tomek9991
23.07.03, 08:51
Można oczywiście zamiast atakować treść artykułu czepiać się nazwy gazety,
ale fakty są niewesołe. Kiedyś "Polityka" pisała to samo :
" Informacja o wynikach kontroli w super- i hipermarketach w 2002 r.
Hipermarkety okradają państwo
Przytłaczająca większość skontrolowanych w ubiegłym roku sklepów
wielkopowierzchniowych wykazała w swoich zeznaniach podatkowych straty. Nic
dziwnego. Spółkom, które są ich właścicielami, mechanizm ten pozwala uniknąć
płacenia podatków. Ta patologiczna sytuacja budzi uzasadnione podejrzenie, że
mamy do czynienia z procederem wyprowadzania zysków za granicę. Możliwość
taką stwarza system wzajemnych rozliczeń. W zderzeniu ze zjawiskiem transferu
zysków do innych podmiotów, przeważnie zagranicznych, kontrola skarbowa
okazuje się bezradna.
Spośród 17 wielkopowierzchniowych sklepów skontrolowanych przez urzędy
skarbowe aż 12 wykazało w ubiegłym roku straty, i to mimo ogromnych obrotów,
które według danych z 2001 r. w największych placówkach handlowych sięgnęły
500 mln zł. Wprawdzie w dziedzinie sprzedaży wszystkie badane super- i
hipermarkety wykazywały zyski, ale na ich wynik finansowy ogromny wpływ
wywarły koszty uzyskania przychodu. Czasem były one tak wysokie, że niektóre
z obarczonych nimi spółek zaczęły deklarować "przejadanie" własnego kapitału.
Trudno się temu dziwić - trzeba bowiem mieć na względzie, że nie był to
pierwszy rok, w którym hiper- i supermarkety prowadziły w Polsce rzekomą
działalność "non profit". Również we wcześniejszych latach przytłaczająca
większość z nich wykazywała straty bilansowe i w związku z tym nie płaciła
budżetowi ani grosza podatku dochodowego. Ta kuriozalna sytuacja budzi
uzasadnione podejrzenie, że mamy do czynienia z procederem wyprowadzania
zysków z handlu wielkopowierzchniowego do zagranicznych spółek, powiązanych z
hipermarketami kapitałowo lub personalnie. Możliwość taką stwarza mechanizm
wzajemnych rozliczeń.
Co składa się na owe koszty obciążające bilans spółki, które stawiają pod
znakiem zapytania opłacalność działalności handlowej w Polsce?
Oprócz tzw. kosztów stałych (wynagrodzenia, amortyzacja, energia, czynsze)
firmy wydawały pieniądze przede wszystkim na reklamę i marketing, spłatę
zaciągniętych długów i średniookresowych kredytów, usługi doradcze,
konsultingowe i menedżerskie.
Kontrola skarbowa, uruchomiona na podstawie uchwały Sejmu z 5 lipca ubiegłego
roku, miała za zadanie szczególnie dokładnie zbadać transakcje zawierane
przez sieci handlowe z podmiotami powiązanymi, tj. spółkami krajowymi lub
zagranicznymi, które są z nimi związane kapitałowo, osobowo lub gospodarczo.
W toku kontroli ustalono, że wszystkie super- i hipermarkety miały w badanym
okresie wysokie obroty, stosowały marże handlowe na poziomie od 15,5 do ponad
40 proc. i osiągały zyski ze sprzedaży. Mimo to tylko 5 z 17 skontrolowanych
firm wykazało niewielki zysk brutto, reszta włożyła zysk z działalności
handlowej w koszty lub rozliczyła go przy pomocy niedoboru w towarze
(powołując się na kradzież towaru, zniszczenie, zepsucie) lub przez wykazanie
innych strat.
Kontrolerzy skarbowi skorygowali rzekome straty w kontrolowanych firmach na
kwotę 14,6 mln zł, naliczyli dodatkowe: ok. 1,5 mln zł podatku dochodowego
oraz ok. 1 mln zł z tytułu niezapłaconego podatku VAT (w niektórych marketach
stosowano niższe od wymaganych stawki tego podatku). Odzyskane przez budżet
pieniądze są jednak kroplą w morzu, jeśli zestawić je z wartością obrotów w
hipermarketach.
Do skontrolowania skarbówka wybrała 17 spółek zajmujących się handlem na
terenie jedenastu województw. Ich dobór budzi pewne zdziwienie: pominięto
większość najpopularniejszych ogólnopolskich sieci handlowych na rzecz
kontroli w spółkach operujących na rynku lokalnym. Niemniej jednak wszystkie
miały powiązania z innymi podmiotami w kraju i za granicą, z którymi
zawierały różnorodne transakcje.
Czego dotyczyły te "interesy we własnym gronie"? Niektóre centra handlowe
wynajmowały od firm powiązanych powierzchnię handlową, inne kupowały towary,
zaciągały pożyczki, płaciły im też za usługi doradcze, marketingowe,
szkoleniowe, często nawet nieudokumentowane. Niestety, kontrolerom skarbowym
w większości wypadków nie udało się ustalić, czy w transakcjach między
powiązanymi firmami prawidłowo naliczano ceny, czy też były one zawyżane lub
zaniżane. To ostatnie wskazywałoby na transfer zysków z handlu do innych
podmiotów, często zagranicznych. Służby kontrolne podległe ministrowi
finansów w zderzeniu z "kreatywną księgowością" kontrolowanych spółek okazały
się jednak bezradne. "Dokonanie oceny czy świadczenia między podmiotami
powiązanymi na warunkach (...) odbiegających od ogólnie stosowanych norm w
czasie i miejscu świadczenia uniemożliwiał rodzaj prowadzonej działalności" -
napisał minister gospodarki, pracy i polityki społecznej Jerzy Hausner w
materiale informacyjnym dla posłów, przesłanym do marszałka Sejmu Marka
Borowskiego. Opinię tę oparł na sprawozdaniu pokontrolnym głównego inspektora
kontroli skarbowej. W szczególności kontrolerzy nie znaleźli podstaw do
wdrożenia procedury szacowania zysków danej firmy przez służby skarbowe.
W Polsce funkcjonuje obecnie ok. 1,8 tys. supermarketów, tj. obiektów o
powierzchni od 400 do 2499 metrów kwadratowych. Sklepy, których powierzchnia
sprzedaży wynosi 2,5 tys. m kw. lub więcej, zyskały miano hipermarketów. Tych
mamy w kraju ok. 200. Finansowa analiza ich działalności sugeruje, iż
większość działa w Polsce na zasadach "non profit", a więc bez zysku. Mimo to
wciąż powstają kolejne handlowe giganty.
Małgorzata Goss
Jak długo można to tolerować?
Od lat mówi się o mechanizmie transferowania zysków za granicę przez wielkie
sieci handlowe i inne firmy kontrolowane przez zagraniczny kapitał. Jest na
to kilka prostych sposobów, np. opłacanie wysokiego czynszu na rzecz spółki
powiązanej, stosowanie we wzajemnych rozliczeniach "cen transferowych"
zawyżonych w imporcie i zaniżonych w eksporcie, wzajemne kredytowanie,
zawieranie fikcyjnych umów konsultingowych, opłacanie zbędnych szkoleń i
innych usług. Proceder ten jest trudny do udowodnienia wobec powszechnie
przyjętej zasady swobody umów, toteż jak dotąd żaden minister finansów, na
czele z "oszczędnym" Leszkiem Balcerowiczem, nie potrafił temu zaradzić.
Ukrócenie tych praktyk obiecał także w swoim exposé Leszek Miller, ale i w
tym wypadku efektów jak nie było, tak nie ma. W rezultacie cała Europa robi
interesy na polskim rynku, a Polska nic z tego nie ma.
Może trzeba dla celów podatkowych wprowadzić na pewne dobra i usługi
taryfikatory do celów podatkowych, tak jak np. przy naliczaniu podatku od
kupna samochodu? Może powrócić w jakiejś formie do podatku obrotowego lub też
wprowadzić audyt na koszt podatnika w spółkach, które od lat działają na
rynku, nie płacąc podatków?
W każdym razie problem musi być rozwiązany systemowo.
Nie chodzi przecież o to, aby podczas doraźnej kontroli odzyskać dla budżetu
kilka milionów złotych, lecz o to, aby ukrócić proceder wyprowadzania z kraju
miliardów.
Budżet pod kreską, urzędy skarbowe wyciskają podatki z drobnych
przedsiębiorców, pracowników najemnych i emerytów, a beneficjenci globalnej
gospodarki pozostają nietykalni. Jak długo można to tolerować? A może
korupcja wniknęła już tak głęboko w sfery władzy, że na polityków nie ma co
liczyć?
Małgorzata Goss
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20030723&id=po01.txt