Dodaj do ulubionych

kochałam żonatego faceta

IP: *.acn.waw.pl 17.05.03, 17:29
Spojrzałam wczoraj w okno jego pracy...
Jest we mnie. Siedzi głęboko i nie mogę go wymazać gumką z pamięci. Czy go
kocham? Staram się samą siebie przekonać, że nie. Skurwysyn - przekonuję
się. Zabił nasze dziecko. Swoją pieprzoną bezradnością.
Wiem, że mnie kochał. Sytuacja trudna - nie potrafił odejść od córki.
Najśmieszniejsze było to, że ja ją bym pokochała, starała się
zaprzyjaźnić... Studiowałam psychologię - może dałabym radę. One wygrały. Ja
się z nim nie widziałam od tamtej pory. Minęły dłuuugie lata, a jego zapach
wciąż mnie pęta, nie daje zapomnieć, wyrzucić w kosmos.
Mam faceta. Kocham go nad życie, jest wspaniały! Ale raz na jakiś czas moje
myśli jak bumerang powracają do tamtego faceta. Chociaż przeżyłam przez
niego piekło, dno istnienia, śmierć swojego nienarodzonego dziecka i swoją
oczywiście.
Dlaczego mam taki popieprzony umysł? Dlaczego nie mogę się wyzwolić?
Dlaczego czasem tęsknię za tamtym?
Żal mi siebie!
Obserwuj wątek
    • zalotnica Re: kochałam żonatego faceta 17.05.03, 18:01
      Gość portalu: nieŻona napisał(a):

      > Wiem, że mnie kochał. Sytuacja trudna - nie potrafił odejść od córki...
      > One wygrały.... Minęły dłuuugie lata, a jego zapach
      > wciąż mnie pęta, nie daje zapomnieć, wyrzucić w kosmos....
      > Ale raz na jakiś czas moje
      > myśli jak bumerang powracają do tamtego faceta. Chociaż przeżyłam przez
      > niego piekło, dno istnienia, śmierć swojego nienarodzonego dziecka i swoją
      > oczywiście.
      > Dlaczego mam taki popieprzony umysł? Dlaczego nie mogę się wyzwolić?
      > Dlaczego czasem tęsknię za tamtym?
      > Żal mi siebie!

      A ja sie zawsze pytam, dlaczego niektorzy mezczyzni potrafia zadawac
      tyle bolu kobietom...?
    • Gość: aga Re: kochałam żonatego faceta IP: 212.160.131.* 18.05.03, 10:50
      No właśnie - dlaczego nie da się wymazać gumką tego o czym nie chcemy
      pamiętać ? Im bardziej tego chcemy tym bardziej pamiętamy... I dlaczego na
      wspomnienie osób które zadały nam tyle bólu, cierpienia i upokorzenia
      odpływamy ? Mam wspaniałego faceta który bardzo mnie kocha, dla którego jestem
      słoneczkiem najdroższym - faceta z którym jest mi wspaniale... Ale wystarczy
      przypadkowe spotkaie, spacer obok miejsca jego pracy, obok jego domu, bym znów
      zaczęła myśleć, wspominać... tęsknić ? Tylko za kim ? Facetem który zdradzał
      mnie przez prawie całe nasze małżeństwo ?! Rozsądek swoje a serce swoje... Mam
      nadzieje że nie będzie tak zawsze... I tego sobie i WAM życzę - aga
      • Gość: Misia Re: kochałam żonatego faceta IP: 213.17.136.* 18.05.03, 14:58
        wiecie dziewczyny... ja jestem z żonatym męrzczyzną, który jest dla mnie całym
        moim życiem. oboje bardzo się kochamy, sytuacja jest o tyle dziwna, że on ze
        swoją żonką nie mieszka, nie ma jej w kraju, to tak jakby jej nie było.
        jesteśmy razem juz rok czasu, mamy wspólne plany, aczkolwiek powoli dostrzegam
        jego wady. taką największą jego wadą jest to, ze on nienawidzi mojej pracy,
        związana jest ona z pracą na popołudnia, a właściwie do samego wieczora, lub
        jak kto woli do nocy.
        a poza tym jedt wszystko w najlepszym razie. jest nam naprawde bardzo dobrze,
        oboje nie możemy się sobą nacieszyc.
        ale często pojawia się w moich myślach pytanie. Czy on mnie nie zostawi????
        zdaje sobie z tego sprawe ze on chyba jeszcze troche kocha zone, chociaz nie
        zawsze mnie sie tak wydaje, poniewaz gdyby naprawde ją kochał to nie pozwolił
        by jej pojechac samej. przykro mi sie robi,
    • Gość: gabi Re: kochałam żonatego faceta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.03, 15:50
      Mam do Was pytanie.Za parenascie,paredziesiat lat nie bedziecie juz takie
      mlode,swieze i piekne.Czy chcialybyscie byc na miejscu tych zon?Wczesniej
      uwazalam,ze milosc jest najwazniejsza.Ale czesto to nie jest milosc.Znam kilka
      par, ktore sie rozpadly,dojrzali faceci zdradzali swoje mile,inteligentne zony
      z 20-latkami,badz troche mlodszymi od siebie.Nie wyobrazacie sobie,jak one
      cierpialy.Nie mowie,ze miedzy wami nie ma milosci.Napewno cos jest.Ale czy
      czasem myslicie o zonach jak o czlowieku,czy jak o kims,kogo trzeba sie pozbyc?
    • daffne Re: kochałam żonatego faceta 18.05.03, 17:30
      Gość portalu: nieŻona napisał(a):

      > Spojrzałam wczoraj w okno jego pracy...
      > Jest we mnie. Siedzi głęboko i nie mogę go wymazać gumką z pamięci. Czy go
      > kocham? Staram się samą siebie przekonać, że nie. Skurwysyn - przekonuję
      > się. Zabił nasze dziecko. Swoją pieprzoną bezradnością.
      > Wiem, że mnie kochał. Sytuacja trudna - nie potrafił odejść od córki.
      > Najśmieszniejsze było to, że ja ją bym pokochała, starała się
      > zaprzyjaźnić... Studiowałam psychologię - może dałabym radę. One wygrały. Ja
      > się z nim nie widziałam od tamtej pory. Minęły dłuuugie lata, a jego zapach
      > wciąż mnie pęta, nie daje zapomnieć, wyrzucić w kosmos.
      > Mam faceta. Kocham go nad życie, jest wspaniały! Ale raz na jakiś czas moje
      > myśli jak bumerang powracają do tamtego faceta. Chociaż przeżyłam przez
      > niego piekło, dno istnienia, śmierć swojego nienarodzonego dziecka i swoją
      > oczywiście.
      > Dlaczego mam taki popieprzony umysł? Dlaczego nie mogę się wyzwolić?
      > Dlaczego czasem tęsknię za tamtym?
      > Żal mi siebie!
      ------------------
      Z tego co mowisz wyglada na to , ze kochal i Ciebie i zone...Z tym , ze zone jednak bardziej...watpie ze zostal z zona tylko dla swojej corki.Milosc do zony byla silniejsza.A ty ludzilas sie , ze jestes najwazniejsza...Bron boze nie potepiam Cie ale wiazac sie z zonatym mezczyzna nie moglas byc pewna tego , ze jest i bedzie Twoj..
      Pozdrowionka:)
      • Gość: Misia Re: kochałam żonatego faceta IP: 213.17.136.* 18.05.03, 20:22
        a ja dokańczając swoją wypowiedź.... kocham swojego męrzczyznę, i chociaż nasza
        miłośc jest wspaniała to jednakczasami mam obawy przed naszą miłością. ale one
        tylko są wtedy, kiedy nie widzę jego bo np. jest w pracy, natomiast kiedy się
        widujemy, a jest to codziennie, to moje obawy mijają. wiem, że kiedyś będziemy
        szczęśliwi i będziemy tworzyli jedność.
        • Gość: Leszek Re: kochałam żonatego faceta IP: *.dtvk.tpnet.pl 20.05.03, 14:25
          Gość portalu: Misia napisał(a):

          > a ja dokańczając swoją wypowiedź.... kocham swojego męrzczyznę, i chociaż
          nasza
          >
          > miłośc jest wspaniała to jednakczasami mam obawy przed naszą miłością. ale
          one
          > tylko są wtedy, kiedy nie widzę jego bo np. jest w pracy, natomiast kiedy się
          > widujemy, a jest to codziennie, to moje obawy mijają. wiem, że kiedyś
          będziemy
          > szczęśliwi i będziemy tworzyli jedność.

          Szanse na to sa minimalne, 2-3%, tak mowi statystyka. Ale ciagle nie brak
          naiwnych dziewczyn, ktore wierza, ze On kiedys odejdzie od zony. Zal mi Was,
          ale tylko troche. Duzo bardziej mi zal ich zon.
          • Gość: Julia Czy można kochać dwóch facetów jednocześnie? IP: *.jgora.dialog.net.pl 25.05.03, 17:41
            A jeżeli mężatka kocha innego faceta?Nie przestając kochać przy tym swojego
            męża? Czy to jest możliwe?Kochać obu jednocześnie?
            • Gość: nieŻona Re: Czy można kochać dwóch facetów jednocześnie? IP: *.acn.waw.pl 25.05.03, 23:37
              Gość portalu: Julia napisał(a):

              > A jeżeli mężatka kocha innego faceta?Nie przestając kochać przy tym swojego
              > męża? Czy to jest możliwe?Kochać obu jednocześnie?

