Dodaj do ulubionych

Rozwód...

IP: 212.160.131.* 26.03.03, 10:20
Moje małżeństw trwało trzy lata no i niestety doszło do rozpadu, ponieważ mąż
zakochał się w innej... Myślałam że po rozwodzie będzie mi lżej, że będę
miała już wszystko za sobą, że będę mogła zacząć wszystko na nowo... Myślałam
że znów będę mogła się cieszyć życiem, że te wszystkie przykrości które mnie
spotkały są już za mną... Jednak wcale nie jest mi lżej, nadal boli... Mam
pytanie do osób które się rozwiodły: Jak długo "dochodziliście" do siebie ?
Czy to naprawde tak długo trwa i że będzie się przez cały czas odbijało na
moim życiu ? Będę wdzięczna za wszystkie odpowiedzi...
Obserwuj wątek
    • Gość: Catharina Re: Rozwód... IP: 195.117.250.* 28.03.03, 22:25
      Nie to zebym sie rozwodzila, ale bylam z kims ( teraz to jest "ktos", kiedys
      bylo inaczej) przez prawie 3 lata. I zawsze myslalam, ze uczucie zwycieża, ale
      Nasze nie pokonalo 150 kilkometrow :( Minelo juz sporo czasu, a ta pustka
      gdzies tam i tak zostala i ... pewnie bedzie juz zawsze. Zawsze znajdzie sie
      cos co o Nim przypomnia, jakies zdjecie, mala rzecz, sytuacja ... I choc sa
      takie dni kiedy wszytsko jest juz dobrze, zdarzaja sie i takie kiedy bardzo
      wiele bym oddala bysmy znowu byli razem ...

      Duzo wytrwalości i usmiechu :)
      Pozdrawiam :)
      • Gość: "panna" Dziękuję... IP: 212.160.131.* 31.03.03, 10:39
        Czasami nie trzeba być w małżeństwie, by czuć się tak jak po rozwodzie... Tobie
        też dużo wytrwałości i dużo uśmiechu...
        • Gość: Catharina Re: Dziękuję... IP: 195.117.250.* 02.04.03, 08:14
          Thx :)
    • Gość: Marcin To musi poboleć.... IP: *.futuro.pl 09.04.03, 16:59
      ...niestety.Ja byłem żonaty pięć lat, jestem 10 miesięcy po rozwodzie i już
      jest OK (odeszła ona). Ale tak naprawdę to byłem w dole przez jakieś dwa lata,
      nie przymierzając. I powiem Ci, wyszło mi na zdrowie. Jestem dużo mocniejszy
      niż byłem, no generalnie lepszy ze mnie chyba koleś teraz, bez fałszywej
      skromności. Nie można sie tylko zamykać w sobie, to podstawa. Wychodź do
      ludzi, nie bój sie prosić o pomoc. Wprawdzie nie wierzę w żadne cudowne
      poradniki, ale akurat jeden, który podrzuciła mi kumpela, był naprawdę niezły
      i sporo mi pomógł, co potrafiłem docenić dopiero po pewnym czasie, bo na
      poczatku mnie lekko irytował. Nazywa się "Marsjanie i Wenusjanki rozpoczynaja
      życie od nowa", autor: John Grey. Przeczytaj, bo napewno nie zaszkodzi, a
      pomóc może. Pozdrawiam i nie poddawaj się. Nowe życie "po" moze okazać się
      lepsze niż "przed". Zaufaj mi :-)
      • Gość: "panna" Re: To musi poboleć.... IP: 212.160.131.* 10.04.03, 12:03
        Dzięki... Lektury napewno poszukam, ja w tych ciężkich chwilach opierałam się
        na "Alchemiku" Cohela polecam ją wszyskim w każdym okresie życia. I szukałam
        Własnej Legendy i wierzyłam że mi się uda... Z dnia na dzień jest coraz
        lepiej... Masz racje mówiąc, że po takich przeżyciach człowiek staje się
        mądrzejszy, dojrzalszy, "starszy o jakies 10 lat". Ja mam prawie 25 (do 22 maja
        jeszcze 24 :-)) ale czuje sie duż starsza i odporniejsza na to co mi może
        przynieść los... Wiem, że teraz może być już tylko lepiej, bo gorzej już
        było... ale czasami przychodzą takie chwile, że nie chce mi sie nic... Tych
        chwil jest już coraz mniej, ale są... Jeżeli możesz to powiedz mi czy udało Ci
        się z kimś związać... Ja próbuję stworzyć nowy związek, ale mam mnóstwo obaw...
        Jeszcze raz dziękuję - aga
        • Gość: Marcin Re: To musi poboleć.... IP: *.futuro.pl 10.04.03, 18:33
          Witaj Ago!
          Cóż, pewnych rzeczy się nie da zapomnieć, nic się na to nie poradzi. Po czymś
          takim (zwłaszcza jeśli kochało sie naprawdę "na zabój")zawsze zostaje jakaś
          zadra, a czasem efekty są trudne do przewidzenia. Wydaje mi się, że własnie w
          moim wypadku mam do czynienia z tego rodzaju "efektem ubocznym", polegającym
          na tym, że OK, wszystko już w porządku, wróciłem do swiata itd., ale
          najzwyczajniej w świecie nie mogę sie zakochać.Po rozwodzie rzuciłem się w wir
          romansów sensownych bardziej lub mniej, wiele z tych kobiet było naprawdę OK i
          świetnie sie rozumielismy pod każdym względem, ale..no właśnie. Po pewnym
          czasie one oczekiwały - co zrozumiałe (właśnie skończyłem 29 lat, one były
          mniej wiecej w tym samym wieku, wiec to tym bardziej zrozumiałe..) - żebym sie
          jakoś określił, a wtedy mnie lekko cofało. I naprawdę nie chodzi o to, że nie
          ufam kobietom, boję się zaangażować po zranieniu i inne tego rodzaju
          farmazony. Jestem dorosłym facetem, swoje odcierpiałem i nie mam zamiaru
          obwiniać całego rodu kobiecego za to co sie stało. Wydaje mi się, że po prostu
          mój czas jeszcze nadejdzie, muszę tylko zaufać swojej..męskiej intuicji
          (cholera, jest coś takiego w ogóle? :-))) Szczerze mówiąc na razie świetnie
          się czuje, bedąc samemu.Wróciłem po rocznym pobycie zza granicy, więcej
          pracuję, nadrabiam towarzyskie zaległości itd. Jasne, że czasem brakuje kogoś
          do przytulenia, do zaopiekowania się nim, ale...jak mówią Anglicy: be cool,
          relax and ready, jakby co. Ale tak naprawdę to wniosek mam jeden - myślę, że i
          dla Ciebie może on być pomocny. A mianowicie, w nowy zwiazek powinniśmy
          wchodzić dopiero w momencie, kiedy uznamy że możemy być sami i jest nam z tym
          dobrze. Buduje się na silnych fundamentach. Jeśli chcesz być z kimś dlatego,
          że samemu czujesz się niepewnie, chcesz, żeby ktoś Cię wspierał itd. (to
          Rodowicz?..."przecież dziewczyna nie może przez życie iść sama" czy cos
          takiego..), to nie jest to dobry początek. I to jest moja odpowiedź na Twoje
          obawy, których i tak sie nie pozbędziesz. Po prostu trzeba walczyć. Ale to
          nic. Jutro jest pierwszy dzień reszty naszego życia, jak to ktoś ładnie
          powiedział. Trzymaj się ciepło. Jeszcze raz powodzenia. Marcin

          PS.
          Uff, wybacz, że rozpisałem się jak rasowy grafoman, ale przebywam aktualnie w
          prawie wyłącznie męskim towarzystwie i miło mieć świadomość, że pisze się
          słowa skierowane do kobiety ;-)

    • Gość: Klassa Re: Rozwód... IP: Przymorze:* 09.04.03, 22:46
      Niestety bardziej boli, tę osobe, która jest zostawiana ,
      opuszczana, od kogo ktoś bliski odchodzi.W Twojej
      sytuacji , to Ciebie bardziej boli - niestety. Ale to
      przechodzi. Znam to z własnego doświadczenia. I trzeba
      zaczynać od nowa. COŚ ZMIEŃ, a zacznij od fryzury,kilku
      ciuszków.Jest smutno, boli, jeli jeszcze tęsknisz to
      popłacz, ale w samotności, w kąciku , NIE POKAZUJ NIKOMU,
      że jest Ci smutno. Nawet najbliższa Przyjaciółka to
      skomentuje na Twoja niekorzyść.Jeśli nie masz dzieci i
      masz dużo czasu dla siebie to rozejzyj się.Śnieg się
      stopi i bedzie WIOSNA. MAJ , zakwitną kasztany i możeee
      kogoś znowu spotkasz.
      Powodzenia i pozdrawiam
      • Gość: "panna" Dzięki... IP: 212.160.131.* 10.04.03, 12:09
        Dzięki... Fryzurkę zmieniłam - ma ok 6-8 cm i jest kolorowa no i bardzo mi się
        podoba :-) Ciuszki też torchę pomogły... Jeżeli chodzi o płacz - już chyba nie
        mam łez - bo nie pamiętam kiedy plakałam... Ogólnie z dnia na dzień jest mi
        trochę lżej, trochę lepiej... Może niedługo zacznę życie na nowo... może...
        Dzięki - Tobie życzę wszystkiego naj i niech maj będzie szcześliwy dla tych
        mniej szczęśliwych...
    • Gość: Klassa Re: Rozwód... IP: Przymorze:* 10.04.03, 21:53
      No, to tak trzymaj !!!! Powodzenia. I rozgladaj się.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka