mejson.e
09.01.10, 16:10
Mój znajomy o jeszcze niedużym doświadczeniu w jeździe samochodem po śniegu,
parę lat temu wyleciał z drogi przy minimalnej prędkości - jakichś 30 km/godz.
Kompletnie zaskoczony z szyją w gorsecie tłumaczył mi potem "niezwykłe" zdarzenie.
A czy było ono niezwykłe?
Jechał w kolumnie samochodów w sporych koleinach z wyślizganym lodem i musiał,
jak poprzednicy, wyprzedzić rowerzystę jadącego prawą koleiną.
Powolutku skręcił kierownicę, napotkał opór, skręcił mocniej i ... wylądował
tyłem do kierunku jazdy, na przeciwnym poboczu, prawymi drzwiami pandy waląc w
latarnię.
Nikt mu wcześniej nie wytłumaczył, że przejeżdżać koleiny na śliskiej
nawierzchni należy wcale nie powolutku tylko wręcz szybko, nagle skręcając i
błyskawicznie kontrując przy wjechaniu w sąsiednią koleinę.
Tymczasem lekkie skręcanie spowodowało dociśnięcie boku opony do ściany
śniegu, mocniejszy skręt wyrzucił koło na śnieg a rączki nadal skręcając
postawiły samochód najpierw bokiem, potem tyłem.
Zastanawiam się, jak duża część spośród obecnie Tańczących Ze Śniegiem ma inną
radę na jazdę w tych warunkach oprócz legendarnej "nogi z gazu"?
W tych warunkach nie unikniemy ślizgania się samochodu, warto wiedzieć kiedy i
w jaki sposób nasz samochód będzie się ślizgał, a tego nie uda się osiągnąć
bez jakiegokolwiek treningu.
Najlepiej pojeździć po torze czy pustym placyku, ale w wielu zwykłych
sytuacjach drogowych można pewne doświadczenie zdobyć specjalnie wprowadzając
samochód w stan niestabilny (byle przy pustej drodze!).
Inaczej będziemy snuć się w kolumnie bojąc się nawet ominąć rower nie mówiąc o
wyprzedzeniu ciągnika czy żuka na łysych oponach.