              Ups! Myślę, że tak jak facet nie może, tak kobieta - jak najbardziej...
              I to w naszej naturze jest najgorsze... Kto nie przeżył niech poczeka...
              Czyżbyś padła ofiarą naszego jestestwa???
              • Gość: inga Re: Czy można kochać dwóch facetów jednocześnie? IP: *.enterpol.pl 26.05.03, 00:58
                moze!!! i to wcale nie jest zabawne. ja tu przy takim ukladzie nikogo nie
                skrzywdzic??
                • Gość: Julia Re: Czy można kochać dwóch facetów jednocześnie? IP: *.jgora.dialog.net.pl 26.05.03, 12:12
                  No wlaśnie!Jak?
              • Gość: Julia Re: Czy można kochać dwóch facetów jednocześnie? IP: *.jgora.dialog.net.pl 26.05.03, 12:06
                Chyba niestety tak.I to jest smutne, bo mam poczucie,że krzywdzę obu.Wybór
                jest prosty- męża nigdy nie zostawię,bo go kocham, ale wiem też,że "ten
                drugi"jest dla mnie b. ważny, mimo, że nigdy nie będziemy razem.I oboje o tym
                wiemy.Ale milośc niestety nie wybiera.Choć może moglam się przed nią obronić.
                • Gość: inga Re: Czy można kochać dwóch facetów jednocześnie? IP: *.enterpol.pl 26.05.03, 20:20
                  skoro oboje wiecie ze nigdy nie bedziecie razem to po co ciagnac tak ryzykowny
                  uklad. przeciez mozesz stracic meza ktorego kochasz. takie rzeczy zawsze
                  predzej czy pozniej wychodza na jaw.
                  nie wiem czy to dobra metoda ale ja zrobilam tak:
                  jestem z jednym spotykam sie otwarcie z drugim. teraz uklad z nim jest
                  platoniczny co nie znaczy ze pozbawiony roznorakich emocji. chwilami to trudne
                  ale przeciez nie jestes z gosciem tylko dlatego ze jest fajny w lozku. jesli
                  laczy was cos wiecej to przy obustronnym wysilku powinno dac sie cos uratowc.
                  trudne. nawet bardzo. zycze powodzenia.
                  moze nam sie uda :)
                  • Gość: nieŻona odp do Julii IP: *.acn.waw.pl 27.05.03, 11:49
                    Jak już ustaliliśmy kochać dwóch facetów jednocześnie można. Ba, nawet wielu z
                    nam się to przytrafia. Gra instynktów, zauroczenie, chemia. Nie mylić z
                    życiem "na serio": pranie brudnych gaci, tolerancja przyzwyczajeń partnera,
                    dialog, wychowywanie dzieci.
                    To co jest najprawdopodobniej pomiędzy Tobą, a nieMężem to nutka emocji co
                    dalej, a gdy ktoś się dowie... Ukrycie, konspiracja, czekanie, tęsknota.
                    Jeśli to te uczucia i te zachowanie - warto wbić w siebie Moralne Społecznie
                    Ja i zakochać się tak samo w mężu. Sposoby - są, ale to może w dalszej
                    dyskusji.
                    Zgadzam się z tym, co już ktoś tam pisał, że takie rzeczy wychodzą. Super
                    terapia - konstruktywna rozmowa z mężem. Chociaż nie polecam, jeśli ma to
                    zniszczyć związek. Znacie siebie i najlepiej wybierzesz Własną Drogę.
                    Jeżeli jednak uczucie do męża wygasło, choć pisalaś, że nie, i jeżeli
                    kochałabyś tak do końca i na prawdę nieMęża i to z nim chciałabyś spędzić
                    resztę życia... Osobiście jestem za bytem SZCZĘŚLIWYM. Nikt nas nie zmusza do
                    tkwienia w byleczym. Tylko czasem brak nam odwagi. Tej na uświadomienie sobie
                    naszej sytuacji i tej na zrobienie kroku przeciwko wszystkiemu i wszystkim.
                    Ale dla siebie. Czyż nie?
                    • Gość: julia Re: odp do Julii IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.06.03, 21:20
                      A to takie trudne wszystko.............
      • Gość: nieŻona Re: kochałam żonatego faceta IP: *.acn.waw.pl 20.05.03, 13:13
        daffne napisała:

        > Z tego co mowisz wyglada na to , ze kochal i Ciebie i zone...Z tym , ze zone
        je
        > dnak bardziej...watpie ze zostal z zona tylko dla swojej corki.Milosc do
        zony b
        > yla silniejsza.A ty ludzilas sie , ze jestes najwazniejsza...Bron boze nie
        pote
        > piam Cie ale wiazac sie z zonatym mezczyzna nie moglas byc pewna tego , ze
        jest
        > i bedzie Twoj..
        > Pozdrowionka:)

        Odpowiem tak: Przez kilka lat broniłam się przed tym, aby się z nim spotkać -
        dzwonił, ja umierałam i mówiłam: NIE! "Dlaczego?" - pytał. "Co na to Twoja
        żona?" - pytałam na pytanie. "Żona to żona" - beztrosko odpowiadał. "A nie
        przyszło Ci do głowy, że ja też kiedyś będę żoną?" - milczał. Opierałam się
        długo. Pewnego razu stwierdziłam, że albo się z nim umówię i wyleczę, albo
        przez resztę życia będę marzyć, tęsknić za wyimaginowanym ktosiem. Wtedy
        miałam kilka lat po dwudziestce.
        Spotkaliśmy się... Oszalałam. Niedługo oszalał i on. Myślał, że będę jakąś
        tam, może kolejną, ale pech chciał, że oszalał.
        Później szalała żona, ale z rozpaczy i nerwów.
        Na koniec, jak się rozstawaliśmy on płakał jak dziecko, to ja byłam twarda. I
        jeszcze musiałam duuużo przeżyć, o czym niechce mi się pisać, ale co wynika z
        poprzedniego posta.
        Po rozstaniu z nim natychmiast zadzwoniłam do żony. Zapytałam, czy chce się
        spotkać. Chciała.
        Na początku chciała mnie zgnoić (właścicielka dużej firmy, niska, pyskata,
        dojrzała, mądra kobieta właśnie_po_czterdziestce) ale ja też już miałam swoje
        lata, pancerz doświadczeń, przygotowałam się psychicznie i wiedziałam czego
        chcę - dialogu a nie walki - zresztą już nie było o co walczyć (chyba, że o
        nasze własne życia). Powiedziałam, że nie tylko ja tu chyba jestem winna, ale
        winni jesteśmy wszyscy itp. Zaczęłyśmy rozmawiać jak równy z równym. Później
        jak ofiara z ofiarą. Później jak przyjaciółka z przyjaciółką. Chciała, aby to
        spotkanie trwało 15 minut. Trwało ponad 2h. Obiecałam jej, że nigdy z nim się
        nie spotkam. Życzyłam jej, aby im się ułożyło. Onapowierzyła mnie opiece
        Boskiej. OK, KONIEC.
        Obietnicy dotrzymałam - wiłam się z bólu. Myślałam, że umarłam. Umarłam.
        I narodziłam się ponownie.
        Myślę i wiem, że został dla córki. A żonę kocha się już na zawsze. Bez względu
        na wszystko, choć można nawet już być mężem innej kobiety.
        A Misi powiem, że życzę powodzenia, ale jesteś w bardzo trudnej sytuacji i
        zawsze pamiętaj, że koniec świata Ty wyznaczasz a nie wyznacza Ci inny
        człowiek (np. kochanek, który nagle postanawia wrócić do żony). Kiedy okaże
        się, że to koniec - zaplanuj swoją postawę w takiej sytuacji. Może Ci się to
        nie przyda (oby), ale możesz też dzięki temu wyjść z opresji z twarzą.
        Ja wyszłam z twarzą.
        • Gość: Misia Do Leszka i nieŻonatej IP: 213.17.136.* 20.05.03, 15:08
          leszek tak naprawde co możesz o mnie wiedzieć - nic wiedziałam. i nie porównuj
          mnie do naiwnej, poniewaz taka nie jestem. nie znasz mojej sytuacji. pamiętaj
          jego żony tutaj nie ma i ona tutaj do naszego kraju nigdy w życiu nie wróci na
          stałe. Na samym początku nie wiedziała o Nas, ale teraz wszystko się zmieniło.
          zna całą prawde. kiedyś przyjechała do Polski, ale wtedy ja i on wyjechaliśmy.
          także się nie widzieli, ona wyjechała po paru dniach z Polski z ogromnym
          płaczem i żalem, że tak ją potraktował, że zostawił ją i z jednym zdaniem, "ja
          tutaj nie wracam".
          Do nieżonatej widzę że nie miałaś też ciekawej sytuacji. mój boy nie ma dzieci,
          jest młody, ja też i naprawde mamy nadzieje ułożyć sobie life. bardzo bym
          chciała abyś mi napisała czy czasami czujesz potrzebe zobaczenia się z nim??
          czy nie chciałaś, a on chce??
          • Gość: Leszek Re: Do Leszka i nieŻonatej IP: *.dtvk.tpnet.pl 20.05.03, 15:51

            Jak sie rozwiedzie to pogadamy ...
            Wielu bylo takich co narzekali na swoje zony, rozstawali sie, zlorzeczyli.
            Kiedy trzeba bylo wybrac jakos cudem wracala u nich milosc do zony.

            Warto byc zapamietala ze:
            1. Mezczyzni sa mistrzami w ukrywaniu swoich uczuc i dezinformowania przez to
            kobiet.
            2. Mezczyzni sa mistrzami w oklamywaniu.

            Niech sie rozwiedzie z zona jak najszybciej, jesli nie bedzie chcial tego z
            jakichs powodow zrobic to nie ludz sie.
            • Gość: Misia Re: Do Leszka i nieŻonatej IP: 213.17.136.* 20.05.03, 16:00
              Leszku, oczywiście że się rozwiedzie on prawie już to robi, już ok 1,5 miesiąca
              temu byłam razem z nimw sądzie, i właśnie dlatego jego żona dowiedziała się o
              nas. naprawde jestem o tyle w lepszej sytuacji, niż inne dziewczęta, ponieważ
              on jest w 100% zdecydowany na rozwód z nią. wszystko jest na dobrej drodze. :-)
            • zalotnica Re: Do dziewczyn... 21.05.03, 16:10
              Gość portalu: Leszek napisał(a):

              > Warto byc zapamietala ze:
              > 1. Mezczyzni sa mistrzami w ukrywaniu swoich uczuc i dezinformowania przez to
              > kobiet.
              > 2. Mezczyzni sa mistrzami w oklamywaniu.

              Dziewczyny, to mowi do Was mezczyzna...Zapamietajcie to i nie lekcewazcie
              tego...a odpowiednie postepowanie zaoszczedzi Wam duzo lez...
            • betty-bt Re: Do Leszka i nieŻonatej 03.06.03, 10:04
              ... i- NA BOGA!!!- sluchajmy Leszka :-)))
          • Gość: nieŻona Re: Do Leszka i nieŻonatej IP: *.acn.waw.pl 20.05.03, 16:12
            Czasem, raz na rok, bardzo chcę go zobaczyć. To mnie wkurza, ale walczę ze
            sobą i umiem się hamować. Już umiem.
            Chciałabym mu pokazać się i niemo powiedzieć: życzę Ci dobrze, mam już swoje
            życie, Ty swoje. Będziesz w moim sercu, ale raczej jako wspomnienie wielkiej,
            wielkiej namiętności. Teraz jest ktoś inny. Bliższy. Najbliższy.

            Drogi Leszku!
            Może statystyki i Twój samczy umysł, wiedza z pierwszej ręki jacy są faceci i
            co myślą, powiem więcej - poniekąd zgadza się z Tobą, ale znam też takie pary,
            którym się udało. Mam nadzieję Misia, że Tobie też się uda i będziesz
            szczęśliwa. Nie śpiesz się i nie naciskaj na niego - faceci tego nie cierpią.
            Bądź czuła, pewna i cierpliwa. Może Ci się uda i będziesz w tych 2-3 procent,
            ale pamiętaj, że jeżeli się nie uda - też da się żyć. I czasem może nawet
            lepiej niż nam się wcześniej wydawało. Ja mam duuużo lepiej :)
            • Gość: Misia Re: Do Leszka i nieŻonatej IP: 213.17.136.* 20.05.03, 16:33
              dzięki nieŻona za pocieche. teraz mam troszkę lepiej na serduszku!!! wiesz
              naprawde on będzie miał rozwód, zaraz przyjedzie do mnie, ugotowałam obiadek,
              on zawsze o tym marzył, aby przyjeżdżać do mnie i czuć to prawdziwe ciepło
              domowego ogniska. a z nią tego nie miał, ponieważ już na początku ich
              małżeństwa ona wyjechała. i zostawiła go.....a wtedy pojawiłam się
              ja....zmieniłam całe jego dotychczasowe życie...na lepsze. i wierzę w to że
              bedzie ok....pozdrawiam
    • Gość: inga Re: kochałam żonatego faceta IP: 62.233.204.* 22.05.03, 10:21
      wiesz czego chcesz masz wlasne zycie bez niego po tym co piszesz mozna poznac
      ze jestes doswiadczona madra kobieta. przyjemnie czyta sie takie posty choc
      zawieraja jakas dawke tragizmu. zycze powodzenia dasz sobie rade o ile juz nie
      dalas:)
      a czego nie mozesz zapomniec?? moze dlatego ze on nigdy nie byl naprawde twoj?
      moze to ambicja i pragnienie posiadanie rzeczy nieosiagalnych? bo chyba juz nie
      milosc.
      • Gość: nieŻona Re: kochałam żonatego faceta IP: *.acn.waw.pl 24.05.03, 08:53
        > a czego nie mozesz zapomniec?? moze dlatego ze on nigdy nie byl naprawde
        twoj?
        > moze to ambicja i pragnienie posiadanie rzeczy nieosiagalnych? bo chyba juz
        nie
        >
        > milosc.

        I to jest właśnie problem... Chyba jakiś instynkt jeszcze ciągnie moje myśli w
        stronę JEGO. To idiotyczne i nie pisałam o tym, ale zawsze na wiosnę, więc
        sprawa jasna - biologia. I wtedy mi bardzo ciężko. Bo nie chcę, ale chcę
        niechcąc... Jakkolwiek to brzmi.
        Wiem, że wiele młodych kobiet bardzo cierpi w takich związkach i łudzi się
        obietnicami kochanków, że już niedługo odejdą od tych złych żon, ale ich
        sytuacja latami się nie zmienia. Ja miałam szczęście na tragiczne zakończenie.
        Szczęście? Ano ogromne: bo miałam ZAKOŃCZENIE. Te, które nie mają tego czasem
        już daleko po 30 urodzinach, bez upragnionych dzieci zadają sobie pytanie:
        dlaczego nadal w tym tkwię i jak się z tego wyzwolić.
        Ale to się udaje, tylko trzeba... Napiszę jak ktoś będzie chciał :)
        • Gość: Aś Re: kochałam żonatego faceta IP: *.chrzanow.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 16:57
          Gość portalu: nieŻona napisał(a):

          > > a czego nie mozesz zapomniec?? moze dlatego ze on nigdy nie byl naprawde
          > twoj?
          > > moze to ambicja i pragnienie posiadanie rzeczy nieosiagalnych? bo chyba ju
          > z
          > nie
          > >
          > > milosc.
          >
          > I to jest właśnie problem... Chyba jakiś instynkt jeszcze ciągnie moje myśli
          w
          > stronę JEGO. To idiotyczne i nie pisałam o tym, ale zawsze na wiosnę, więc
          > sprawa jasna - biologia. I wtedy mi bardzo ciężko. Bo nie chcę, ale chcę
          > niechcąc... Jakkolwiek to brzmi.
          > Wiem, że wiele młodych kobiet bardzo cierpi w takich związkach i łudzi się
          > obietnicami kochanków, że już niedługo odejdą od tych złych żon, ale ich
          > sytuacja latami się nie zmienia. Ja miałam szczęście na tragiczne
          zakończenie.
          > Szczęście? Ano ogromne: bo miałam ZAKOŃCZENIE. Te, które nie mają tego czasem
          > już daleko po 30 urodzinach, bez upragnionych dzieci zadają sobie pytanie:
          > dlaczego nadal w tym tkwię i jak się z tego wyzwolić.
          > Ale to się udaje, tylko trzeba... Napiszę jak ktoś będzie chciał :)
          Tylko czy te, które cierpią w takich związkach naprawde chcą je zakończyć?!
          Chcięć znaczy móc! Czytam Twoje wypowiedzi, bardzo mi się podobją! Konkluzja
          nasuwa się jedna, takie związki trudne, okupione łzami, zmarszczkami i
          starganymi nerwami kreują nas! Każde doświadczenie nawet to najbardziej bolesne
          jest cegiełką, która budyje naszą życiową mądrość, dojrzałość! Zycie to nie
          róże niestety najczęściej to kolce, które ranią głęboko a rany nie goja się tak
          szybko! Związki z żonatymi facetami to najtrudniejsze związki jakie moga
          istnieć!Jest w nich miłość i ból zarazem. Zawsze ktoś cierpi a ktoś inny jest
          szczęśliwy! Może szczęśliwy do czasu? Może cierpi do czasu? Wszystko to tylko
          chwila! I prawda stara jak świat:Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!
          Jak ma odejść od żony, to odejdzie jak ma z nią zostać to zostanie! Reasumując:
          cierpimy i cieszymy się, poprostu żyjemy!
          I na koniec; życie zmusz Cie do tego, że śpiewasz, płaczesz tańczysz i skaczesz!
    • Gość: Misia Do nieŻony i innych będących w temacie IP: 213.17.136.* 26.05.03, 20:55
      wiesz chyba wywalczam swoje, raczej napewno bedziemy razem, rozmawialam z jego
      żoną przez telefon, bo zadzwoniła do mnie z Włoch, byłam zszokowana, aczkolwiek
      czekałam na jej telefon, ponieważ po ostatniej jej wizycie w Polsce przejżałam
      dokładnie jego dokumenty, miał tam zapisane trzy moje nr: do domu, do pracy i
      na kom. najpierw zaczęly się głuche telefony, a jestem na tyle mądra, że
      wiedziałam że to ona, ponieważ takich głuchych nigdy nie miałam. więc pewnego
      dnia gdy dostałam takiego głuchego to odezwałam się do niej dlaczego robi mi
      takie nr?? a ona na to że mnie nienawidzi, że zniszczyłam jej całe życie że jej
      jeszcze mąż jest kawałem skurw....i zapytała mnie jak ja mogłam jej coś takiego
      zrobić, no ale przecież ja na samym początku nie wiedziałam że on ma żonę.
      gdybym na samym początku dowiedziała się o tym że on jest zajęty, to pewnie nie
      zbliżyłabym się do niego, ale po tych kilku miesiącach, gdy mi powiedział to
      nie zmienia to dla mnie niczego, ponieważ teraz wiem że go kocham on mnie i
      jest cool.
      a ona powiedziała że sie ze mną skontaktuje, chociaż tak naprawde to nie wiem
      po co??
      wiecie dziewczęta cieszę się że mam jego, chociaż jego........piszcie ....
      • Gość: nieŻona Re: Do nieŻony i innych będących w temacie IP: *.acn.waw.pl 27.05.03, 12:01
        Mam nadzieję, że porozmawiasz z nią łagodnie. Pamiętaj: ona wariuje, straciła
        cały świat, nie ważne kto zawinił. Ty teraz jesteś górą. Staraj się jej pomóc -
        wydaje mi się, że jesteś jej to winna. Nawet jeśli Cię wyzwie, jeśli na niego
        będzie pluła - jest strzępkiem nerwów. Pomórz jej to przejść. Pewno go kocha i
        jest jej strasznie trudno. Jeśli zachowasz się z klasą, będzie to tylko plus
        dla Ciebie. On też to doceni - uwierz mi. I sama z siebie będziesz dumna. Nie
        wdawaj się w kłótnie. To nie ma sensu. Powiedz jej, że ją rozumiesz, też byś
        cierpiała i jest Ci przykro, ale to nie tylko Twoja wina. Oni popełnili jakiś
        błąd, który sprawił, że teraz Ty jesteś z nim a nie ona. Nie pozwól jej
        oszaleć, bo jestem pewna, że szeleje. Kiedyś też możesz być w takiej sytuacji -
        pomyśl czego byś oczekiwała od swojej następczyni. Nie mówię Ci, żebyś się z
        nią zaprzyjaźniła, ale pomóż jej jakoś to przetrwać. Nie daj jej umrzeć, bo
        umiera.
        Wierzę, że Ci się uda i pokażesz klasę.
        • Gość: Misia Do nieŻony i innych będących w temacie- do nieŻon IP: 213.17.136.* 28.05.03, 00:02
          hej wiesz napewno jesteś starsza ode mnie i bardziiej doświadczona, dziękuję ci
          bardzo za rady, są one takie bardzo przemyślane i takie mądre. wiesz boję się
          jej, czasami mam takie wrażenie że ona zrobi mi straszną krzywdę, ponieważ
          zabrałam jej męża. niewiem czy kiedyś pisałam tobie, że ona podcinała sobie
          kiedyś żyłki, ponieważ jej/mój facet pojechał jeszcze zaczym nie był jej mężem
          z kumplami w góry na wieczorek kawalerski. wpadła w szał, i wiem że ona też
          teraz napewno bardzo szaleje.
          natomiast nie wiem czy będę umiała z nią normalnie porozmawiać, ponieważ jestem
          osobą wybuchową i mogę nie umieć się opanować, ale narazie mam nadzieje że nie
          będę musiała z nią żadnej konwersacji przeprowadzać.
          wiesz bardzo bym chciała, jeśli oczywiście możesz i chcesz mi opowiedzieć jak
          ty przeżywałaś takie rozstanie i coś więcej o swoim life. czy teraz masz męrza
          i jesteś szczęśliwa??
        • Gość: lolyta Re: Do nieŻony i innych będących w temacie IP: *.mia.bellsouth.net 30.05.03, 03:59
          Ta wypowiedz mnie odrobine zdumiala. Gdybys byla w sytuacji zostawianej zony,
          przyjelabys jakakolwiek "pomoc" od swojej nastepczyni? Nie odczulabys tego jako
          super upodlenie na sam koniec? Nie twierdze ze ex i aktualna kobieta powinny
          sie bic, ale w takim postawieniu sprawy widze raczej jakas upokarzajaca litosc.
          • Gość: nieŻona Re: Do nieŻony i innych będących w temacie IP: *.acn.waw.pl 30.05.03, 20:50
            Raczej podanie ręki. Upodlenie? Chyba nie o to tu chodzi... Ani jednej ani
            drugiej - tak na trzeźwo, po odrzuceniu emocji.
          • Gość: nieŻona Re: Do nieŻony i innych będących w temacie IP: *.acn.waw.pl 30.05.03, 20:53
            Nie chodzi o pomoc od "następczyni", ale o nie dodawanie jeszcze większego
            bólu. Bo żona cierpi. Bo zostawiana osoba cierpi. I to cierpienie jest końcem
            świata. Dla wielu, wielu.
            • Gość: lolyta Re: Do nieŻony i innych będących w temacie IP: *.mia.bellsouth.net 02.06.03, 05:46
              O, z cala pewnoscia. Ale jakos nie wierze, zeby ktorakolwiek z tych zon
              zechciala przyjac reke pomocna od swojej nastepczyni. Gest "wyciagniecia reki"
              jednakze jest potrzebny tylko i wylacznie nastepczyni - dla uspokojenia
              sumienia, dla wmowienia sobie, ze nie wyrzadzilo sie komus az takiej podlosci.
              Czy mozesz mnie oswiecic zreszta, jak sobie to "wyciagniecie reki" wyobrazasz?
              I pytanie dodatkowe - jak sobie wyobrazasz wyciagniecie reki do Ciebie ze
              strony Twojej nastepczyni? Nie pisze tego zlosliwie, tylko z czystej
              ciekawosci.
              Bo moim zdaniem osoba ktora rozbija rodzine - zgoda, moze zona sobie czasem na
              to w jakims stopniu zasluzyla, ale dzieci na pewno nie i to one beda za to
              placic przez cale zycie - moze zrobic tylko jedno: w milczeniu przyjac wszystko
              co jest konsekwencja jej wyboru.
              No i nie sadze, zeby ktorakolwiek zona mogla uwierzyc w szczere intencje
              "pomocnej dloni" ze strony kogos, kto swiadomie, poslugujac sie przecie rozumem
              i wolna wola wyrzadzil jej (i czesto jej najblizszym) potworna, niezasluzona
              czesto krzywde.
      • betty-bt Re: Do nieŻony i innych będących w temacie 02.06.03, 19:01
        ja pierdole (za przeproszeniem)! przestraszylam sie po przeczytaniu twojego
        listu! co za pieklo, help! kilka lat.. i nadal go kochasz?! teraz powaznie sie
        boje, ze ze mna bedzie tak samo, ze nigdy nie zapomne. juz 6 m-cy go nie
        widzialam. umieram... na poczatku roku powiedzial (przez tel), ze to koniec, ze
        nie kocha. po 3-ech latach, tylu obietnicach, tylu wyznaniach! byl pierwszym,
        ktorego kochalam. caly czas sobie wmawiam, ze to wkrotce minie, ale z dnia na
        dzien i z godziny na godzine jest coraz gorzej. zycie biegnie sobie obok, a ja
        sie snuje bez celu... nie ma jego-nie ma mnie. ona wygrala! co robic? jak wyjsc
        z tego bagna? pomocy!
        • Gość: Misia Re: Do nieŻony i innych będących w temacie IP: 213.17.136.* 02.06.03, 21:28
          betty-bt napisała:

          > po 3-ech latach, tylu obietnicach, tylu wyznaniach! byl pierwszym,
          > ktorego kochalam. caly czas sobie wmawiam, ze to wkrotce minie, ale z dnia na
          > dzien i z godziny na godzine jest coraz gorzej. zycie biegnie sobie obok, a
          ja
          > sie snuje bez celu... nie ma jego-nie ma mnie. ona wygrala! co robic? jak
          wyjsc
          >
          > z tego bagna? pomocy!



          hej to ja misia wiesz proponuje abyś przeczytała wszystkie monologi, wg dat
          które pisałam przeważnie z nieŻoną.
          mnie się udało wiesz może to głupio zabrzmi ale czuję się źle czasami z tego
          powodu, ze on miał ją i chociaż ja tego nie odczułam, że ona jest ponieważ ona
          mieszka we Włoszech ale napewno jak przeczytasz pokolei wszystkie listy to
          poznasz mnie bardziej.
          nie mam pojęcia jak możesz sobie z tym poradzić, uważam, że każdy mógłby ci dać
          wspaniałą radę, jednakże tak naprawde to sama musisz to przecierpieć.
          pare lat temu jak zdradził mnie chłopak, którego baaaaaardzo kochałam to nie
          wierzyłam że poznam jeszcze kogoś. a tu nagle trafiło i we mnie, jednakże od
          tamtej jego zdrady minęło 5 lat i.....i wtedy zadawałam sobie to pytanie
          dlaczego kobiety biorą się za zajętych facetów, nie znałam wówczas na to
          odpowiedzi, myślałam o tych kobietach bardzo źle, ale przyszło i na mnie........
          Teraz ja jestem z żonatym mężczyzną i absolutnie nie mam poczucia winy. wiem że
          to może zabrzmieć okropnie i wiele dziewcząt może sobie o mnie źle pomyśleć,
          ale my naprawde się kochamy....oboje jesteśmy przed trzydziestką i wiem że
          zostaniemy już na zawsze razem, nasza miłość jest silniejsza.
          ale wiesz mam do ciebie pytanko?? czy ty będąc z tym facetem nie miałaś
          poczucia że on mieszka z inną kobietą( jeżeli oczywiście tak było, że z nią
          sypia?, jak się z tym pogodziłaś, wiesz zawsze mnie takie sprawy interesowały.
          czy nie czułaś zazdrości??, jak tzn ile razy się w ciągu tygodnia
          spotykaliście, itd zawsze naprawde bardzo mnie to interesowało więc jeśli
          któraś może mi to napisać to bardzo prosze
          • betty-bt Re: Do nieŻony i innych będących w temacie 03.06.03, 09:59
            misia, przeczytalam wszystko. odpowiedz na twoje pytania- bylam zazdrosna jak
            cholera! chociaz on staral sie trzymac to wszystko z dala ode mnie.
            bylismy "razem" 3 lata i przez pierwsze 2 w ogole nie rozmawialismy o niej. ani
            mru mru, nic! on nie mowil, ja grzecznie nie pytalam. a juz w ogole o
            rozwodzie, wspolnych 4-ech katach itp. nie bylo zadnej gadki. wiedzialam tylko
            ze ona gdzies tam jest. spotykalismy sie raz czesciej, raz rzadziej. 2-3 razy w
            tyg, 1 na miesiac (bo czesto wyjezdzalam). czasem na 1-2 godzinki, czasem na
            noc, na weekend... on narzucal wszystkie reguly, a ja czekalam. nie powiem zeby
            mi sie to podobalo, bo strasznie tesknilam (nawet plakalam nocami), ale nigdy
            nie dawalam tego po sobie poznac. nie chcialam go w zaden sposob naciskac!
            wszystko znosilam z usmiechem na twarzy i cieszylam sie kazda chwila spedzona z
            nim. teraz-z perspektywy czasu- mysle, ze on mnie mnial za jakas glupawa sikse
            i to tez moja wina. bo przeciez sama tak mu sie "sprzedawalam". z reszta pod
            koniec to ja wszystko zepsulam i nie da sie juz tego naprawic :-(
            a co do ciebie i twojej sytuacji- NO SUPER!!! bardzo slodko piszesz :-) zycze
            ci oby sie udalo. moim zdaniem nie powinnas gadac z jego zona. ktos tam napisal
            (i moim zdaniem ma racje!), ze to denne posuniecie by bylo. po co pograzac ja i
            siebie. prawda jest taka, ze rzeczywiscie budujesz swoje szczescie na czyjes
            krzywdzie i sama uporaj sie z wlasnym sumieniem. oczywiscie cie nie potepiam,
            bo tez probowalam, ale to niestety fakt. nieZona jest fajna i madra babka, ale
            przeciez cierpi teraz (mniej lub wiecej) bo podala "jej" pomocna dlon. a tamta
            sie teraz pewnie cieszy i nabija z tego, ze sama odstawila kochanke mezusia.
            pozdro...
    • Gość: k... Re: kochałam żonatego faceta IP: *.private.ramtel.pl 07.06.03, 12:30
      Jak udało Ci się odejść od niego ,rozpocząć nowe życie ,mnie spotkało to samo
      co Ciebie tylko że ja ciągle tkwie w tym związku ciągle mam nadzieję...
    • Gość: Opty coś dodam IP: *.smstv.pl / 192.168.10.* 07.06.03, 14:03
      Poczytałam i nasunęły mi się takie wnioski:
      1. Faceci żonaci częściej w skoku w bok szukają atrakcji niż nowego, stałego
      związku. U kobiet to funkcjonuje jednak inaczej i skłonne jesteśmy szukać w
      każdym nowym związku możliwości na stabilność. Dlatego tak trudno nam wyleczyć
      się z miłości.
      2. Do Misi i osób, których partnerzy są długo daleko: nie znam związku, którego
      takie oddalenie nie zniszczyłoby. Marne to pocieszenie, ale wina leży w duzej
      mierze po stronie żony Twego oblubieńca. Jest udowodnione, że nawet najlepszy
      mąż zostawiony na dłużej, znajdzie kogoś.(nie znaczy, ze jest to jedyny powód
      zdrad, są też niezaspokojone uczucia, samotność w związku...)
      • Gość: Krzys Re: coś dodam IP: *.futuro.pl 07.06.03, 20:34
        Maja racje ci co twierdza ze odleglosc zniszczy wszystko , mam na mysli
        odleglosc na ktora trwa dluzej. Ta zona jest sama sobie winna , nie pozostawia
        sie tego jedynego.
      • Gość: Misia Re: coś dodam IP: 213.17.136.* 08.06.03, 21:25
        > 2. Do Misi i osób, których partnerzy są długo daleko: nie znam związku,
        którego
        >
        > takie oddalenie nie zniszczyłoby. Marne to pocieszenie, ale wina leży w duzej
        > mierze po stronie żony Twego oblubieńca. Jest udowodnione, że nawet najlepszy
        > mąż zostawiony na dłużej, znajdzie kogoś.(nie znaczy, ze jest to jedyny powód
        > zdrad, są też niezaspokojone uczucia, samotność w związku...)


        dzięki ci bardzo że tak twierdzisz, czasami są takie momenty że mam wyrzuty
        sumienia, że byćmoże ja zniszczyłam ten ich związek, ale one są baaaaaardzo
        żadko. dzisiaj zrobiliśmy sobie z moim kochanym boyem, a byćmoże za niedługo
        mężem grila i oboje strasznie się spiekliśmy słoneczkiem. było naprawde
        cudownie. oboje kochamy takie chwile, kiedy możemy wyjechać razem za miasto i
        się troszkę rozerwać. wtedy jest pięknie. znamy się ponad rok i jeszcze ani
        razu nie podnieśliśmy na siebie głosu, w tym naszym związku obce są nam
        kłótnie. nie wiemy co one oznaczają. może to i dobrze..:)
    • Gość: nieŻona dużo nowych postów w sprawie żon i nieżon... IP: *.acn.waw.pl 08.06.03, 00:24
      Cześć!
      Ktoś mnie pytał, czy jako zostawiona żona chciałabym podania ręki, że żona
      mojego exa jest wygrana itp.
      W takich sytuacjach NIKT NIE WYGRYWA! WSZYSCY PRZEGRYWAJĄ!Sorry! A tylko nasza
      mądrość w tym jak sobie poradzić. Czy powinno się pogadać z żoną? Ja mam
      poczucie, że tak. I mi ulżyło i jej. Mi ulżyło, bo skończyłam z nimi, jej
      ulżyło, bo powiedziałam, że nigdy już się z nim nie usłyszę, nie zobaczę -
      dotrzymałam słowa.
      Po co jednak to robić, gdy to żona ma odejść? Po to, żeby ustalić reguły gry.
      Trzeba wiedzieć, czy będą się przyjaźnić, czy ona będzie robić numery,
      cokolwiek. Po co podawać rękę? Ona i tak tego nie chce - oczywiście, ale
      podawałyśmy rękę. Nie zachowujemy się jak rozchisteryzowane gówniary.
      Relacje pomiędzy byłą żoną i byłym mężem są bardzo trudne. Ci ludzie zawsze
      będą sobie bliscy. A czas działa dobrze na zapominanie krzywd. Spotkanie po
      latach nie brzmi dobrze. Lepiej wtedy mieć żonę po swojej stronie.

      Ktoś pisał, że cierpi w ten sam sposób. Ja mam taką teorię: jak
      oglądaliście "Piękny umysł" to pamiętacie, że główny bohater miał urojenia. 3
      osoby. Najpierw te urojenia brały czynny udział w jego życiu i w tedy jego
      prawdziwe życie waliło się, ale z czasem nauczył się żyć obok nich. Oni szli
      razem z nim do końca, ale on nie pozwalał im na uczestniczenie w swoim życiu.
      Ze mną jest tak samo. Bohater mojej schizofrenii jest ze mną przez cały czas.
      W każdym momencie, czuję go, widzę go, kocham go. Ale nie pozwalam mu na ŻADEN
      wpływ na moje życie. W brew nickowi mam męża, dzieci. Kocham ich ponad życie.
      Mam BARDZO udane małżeństwo i chcę być przy moim mężu zawsze. I nic i nikt
      tego nie zmieni. Chyba, że przyjdzie jedna z nas do mojego męża i postanowią
      być razem. I wiecie co! Wtedy zaprzyjaźnię się z nimi. Nie dlatego, że jestem
      szurnięta, tylko aby oszczędzić bólu moim dzieciom. I wytłumaczę dzieciakom,
      że bardzo ich kochamy i nowa żona mojego męża będzie dla nich miła i też ich
      kocha. A sama zajmę się sobą. Jakoś nigdy z tym nie miałam problemu... Na
      przekór tym co myślą, że to koniec świata. Bo świat jeszcze się ciągnie i
      ciągnie.

      Nie znoszę obłudy, zdrady, kłótni, nienawiści i kłamstwa. Jestem za rozwodami
      i przyjaźnią.
      • zalotnica Re: dużo nowych postów w sprawie żon i nieżon... 08.06.03, 05:02
        Gość portalu: nieŻona napisał(a):

        > > ...Chyba, że przyjdzie jedna z nas do mojego męża i postanowią
        > być razem. I wiecie co! Wtedy zaprzyjaźnię się z nimi.

        ***tego , to juz naprawde nie rozumiem, ale moze Ty masz doswiadczenie
        w zdradach, wiec latwiej jest Ci to zrozumiec...a moze Tobie sie tylko
        teraz tak wydaje, ze moglabys z nimi byc w przyjazni...? ja nigdy nie
        wybaczylabym partnerowi gdyby odszedl do innej...nie mowiac juz o tej
        nowej jego kochance...

        > Nie znoszę obłudy, zdrady, kłótni, nienawiści i kłamstwa.

        ***wybacz, ale i tutaj nie za bardzo Cie rozumiem...piszesz , ze nie
        znosisz obludy, zdrady, klamstwa...A co to niby bylo jak "zylas" z
        zonatym mezczyzna...?

        >Jestem za rozwodami i przyjaźnią.

        ***no tak, inaczej podchodzisz do zycia, bo bylas juz w roli kochanki...
        ja natomiast jestem za przyjaznia ale przed rozwodem... nigdy po...

        • Gość: nieŻona Re: dużo nowych postów w sprawie żon i nieżon... IP: *.acn.waw.pl 08.06.03, 19:20
          Nie mam doświadczenia w zdradach - ja nigdy nikogo nie zdradzałam. Mój związek
          z żonatym facetem trwał 2 miesiące i jeśli nie rozumiesz, trudno. Może jak
          będziesz miała dzieci to zrozumiesz,że nic się tak nie liczy jak one i zdrowa
          atmosfera w domu. OLE!
          • zalotnica Re: dużo nowych postów w sprawie żon i nieżon... 09.06.03, 05:05
            Gość portalu: nieŻona napisał(a):

            >Nie mam doświadczenia w zdradach - ja nigdy nikogo nie zdradzałam. Mój związek
            > z żonatym facetem trwał 2 miesiące i jeśli nie rozumiesz, trudno. Może jak
            > będziesz miała dzieci to zrozumiesz,że nic się tak nie liczy jak one i zdrowa
            > atmosfera w domu. OLE!


            Jak to , bylas przeciez w zwiazku przez 2 miesiace, ktory byl budowany
            na zdradzie i o tym doskonale wiedzialas. Jesli dobrze zrozumialam
            to bylas z nim juz w ciazy ?
            Cytuje...:
            " ...Skurwysyn - przekonuję się. Zabił nasze dziecko. Swoją pieprzoną
            bezradnością. Chociaż przeżyłam przez niego piekło, dno istnienia,
            śmierć swojego nienarodzonego dziecka i swoją oczywiście..."

            Dzieci mam i zdrowa atmosfere w domu tez i tak probuje zrozumiec o czym
            tu piszesz , ale za bardzo nie chcesz wyjasniac...Zdrowa atmosfera w domu
            jak tatus odchodzi z kochanka...? W koncu przyjazn zony z kochanka...??????
            Wybacz, ale zrozumiec latwo mi nie jest...
            • betty-bt Re: dużo nowych postów w sprawie żon i nieżon... 09.06.03, 14:00
              do nieZony.
              jestem zdania zalotnicy. nie uwazasz, ze troche przesadzasz z ta przyjaznia i
              pokojem? tez nie potrafie tego zrozumiec. wrzucilas ten temat do dyskusji,
              pisalas, ze cierpisz i kochasz itp. a teraz jestes nagle szczesliwa w swojej
              sytuacji i stoisz ponad wszystkim. a najgorsze, ze chyba traktujesz kazda
              wypowiedz jak atak. chcialas o tym rozmawiac, prawda? jestem w podobnej
              sytuacji i chce wiedziec jak inne kobiety to przezywaja- proste.
              nie rozumiem nadal czemu tak wazne jest podanie reki tej drugiej (czyli zonie,
              lub- jak teraz piszesz- kochance!). potrzebna ci jest ta aureola nad glowa???
              chyba o to chodzi...
              bardzo dziwne masz do tego podejscie. jestes swieta? zyjesz po to by
              uszczesliwiac innych, czy chcesz tez sama byc szczesliwa? (pomijajac
              dzieciaczki. nie o to mi chodzi) ok, jedno nie wyklucza drugiego, ale sa w
              zyciu momenty...
              co cie do tego poruszylo, zeby tak a nie inaczej sie zachowac? zakonczylas
              zwiazek z ukochanym facetem bo jego zona cie o to prosila, czy juz wczesniej?
              tego tez nie zrozumialam. on chcial, a ty nie?
              ... i prosze, nie gniewaj sie. po prostu chce wiedziec :-)
              • Gość: nieŻona Re: dużo nowych postów w sprawie żon i nieżon... IP: *.acn.waw.pl 10.06.03, 00:13
                chciałam napisać to, bo wiem, że dziewczyny czasem gubią się w podobnej
                sytuacji. Ja szybko skończyłam, ale mogło się to wlec latami. Pisząc to
                chciałam powiedzieć - nie załamujcie się, gdy nagle wszystko się załamie.
                Jeszcze może być fajnie.
                Nie traktuję wypowiedzi innych jako atak - często śpieszę się pisząc jakiś
                post, bo mam własną firmę i dużo pracy 24 godziny na dobę. To jedyne forum na
                jakim się udzieliłam i chciałam - jak mówiłam wcześniej - wesprzeć te, które
                czasem cierpią.
                Jak pisałam - też czasem tęsknię za tą idiotyczną miłością, ale - jak pisałam -
                nie zamieniłabym NIGDY swojego męża na nikogo innego.
                Zawsze wszyscy wspierają się w tym, żeby pomścić zdradę. Ja chcę wesprzeć w
                odmiennej sytuacji - bądźmy mądre emocjonalnie. I nie chodzi o to, że chcę
                mieć aureolę - nie mam jej. Chodzi o to, aby powiedzieć: mi udało się załatwić
                to tak i tak. Odniosłam sukces. W swoich oczach. Zachowałam się tak jak
                chciałabym się zachować. Ale Wy możecie patrzeć na to swoimi oczami i widzieć
                w tym zupełnie coś innego.
                Nie zdradzałam. Byłam w swoim 4 letnim związku, mieszkaliśmy razem przez 3
                lata. Zerwałam z dnia na dzień. To nie ja zdradzałam. Nie chcę i nie będę
                zdradzać.
                Co do żony - żona mnie o nic nie prosiła - to była moja decyzja. Z mojej
                inicjatywy odbyło się spotkanie. Zadzwoniłam do niej i spytałam, czy chce się
                spotkać, o coś mnie zapytać, bo ja chcę zakończyć to wszystko. Ona chciała.
                Właścicielka całkiem sporej agencji reklamowej.
                Dziś już nie cierpię i nie kocham, bo właśnie nie mam na to czasu. Czasem (na
                wiosnę w chwili wolnej) łapie mnie słabość. Wtedy się wkurzam. Dlatego również
                napisałam ten post. Chciałam to z siebie wyrzucić, że takie to beznadziejne,
                że jestem taka słaba i mając super życie powracam myślami do czegoś co by
                wszystko co mam zrujnowało. Drażni mnie moje człowieczeństwo i jak widać
                właśnie znów świętą nie jestem.
                Czy chcę uszczęśliwiać innych? Tak chciałabym, i dążę do tego. W różny sposób.
                Ale czy mi się uda? Nie wiem. Przede wszystkim uszczęśliwiam siebie i swoją
                rodzinę. Staram się.
                Mam nadzieję, że nie zabrzmiało to źle, bardzo się śpieszę a mimo wszystko
                chcę odpisać.
                Pozdrawiam wszystkich.
                • zalotnica Re: dużo nowych postów w sprawie żon i nieżon... 10.06.03, 16:58
                  Gość portalu: nieŻona napisał(a):

                  > chciałam napisać to, bo wiem, że dziewczyny czasem gubią się w podobnej
                  > sytuacji. Ja szybko skończyłam, ale mogło się to wlec latami. Pisząc to
                  > chciałam powiedzieć - nie załamujcie się, gdy nagle wszystko się załamie.
                  > Jeszcze może być fajnie.

                  To co, chcialas sie zabawic w Matke Terese ...?
                  Napisz chociaz , czy bylas w ciazy , czy nie...(ale tym razem prawde...)
                  • Gość: nieŻona Re: dużo nowych postów w sprawie żon i nieżon... IP: *.acn.waw.pl 10.06.03, 17:32
                    Wszystko co tu pisałam jest prawdą.
                    Absolutnie wszystko.
                    • zalotnica Re: dużo nowych postów w sprawie żon i nieżon... 10.06.03, 19:52
                      Gość portalu: nieŻona napisał(a):

                      > Wszystko co tu pisałam jest prawdą.
                      > Absolutnie wszystko.

                      Odpowiedz mi zatem na pytanie, czy bylas w tej ciazy, czy nie...
                  • Gość: nieŻona Re: dużo nowych postów w sprawie żon i nieżon... IP: *.acn.waw.pl 10.06.03, 17:42
                    I nie wiem o co chodzi w zabawę w Matkę Teresę... W nic się nie bawię i nie
                    chcę bawić. Szczególnie cudzym kosztem.

                    Zostawmy już tą dyskusję. Mój cel - jak pisałam - był taki aby wesprzeć
                    kobiety w podobnych sytuacjach. Jeśli ktoś cierpi jak ja cierpiałam, jeśli
                    ktoś potrzebował wsparcia, że się poukłada - mogłam go udzielić. I tak
                    powiedziane jest tu już za dużo i może niepotrzebnie. Reakcje są w stronę
                    mojego chrystianizmu. Znów niepotrzebnie. Nie jestem święta i się za taką nie
                    uważam.

                    Nie musimy w końcu wszystkiego rozumieć, a w dodatku poprzez słowo pisane na
                    forum ciężko jest powiedzieć o uczuciach i emocjach. I często słowa są
                    interpretowane w dwojaki sposób.

                    Pozdrawiam.
      • Gość: face Re: dużo nowych postów w sprawie żon i nieżon... IP: *.acn.waw.pl 10.06.03, 23:56
        Gość portalu: nieŻona napisał(a):

        > >
        > Nie znoszę obłudy, zdrady, kłótni, nienawiści i kłamstwa. Jestem za rozwodami
        > i przyjaźnią.

        troche to nielogiczne...zwłaszcza jak ty mowisz o tym ze nienawidzisz zdrady...
    • Gość: wiele twarzy Re: kochałam żonatego faceta IP: *.acn.waw.pl 10.06.03, 23:58
      Gość portalu: nieŻona napisał(a):

      > > Dlaczego mam taki popieprzony umysł? Dlaczego nie mogę się wyzwolić?
      > Dlaczego czasem tęsknię za tamtym?
      > Żal mi siebie!

      to nie o to chodzi - jestes zupełnie w porzadku :) to naturalna skłonnosc do
      powracania do bolesnych chwil - im bardziej ekstremalne sytuacje tym dłuzej je
      pamietasz...i inaczej z czasem oceniasz...

      powiedz czy kochasz dalej tego faceta? bardziej niz meza?
      • Gość: nieŻona Re: kochałam żonatego faceta IP: *.acn.waw.pl 11.06.03, 21:42
        nie. nie da sie porównać.
        • betty-bt Re: kochałam żonatego faceta 11.06.03, 21:55
          wszystko zrozumialam! poszlas za glosem rozumu, tak? a serduszko tylko czasem
          sie jeszcze odzywa :-) ja tak chyba nie potrafie... wiec napisz jak udalo ci
          sie zapomniec??? ... i po jakim czasie? chce zapomniec!
          • Gość: milka Re: kochałam żonatego faceta IP: *.private.ramtel.pl 12.06.03, 16:02
            betty-bt napisała:

            > wszystko zrozumialam! poszlas za glosem rozumu, tak? a serduszko tylko czasem
            > sie jeszcze odzywa :-) ja tak chyba nie potrafie... wiec napisz jak udalo ci
            > sie zapomniec??? ... i po jakim czasie? chce zapomniec!
            to nie takie proste zapomnieć ,ja sama śmieje się czasami że chyba mam na czole
            napisane "przystań dla żonatych" obecnie jestem już czwarty rok z facetem który
            jest zaobrączkowany wcześniej byłam trzy lata z innym również żonatym
            nieumiałam skończyć to on odszedł a ja często mimo że mineło już tyle lat myśle
            i wspomnienia wracają.Kocham "mojego"męszczyzne bardzo mocno i mimo że wiem iż
            nie będziemy razem czekam na każde spotkanie .Co oni takiego w sobie maja że
            nas tak do siebie przyciągają ? Nie jest prosto zapomnieć i myślę iż nie warto
            próbować trzeba nauczyć się z tym żyć.Pozdrawiam
            • Gość: olgaaa Re: kochałam żonatego faceta-do Milka IP: *.szczawnica.sdi.tpnet.pl 12.06.03, 16:17
              Jej, ja mam taka sama sytuację jak Ty.....
              Ja tez z "moim":)nie bede, ale mysl o kolejnym spotkaniu trzyma mnie przy
              zyciu....zycze nam obu powodzenia...
            • betty-bt Re: kochałam żonatego faceta do Milki 12.06.03, 18:31
              jesli dobrze cie zrozumialam to twoim zdaniem istnieje rodzaj kobiet, ktore
              lubuja sie w zonatych facetach? najzwyklej w swiecie pociagaja je zonaci, tak?
              byc moze, ale to chyba jakies zaburzenie zwiazane z podswiadomym unikaniem
              stabilnosci. wydaje mi sie, ze ja raczej przyciagam skorumpowanych policjantow
              z drogowki :-))))) nie jestem tez kochliwa i szczerze mowiac byl pierwszym,
              ktorego kochalam (ok, nadal kocham ). chce zapomniec, bo musze. bo nic z tego
              nie bedzie, a nie chce taka nieszczesliwie zakochana przez zycie isc :-) to
              boli...
              • Gość: nieŻona Betty ja to piszę dla Ciebie IP: *.acn.waw.pl 13.06.03, 16:29
                nie jestem tez kochliwa i szczerze mowiac byl pierwszym,
                > ktorego kochalam (ok, nadal kocham ). chce zapomniec, bo musze. bo nic z
                tego
                > nie bedzie, a nie chce taka nieszczesliwie zakochana przez zycie isc :-) to
                > boli...

                Ja też nie jestem z tych co lubują się W-Akurat-Żonatych. Trafiło we mnie
                przez przypadek.
                Ten cały wątek poruszyłam właśnie dla takiej osoby jak Ty. Niechcę w tym być,
                ale chcę...
                Chciałam powiedzieć - mi udało się z tym skończyć. Cierpiałam. Mocniej, ale
                jrócej. I dziś jestem szczęśliwa!
              • Gość: milka Re: do Betti IP: *.private.ramtel.pl 23.06.03, 09:20
                Może jest w tym troszkę racji ,może mam jakieś zabużenia w końcu to już drugi
                raz drugi związek z żonatym. Kocham moją żmijkę i wiem że on kocha mnie wiem
                również że nic nie dzieje się bez przyczyny , wieże w przeznaczenie i wieże w
                to że kiedyś będziemy razem to mi pomaga kiedy wraca do domu a ja zostaje sama.
                Tak żyje w tym kłamstwie już cztery lata bo przecież on nigdy nie będzie tylko
                mój. Za cztery dni jedzie z rodzinką na wakacje a ja zostaję tu sama , nie
                nawidzę go za to ,ale będe czekać.
          • Gość: nieŻona do betty IP: *.acn.waw.pl 13.06.03, 16:18
          • Gość: nieŻona do betty IP: *.acn.waw.pl 13.06.03, 16:21
            nie wszystko było takie proste. Nie poszłam za głosem rozsądku. Poszłam drogą,
            która mogła dać mi szanse na normalność, a nie drogą samodestrukcji.
            Dużo rozmawiałam z kobietami: rozwódkami, żonami, samotnymi matkami.
            Wyciągnęłam wnioski. Stwierdziłam, że nie dam rady. Jak zapomnialam? W wirze
            pracy łatwo się zapomina. Ale to krótkie zapominanie, bo pamięć czasem wraca.
            Ale to już nie jest MIŁOŚĆ tylko pseudouczucie do wyimaginowanego Ktosia. Bo
            przecież ja już go nie znam...
            • betty-bt Re: do betty 13.06.03, 17:26
              jestem! :-) wiem po co to forum i dzieki. dobrze o tym porozmawiac z kim, kto
              ma jakies pojecie w tej sprawie. tylko ze to wszystko niewiele pomaga. zdaje
              sobie sprawe z tego, ze tesknie za czyms czego nigdy tak na prawde nie bylo.
              jestem zupelnie swiadoma tego, ze popelnilam blad i obojetnie jakbym sie nie
              tlumaczyla - jestem sama sobie winna! martwi mnie jednak to, ze w obecnej
              chwili prawdopodobnie bym do niego wrocila. w sumie to pewne, ze bym to
              zrobila. potrzebuje konkretnej rady JAK ZAPOMNIEC!?!?!? pewnie taka nie
              istnieje... probowalam juz spotykac sie z innymi facetami (tylko dlatego, ze
              przyjaciolki mnie o to blagaly), ale nie potrafie nawet na zadnego spojrzec pod
              tym kontem. zupelnie nie wiem jak mam znowu wskoczyc na ten tor.
              jak tobie sie udalo zalozyc rodzine? tzn. po jakim czasie??
              • Gość: nieŻona Re: do betty IP: *.acn.waw.pl 14.06.03, 21:21

                > jak tobie sie udalo zalozyc rodzine? tzn. po jakim czasie??

                szybko sobie z tym poradziłam, ale potrzebowałam dyscypliny i starałam się go
                znienawidzić. Wymyślałam różne historie, obrzydzałam go sobie, myślałam
                intensywnie, że gdyby był w moim wieku, to by mnie nie pociągał, bo kim
                właściwie on jest, myślałam o tym jak szybko się będzie starzał i jaki będzie
                upierdliwy, ja będą mu niedługo wypadały włosy, rosły za to inne w uszach,
                przestanie słyszeć, będzie popuszczać to i tamto, wypadną mu zęby, będzie
                śmierdział. Nawyki - stary spryczały gość z nawykami innymi niż moje.
                Fuuuuuuuuuu!!!! Obrzydliwy! Jego żona i dzieci, które stają się moją rodziną,
                jego córka, która mnie na pewno znienawidziłaby i robiła mi różne przykrości,
                jego znajomi, którzy patrzyliby na nas z politowaniem... Jakiś obłęd! Po co mi
                to??? A mogę mieć NORMALNĄ swoją rodzinę... (tak myślałam utwierdzając się w
                decyzji i wypierając ból). PS. Kocham rolki, rower, nurkowanie i jestem
                człowiek - wiatr. Jemu już pewnie by się nic nie chciało (wmawiałam sobie)...
                I jakoś wyszło.
    • Gość: Naiwna Re: kochałam żonatego faceta IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.06.03, 21:18
      Ja też byłam po uszy zakochana w żonatym facecie. obiecywał, że odejdzie od
      żony. Oczywiście nie zrobił tego. Ale i tak mu wierzyłam. Dowiedziałam się ,że
      mnie zdradzał przez pół roku- wybaczyłam. Ale kolejnego razu nie zniosłam.
      Teraz też mam faceta, od 2 lat. jest wspaniały, jedyny w swoim rodzaju, kocha
      mnie i ja kocham jego. Ale czasem wracają do mnie wspomnienia tamtych dni, o
      których chcę zapomnieć. Wtedy czuję wstyd... Wstyd, że się tak dałam
      oszukiwać , poniżać, wstyd, że tak kochałam. Ale nie mogę tego zmienić... Mogę
      tylko o tym nie myśleć... A jeśli napadają mnie złe wspomnienia przytulam się
      mocno do mojego faceta, on mnie też przytula, całuje i pociesza, choć nie wie
      o co chodzi. I już jest ok:)
    • Gość: Misia Do Betti IP: 213.17.136.* 14.06.03, 20:33
      Wiesz rozumiem cię że cierpisz. W jednym z listów pisałaś, że nie umiesz o nim
      zapomnieć. To nie jest tak, że odrazu się zapomina, wiem coś o tym. Kidyś już
      dawno byłam z pewnym chłopakiem, no ale cóż po dwóch latach związek się
      rozpadł, kochałam go bardzo, i szukałam nowego obiektu westchnień, abym o
      tamtym mogła zapomnieć, ale nie znalazłam. Dopiero jak poznałam tego obecnego,
      który jak już wiesz z moich poprzednich wypowiedzi jest żonaty. Dopiero teraz o
      tamtym nie myśle, ale wiesz co od zakończenia związku z tamtym do rozpoczęcia
      związku z tym minęło wtedy 5 lat. To były bardzo długie lata, lata
      cierpienia...Ale wiesz mimo że jest mi cudownie z tym człowiekiem to nie mogę
      powiedzieć że o tamtym wcale nie myśle. Ale bardzo żadko...Niestety to jest
      silniejsze niż ja
      Teraźniejszy mój związek teraz jest cudowny, taki o jakim marzyłam przez całe
      moje życie. Życzę ci również tego...
      Myślę, że nie warto też brać sobie do siebie różnych rad, ponieważ tak naprawde
      to czy zapomnisz czy nie to zależy od twojej psychiki. Ja o tamtym napewno nie
      zapomnę...mimo że ten daje mnie o wiele więcej szczęścia i miłości niż każdy
      inny. Powodzenia :)
    • Gość: ewa Re: kochałam żonatego faceta IP: 4.2.* / 10.4.29.* 27.06.03, 18:37
      Kobieto,
      jestes kolejnym potwierdzeniem tezy, ze ludzie na psychologie ida po to, zeby
      sobie pomoc. Niestety, po studiach nadal nie potrafia pomoc ani sobie ani...co
      gorsza, innym.
      Po co w ogole interesowalas sie zonatym facetem? Powinnas byla od razu wrzucic
      bieg wsteczny. Los bywa okrutnie sprawiedliwy. Bedziesz zona i ...staniesz
      twarza w twarz z jego swiezutka, sliczniutka kochanka. On bedzie sie wypieral,
      Ty bedziesz go podejrzewac.....juz do konca swych dni bedziesz cierpiec, bo
      nigdy facetom nie zaufasz. I slusznie, bo przez takie jak TY oni zaczynaja
      myslec rozporkiem, niszcza swoje rodziny i kalecza psychicznie swoje dzieci.
      ewa.
      • betty-bt Re: kochałam żonatego faceta 27.06.03, 19:41
        pewnie masz i racje... bardzo dziekujemy za wypowiedz jednej z naszych ofiar.
        • Gość: ewa Re: kochałam żonatego faceta IP: 4.2.* / 10.4.29.* 04.07.03, 18:17
          Tak, bylam raz u pani psycholog z moim dzieckiem. Chyba sie do niej wybiore po
          raz kolejny, bo widac, ze kobieta ma problemy ze soba. Porozmawiam z nia,
          pociesze....i zasugeruje, zby raczej poszla do ksiedza niz do psychologa po
          rade, bo ci drudzy, to przynajmniej empatyczni i uduchowieni....
          ewa
    • Gość: sexii Re: kochałam żonatego faceta IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 27.06.03, 20:36
      bo wspomnienia wracaja. byly dobre i zle i one wracaja. kazda wraca do
      pierwszego zauroczenia z lat szkolnych, a co dopiero do prawdziwej milosci, ale
      musisz sobie uswiadomic, ze to przeszlosc, ze masz nowe zycie u boku faceta,
      ktorego kochasz. tamto nie zaszlo by za daleko, bo musial by wracac do domu, do
      corki, nie mow , ze bys to zaakceptowala, bo nie wiesz, jak by bylo. zachowaj w
      sobie tylko wspaniale wspomnienia i zyj dalej. on tak pewnie robi. masz wlasne
      zycie, jestes potrzebna swojemu chlopakowi.
    • Gość: basia20 Re: jak jest sie ..., to tak sie ma... IP: *.pop.e-wro.net.pl 23.07.03, 16:36
      a mi ciebie nie zal, pomoz sobie sama, skoro studiujesz psychologie. NIE
      POŻĄDAJ CUDZEGO! nie wiesz ze prawie zawsze tak jest, ze facet wraca do
      rodziny? jemu chodzilo o twoją dupę, a w koncu z tamta sie ozenil i jeszcze w
      dodatku dziecko! Durna jestes ze myslalas, że cie wybierze, dawaj dalej dupy
      zonatym facetom to tak bedziesz miala! i badz nauczką dla innych kurewek, ktore
      nie maja zasad moralnych. pomysl co ty bys czula gdyby facet to ciebie zostawil
      z dzieckiem(lub bez) dla jakiejs tam innej dupy! Dobrze ci tak! i placz teraz!
      • Gość: ewa Re: jak jest sie ..., to tak sie ma... IP: 4.2.* / 10.4.29.* 23.07.03, 17:35
        Popieram Cie na calej linii.
        Trzeba chronic naszych facetow przed takimi jak ona, bo takie "k..."sa
        bezwzgledne. Ida do lozka z mezczyzna wiedzac, ze on ma wlasna rodzine, dziecko.
        Meczyzna , nawet jak kocha, jest czesto bezradny wobec wyrafinowanej prowokacji.
        Powinno sie tatuowac na twarzy takim kobietom wyraz "k...", zeby od razu bylo
        wiadomo, z kim mamy do czynienia.Ja jedna taka przezylam, facet oczywiscie do
        mnie po dlugim czasie wrocil, skruszony.
        ewa
    • Gość: basia20 Re: JAK JEST SIE KURWĄ TO TAK SIE MA IP: *.pop.e-wro.net.pl 23.07.03, 16:39
      a mi ciebie nie zal, pomoz sobie sama, skoro studiujesz psychologie. NIE
      POŻĄDAJ CUDZEGO! nie wiesz ze prawie zawsze tak jest, ze facet wraca do
      rodziny? jemu chodzilo o twoją dupę, a w koncu z tamta sie ozenil i jeszcze w
      dodatku dziecko! Durna jestes ze myslalas, że cie wybierze, dawaj dalej dupy
      zonatym facetom to tak bedziesz miala! i badz nauczką dla innych kurewek, ktore
      nie maja zasad moralnych. pomysl co ty bys czula gdyby facet to ciebie zostawil
      z dzieckiem(lub bez) dla jakiejs tam innej dupy! Dobrze ci tak! i placz teraz!
    • Gość: ewa Re: kochałam żonatego faceta IP: 4.2.* / 10.4.29.* 23.07.03, 17:29
      Jestes doskonalym potwierdzeniem tezy, ze ludzie ida na psychologie, zeby SOBIE
      pomoc.
      W efekcie, nie sa w stanie pomoc ani sobie, ani innym ludziom.
      ewa
      • Gość: Mirna Re: kochałam żonatego faceta IP: 64.187.48.* 18.11.03, 09:05
        Zgadzam sie z Ewa.Takie k...wy powinno sie znakowac. Zeby wiedzialy ze ''co Pan
        Bog zlaczyl , czlowiek nie ma wazyc sie rozlaczac''Malzenstwo to rzecz swieta.I
        prosze bez glupich docinkow Np.''nastepna swieta I.t.p.Takie jest moje
        zdanie.Jakiez te samotne kobiety musza byc nieszczesliwe, ze lapia sie
        wszystkiego, i nie ma dla nich zadnych ''granic.''Pamietajcie ze to co robicie
        innym kiedys moze inne mlodsze wam zrobia to samo.''Zycie kolem sie toczy''
    • Gość: K. Re: kochałam żonatego faceta IP: *.private.ramtel.pl 18.11.03, 15:24
      jakież wy wszystkie jesteście biedne i pokrzywdzone ,zdradzone i to przez
      młodszą ! jak one mogą odbierać wam mężów ,kochanków przecież to tylko wy macie
      do nich prawo to wam ślubowali ,to wy urodziłyście im dziecko,jak one mogą.
      Tylko dlaczego tak jest że prawie zawsze to wy nieświadomie pchacie ich w naszą
      stronę "bo do tanga trzeba dwojga" facet który kocha nie szuka nowej
      miłości,jak chce zdradzić to robi to i wraca,a jak szuka czegoś więcej to
      tworzy nowy związek i nie obwiniajce tylko nas.
    • Gość: KIA_23 kim jesteś? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 19.11.03, 10:50
      Mi tezjest Ciebie zal... naprawde . tez miałam podobna historię ale nie dłabym
      sobie wejśc na głowę tak jak Ty. u mnie skonczyło się to inaczej. mam teraz
      chłopak cudownego. kocham go może troche mniej ale za to mu całkowicie ufam. co
      się stało z tamtym? mogło byc tak jak z Toba ale : rozwiódł się z żona aby byc
      ze mną. Dla mnie jednak wazniejsze jest to jakim kto jest człowiekiem a nie
      jakie wymówki znajduje sobie do zdradzania zony. wybacz ale naprawdę zal mi
      Ciebie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka