Dodaj do ulubionych

Gazeta Wyborcza i Tworki - szczyty glupoty GW!!!!

IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 07.05.03, 23:20
Postanowilem zalozyc nowy watek, wpisujcie prosze tutaj szczyty glupoty euro
unijnej wraz z nazwiskami dziennikarzy, ktorzy te glupoty wypisuja.


Prosze tylko bez inwektyw, nie chcemy w zasadzie nikogo obrazac, a jedynie
pokazac do czego potrafi sie posunac Gazeta Wyborcza i Michnik w swojej
euroreferendalnej, cynicznej i smiesznej kampanii.


Zaczynamy od artykulu z dzisiaj:
cytuje:
"Prawie 77 proc. pasażerów łódzkich taksówek uważa, że Polska powinna wstąpić
do Unii Europejskiej - wynika z sondażu przeprowadzonego w środę przez
pracowników Miejskiego Przedsiębiorstwa Transportowego Tele Taxi 400-400."

To byl cytat za PAP, wiec niejako Gazeta jest usprawiedliwiona, ale
przepisywac cos takiego???

Komentarz tylko jeden (jak dotad):

"Czerwona propaganda nie zna zadnych granic!! Zycze Zwiazkowi
Socjalistycznych Republik Europejskich oraz okupujacej polski
krak "III Rzeczypospolitej jak najszybszego bankructwa (z pomoca
USA), a wtedy ludzie mieszkajacy w Europie poczuja czym jest
wolnosc."


Nastepny "swietny" tekst:
"W Olsztynie więźniowie za Unią"
"Za przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej opowiedziało się 80 procent
uprawnionych."

"Niektórzy liczyli na to, iż po wejściu do Unii "w Polsce będzie porządek". -
Skazani mieli też nadzieję na lepsze warunki w samym zakładzie karnym, choćby
lepsze jedzenie i pracę w zakładzie."

Autor nie przedstawil nam sie: "kol"

Komentarz:
"A w Radomiu klienci publicznego szaletu przy Łaźni są za Unią w 100%!!
Kto nie chciał być za wstąpieniem Polski do Unii, ten nie dostawał papieru
toaletowego...."

Zapraszam serdecznie do wpisow.

A sam w wolnym czasie poszukam innych tekstow z przeszlosci. Jak na ten sam
przyklad pana Michnika, pana biskupa jednego, Glodz sie nazywa i nazwiskiem
Dmowskiego buty wyciera. Nie zalujcie im pior!

Wiem, ze potraficie dobrze pisac!

I nie zapominajcie o nazwiskach. Zeby nie bylo za lat 5, ze jeden z drugim
kariere zrobil na referendum a potem nagle okazuje sie, ze przeciez to nie on!
A gdziezby!

I od razu oswiadczam, ze to ma miec charakter edukacyjny, aby panowie z GW
mieli okazje zapoznac sie ze swoja "jakoscia".
Bo nie bedzie wtedy mozna mowic, ze sie pracuje np. w dziale informatyki i
gazety nie czyta. Wstyd jeden. Bo tworzycie jeden zespol.



Obserwuj wątek
    • Gość: , Re: Gazeta Wyborcza i Tworki - szczyty glupoty GW IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 08.05.03, 17:15
      "Największą na pierwszej stronie wpadką "Gazety Wyborczej" było swego czasu
      uśmiercenie pewnego biznesmena. Nie minęło dużo czasu, a po biznesmenie
      rzeczywiście słuch zaginął. Wynika stąd, że "Gazeta" zazwyczaj ma rację, choć
      nie od razu."


      www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34308,1464607.html

      Wydaje mi sie, ze po prostu Gazeta ma plecy. I trzyma wladze.
      Kiedys mowiono, ze przyjdzie walec i wyrowna, a teraz to samo mozna mowic o GW.

      • Gość: , Tekst piekny jak maliny! DE JA VU !!!!!! IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 08.05.03, 17:22
        "Do pyskówek doszło też pod pomnikiem Witosa na pl. Trzech Krzyży. Grupka
        młodych ludzi z biało-czerwoną flagą skandowała: - Znajdzie się cela dla
        Leszka Millera.

        Pochód odpowiedział: - PiS to są zera, teraz jest era Leszka Millera.

        Impreza zakończyła się pod Sejmem. Konferansjer był wzruszony: - Są tu z nami
        sekretarz generalny SLD Marek Dyduch, posłanka Katarzyna Piekarska, poseł
        Jerzy Wenderlich, przewodniczący miejskiego SLD Jan Wieteska, przewodniczący
        mazowieckiego SLD Mariusz Łapiński. Proszę wybaczyć, że wszystkich tak
        wymieniam, ale dzisiaj wszyscy jesteśmy równi. Po prostu spontanicznie cisną
        mi się te nazwiska na usta!

        Przemawiał Dyduch: - Jest wiele demagogii, niektórzy mówią, że źle rządzimy.
        Lewica wyprowadza Polskę z kryzysu, wprowadza ją do Unii Europejskiej.
        Dzisiejszy dzień pokazuje, że jesteśmy w stanie sprawnie rządzić i
        rozwiązywać trudne problemy."


        www1.gazeta.pl/kraj/1,34317,1455384.html
    • robisc Polska w Unii łatwiej spłaci swoje zadłużenie 08.05.03, 23:07
      To jeden z moich typów na hit GW:

      www1.gazeta.pl/gospodarka/1,33211,1258363.html
      I mały fragment:

      "Wróćmy do budżetowych konsekwencji integracji europejskiej. Od 2004 r.
      będziemy obciążeni składką unijną. Kilka lat później powróci spłata zadłużenia
      zagranicznego, a od 2008 r. - konieczność zapłaty za nowy samolot dla armii.
      Czy w tej sytuacji dalsza redukcja deficytu budżetowego jest w ogóle możliwa?

      - Mamy tutaj do czynienia z dwoma problemami. Pierwszy to kwestia deficytu
      budżetowego, składka go obciąża, ale należy pamiętać, że zostanie ona z
      nadwyżką skompensowana transferami unijnymi adresowanymi do sektora
      samorządowego. Inaczej mówiąc, jeśli "zaskoczy" mechanizm absorpcji i
      pozabudżetowego współfinansowania środków strukturalnych i spójnościowych, to
      łączny deficyt sektora publicznego nie powinien wzrosnąć.

      Druga kwestia dotyczy naszego zadłużenia. Oczywiście skala kosztów obsługi
      zadłużenia wpływa na poziom deficytu budżetowego, ale również ma tutaj wpływ
      oprocentowanie naszego długu, a to będzie maleć. Spłata zadłużenia
      zagranicznego nie jest obecnie problemem między innymi właśnie dlatego, że
      Polska wchodzi do Unii Europejskiej. Coraz łatwiejsze staje się tzw. rolowanie
      naszego zadłużenia zagranicznego, czyli - w dużym uproszczeniu - zaciąganie
      nowych pożyczek (w formie obligacji), by spłacać raty poprzednich.

      Raty spłat długu zagranicznego rosną i w najbliższych latach będą wynosić po 2-
      3 mld dol. rocznie. Ale, podkreślam jeszcze raz, to nie jest problem. Sytuacja
      się zmieni o tyle, że będziemy musieli "rolować" nie jeden miliard dolarów, ale
      większe kwoty, ale przy naszej obecnej wiarygodności łatwo znajdą się chętni na
      polskie papiery wartościowe.

      Oczywiście, można byłoby realnie zmniejszać zadłużenie - ale pod warunkiem że
      byłyby istotne dochody z prywatyzacji."

      A teraz Pablo, a poniżej mój komentarz.


      Gość portalu: PABLO napisał(a):
      Pozostaje jak długo można rolować dług, w chwili obecnej
      > jest on już zbyt wysoki. jak wysokość długu spowoduje że
      > Polska będzie de facto niewypłacalna czyli nie będzie w
      > stanie spłacać na bieżąco odestek od kredytów i rat
      > kapitałowych? Ile to jeszcze potrwa? nasze wejście do
      > Unii powinno bardzo przyspieszyc ten wspaniały dzień.
      > najśmieszniejsze że znowu nie będzie winnych a wybrani
      > zostana ci sami pajace którzy doprowadzili kraj do ruiny.

      Drogi Pablo, ależ nie zrozumiałeś pana Raczko. Z jego wypowiedzi wynika, że
      jeśli nie wejdziemy do UE to zbankrutujemy na pewno i prawie natychmiast, ale
      jeżeli wejdziemy do UE to wierzyciele bardzo chętnie będą rolowac nam długi do
      końca świata. Twoje pytanie ile to jeszcze potrwa jest więc nie na miejscu.


      • Gość: RdM ad vocem IP: *.dial.proxad.net 10.05.03, 11:40
        http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030510/publicystyka/publicystyka_a_1
        .html


        Szansa, ale niepewna

        W wejściu do Unii Europejskiej widzę szansę dla Polski i Polaków na historyczny
        awans cywilizacyjny, gospodarczy i kulturowy. Ale to tylko szansa - stan dany
        wszystkim. Obawiam się jednak, że możemy tę szansę stracić.

        Jednym z najpoważniejszych zagrożeń skorzystania na przystąpieniu do Unii
        Europejskiej jest stan zadłużenia państwa. Dzisiaj wynosi ono 385 mld zł, a na
        każdego z nas przypada ok. 9400 zł. Dług sam w sobie nie jest niczym złym: to
        źródło dodatkowych pieniędzy na wzrost i rozwój. Trzeba jedynie wiedzieć, kiedy
        i z czego zostanie spłacony. Tymczasem zadłużenie kraju jest niebezpiecznie
        blisko konstytucyjnego progu - 60 proc. PKB - którego nie może przekroczyć.
        Ministerstwo Finansów przewiduje, że w roku 2006 będzie ono wynosiło 59,9 proc.
        PKB. Różnica mieści się zatem w granicach błędu statystycznego.

        A do spłacenia "żywą gotówką" mamy dług wobec Klubu Paryskiego - do roku 2010
        razem 87 mld zł. Najgorsze są lata 2005 - 2007, gdy płatności wyniosą
        odpowiednio 12,4 mld, 14 mld i 15,2 mld zł. W tym samym czasie musimy zgodnie z
        traktatem podpisanym z UE ponieść nakłady na ochronę środowiska, wynoszące
        ponad 12 mld rocznie (a w szczytowym roku 2006 - 14 mld). Do tego dochodzi
        składka członkowska i inne wydatki, takie jak współfinansowanie funduszy
        strukturalnych czy przygotowanie projektów, opłacane bezpośrednio z budżetu:
        14,8 mld zł w 2005 i 17,5 mld w roku 2006. Razem są to wydatki gigantyczne, bo
        40 mld zł w 2005, 45 mld zł w 2006 i 50 mld w 2007 roku.

        Szpitale, ZUS, reprywatyzacja

        Czarnego obrazu dopełnia zadłużenie szpitali - około 8,5 mld zł. Wprawdzie nie
        jest to dług bezpośrednio obciążający budżet państwa, istnieje też pomysł
        emisji obligacji gwarantowanych przez skarb państwa celem oddłużenia szpitali,
        ale w ostatecznym rozrachunku i tak sprowadzi się to do obciążenia spłatą
        przyszłych pokoleń. Bo czy zadłużone szpitale, mając wielkiego gwaranta, jakim
        jest państwo, będą spłacać swoje długi? Podobna sytuacja jest z długiem państwa
        w stosunku do ZUS; dziś to już 9,5 mld zł. Pieniądze na jego spłatę miały
        pochodzić z prywatyzacji. Zostały zapisane w budżecie państwa jako jego
        przychód, który, jak planowano, miał być przeznaczony na wpłatę do ZUS.
        Pieniędzy z prywatyzacji jednak nie ma - jak więc i z czego spłacimy ten dług?
        Emisja obligacji gwarantowanych przez państwo oznaczałaby kolejne zadłużenie
        przyszłych pokoleń i obowiązek budżetu. Dług publiczny liczy bowiem się wraz z
        obciążającymi budżet gwarancjami i poręczeniami.

        Do UE przystępujemy, nie rozwiązawszy problemu reprywatyzacji (koszt 40 mld zł)
        i mając w perspektywie spłatę około 20 mld zł za samolot wielozadaniowy. A
        gdzie środki na dopłaty dla rolników, które będziemy finansować z krajowego
        budżetu?

        Unia to twardy partner, dotrzymuje słowa i temu da więcej, kto sam więcej
        wyłoży. A my dzisiaj nie mamy pieniędzy, które można by wyłożyć. Moglibyśmy
        zaciągnąć dług i spłacać go w późniejszych, lepszych latach - ale też nie
        możemy. Już w latach 2004 - 2005 dług publiczny sięgnie niemal konstytucyjnego
        pułapu 60 proc. PKB. Tę ostatnią szansę, jaką jest zaciągnięcie długu na
        pokrycie pierwszych wpłat do Unii Europejskiej, zaprzepaścił obecny rząd w roku
        2002, zwiększając dług publiczny o ponad 50 mld zł. Pieniądze poszły na bieżącą
        konsumpcję i w dużej mierze "skonsumowały" szansę, jaką stanowi Unia Europejska.

        Co trzeba zrobić

        Budżet na rok 2004 można jeszcze przygotować, wykorzystując wszelkie rezerwy.
        Następne lata to dramat dla budżetu, stracone szanse i pieniądze z Unii
        Europejskiej. Żeby tego uniknąć, potrzeba nie liftingu, nie reformy, ale
        rewolucji w finansach publicznych. I trzeba ją przeprowadzić już dziś, a nie w
        roku 2004 czy później. Niezbędne jest przy tym jednoczesne posłużenie się
        wieloma instrumentami. Trzeba zatem:

        - Rozpocząć negocjacje w sprawie rozłożenia spłaty długu Klubu Paryskiego na
        dłuższy okres. Już nawet nie marzę o zmniejszeniu tego długu, tylko
        o "spłaszczeniu" wypłat i przesunięciu ich na lata po roku 2005. Niekorzystne
        dla Polski rozłożenie w czasie terminów spłaty długu Klubu Paryskiego powoduje,
        że gospodarka jako całość, jako organizm ekonomiczny będzie płatnikiem netto do
        Unii Europejskiej.

        - Negocjować terminy uruchomienia nakładów na ochronę środowiska. 160 mld zł,
        jakie do 2015 roku Polska ma na ten cel wyłożyć, musi być przesunięte na lata
        2010 - 2015, kiedy będą odczuwalne skutki realizacji pierwszych programów
        strukturalnych, choćby w infrastrukturze. Również w tym przypadku nie myślę o
        zmniejszeniu tych kwot, ale o ich innym, korzystniejszym dla Polski rozkładzie
        na poszczególne lata.

        - Zmniejszyć obciążenia podatkowe dla firm do 20 proc.

        - Zwiększyć podstawę podatkową amortyzacji. W dobie najnowocześniejszej
        techniki i technologii amortyzowanie maszyn i urządzeń przez 7 lat ma tylko
        wymiar fiskalny.

        - Zwiększyć liczbę wydatków, jakie można do celów podatkowych zaliczać do
        kosztów uzyskania przychodów.

        - Zmniejszyć pomoc publiczną dla nierentownych państwowych firm. Nie może być
        tak, że z pieniędzy podatników utrzymywane są upadające kopalnie, huty i
        Polmosy. Tylko w roku 2001 dołożyliśmy do nich 10,8 mld zł.

        - Przywrócić normalną funkcję KRUS. Ma to być ubezpieczenie dla produkujących
        rolników, a nie dla wszystkich posiadających ziemię rolną. Dlaczego w KRUS
        ubezpieczeni są taksówkarze, lekarze, adwokaci i inne wolne zawod? Odpowiedź
        jest prosta - bo system prawny na to pozwala. Po co KRUS pięćdziesięcioosobowa
        rada nadzorcza?

        - Zmienić strukturę wydatków na pomoc społeczną, tak żeby przez pierwsze trzy
        lata po wejściu do Unii, kiedy podrożeje żywność i lekarstwa, najubożsi odczuli
        to w jak najmniejszym stopniu. Dzisiaj 20 proc. pomocy społecznej trafia do
        faktycznie potrzebujących, a 80 proc. do sprytnych, ponieważ przepisy to
        umożliwiają.

