest spora grupa ludzi do których nic nie dociera.
        Niczym twierdza bronią swoich racji posługując się argumentami spod budki z
        piwem. Ci ludzie storpedują każdą cenną inicjatywe, każdy pomysł, każda
        innowację.Mają fobie nie tylko szkolne- dla nich groźne jest wszystko to co nie
        mieści się w ich głowach ( a nie mieści się całkiem sporo).
        • Gość: ZORRO Re: Testomania to złodziejstwo nauczycieli IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.05.04, 19:44
          Gość portalu: Aga napisał(a):

          > Bo mamy do czynienia z ludźmi prymitywnymi, w sytuacji gdy na moje rzeczowe
          > argumenty broniące testów, jeden z internautów proponuje mi "kopa w ryj" -
          > jakakolwiek wymiana poglądów nie ma sensu. I to nie dlatego żebym się bała,
          że
          > wcieli on słowa w czyny. Jest spora grupa ludzi do których nic nie dociera.
          > Niczym twierdza bronią swoich racji posługując się argumentami spod budki z
          > piwem. Ci ludzie storpedują każdą cenną inicjatywe, każdy pomysł, każda
          > innowację.Mają fobie nie tylko szkolne- dla nich groźne jest wszystko to co
          nie
          >
          > mieści się w ich głowach ( a nie mieści się całkiem sporo).

          W O N ! ! ! ! bo ci kopa zasadze...
          • Gość: Aga Re: Testomania w szkołach IP: *.chello.pl 27.05.04, 09:01
            Obie, z racji obcowania z ludźmi, wiemy, że ci którzy mają największe problemy
            ze sobą próbują to rozładowywać chamstwem i agresją. Jeśli dochodzi do tego
            jeszcze prymitywizm i prostactwo a także anonimowość to mamy to co prezentuje
            gość do... lub zorro. Ani myśle sie przejmować, dyskutować i czytać ich
            wywodów. Klawiatura jest cierpliwa i lepiej, żeby frustracje wyrażali wypisując
            inwektywy pod adresem inaczej myślących, niż np. wymazywali nowo pomalowane
            ściany sprayem ( bo to ludzie tego wymiaru).
            Symptomatyczne jest to, że ci, którzy wiedzą najmniej wypisują największe
            androny.
            Uważam, że nauczyciele powinni robić swoje, a testy jeszcze nikomu nie
            zaszkodziły. Dobrze, że znalazła się garstka ludzi, którzy to rozumieją.
            Biegnę do pracy. Pozdrawiam - Aga
            • Gość: Max Re: Testomania w szkołach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.05.04, 09:50
              Wymiana pogladów miedzy nauczycielami. Tylko nie zawsze dobro dziecka jest
              zbieżne z interesem nauczycieli. Niestety to srodowisko bardzo skostniałe
              walczace non stop o swoje prawa (vide karta nauczyciela). Jak to jest, ze w
              Anglii gdy dziecko nie opanowało materiału to rodzice przychdzą do szkoły i
              pytają dlaczego? A w Polsce odwrotnie. Nauczyciel wzywa rodziców i on się pyta
              dlaczego.
              A porpos testów. Gdy ja chodziłem do szkoły, czy później na studia obowiazywała
              forma odpowiedzi ustnych ew. wypracowań , klasówek etc. Na studiach praktycznie
              wszystkie egzaminy były ustne. W tej chwili obowiazuja testy, oczywiscie ze
              względu na liczbę studentów, którym trzeba wystawić ocenę. W tej chwili
              powszechne są wykłady ale ćwiczenia juz nie. Ja musiałem przygotowywać sie do
              zajec, zabierac głos w dyskusji. A teraz teścik i sprawa z głowy. I potem mamy
              magistrów, którzy nie potrafią napisać kilkustronicowego opracownia.
              Według mnie powinno być w szkołach wiecej dyskusji, wyrażania własnych pogladów
              etc.
              Pzdr

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka