kimmjiki
19.11.02, 14:01
1. Eurofobom nie podobaja sie wyniki negocjacji, wiec domagaja sie odlozenia
daty wejscia w nadziei, ze UE da nam wtedy lepsze warunki, tak jak kiedys
Danii. Nie zauwazaja tylko, ze miedzy Polska i Dania istnieje prawdziwa
przepasc pod kazdym wzgledem - Dania miala (i ma) PKB na osobe powyzej
unijnej sredniej i w Unii byla bardzo mile widziana, podczas gdy Polska jest
de facto zebrakiem z poziomem PKB ponizej polowy unijnej sredniej, z czterema
milionami wegetujacych rolnikow, poteznym bezrobociem, dziura budzetowa itd.
Jesli mamy sie w ten sposob porownywac, to raczej z Irlandia, Hiszpania czy
Grecja - krajami, ktore wchodzac do Unii byly na zblizonym do nas poziomie.
Przypatrzcie sie warunkom, jakie oni dostali i wtedy mozecie ewentualnie
marudzic.
2. Jednym z klamstw szerzonych przez eurofobow jest twierdzenie, jakoby UE
byla socjalistyczna i wejscie do niej mialo uniemozliwic nam liberalne
reformy. Przyklad Irlandii, ktora zliberalizowala swoja gospodarke wlasnie po
wejsciu do Unii, przytaczalem juz dziesiatki razy i albo slyszalem, ze te
reformy byly wbrew UE (jakie to prawa unijne nie obowiazuja w Irlandii,
niestety nigdy nie uslyszalem), albo ze to byly inne czasy, a teraz Unia by
na to nie pozwolila. Proponuje zatem przyjrzec sie Hiszpanii, ktora ostatnio
obiera coraz bardziej liberalny kurs i jakos nie widac, zeby prawo unijne jej
w tym przeszkadzalo. Sama Unia zreszta wywiera coraz wiekszy nacisk na
panstwa czlonkowskie, by sie liberalizowaly.
3. Najbardziej chyba ukochane klamstwo eurofobow to przekonanie, ze Polska
bedzie platnikiem netto. Wczorajsza decyzja o opoznieniu naszego wejscia do
UE o 4 miesiace (co oznacza, ze zaplacimy o 1/3 mniejsza skladke, a kasy z
Brukseli dostaniemy tyle samo) powinna ostatecznie zakonczyc ten temat, bo
juz tylko zupelny fantasta moze twierdzic, ze nasz budzet cos straci.
Chcialbym jednak zwrocic uwage na dwie manipulacje eurofobow w tej kwestii.
Pierwsza polega na uporczywym pomijaniu kwestii, ze wszelkie niekorzystne dla
nas wyliczenia dotyczyly TYLKO pierwszego roku czlonkostwa! Nikomu nawet sie
nie snilo, ze moglibysmy nie byc "na plusie" w kolejnych latach. Eurofobiczna
propaganda jednak przedstawia sprawe tak, jakbysmy mieli juz na wieki
doplacac do Unii. Druga sprawa to moze nie tyle manipulacja, ile zwykla
niewiedza. Chodzi o to, ze w calej klotni o budzet chodzilo tak naprawde nie
o doplacanie do UE, lecz o mozliwe pogorszenie sie naszego bilansu. Na czym
polega roznica? Ano na tym, ze UE juz obecnie do nas doplaca w formie pomocy
przedakcesyjnej i funduszy typu PHARE. W tym roku bylo to ok. 800 mln euro.
Jestesmy wiec 800 mln euro do przodu, natomiast istnialo zagrozenie, ze w
2004 bilans bylby dla nas pozytywny, tylko ze mniejszy. Zatem przepowiednie,
ze bedziemy dokladac do tego interesu byly zupelnie wyssane z palca.