lola211
23.09.10, 14:19
Wczoraj byłam świadkiem potracenia sredniej wielkosci psa przez kierowce - na wiejskiej drodze tuz przy zabudowaniach.Gosc sie nawet nie zatrzymał.Psina po 2 min. przestala dawac znaki zycia.Wraz z mama zaraz po tym zdarzeniu, gdy jeszcze oddychał,zaczelysmy wołac wlasciciela, nie mialysmy przy sobie nic , zadnego recznika, koca, przy pomocy którego mogłybysmy psa przeniesc- dotykanie zas nieznanego zwierzaka to raczej ryzyko -wokoł stali wlasciciele 3 posesji, gapie z załozonymi rekoma-dopiero po 3 min zjawila sie kobieta, od razu z łopata(nie widziala tego zdarzenia, dziwne ze od razu zalozyla iz ta lopata bedzie potrzebna).Pies zdychal na drodze, my dwie stałysmy przy nim, co chwila jechaly inne auta.Gdyby przezyl, w kazdej chwili moglby go przejechac inny samochod.
Co robic w takich przypadkach? Gdyby pies przezył, to watpie by wlasciciel gnal z nim do weta, jakos reakcje i postawa tych ludzi na to nie wskazywaly.Zabrac samemu? Do miasta wloklam sie 1,5 godz w korkach, bo droga remontowana.
Do dzis nie moge sie otrzasnac,przed oczami mam tę psine.Obojetnosc sprawcy wypadku, obojetnosc wlascicielki i to biedne zwierze..
I jeszcze slowa tej kobiety- "zabraniaja psy trzymac na łancuchu, no to wlasnie tak sie to konczy..".