Dodaj do ulubionych

Potracone zwierzę

23.09.10, 14:19
Wczoraj byłam świadkiem potracenia sredniej wielkosci psa przez kierowce - na wiejskiej drodze tuz przy zabudowaniach.Gosc sie nawet nie zatrzymał.Psina po 2 min. przestala dawac znaki zycia.Wraz z mama zaraz po tym zdarzeniu, gdy jeszcze oddychał,zaczelysmy wołac wlasciciela, nie mialysmy przy sobie nic , zadnego recznika, koca, przy pomocy którego mogłybysmy psa przeniesc- dotykanie zas nieznanego zwierzaka to raczej ryzyko -wokoł stali wlasciciele 3 posesji, gapie z załozonymi rekoma-dopiero po 3 min zjawila sie kobieta, od razu z łopata(nie widziala tego zdarzenia, dziwne ze od razu zalozyla iz ta lopata bedzie potrzebna).Pies zdychal na drodze, my dwie stałysmy przy nim, co chwila jechaly inne auta.Gdyby przezyl, w kazdej chwili moglby go przejechac inny samochod.

Co robic w takich przypadkach? Gdyby pies przezył, to watpie by wlasciciel gnal z nim do weta, jakos reakcje i postawa tych ludzi na to nie wskazywaly.Zabrac samemu? Do miasta wloklam sie 1,5 godz w korkach, bo droga remontowana.
Do dzis nie moge sie otrzasnac,przed oczami mam tę psine.Obojetnosc sprawcy wypadku, obojetnosc wlascicielki i to biedne zwierze..
I jeszcze slowa tej kobiety- "zabraniaja psy trzymac na łancuchu, no to wlasnie tak sie to konczy..".
Obserwuj wątek
    • kratkawpaski Re: Potracone zwierzę 23.09.10, 22:31
      Z mojego doświadczenia (sama tak zrobiłam parę lat temu, kiedy jadący przede mną samochód potrącił psa i radośnie pojechał dalej...) - zabrać psa do najbliższej lecznicy, jeśli tylko masz taką możliwość. Jeśli wypadek zdarzył się na "wiejskiej drodze", raczej bym nie liczyła na to, że znajdzie się właściciel. A nawet jeśli się znajdzie, to zazwyczaj ostatnią rzeczą, której by chciał, jest ponoszenie kosztów ewentualnego leczenia psa. Z drogami mniej wiejskimi jest niestety bardzo podobnie...

      Najbliższy wet psa z licznymi urazami zapewne uśpi, bo kosztów leczenia raczej nikt mu nie zwróci. Ale czy to nie lepsze niż długie męczarnie na poboczu drogi...?
      Pies, którego wtedy znalazłam miał ogromne szczęście, bo wspólnie z moim kolegą byliśmy w stanie sfinansować jego leczenie. Ostatecznie znalazł normalny dom. Ale nie wszystkim zwierzakom można pomóc w ten sposób, choćby ze względów finansowych. Jeżeli więc czeka ich śmierć, to nie niech to przynajmniej będzie śmierć w miarę humanitarna i jak najszybsza. A to możemy zapewnić praktycznie „bezkosztowo” dla siebie.


    • athena_z Re: Potracone zwierzę 24.09.10, 00:21
      Okropne, ale to są jeszcze realia jakie obowiązują w Polsce...
      I okrucieństwo najtrudniej tu zrozumieć... Zazdroszczę klinik na zachodzie... Ktoś zapewne zripostuje to, że jest wiele potrzebniejszych rzeczy, kliniki i pomoc dzieciom etc.
      I też będzie miał rację, niemniej jednak ubolewam nad tym, że nie można tego wszystkiego jakoś pogodzić...
      Zwierzęta są tak ważne w naszej egzystencji, a nie potrafimy zapewnić im bytu, opieki, czy pomocy... B. ciężko mi pojąć tę dysproporcję miłości i zależności.
      Kiedyś znalazłam małą wycieńczoną sarenkę w okolicy Wrocławia... i uwierzcie, że nie znalazłam nikogo, kto przyjął by wycieńczone zwierze... Żadnej pomocy ani od Policji, ani od lecznic weterynaryjnych, ani od pogotowia dla zwierząt... absurdalne, ale prawdziwe.
      Do tego stopnia, że usłyszałam w słuchawce telefonu, że jak chcę pomóc, to żebym zabrała zwierze do domu.... Sęk w tym, że mieszkam w bloku na IV p... więc tragikomiczna propozycja...
      Na całe szczęście znaleźli się jacyś przejezdni panowie budowlańcy z busem i zabrali bidulę, odkarmili i przeżyła... Czy wypuścili, czy zjedli to już nie wiem... ale pomogli.
      Amen
    • blue.berry Re: Potracone zwierzę 24.09.10, 09:40
      ciężko dać jedną poradę co robić w takich sytuacjach bo wszystko zależy od miejsca, czasu, możliwości.

      w moim przypadku (jadąc przez mała miejscowość byliśmy świadkami jak na naszych oczach samochód rozjechał pieska) ja zostałam z psiakiem przy chodniku (za pomocą ręcznika udało nam się psa przenieść z ulicy na chodnik) a mój TZ pojechał szukać lokalnego weterynarza (w samochodzie był nasz osobisty wielki pies). weterynarza przywlókł na miejsce siłą (i chyba jakas groźbą uszkodzenia ciała) - w międzyczasie pies mnie ugryzł i pojawiła się pomocna policja, więc weterynarz nie miał wyjścia - musiał psu pomocy udzielić i zabrać go do siebie (obserwacja w kierunku wścieklizny). niestety piesek nie przeżył ale przynajmniej dostał środki przeciwbołowe i nie musiał umierać na ulicy.
      znam ludzi którzy po prostu zgarniają psa do samochodu i wiozą go do lecznicy ale tutaj naprawdę trzeba mieć wielkie samozaparcie w sobie, odwagę, wiedzę jak postępować i świadomość że to my właśnie będziemy ponosić koszty leczenia tego psa.
      można też właśnie próbować znieść psa na pobocze - jedna osoba z nim zostaje, druga szuka najbliższego weterynarza. można próbować problemem zainteresować straż miejską lub policję (marne szanse na pomoc mimo ze ustawa o ochronie zwierząt nakłada taki obowiązek i na nas i na dane instytucje)

      niestety w necie nie ma nic mądrego na ten temat, ot parę porad ale bardziej w kwestii samego postępowania ze zwierzęciem a nie tego co dalej.
      www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090303/PUPILE33/941429575
      www.psy24.pl/1814-Pomoc-po-wypadku-samochodowym.html
      www.kobieta.pl/styl-zycia/hobby/zobacz/artykul/jak-ratowac-psa-potraconego-przez-samochod/
      www.pieskiswiat.fora.pl/weterynaria,46/w-razie-wypadku,2174.html
      • lola211 Re: Potracone zwierzę 24.09.10, 16:01
        Szczerze napisze, ze chyba dobrze sie stalo, ze piesek szybko zakonczyl zycie.Bo pozostaloby mi albo go zabrac i z ciezkimi obrazeniami wiezc go ok. 1,5 godz do najblizszej lecznicy(tyle trwala jazda do miasta) albo zostawic na pastwe wlasciciela, ktory by go moze i ta lopata dobił.
        Przez te kilka chwil zanim piesek padł goraczkowo myslalam, co z nim zrobic, jak to zorganizowac.To naprawde trudna decyzja.
    • leesha Re: Potracone zwierzę 24.09.10, 21:07
      Śmiejcie się lub nie, ale ja większość dłuższych tras przebywam z zamkniętymi oczami, bądź ze spuszczonym wzrokiem utkwionym np. w książce i pohukuję na męża, aby jechał wolniej. Właśnie w obawie przed potrąceniem, bądź widokiem potrąconego zwierzęcia. Zdarzyło mi się niestety widzieć takie zwierzęta i wstydzę się przyznać, ale nigdy się nie zatrzymaliśmy, aby stwierdzić czy zwierzę żyje i potrzebuje pomocy. Boję się tego co mogłabym zobaczyć, widoku cierpienia. To jest dla mnie ogromnie trudne, nie umiem zareagować.
      Trzeba mieć ogromną odwagę, podziwiam Was.
    • semi-dolce Re: Potracone zwierzę 25.09.10, 21:43
      Nie wiem, co robić w takich sytuacjach. Ja wsadzam w samochód i jadę do weterynarza.
      • lola211 Re: Potracone zwierzę 26.09.10, 13:27
        Gołymi rekami zbierasz z trasy? A co mowisz wlascicielowi?
        • deodyma Re: Potracone zwierzę 26.09.10, 16:09
          wiesz, jak wlasciciel puszcza samopas psa to powinien chyba liczyc sie z tym, co predzej czy pozniej cos sie stanie, wiec ja bym chyba nic nie mowila...
          nie sadze tez, zeby ktos taki przejal sie losem zwierzaka.
          dla niego klopot z glowy i juz.
        • semi-dolce Re: Potracone zwierzę 26.09.10, 16:51
          Ano gołymi rękami, do bagaznika (mam wana albo kombi) i do weta. Czasem mam w samochodzie koc - ułatwia przeniesienie, a gdy nie ma koca przenieśc mozna na własnej lub należacej do kogos z gapiów kurtce, bluzie czy koszulce.

          A włascicielem interesuję sie dopiero wówczas, gdy zwierze jest bezpieczne u weta lub juz nie zyje. W momencie zbierania psa z jezdni nie interesuje mnie własciciel a tenze pies.
    • deodyma Re: Potracone zwierzę 26.09.10, 09:31
      jezu, ale prymitywy...
      szok!
      gdyby taki pies przezyl, zabralabym go do weta i skontaktowala sie z TOZ albo organizacja, ktora sie zwierzakami zajmuje.
      na wlasciciela chyba w tym wypadku nie byloby sensu liczyc, poniewaz na wsiach czesto i gesto trzyma sie zwierzaki tylko dlatego, ze w jakis tam sposob sa uzyteczne, traktuje sie je przedmiotowo.
      zreszta sama napisalas, ze jakas babka przyszla z lopata, wiec wniosek nasuwa sie tylko jeden...
      • lola211 Re: Potracone zwierzę 26.09.10, 13:29
        Ale czy 1,5 godz podroz do weta zwierzecia ciezko poszkodowanego da szanse w ogole na jego uratowanie?
        • deodyma Re: Potracone zwierzę 26.09.10, 16:07
          kurcze, zalezy duzo od tego w jakim ten zwierzak jest stanie.
          ja bym chyba zabrala tego psa mimo wszystko, bobalabym sie, ze jak pojade i zostawie go wsrod tych prymitowow na tej wsi, dobija go lopata.
          po takich wszystkiego mozna sie spodziewac.
          w naszym miasteczku w styczniu powstala organizacja OTOZ ANIMALS i to, co czytam czasami na ich stronach na stronie INTERWENCJE, gdzie pisza, jak w okolicznych wsiach traktuje sie psy, wlos staje deba.
          a w poblizu nie bylo zadnej wiekszej miejscowosci? jakiegos misateczka, gdzie jest lecznica dla zwierzat?
          • lola211 Re: Potracone zwierzę 26.09.10, 21:12
            Byla niedziela, okolicy nie znam.Normalnie do siebie jechalabym z pol godz, ale przez remont drog non stop stalam w korkach.Znalezienie lecznicy w terenie, ktorego nie znam, zajeloby mnostwo czasu, a i tak nie wiadomo czy w ogole wet w niedziele bedzie na takich wioskach.

            Co do organizacji prozwierzecych- podaje im na tacy takiego jednego zwyrodnialca, przyjezdzaja po kilku dniach, robia wywiad(swiadkowie klamia, bo to ten sam sort bezdusznych ludzi) i na tym sprawa sie zamyka.Dzis pobije łopata swinie, a za 3 dni wszystko pieknie posprzatane, swinia zas sam sie uszkodzila.Oni to łykaja.
            • deodyma Re: Potracone zwierzę 26.09.10, 21:38
              u nas na szczescie organizacje reaguja w miare szybko i ci, ktorzy znecaja sie nad zwierzetami, maja sprawy w sadzie, ktore koncza sie karami.
              kary moze wielkie nie sa, ale to juz jest cos.
              swoja droga to nawet na takich wioskach powinien byc wet, ktory gdy trzeba, przyjezdza o kazdej godzinie.
              u nas tak jest, gdzie wet podaja swoj num kom calodobowy czy cos takiego...
              watpie jednak, zeby ci ludzie z wioski nawet szczepili swoje zwierzaki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka