Gość: nieŻona
IP: *.acn.waw.pl
17.05.03, 17:29
Spojrzałam wczoraj w okno jego pracy...
Jest we mnie. Siedzi głęboko i nie mogę go wymazać gumką z pamięci. Czy go
kocham? Staram się samą siebie przekonać, że nie. Skurwysyn - przekonuję
się. Zabił nasze dziecko. Swoją pieprzoną bezradnością.
Wiem, że mnie kochał. Sytuacja trudna - nie potrafił odejść od córki.
Najśmieszniejsze było to, że ja ją bym pokochała, starała się
zaprzyjaźnić... Studiowałam psychologię - może dałabym radę. One wygrały. Ja
się z nim nie widziałam od tamtej pory. Minęły dłuuugie lata, a jego zapach
wciąż mnie pęta, nie daje zapomnieć, wyrzucić w kosmos.
Mam faceta. Kocham go nad życie, jest wspaniały! Ale raz na jakiś czas moje
myśli jak bumerang powracają do tamtego faceta. Chociaż przeżyłam przez
niego piekło, dno istnienia, śmierć swojego nienarodzonego dziecka i swoją
oczywiście.
Dlaczego mam taki popieprzony umysł? Dlaczego nie mogę się wyzwolić?
Dlaczego czasem tęsknię za tamtym?
Żal mi siebie!