Gość: Pepe
IP: webcacheP* / *.visp.energis.pl
08.10.02, 22:59
nczas.com
Mówcie o NAFTA!
Tomasz Sommer
Rozmowa z Ryszardem W. Rahnem, doradcą do spraw
ekonomicznych w administracji Ronalda Reagana.
- Przez wiele lat pracował Pan w administracji jednego z
najważniejszych amerykańskich prezydentów. Doskonale zna więc Pan
działanie waszyngtońskiej machiny biurokratycznej. Czy mógłby Pan
ocenić z takiej perspektywy, czy proponowane przez nasze środowisko
polityczne przystąpienie Polski do układu NAFTA jest w ogóle
możliwe?
- Muszę powiedzieć, że pomysł, by Polska przystąpiła do NAFTA,
podoba mi się. Myślę, że jeśli już wasze władze chcą zrezygnować z
własnej waluty, z czym wiąże się przecież także rezygnacja z
suwerenności ekonomicznej, to dla Polski dużo lepsza byłaby
dolaryzacja niż przyjęcie euro. O tym zresztą, jeśli wstąpicie do Unii,
przekonacie się bardzo szybko i to niestety na własnej skórze.
Jeśli natomiast chodzi o możliwość przystąpienia waszego kraju do
NAFTA, to trzeba zrozumieć dwie rzeczy. Po pierwsze, z
amerykańskiego punktu widzenia jest to oczywiście możliwe, choć
oczywiście ważna jest dobra promocja tego pomysłu, bo obecnie w
Stanach Zjednoczonych zapanowało pewne rozczarowanie tym, co się
dzieje w Meksyku. Ten kraj nie wykorzystał do końca możliwości
związanych z NAFTA. Oczywiście jako państwo, bo obywatele
skorzystali zdecydowanie i głosują nogami, przenosząc swoje biznesy
do Stanów Zjednoczonych. Jednak amerykańscy przedsiębiorcy są
nieco rozczarowani, bo w Meksyku nadal panuje potworna korupcja,
urzędnicy chcą decydować o wszystkim i skala wolności gospodarczej
wcale się zdecydowanie nie zwiększyła. Zresztą jak Polska będzie
przystępować do Unii czy do NAFTA, to Polacy też powinni pamiętać,
że samo przystąpienie przecież nic nie zmieni, bo jest tylko pewnym
wyborem politycznym. Natomiast to już od ludzi, a przede wszystkim
polityków zależy, czy deklaracje związane z tym wyborem znajdą
jakieś urzeczywistnienie. Pamiętajcie: nie ma żadnych czarodziejskich
różdżek ani w Unii, ani nawet w NAFTA.
Druga sprawa, to właśnie wola polityczna kandydata do NAFTA. Biały
Dom z całą pewnością nie będzie sam zabiegał, żeby Polska wstąpiła
do NAFTA. Jeśli więc w waszym kraju nie będzie takiej woli politycznej
- to po prostu nie będzie sprawy. Co innego, jeśli taka wola się
znajdzie i będzie na tyle silna, by wydała się przekonująca.
Podsumowując: to jest możliwe, ale w jakim stopniu - to już zależy od
samych Polaków. Dobrym przykładem dyskusji o potencjalnym
wejściu do NAFTA jest to, co zdarzyło się w Chile. Poprzedni rząd
toczył już bardzo zaawansowane rozmowy w tej sprawie i naprawdę
mało brakowało, by ten kraj stał się czwartą stroną umowy. Doszło
jednak do wyborów, w Chile rządzi teraz umiarkowana lewica i w
zasadzie wszelkie rozmowy na temat członkostwa Chile w NAFTA
zostały wstrzymane - choć pewnie ten temat wróci. Natomiast władze
amerykańskie nie wywierają w tej sprawie żadnych nacisków, tylko
czekają na to, co postanowią sami Chilijczycy.
- Jak by się Pan odniósł do najpopularniejszego hasła, którym
szermują polscy euroentuzjaści: "dla Unii nie ma alternatywy"?
- Oczywiście takie hasło wyraża nieprawdę albo jest dowodem
jakiegoś politycznego zniewolenia. Polityka, a zwłaszcza
wolnorynkowa ekonomia to przecież nic innego jak sztuka
znajdywania jak najlepszych możliwości. Wprawdzie lepsze jest
wrogiem dobrego, ale rzeczywistość z całą pewnością nigdy nie jest
jednowymiarowa, a na taki stan rzeczy wskazuje hasło o braku
alternatyw.
W sensie ralnym też jest to oczywiście absurd, bo wejście do UE
pogorszy waszą sytuację ekonomiczną, więc najprostszą alternatywą
jest po prostu utrzymanie status quo.
- Czy mógłby Pan wskazać na kogoś w obecnej administracji
amerykańskiej, kto mógłby być potencjalnie zainteresowany albo
pomocny w rozpropagowaniu, a w konsekwencji urzeczywistnieniu idei
wejścia Polski do NAFTA?
- Musiałbym się rozejrzeć. Nie pracuję dla rządu już od kilkunastu lat,
więc przyznam, że nie znam nawet dokładnie jego obecnej struktury.
Z całą pewnością znam jednak ludzi zbliżonych do rządu czy
doradzających rządowi przedstawicieli amerykańskich wolnościowych
think tanks. Obiecuję, że będę rozmawiał z nimi o tym pomyśle.
Jestem przekonany, że przypadnie im on do gustu. Tak więc możecie
liczyć na to, że wielu wpływowych ludzi się o nim dowie i być może
także będzie jego propagatorami.
Tak naprawdę najważniejsze jest jednak to, by o tym mówili sami
Polacy. Jeśli więc chcecie wstąpić do NAFTA, co, jak wspomniałem,
moim zdaniem jest dla was lepszym wyborem niż Unia, to przede
wszystkim musicie o tym głośno mówić. Mówcie o NAFTA - a sami
może będziecie zdziwieni, jakie to przyniesie rezultaty.
- Na koniec chciałbym spytać Pana o to, kim dla Amerykanów jest
obecnie Ronald Reagan? Od jego rządów minęło już wiele lat, więc
pojawiają się chyba pierwsze obiektywne spojrzenia na jego
prezydenturę.
- Rzeczywiście, powoli zaczyna się kształtować już nie polityczny czy
wyborczy, a historyczny obraz prezydenta Reagana. I nawet jego
polityczni przeciwnicy są zdziwieni jego mocną pozycją. Reagan we
wszystkich sondażach jest uważany za jednego z najważniejszych
prezydentów - z reguły trzeciego po Jerzym Waszyngtonie i
Abrahamie Lincolnie. A czasem nawet jego pozycja jest wyższa.
Tyle o rysującej się perspektywie historycznej. W wymiarze bardziej
osobistym Amerykanie wspominają czasy Reagana jako okres
prosperity, a jego samego uważają za nie pozbawionego wad, ale
bardzo silnego i zdecydowanego przywódcę.
Jest wreszcie trzeci wymiar prezydentury Reagana. To przecież on,
razem z Małgorzatą Thatcher, wprowadził do realnej polityki ostrą
walkę z inflacją, deficytem budżetowym oraz rozpoczął obniżkę
obciążeń podatkowych. Teraz te metody stosują nawet socjalistyczne
rządy, ale bez Reagana, który był na tyle silny, że wprowadził te