kornel-1
12.02.09, 21:48
Kihooj nie lubił tak wczesnego wstawania. Tej codziennej monotonnej drogi do
pracy. Tego dnia jak zwykle wypił szybko kawę, założył marynarkę, poprawił
przed lustrem krawat. Kątem oka spojrzał na zegar w przedpokoju i wsiadł do
samochodu. Włączył swą ulubiona stację i nucił przeboje. Droga, która
zazwyczaj nie zajmowała mu godziny tym razem dłużyła mu się niemiłosiernie. W
pracy spojrzał na zegar.
"To niemożliwe" - pomyślał - "jechałem trzy razy dłużej niż zwykle!"
Jeszcze raz spojrzał na zegar.
- Dziwne! - mruknął do siebie - może pomyliłem się patrząc w domu na zegar?
Może spojrzałem nie na zegar lecz na jego odbicie w lustrze wiszącym w
przedpokoju?
Kihooj zamyślił się. Starał się przywołać w pamięci obraz z domu. Jego zegar
pozbawiony był cyfr, tarcza posiadała jedynie duże pozłacane kropki na pełnych
godzinach. Przed wyjściem wyraźnie dostrzegł, że dłuższa wskazówka zasłaniała
taką kropkę.
- Ale co mi to daje? - poskrobał się po głowie - chyba wypiję jeszcze jedną
kawę...
Zaparzył kawę i spróbował jeszcze raz dojść do prawdy.
- Tak! Już wiem! - wykrzyknął - Słyszałem pod drodze tylko dwa razy wiadomości
w radiu. Gdybym jechał naprawdę tak długo jak sądziłem słyszałbym wiadomości
czterokrotnie - są przecież co pół godziny (począwszy od północy). A zatem
jechałem znacznie krócej. Musiałem więc odczytać godzinę nie na zegarze lecz
na jego lustrzanym odbiciu...
O której Kihooj dotarł do pracy?
Kornel