        Tych "trzeba" jest bardzo dużo: to cały program gospodarczo-społeczny, który
        bezwzględnie musi być zrealizowany, żeby nie zmarnować szansy, jaką daje Polsce
        członkostwo w Unii Europejskiej.

        Nieprzygotowana administracja

        Innym obszarem stwarzającym zagrożenie, iż wejście do Unii Europejskiej nie
        zostanie przez Polskę wykorzystane, jest zupełnie nieprzygotowanie struktury
        rządowej do opracowania projektów współfinansowanych przez Unię. Tylko ten, kto
        nigdy nie spotkał się z procedurą pozyskiwania środków pomocowych, ma jasność
        sądu niezmąconą znajomością rzeczy. Inni są poważnie zatroskani.

        Każdy projekt to od kilkudziesięciu do kilkuset stron wniosku po angielsku.
        Wniosek jest wysoce sformalizowany, często wymagane są w nim dane, których się
        nie rejestruje, np. w systemie księgowości budżetowej w samorządach. Te
        ostatnie zgodnie z własnymi siłami, możliwościami i rozeznaniem szykują się do
        wchłonięcia środków unijnych. To bardzo dobre. Ale gdzie jest Krajowe Biuro
        Unii, gdzie jest 700 przeszkolonych przez rząd urzędników, którzy w każdym
        powiecie będą na co dzień przygotowywali wnioski, podpowiadali pomysły,
        podawali wzorce i poprawiali angielski? I gdzie jest szef Krajowego Biura Unii,
        który "głową", do trzeciego pokolenia, będzie odpowiadał za to, żeby projekty
        finansowane przez Unię Europejską jakościowo i ilościowo odpowiadały standardom?

        W Polsce jest wiele młodych dobrze wykształconych ludzi po studiach
        europejskich czy podobnych, znających angielski - i pracujących jako
        sekretarki. Mieszkają w całym kraju i jako urzędnicy państwowi w ramach jednej
        struktury mogą pracować w powiecie, u marszałka województwa czy prezydenta
        miasta. I nie trzeba nowych etatów: wystarczy je przesunąć z ministerstw i
        urzędów centralnych (chodzi o etaty, nie ludzi). Z Ministerstwa Skarbu Państwa,
        które dziś nic nie prywatyzuje, bez szkody można przesunąć sto etatów.
        • Gość: , Dokonczenie ad vocem i ponownie link: IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 10.05.03, 17:31
          www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030510/publicystyka/publicystyka_a_1.html




          Jeżeli tego wszystkiego nie zrobimy, podzielimy los Grecji, której w pierwszym
          roku członkostwa w Unii nie zaakceptowano ani jednego wniosku o środki pomocowe.

          Bezrobocie - największy problem

          I jest też inny wielki problem - bezrobocie. Nie łączy się ono bezpośrednio z
          wejściem do Unii Europejskiej, ale stawia nas wobec innych krajów kandydackich
          na dużo gorszej pozycji. Stopa bezrobocia w krajach UE to średnio 5 - 7 proc.,
          w krajach kandydackich ok. 8 proc., a u nas 20 proc. i nic nie wskazuje, że
          szybko będzie mniejsze. Wejście do Unii też tego nie zmieni, przynajmniej nie
          stanie się to prędko.

          Z bezrobociem musimy sobie zatem poradzić sami. Nowe miejsca pracy nie powstaną
          w wielkich firmach państwowych, wymagających głębokiej przebudowy i
          modernizacji; tam ciągle będą zwolnienia. Nie powstaną także w gałęziach
          dotkniętych kryzysem globalnym i dziś zadłużonych ani w rolnictwie. Mogą
          powstać tylko w małych i średnich firmach.

          Określenie "przedsiębiorstwa małe i średnie" nie oznacza, że są to dla
          gospodarki podmioty mniej ważne od np. przemysłowych gigantów. Dobrze
          skonstruowaną gospodarkę można przedstawić w kształcie piramidy: na jej
          szczycie są przedsiębiorstwa duże, o wielkim potencjale sprawczym, finansowym i
          intelektualnym. Są one w stanie wypromować nowe techniki i technologie,
          prowadzić skomplikowaną organizację gospodarczą, nowoczesny marketing, krótko
          mówiąc - mogą się włączyć w globalną konkurencję. W Polsce na pewno nie są nimi
          państwowe molochy.

          W środku piramidy znajdują się przedsiębiorstwa średnie, które wprawdzie nie
          należą do czołówki, wynajdującej np. nowe technologie, ale są w stanie te
          technologie, systemy organizacji itp. zaadaptować dla własnych potrzeb lub
          kooperować z największymi firmami. Natomiast na dole tej konstrukcji jest
          ogromna liczba małych i średnich przedsiębiorstw, które wchłaniają lokalne
          zasoby siły roboczej, pojawiającej się w nadmiarze np. na skutek
          restrukturyzacji wielkich przedsiębiorstw państwowych i wprowadzania w nich
          nowych technologii, wymagających mniejszego zatrudnienia. Te małe firmy
          korzystają z lokalnych zasobów surowcowych i produkcyjnych, a będąc najbliżej
          klienta i najlepiej go znając, z powodzeniem obsługują rynki lokalne. Tak
          dzieje się także w krajach wysoko rozwiniętych.

          Stawiać na małe firmy

          Chcąc zatem, żeby cała gospodarka funkcjonowała należycie, nie można skupiać
          się tylko na potentatach, ale trzeba wyjątkowo dbać o małe i średnie firmy.

          W Polsce jest 3,2 mln małych i średnich firm, które zatrudniają do 10 osób.
          Takich, które dobrze funkcjonują, jest 1,7 mln. Jednocześnie mamy w Polsce
          ponad 3,2 mln bezrobotnych. Teoretycznie, gdyby każda dobra firma zatrudniła
          jednego bezrobotnego, to zniknęłaby połowa bezrobocia.

          Trzeba więc stworzyć warunki, żeby tak się stało. Trzeba uprościć przepisy, bo
          skomplikowany, rozbudowany system prawny stanowi dla przedsiębiorców zmorę
          większą niż wysokie podatki. Tylko w dziedzinie podatków, opłat i ceł
          funkcjonuje 55 ustaw i trudna do policzenia ilość rozporządzeń. Jak ma się w
          tej materii rozeznać średniej klasy przedsiębiorca, który musi przecież zadbać
          o produkcję, rynek, pracowników, pieniądze i kredyty? Z kredytami jest zresztą
          najgorzej. Rząd przez politykę emisji obligacji i bonów skarbowych zabija małą
          i średnią przedsiębiorczość, a tym samym miejsca pracy. Mała firma nie jest
          bowiem konkurencyjna w banku, który może pożyczyć pieniądze rządowi na pewny,
          niedotknięty ryzykiem procent. A trudno winić banki, że ze swojego punktu
          widzenia działają racjonalnie.

          Tylko jasny program wspierania małych i średnich krajowych firm pozwoli
          zredukować bezrobocie i wyrównać nasze szanse startu w Unii Europejskiej.

          Unia Europejska nie jest lekiem na całe zło w naszej gospodarce, nie jest złotą
          rybką i nie da nam niczego, na co sami nie zapracujemy. Żeby wziąć, trzeba dać,
          żeby dać, trzeba mieć, żeby mieć, trzeba posprzątać we własnym domu. Czy w
          Unii, czy poza Unią musimy to zrobić sami.

          ALDONA KAMELA-SOWIŃSKA

    • Gość: rafal Re: Gazeta Wyborcza i Tworki - szczyty glupoty GW IP: *.proxy.aol.com 09.05.03, 09:28
      JAK POWAZNA JEST GW ?
      Swiadczy otym podana wczoraj wiadomosc, bulwersujaca czytelnikow:

      Bush i Blair nominowani do nagrody pokojowej Nobla za wojnę w Iraku
      gold 08-05-2003, ostatnia aktualizacja 08-05-2003 18:29

      Norweski parlament nominował w czwartek amerykańskiego prezydenta George'a W.
      Busha i brytyjskiego premiera Tony'ego Blaira do pokojowej nagrody Nobla za
      wojnę w Iraku. - Czasami trzeba wypowiedzieć wojnę, żeby zapobiec groźniejszemu
      konfliktowi zbrojnemu w przyszłości - powiedział Jan Simonsen, reprezentujący
      jedną z prawicowych partii w parlamencie. - Jeśli nikt nie obaliłby reżimu
      Saddama Husajna, to dyktator mógłby produkować broń masowego rażenia i za pięć,
      dziesięć lat zaatakować Izrael -dodał. W tym roku do nagrody naminowanych jest
      ponad 160 osób i organizacji - w tym m.in. papież Jan Paweł II, wokalista
      irlandzkiej grupy rockowej Bono i kubański dysydent Oswaldo Paya.

      Okazalo sie jednak, ze byla to prywatna wypowiedz Simonsena, bylego posla z
      radykalnej Frp(a´la francuska partia LePena)Frp w wywiadzie z CNN.
      I z parlamentem norweskim nie ma nic wspolnego.

      Link o tym:
      xwww.vg.no/pub/vgart.hbs?artid=58570m

      • Gość: , Nobel pokojowy dla Busha i Blaira za wojne. IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 10.05.03, 17:28
        www1.gazeta.pl/swiat/1,34180,1466315.html
        Dla pewnosci wklejam link. Oraz pelny tekst. Natomiast co do Rafala, to prosze
        o wklejenie tej wiadomosci z podanej przez Ciebie strony, bowiem tamta gazeta
        jest generowana dynamicznie i pod tamtym linkiem nic nie ma.
        Cytat doslowny:

        "Bushi i Blair nominowani do nagrody pokojowej Nobla za wojnę w Iraku


        gold 08-05-2003, ostatnia aktualizacja 08-05-2003 18:29

        Norweski parlament nominował w czwartek amerykańskiego prezydenta George'a W.
        Busha i brytyjskiego premiera Tony'ego Blaira do pokojowej nagrody Nobla za
        wojnę w Iraku. - Czasami trzeba wypowiedzieć wojnę, żeby zapobiec groźniejszemu
        konfliktowi zbrojnemu w przyszłości - powiedział Jan Simonsen, reprezentujący
        jedną z prawicowych partii w parlamencie. - Jeśli nikt nie obaliłby reżimu
        Saddama Husajna, to dyktator mógłby produkować broń masowego rażenia i za pięć,
        dziesięć lat zaatakować Izrael -dodał. W tym roku do nagrody naminowanych jest
        ponad 160 osób i organizacji - w tym m.in. papież Jan Paweł II, wokalista
        irlandzkiej grupy rockowej Bono i kubański dysydent Oswaldo Paya."



    • Gość: robi Kuczyński - Teraz referendum IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.05.03, 20:24
      Pamiętam,że to był najgłupszy tekst GW jaki przeczytałem na tym forum. Szkoda,
      że nie moge go zacytować, bo dostępny jest tylko w archiwum GW. Zostało tylko
      tyle:

      Teraz referendum
      Waldemar Kuczyński (15-12-2002 17:59)

      Poprzednio przez błąd wyboru można było mimo woli wesprzeć negocjatorów Unii,
      tym razem przez błędny wybór można się mimo woli znaleźć obok LPR i Radia
      Maryja - pisze Waldemar Kuczyński

      Ten tekst nie jest już publikowany w portalu Gazeta.pl. Teksty w pełnej wersji
      dostępne są średnio 14 dni, w serwisach specjalnych - dłużej. Poszukaj w
      Archiwum papierowego wydania GW

      Został jednak mój komentarz:

      Co to jest?
      Przeczytaj komentowany artykuł »
      Autor: Gość: robi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
      Data: 05-01-2003 02:42 + odpowiedz na list

      --------------------------------------------------------------------------------
      Od roku nie czytam już GW, mimo,że byłem jej czytelnikiem od
      samego początku (zachowałem na pamiątkę nawet pierwsze numery).
      Ten artykuł tylko utwierdza mnie, że słusznie uczyniłem. Takiego
      pismactwa, już dawno nie widziałem - zero faktów, same frazesy.
      A to: "...Jest oczywiste, że ocena wynegocjowanych warunków
      musi być i będzie bardzo ważnym składnikiem dialogu społecznego,
      a także walki z przeciwnikami akcesji. I aczkolwiek siłom
      proeuropejskim sukces naszej delegacji i w tej sprawie dał do
      rąk silne atuty, to nie wolno dopuścić, by kampania przed
      referendum ograniczona została do kontynuowania pojedynków
      buchalteryjnych, tym razem u nas w domu, i by wzięły one górę. W
      tej kampanii trzeba pokazać społeczeństwu wszystkie racje
      przemawiające za akcesją..". (pojedynki buchalteryjne - ha, ha-
      facet chyba długo myślał jakich słów użyć, żeby pomniejszyć wagę
      problemu). Aha, więc o wszystkim można dyskutować, tylko nie o
      ekonomicznym aspekcie akcesji. A ja już taki jestem,że nie ufam
      oficjalnej propagandzie i dążę do tego, aby mój wybór był
      świadomy, bo w przypadku błednej decyzji, może mnie drogo
      kosztować. A ponadto znowu to ograniczanie kręgu eurosceptyków
      do zwolenników LPR i Samoobrony zaczyna mnie już wkurzać.


    • Gość: , Dominika Pszczółkowska, do Berlina rzut beretem! IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 09.05.03, 23:11
      Juz dawno powinienem sie zastanowic czym strasza na Litwie.
      W Polsce strasza niedzwiedziami i Bialorusia. (slyszalem gdzies o Wladywostoku)
      A na Litwie strasza... Syberia!
      Pani Dominika roztacza przed nami wizje propagandy Litewskiej.
      Calkiem niezla robota. Nawiazanie do Stalina, zsylek, wiezien, gulagow,
      represji i Syberii. To bardzo pouczajaca metoda propagowania jedynie oswieconej
      Orwellowskiej idei zjednoczenia narodow.
      Byl kiedys taki facet, rzecznik rzadu Polski. Pan Jerzy Urban.
      On wywijal takie wlasnie teksty. Byl swietny. Nienawidzilismy go wszyscy.
      Teraz sie zmienil. Przy Rywinowej aferze zeznal tak, ze gosciom z SLD majki ze
      spodni wypadly i raczki same do kajdanek sie ukladaja.
      Zastanawiajace, ktora z tych Urbanowych postaci wzbudzila w Narodzie wiecej
      szacunku?

      A co pisze Pani Dominika?
      Poczytajmy fragmenty:

      "W sobote i niedzielę na Litwie referendum unijne. Każde litewskie dziecko wie,
      że Wilno leży znacznie bliżej Berlina niż Moskwy. Geografia nie ma tu nic do
      rzeczy. Dlatego w referendum Litwini zapewne powiedzą Unii "tak""
      (...)

      "Europiwo na biedę

      Kampanię rządową prowadziły firmy public relations. Unia była wszędzie. Debaty
      i reklamówki w telewizji, radiu, na plakatach, telefoniczna infolinia, strona
      internetowa, ponad tysiąc spotkań z wyborcami. Po kraju jeździł eurobus, a
      prezydent Rolandas Paksas, z zawodu pilot, latał na spotkania samolotem. Unię
      zachwalano na koncertach popularnych muzyków i meczach koszykówki (narodowego
      sportu Litwy). Pewna firma wyprodukowała piwo i wodę mineralną "Euro"."

      (...)

      "Za Unią są wszystkie partie polityczne obecne w parlamencie, media, Kościół,
      organizacje biznesu. W publicznej telewizji zaoferowano czas przeciwnikom Unii,
      ale wciąż pojawiało się kilka tych samych twarzy. - Dziennikarze, politycy,
      przywódcy opinii publicznej mówią o Unii tylko rzeczy pozytywne - mówi
      Skirmante Palcinskaite, dziennikarka telewizji LNK."


      "- Nasi rodzice, dziadkowie widzą dużą różnicę między tym, czym jest Litwa, a
      tym, czym jest Europa. My nie. Młodzież już utożsamia się z Europą. Rozumiemy,
      że ta decyzja nie jest na 4-5 lat i będziemy głosować.

      - Gdzie jest dalej z Wilna: do Berlina czy do Moskwy? - pytam Monkeviciusa,
      absolwenta polskiej szkoły i politologii.

      - Hm... do Berlina będzie jakieś 1,5 tys. kilometrów. Do Moskwy pewnie dobrze
      ponad 2 tys. Moskwa jest zdecydowanie dalej.

      To przekonanie jest wśród litewskiej młodzieży powszechne. Mimo że w
      rzeczywistości do Moskwy jest w prostej linii 788 km, a do Berlina trochę
      dalej - 832 km."


      ILE JEST Z WARSZAWY DO BERLINA?!
      Gdzie blizej? Na Bialorus czy na Reichstag?

      Czy Pani Dominika wierzy w powolanie pro-unijne?
      A kiedy beda habity?
      W jakich kolorach?
      Niebieskie w gwiazdki?
      A czapeczki do szpica beda?



      TWORKI 100%!!!!

      "Litwa idzie z Syberii do Aten"

      www1.gazeta.pl/wyborcza/1093892,34513,1468372.html?as=1&ias=2

      Przypominam niejako na koncu znanego przyszlego pacjeta Tworek Włodzimierza
      Cimoszewicza:

      "Należy za wszelką cenę uniknąć wrażenia, że to jedynie Prezydent, rząd,
      parlament i elity wchodzą do UE."

      Koniec cytatu.
      • jazzy Re: GW\syndrom sztokholmski? 10.05.03, 13:39


        lekka paranoja , żeby mieć taką obsesję .Ci co muszą to rozumie np.dziennikarze
        konkurencyjnych gazet,ale żeby wertować dokładnie GW po to tylko aby wkleić tu
        jakiś kawałek , który akurat w twoim odbierze nie jest OK, no cóż ....plus
        dość aktywne uczestnictwo na forum GW, coś chyba jest na rzeczy .
        • Gość: , lekka paranoja , żeby mieć taką obsesję IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 10.05.03, 17:17
          Dziennikarz ma moralny obowiazek mowic PRAWDE. Pokazywac rzeczywistosc
          OBIEKTYWNIE.

          Czy Pan, broniac Pani Dominiki nie widzi zupelnie nic zlego w caloksztalcie
          informacyjnej papki podawanej przez GW?

          Lekka paranoja to jest porownywanie sytuacji Litwy ostatnich lat z czasami
          stalinowskiego terroru i sugestie jakoby NIE-wejscie do unii spowoduje powrot
          do syberyjskich zeslan.

          Byles jazzy na Litwie? Bo ja bylem. Wielokrotnie.

          Paranoja to jest ogolne okreslenie na pisarstwo GW w zakresie Unii Europejskiej.
          A obsesja to jest slowo doskonale okreslajace zaangazowanie takich osob jak
          Kimmjiki, rado i Heimer. Ale ich jazzy nie krytykujesz. Oni sa w porzadeczku,
          nie?


          I ostatnia sprawa, Gazeta Wyborcza jako profesjonalnie prowadzony interes,
          zatrudniajacy mase ludzi w celu tworzenia artykulow, ich poprawy, korekt,
          skladu, druku powinna wiecej uwagi poswiecic temu, jak sa potem te artykuly
          odbierane. Jak slusznie zauwazyl jeden z dyskutantow tutaj, przydalby wam sie
          ktos od marketingu, kto racjonalnie i bez emocji oceni szanse wzrostu lub
          spadku sprzedazy w wyniku tych Waszych dzialan.

          Taka osoba/osoby nie moga kierowac sie nastawieniem pro-unijnym, poniewaz wtedy
          tracicie czytelnikow anty-unijnych. A to sa wymierne straty finansowe.

          Jezeli w obliczu wielkosci przedsiewziecia, jakim jest prowadzenie
          ogolnopolskiego dziennika, udaje NAM sie pomimo tych wszystkich osob
          zatrudnionych w redakcji, znalesc takie artykuly - to cos jest nie tak.

          Powazna gazeta nie powinna pozwalac sobie na wykwity elokwentnych bredni,
          ktorych ostatnio nie brakuje. My dysponujemy jedynie wlasnym czasem, (wolnym) z
          latwoscie wiec wyszukamy i bedziemy wam takie artykuly tutaj wklejac.

          Nie bedziemy nikogo obrazac. Nic z tego. Po prostu powiemy Wam co o tym myslimy
          i tyle. Jezeli wam to przeszkadza, to trudno. Mnie osobiscie interesowalaby
          opinia publiczna na temat mojej pracy, gdybym byl dziennikarzem lub pisarzem.
          Jest zwykle malo szans na poznanie cudzego krytycznego zdania. Zwlaszcza w
          bezposrednich rozmowach. Kto Cie bedzie krytykowal?

          Dobrze, ze redakcja udostepnila to forum.
          To wielki krok naprzod w polskiej demokracji.
          Wielkie osiagniecie pana Michnika.

          Wolnosc slowa.
          I tyle.




    • Gość: K.J. Konrad Godlewski 06-05-2003 IP: 144.138.225.* 11.05.03, 17:16
      Akty własności. Czy Niemcy mogą odebrać swoje przedwojenne nieruchomości?

      www1.gazeta.pl/ue/1,44588,1462229.html
      "Od lat słyszę od zaniepokojonych polskich właścicieli na Mazurach czy
      Opolszczyźnie, że Niemcy przyjeżdżają oglądać ich domy. Czasem wspominają, że
      kiedyś tu mieszkali - mówi Mirosław Szypowski, prezydent Polskiej Unii
      Właścicieli Nieruchomości. - Ale nie ma się czego obawiać. W 1949 roku
      Bundestag przyjął ustawę, zgodnie z którą obywatele Niemiec dostali
      odszkodowania za działki w Polsce i tym samym stracili do nich prawa. Nie
      dziwię się Polakom, że wizyta byłego właściciela wzbudza w nich niepokój. Nie
      dziwię się też Niemcom, że chcą obejrzeć miejsce, w którym się wychowali, skąd
      pochodzą ich rodzice czy dziadkowie. Jednak naprawdę nie ma się czego obawiać,
      nikt nie ma prawa wyrzucić Pana z domu, i to Pański akt własności jest ważny. "

      Re: Akty własności. Czy Niemcy mogą odebrać swoje
      Przeczytaj komentowany artykuł »
      Autor: Gość: K.J. IP: 144.138.225.*
      Data: 08-05-2003 20:14

      Proszę zwrócić uwagę na pewien niezwykle moim zdaniem istotny
      szczegół. Otóż w dniu 29.05.98 roku Bundestag podjął następującą
      rezolucję:

      "Bundestag zwraca się z apelem do Rządu Federalnego o aktywną
      kontynuację niezmiennej polityki poparcia dla niemieckich
      uciekinierów i wypędzonych ze swojej ojczyzny oraz mniejszości
      niemieckiej na Wschodzie oraz o skuteczną reprezentację i
      działanie w najlepszym interesie tych ugrupowań (...)
      Z tego powodu Bundestag podziela i popiera stanowisko obecnego
      Rządu Federalnego i wszystkich poprzednich rządów federalnych,
      które uważały wypędzenie Niemców z ich ziemi i majątków po
      zakończeniu II Wojny Światowej za dziejową niesprawiedliwość
      niezgodną z prawem międzynarodowym. Apelujemy do Rządu
      Federalnego, żeby w swoich układach z rządami naszych wschodnich
      sąsiadów reprezentował i działał zgodnie z interesami osób
      wypędzonych". Koniec cytatu.

      Członek Komisji Europejskiej, Franz Fischler powiedział podczas
      Forum Europejskiego w Albach: "Koniecznym jest ustalenie, czy
      przepisy prawne krajów kandydujących dotyczące Niemców
      wypędzonych w latach czterdziestych nie kolidują z prawem
      unijnym".

      "Po wstąpieniu do Unii Europejskiej przesiedleni Niemcy będą
      mieli prawo do stron ojczystych, czyli do czegoś więcej niż do
      swobodnego osiedlania się na terenie Polski" - powiedziała Erika
      Steinbach, podczas spotkania z Kohlem w dniu 18.08.1998 r.
      Zapewne miała na myśli odszkodowania lub też zwrot majątków
      na terenie Śląska, Pomorza, Warmii i Mazur tym Niemcom, którzy
      uciekli w 1945 r., a na mocy traktatów w Jałcie i Poczdamie nie
      mieli prawa powrotu na ziemie polskie.

      Uzasadnieniem roszczeń niemieckich ma być obecnie obowiązujące w
      Unii Europejskiej prawo, które stanowi, że ten kto zajmuje
      czyjeś terytorium podczas wojny, musi je potem zwrócić i
      zapłacić odszkodowanie. Oczywiście prawo to zastosowali po raz
      pierwszy Niemcy podczas wojny domowej w rozpadającej się przy
      ich współudziale Jugosławii.

      Aby zobrazować uzasadnienie dla swoich żądań, Erika Steinbach
      porówała Niemców "wypędzonych" z Polski i Czech do "wypędzonych"
      z Kosowa Albańczyków (Süddeutsche Zeitung, 26.08.1999).

      Erika Steinbach, przewodnicząca BdV, powiedziała: "Zanim kraje
      takie jak Polska zostaną przyjęte do UE, muszą naprawić wszelkie
      krzywdy wyrządzone niemieckim wypędzonym. Będą musieli ich
      przeprosić i uznać ich prawo powrotu do utraconych
      po wojnie majątków." (The Sunday Telegraph, 24.01.1999).

      Również swoje wątpliwości na temat zgodności wysiedlenia Niemców
      po II WŚ z prawem międzynarodowym wygłosił Verheugen, nie chce
      mi się teraz szukać odpowiednich cytatów.

      Proszę teraz się nad tym zastanowić.

      To oznacza, że Bundestag nie wie o czym mówi, Steinbach,
      posłanka do Bundestagu oraz przewodnicząca Bund der
      Vertriebenen und Flüchtlinge nie wie o czym mówi, Fischler nie
      wie o czym mówi, niemiecka prasa nie wie o czym mówi, a
      Konrad Godlewski, jakiś tam Mirosław Szypowski i redakcja Gazety
      Wyborczej wiedzą.

      Co ciekawsze, Bundestag musi nie wiedzieć o własnej ustawie z
      roku 1949, ponieważ domaga się w rezolucji z 1998 r. poparcia
      rządu federalnego dla tych samych „wypędzonych”, którzy już
      ponoć te odszkodowania dostali.

      Ba, sam Rząd Federalny nie wie co robi, ponieważ zapomniał że te
      odszkodowania już sam wypłacił i nadal udziela poparcia
      żądaniom „wypędzonych”. Czy ktoś może wyjaśnić tak niezwykłą
      niewiedzę?

      P.S.
      Przeczytaj komentowany artykuł »
      Autor: Gość: K.J. IP: 144.138.225.*
      Data: 08-05-2003 20:22

      Beztrosko i nader lekkomyślnie stwierdza pan Mirosław Szypowski:

      "Jednak naprawdę nie ma się czego obawiać, nikt nie ma prawa
      wyrzucić Pana z domu, i to Pański akt własności jest ważny."

      Po integracji z Unią Europejską to czyj akt własności jest ważny
      nie będzie rozstrzygał pan Szypowski tylko Trybunał w
      Strasburgu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka