Gość: ,
IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net
25.12.03, 21:21
He he he. Czytajcie. To jest bardzo przyjemny artykul. Jakze inny od tego
finansowo gospodarczego belkotu. To powinno byc tu a nie w dziale nauka.
Nauka przeciez czemus sluzy, nie? Pozdrawiam.
http://www1.gazeta.pl/nauka/1093892,42547,1599732.html?as=3&ias=3
"Nawet o tym nie wiemy - jesteśmy ptasią potęgą Europy. Ale po wejściu do
Unii możemy szybko stracić nasze skowronki i czajki. A wszystko przez
bezpośrednie dotacje dla rolników
Nie, błagam, nie, tylko nie to! - krzyczał pan Hawkings, wymachując rękami. -
Z tymi pieniędzmi z Unii róbcie, co wam się podoba. Kupcie sobie samochody
albo wydajcie na kulturę, ale na Boga, nie przeznaczajcie ich na bezpośrednie
dotacje do rolnictwa!
Jeszcze chwilę wcześniej pan Hawkings (po polsku Jastrzębski) zachowywał się
jak przykładny Anglik, co to nawet gdy mówi o katastrofie albo o wojnie, minę
ma taką, jakby rozmawiał o popołudniowej herbatce.
Wraz z kolegami, którzy przylecieli na "Ptasi Festiwal" (coroczna wędrówka po
ptasich rajach naszego kraju: Puszczy Białowieskiej i Bagnach Biebrzańskich),
piekł kiełbaski, popijał piwo i opowiadał o spełnionym marzeniu wielu
europejskich obserwatorów ptaków. Tuż przy wejściu do Białowieskiego Parku
Narodowego zobaczył puszczyka mszarnego. Sowę, co ma głowę wielką jak
człowiek, a rozpiętość skrzydeł do niemal dwóch metrów. To wielkie bydlę lata
po lesie bezszelestnie niczym duch i, co ciekawe, siada bardzo nisko i nie
boi się człowieka.
Zwykle, żeby coś takiego zobaczyć, trzeba przedzierać się przez skandynawską
tajgę. Pan Hawkings jednak opowiadał o tym półsłówkami, skupiając się na
swojej kiełbasce. I dopiero moje pytanie o unijną politykę rolną zmieniło
zimnego jak ryba Anglika w gorącokrwistego Włocha z Południa:
- Ratujcie swoje wróble mazurki, ortolany, skowronki, czajki! Bo w
piętnastogwiazdkowej Unii już po ptakach!
Co ma skowronek do wołowiny
Żeby wyjaśnić, co tak wstrząsnęło panem Hawkingsem, trzeba się cofnąć do
okresu zwanego rewolucją neolityczną.
Jakieś 10 tys. lat temu na Bliskim Wschodzie człowiek stwierdził, że znacznie
łatwiej będzie mu się żyło, gdy zamiast uganiać się za zwierzyną i łazić
coraz dalej w poszukiwaniu pożywnych roślin, będzie jedno i drugie hodował na
miejscu.
Bycie rolnikiem bardzo spodobało się człowiekowi i ten sposób na życie bardzo
szybko podbił całą Eurazję. Zagospodarowywano pod uprawy żyzne doliny rzek i
stepy. Żyli tam przodkowie dzisiejszych czajek, ortolanów, derkaczy,
mazurków, skowronków, bocianów i cierniówek. Ptaki nie miały wielkiego
wyboru: albo się przystosują, albo zginą. - No więc dokonały wyboru i
związały się z rolnictwem - wyjaśnia dr Przemysław Chylarecki z Muzeum
Instytutu Zoologii PAN w Warszawie, a po pracy prezes Ogólnopolskiego
Towarzystwa Ochrony Ptaków.
Do połowy XX wieku tereny rolnicze zajmowały połowę powierzchni całej Europy,
a większa część ptaków, o których mówimy, stała się pospolita. Idylla trwała
do 1957 roku. Wtedy to Niemcy, Francja, Włochy i kraje Beneluksu popisały
traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską. Europa pamiętała jeszcze głód
wojenny i z pierwszych lat po wojnie. To się nie powtórzy - postanowiono.
Taniej żywności ma być w bród. Traktat przewiduje dopłaty do produkcji w
ramach tzw. Wspólnej Polityki Rolnej - do każdej tony zboża lub kilograma
wołowiny rolnicy mają dostawać subsydia.
W 1973 roku do Wspólnoty przystąpiła Wielka Brytania, gdzie wielbicieli
ptaków już wtedy było całe mnóstwo. Pan Hawkings dokładnie pamięta początek
lat 70. Wychodził na pola z lornetką i z wielką przyjemnością przyglądał się
skowronkom, czajkom i cierniówkom. Czasami udało mu się usłyszeć derkacza. -
To były piękne czasy - łza kręci się w oku pana Hawkingsa.
- Brytyjczycy zaczęli liczyć ptaki pospolite już od wczesnych lat 70. Oni
pierwsi poczuli, że coś złego się święci, i zaczęli się przyglądać gatunkom
uznawanym za pospolite - mówi dr Chylarecki.
To nie gosposia Beethovena
W 1818 roku mieszkający w Wiedniu Ludwig van Beethoven kompletnie ogłuchł.
Wcześniej jednak ucho genialnego kompozytora łowiło każdy dźwięk. Być może w
czasie wycieczek za miasto Beethoven zapamiętał głos małego ptaszka o szarej
główce i cynamonowym upierzeniu. Raczej go nie widział, bo ptaszek zakłada
gniazdo na ziemi wśród gęstych roślin, a śpiewa tuż pod szczytami wysokich
drzew. Pierwsze nuty śpiewu ptaszka utkwiły Beethovenowi w głowie, bo gdy
ornitolodzy słuchają dziś V Symfonii napisanej w 1802 roku, nie mają
wątpliwości, że rozpoczyna ją pieśń godowa samca ortolana. Teorię mówiącą o
tym, że początek to śmiech gosposi wielkiego kompozytora, ornitolodzy
odrzucają; pieśń ortolana bardziej odpowiada tym nutom niż jakiś tam śmiech.
- Za czasów Beethovena na pewno łatwo było usłyszeć tego ptaka w większości
krajów Europy - mówi dr Chylarecki. - Ale gdyby Beethoven żył w Niemczech w
drugiej połowie XX wieku, V Symfonia zaczynałaby się inaczej.
Ortolan w Niemczech i większości krajów Europy Zachodniej zagrożony jest
wyginięciem. Szansę zapoczątkowania V Symfonii śpiewem ortolana Beethoven
miałby za to w Polsce. Wynika to z monitoringu pospolitych ptaków lęgowych
prowadzonego od 2000 roku przez Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków: co
trzeci europejski ortolan mieszka w Polsce!
Kitu-ciach i po cierniówce
- A tam, na suchym świerku, jest gniazdko dzierzby gąsiorka - wskazuję
Peterowi drzewko za naszą stodołą. Gąsiorki zna chyba każdy Polak, choć może
akurat nie wie, że gąsiorek to właśnie gąsiorek. Najczęściej widzimy samce,
które siedzą na drutach i wpatrują się w dół. Jak gąsiorek zobaczy owada,
atakuje go i niesie samicy lub pisklętom albo nabija na jakiś kolec na
krzewie.
- Żartujesz? - Peter, młody holenderski ornitolog, nie dowierza. Dopiero gdy
pokazuję mu palcem gniazdko, a w nim pięć łysych pisklaków, na jego twarzy
pojawia się zachwyt. Żeby zobaczyć w Holandii dzierzbę gąsiorka, trzeba się
nieźle nabiegać. Mieszka tam nie więcej jak 200 par tych ptaków. - A w
Wielkiej Brytanii już nawet nie ma co szukać gąsiorków. Ostatni raz widziano
ich rodzinę w latach 90. Tymczasem, jak wynika z naszego monitoringu, liczba
par w Polsce oceniana jest na 200- -300 tys. To 1500 razy więcej niż w
Holandii.
To, co u nas pospolite, za naszą zachodnią granicą może być już rzadkie, a
nawet wymierające. Tak jest z kuzynem ortolana - potrzeszczem, który lubi
śpiewać (trzeszcząco), siedząc na drutach telefonicznych. W Niemczech jest go
ośmiokrotnie mniej niż w Polsce, choć powierzchnia tego kraju jest o 14 proc.
większa od naszego. Przy zarośniętych miedzach i rowach, w pobliżu upraw
rzepaku lub zbóż można usłyszeć cierniówkę - maleńką pokrzewkę. Ornitolodzy
mówią, że najlepsza transkrypcja śpiewu tego ptaka to "pic-w-dupę--kitu-
ciach". U nas liczebność cierniówek ocenia się na 1,2 do 2 mln par. W
Niemczech jest ich między 200-500 tys. par, czyli przynajmniej trzy razy
mniej.
ŹRÓDŁO:
- Może trudno w to uwierzyć, ale najnowsze wydanie brytyjskiej Czerwonej
Listy Ginących Gatunków Ptaków z 2002 roku wymienia skowronka i trznadla - ze
smutkiem stwierdza dr Chylarecki. - W ciągu 25 lat ich liczba spadła tam o
połowę. Komu u nas przyjdzie do głowy, że skowronkowi może coś zagrozić?
Ginie mazurek, śmieszny wróbelek, u którego samiec i samica wyglądają tak
samo i mają czarną kropę na policzku. Przez całe życie trzymają się w parach.
Żeby zobaczyć mazurka, muszę wyjrzeć przez okno. Na pewno się jakiś gdzieś
kręci. A pan Hawkings na zobaczenie mazurka nie ma prawie szans, bo populacja
mazurków w Wielkiej Brytanii to zaledwie 5 proc. tego, co żyło tam jeszcze
pod koniec lat 60.
- I to przez Wspólną Politykę Rolną - rzuca z obrzydzeniem pan Hawkings.
Peter, który nie jest żadnym brytyjskim eurosceptykiem, tylko młodym
Holendrem o dość liberalnych poglądach, również nie ma kłopot