n76
23.06.07, 08:35
Czytam wątek "sex a spowiedź"
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=520&w=64687807&v=2&s=0
i zastanawiam się jak to jest. W religii katolickiej seks można uprawiać po
ślubie i w celach prokreacji. Nie jest to żadną tajemnicą, powszechnie to
wiadomo, a jednak ludzie uprawiają sex bez ślubu, a chociażby ze swoją
miłością życia to i tak grzeszą i spowiadają się, a potem robią znów to samo
chociaż już mieli raz nauczkę, że to jest złe. Dla mnie wynika z tego, że robi
się to na zasadzie "zgrzeszę, ale... potem się przecież z tego wyspowiadam".
To dla mnie trochę upraktycznianie sobie zasad religii, tłumaczenie sobie, że
tak naprawdę nic złego się nie zrobiło (nie zabiłem, nie ukradłem). Ale wiara
to przecież poważna sprawa i zasady to zasady - nie ma zadnego naginania. Więc
po co upierać się w tej wierze i oszukiwać siebie samego i swojego Boga?
PS. Oczywiście seks jest tylko takim oczywistym przykładem, który można
zastąpić wieloma innymi rzeczami.