Dodaj do ulubionych

toksoplazmoza

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.04, 13:19
sporo juz bylo tu na temat toksoplazmozy, takze w wątku o - zastanawiam sie
nad kupnem kota
ale byłabym wdzięczna za informację
jezeli osoba chorowała juz ma przeciwciała i wtedy nie grozi jej zarazenie
tym, prawda?
jezeli zas nie chorowala - to co ma robic np. podczas ciązy? oczywiscie
uwazac zeby sie nie zarazic, ok , no ale co sie stanie jezeli np. sie zarazi,
co wtedy? slyszalam ze nalezy brac jakies tabletki ktore spowodują ochronę
płodu, co na ten temat wiecie???

czy powinnam przepadac swojego kota pod kątem toksplazmozy? mam dwa, od
malego, nie wychodza, nie jedza surowego miesa, jezeli sa nosicielami to nic
sie nie da zrobic, ale slyszalam tez ze kot tez choruje na to tylko raz

dzięki za odpowiedź
Obserwuj wątek
    • Gość: Fenol Re: toksoplazmoza IP: 80.48.19.* 08.04.04, 17:30
      Koty zarażają tylko do 3 miesiąca życia kota i w tedy jest to rzeczywiście
      niebezpieczne.Po tem zero przejmowania bo wydalają oocysty nie zakażne-
      Informacja na 100% pewna
      • Gość: marta@ Re: toksoplazmoza IP: *.pronet.lublin.pl / *.pronet.lublin.pl 08.04.04, 19:00
        a moge wiedziec skad te 100% ?

        z mojego pewnego zrodla - lekarza ginekologa-poloznika: toksoplazmoza jest
        niebezpieczna dla kobiet w ciazy, a wlasciwie dla ich plodu i to bardzo, grozi
        jego uszkodzeniem lub nawet poronieniem, a nosicielami moga byc koty nawet
        starsze niz 3 miesieczne... wolalabym sie na sobie nie przekonac kto ma wicej
        racji :)

        pozdrawiam,
        marta@
        • neeki Re: toksoplazmoza 08.04.04, 22:54
          sa lekarze i taborety. jak sobie ktorys cos ubzdura to mu trudno to z glowy
          wybic. ja znam ginekologa ktory uparcie twierdzi ze tampony sa niebezpieczne
          dla zycia i takie tam. przesadnie bym lekarzom nie ufala bo kazdy z nich ma
          swoje widzimisie. znam duzo kobiet majacych koty i zdrowe dzieci.
          • mysiam1 Re: toksoplazmoza 11.04.04, 23:31
            neeki napisała:

            > sa lekarze i taborety. jak sobie ktorys cos ubzdura to mu trudno to z glowy
            > wybic. ja znam ginekologa ktory uparcie twierdzi ze tampony sa niebezpieczne
            > dla zycia i takie tam. przesadnie bym lekarzom nie ufala bo kazdy z nich ma
            > swoje widzimisie. znam duzo kobiet majacych koty i zdrowe dzieci.

            Neeki, czy uważasz, że lekarz przestrzegający przed toksoplazmozą jako
            niebezpieczną dla płodu jest taboretem? A np. przed różyczką? Oczywiście
            bzdurą jest wyrzucanie kota z domu, gdy tylko zajdzie się w ciążę, ale tak, jak
            każda kobeta planująca ciążę powinna albo zaszczepić się na różyczkę, albo
            sprawdzić, czy już ją przechodziła, tak jeśli ma w domu kota, powinna
            sprawdzić, czy jest odporna na toksoplazmozę.
            A tampony mogą być niebezpieczne dla życia - słyszałaś o wstrząsie toksycznym?
            Zdarza się rzadko, ale jednak... Poza tym tampony wymyślono dla wygody i tak
            naprawdę za mało czasu minęło, żeby ocenić, jaki wpływ ma ich używanie na
            zdrowie kobiety, ale to nie jest temat na to forum ;-)
            M.
            • neeki Re: toksoplazmoza 15.04.04, 22:46
              chodzi o lekarzy i ludzi siejacych panike. kobieta w ciazy nie jest inkubatorem
              i musi normalnie zyc.
    • Gość: lw Re: toksoplazmoza IP: *.crowley.pl 08.04.04, 20:41
      tylko u kota powstają tzw.oocysty,tzn.dochodzi do rozmnażania płciowego i
      powstania przetrwalników-w jelicie,koty mogą też zachorować-tzn.dorosłe formy
      tego pasożyta-trofozoity-są jak u innych gatunków ssaków roznoszone po
      organizmie i osiadają np.w mięśniach.Oocysty aby stały się zakaźne muszą przejść
      sporulację-48 godzin-niby sprzątanie kuwety szybko może zmniejszyć ryzyko to
      jednak zawsze gdzieś resztki kału zostaną na łapkach,sierści.Ale rzeczywiście
      choroba rozwija się tylko u słabych kotów-młodych albo chorych,nie każdy kot też
      musiał być zarażony(też może być "ujemny"jak człowiek),jeśli się rozwinie to
      cysty są wydalane tylko przez 2-4 tygodnie,a potem podobnie jak u tylko
      zakażonego ale odpornego kota może dojsć do pozostania cyst z tachyzoitów,takie
      przetrwałe,nie dzielące się to już nazwano bradyzoitami, w mięśniach i czasem
      mogą się uaktywnić i znów zaczać namnażać w jelicie(przy silnym spadku
      odporności).Jednak trzeba pamiętać,że można zarazić się nie mając kota-oocysty z
      kału dużo słabszych,źle żywionych,zestresowanych bezdomnych kociaków-czyli
      skażona ziemia,brudne owoce.
      No i zostaje jeszcze mięso zwierząt rzeźnych i ptaków,które zjadły oocysty jakoś
      od kota(np.pasza zabrudzona ziemią,kałem kota)i mają cysty tkankowe-które są
      zakaźne i dla człowieka i dla kota(ponieważ nie bada się mięsa na obecność form
      Toxoplasma to z surowizną lepiej uważać,też z karmieniem kota-ludzcy lekarze
      nawet piszą o myciu rąk i stołu po obrabianiu surowego mięsa).Jeśli chodzi o
      leki podawane kobietom-to rzeczywiście podaję się konkretnie antybiotyki,które
      działają na pasożyty np.klindamycynę.Podobnie leczy się koty-jeśli chcesz wziąć
      kota to w laboratorium ludzkim a lepiej weterynaryjnym(popytaj na uczelniach)
      można zrobić i badanie IgM i IgG i ewentualnie kału,są też nowe metody szukania
      w przypadku choroby samych pierwotniaków np.metodą ELISA,nie wiem czy już u nas.
      Potem najlepiej nie dawać kotu surowizny i nie wypuszczać na dwór,piasek do
      kuwety nie z podwórka.Czytałam gdzieś na stronach amerykańskich
      parazytologicznych że jest możliwość wydalania bradyzoitów przez np.psy,które
      zjadły zakażone mięso z cystami tkankowymi-ale one giną szybciej niż
      oocysty,więc ewentualnie tylko świeży kał to problem.
      Acha no i u ludzi chorują albo osłabione osoby albo właśnie płód,który nie ma
      jeszcze sprawnie działającego układu odpornościowego,jeśli matka ma
      przeciwciała=jest odporna,przeszła bezobjawowo zakażenie lub przechorowała to
      powinny te przeciwciała zapobiec=wyłapać pasożyta zaraz po wniknięciu do
      organizmu,więc nie dojdzie do zakażenia płodu.Ale może się coś zdarzyć co obniży
      odporność-dlatego oznacza się poziom=ilość przeciwciał,można ocenić wtedy jak
      silna jest odporność.Jakoś nie mam pamięci do tych nazw poszczególnych form tego
      pasożyta w tkankach,tyle ich ma,ale na szczęście wystarczy mi ogólnawiedza
      kliniczna a nie parazytologiczno-badawcza.
      Jak chcesz poczytać coś więcej to wpisz w google Toxoplasma gondii,
      toksoplazmoza.Tu jest jedna stronka
      czytelnia.esculap.pl/nowa_pediatria/1999/05/10.html
    • Gość: miki Re: toksoplazmoza IP: *.icenter.pl 09.04.04, 08:33
      kiedyś rozmawiałam na ten temat z wetem, powiedział mi, ze przy zachowaniu
      podstawowych zasad higieny bardzo trudno zarazić się toksoplazmozą i wiesz co?
      myślę, że miał rację bo poza tym, że mam swoje trzy koty to od roku bardzo
      często jestem w schronisku, gdzie biorę na ręce różne koty, chodze też do
      izolatki, do tych, które sa w najgorszym stanie, niektórych nie udaje się
      uratować i jestem pewna, że nie raz musialam się zetknąć z kotami, które miały
      toksoplazmozę ale nie zaraziłam się
      wiem bo niedawno zrobiłam sobie badania na choroby odzwierzęce, szczerze mówiąc
      aż się zdziwiłam, że oba wyniki na tokso sa ujemne a więc wystarczyło, zachować
      zwykłą higienę, nie brać do buzi rąk zanim się nie umyje, nie jeść nic brudnymi
      rękami itp (ja mam nawyk, gdy wychodze ze schroniska porządnie się myję i
      chowam schroniskowe ciuchy by swoich kociaków nie narażać)
    • Gość: m.pw Re: toksoplazmoza IP: *.konstancin-jeziorna.sdi.tpnet.pl 11.04.04, 22:50
      Wklejam ciekawa wypowiedz Pana Kota. Panie Kocie wybacz!!!!



      • Re: Toksoplazmoza - wykrycie u kotki? IP: *.mech.pw.edu.pl
      Gość: kot 12.11.2003 17:30 odpowiedz na list


      Jeszcze to rozwinę. Mogłaś zarazić się od swojego kota, gdyby on wcześniej nie
      zetknął się z tą chorobą i niedawno zaraził się jedząc surowe mięso lub w inny
      sposób, np poprzez ptasie odchody. Chorujący kot wydziela z kałem cysty tego
      pasożyta, ale uaktywniają się one dopiero po trzech dniach leżenia, powiedzmy w
      kuwecie. Czyli musiałabyś być nie lada brudasem, żeby przez trzy dni nie
      czyścić kuwety, a potem jeszcze nie umyć rąk.
      Kot, który kiedyś przechorował tę chorobę jest na nią odporny i już nie zaraża.
      Wynika z tego, że prawdopodobieństwo zarażenia się od Twojego sześcioletnego
      kota jest bardzo nikłe, chociaż nie można tego wykluczyć. Z drugiej strony
      większość ludzi, tak samo jak większość kotów zetknęło się już kiedyś z tą
      chorobą, i to zwykle nie zarażając się od kotów. Tak czy inaczej, w momencie
      kiedy przechorujesz już tę chorobę jesteś całkowicie bezpieczna, Ty i Twoje
      przyszłe dzieci, którym mogłoby zaszkodzić, gdybyś przechorowywała ją w okresie
      ciąży. Mądrzy lekarze zwykle radzą przeprowadzić badanie przed planowaną ciążą.
      Jeśli kobieta nie zetknęła się jeszcze z tą chorobą, a ma kota, zbadać kota,
      który jest potencjalnie niebezpieczny, jeśli też jeszcze nie chorował. Wtedy
      przez okres ciąży kot nie może wychodzić z domu i nie powinno się mu dawać
      surowego mięsa, żeby to on się nie zaraził. Kobieta nie powinna też na wszelki
      wypadek sprzątać kuwety ani nie pracować w ogródku. Czasem żartem doradzają też
      wcześniej celowo zarazić się toksoplazmozą i przechorować, co wcale nie jest
      takie głupie.
      Głupi i niedouczeni lekarze radzą na wszelki wypadek wyrzucić kota.
      Pozdrawiam, Juliusz.
      • stara-a-naiwna Re: toksoplazmoza 02.08.13, 19:03
        żeby zarazić się toksoplazmozą do kota musiała byś sprzątać kuwetę z rozdrapaną krwawiącą raną (a dokładniej kocie gó... wsmarować sobie w tą ranę - a i to nie daje pewności zakażenia, bo kot wcale nie musi być nosicielem)

        jestem w ciąży i mam 2 koty - zdrowo rozsądkowe bezpieczeństwo zachowujemy - kuwetę sprząta facet + myje potem ręce, a ja dodatkowo przestałam koty całować + staram się myć ogólnie częściej ręce jak jestem w domu.
        Ginekolog mi powiedział, ze jeśli MUSZĘ posprzątać kuwetę to w rękawiczkach i to wystarczy.

        Toksoplazmozą samą w sobie łatwiej niż od kota zarazić się "grzebiąc w ziemi" (plewiąc, sadząc itp) bez rękawiczek - i nie chodzi tylko o obecność w ziemi kocich odchodów tylko ogólnie - ziemia sama w sobie zawiera bardzo dużą ilość wszelkiego ustrojstwa.

        A krojąc surowe mięso też się możesz zarazić (teoretycznie) ale jakoś nie wierzę, żeby w obecnym czasie - wariactwa na punkcie norm i jakości ISO gdzie wszystko jest wielokrotnie badane szansa była większa niż trafienie "5" w totka (nie kroję mięsa w rękawiczkach za to staram się tego nie robić wiedząc, że mam gdzieś ranę na ręce no i po całym krojeniu myję ręce i dokładnie deskę do krojenia)
    • Gość: mama Re: toksoplazmoza IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 11.04.04, 23:35
      Kota mają moi rodzice których dość często odwiedzam . Gdy zaszłam w ciążę
      postanowiłam zrobić badania na Toksoplazmozę . Oznacza się dwa miana o ile
      dobrze pamiętam IGM i IGG - nie są oznaczane tylko + lub - tylko podaje sie
      wartości przeciwciał. Na tej podstawie lekarz ocenia czy już się przebyło
      chorobę-bez znaczenia dla ciąży , czy też jest się w trakcie choroby (zarażenie
      mogło nastąpić nawet rok wcześniej) U mnie wspólczynniki wskazywały że jestem w
      trakcie choroby ale już pod sam jej koniec. Lekarz ginekolog rozważył czy
      lepiej podawać antybiotyk - który też zagraża dziecku , czy też być pozytywnej
      myśli - i uznać że toksoplazmoza jest już przebyta.(Przy dużych deformacjach
      płodu następuje samoistne poronienie ). Lekarz nie podawał mi antybiotyku do
      końca trzeciego miesiąca. Często miałam oznaczane CRP- stan zapalny w
      organizmie - żeby kontrolować czy się coś złego nie dzieje. Rok temu urodziłam
      zdrową córeczkę!!
      Mam nadzieję że trochę naświetliłam Ci temat samej ciąży.Jestem zdania że jeśli
      masz kota musisz się liczyć z zachorowaniem. Według mnie czym prędzej tym
      lepiej.Pozdrawiam Ania
    • jul-kot Re: toksoplazmoza 13.04.04, 13:41
      Witam!
      Do m.pw - nie mam czego wybaczać, odwrotnie, dziękuję za cytat.
      Uważam, że toksoplazmozy nie powinno się lekceważyć, ale trzeba do tego
      podchodzić rozsądnie, czyli zrobić badania, o których była mowa.
      Chciałbym tylko dodać, że według badań niemieckich około 90 procent tamtejszej
      populacji kotów już przechorowało toksoplazmozę, a ludzi nawet większy procent,
      i to zwykle nie zarażając się bezpośrednio od kotów ( surowe mięso - tatar lub
      niedosmażone, ptasie odchody unoszone z wiatrem , ziemia - np. prace w
      ogródku ). Z kotów aktualnie chorujących potencjalnie zdolnych do zakażania
      poprzez wydalanie oocyst z odchodami jest zaledwie kilka procent. Do tego
      trzeba pobrudzić się starymi odchodami i jeść brudnymi rękami, co jest mało
      prawdopodobne. Tak samo mało prawdopodobne jest zarażenie się np. przez
      głaskanie kota. Kot jest zwierzęciem czystym i dokładnie wylizuje resztki
      odchodów, które mógłby mieć na sobie, z pewnością nie odkłada tego na trzy dni.
      Kobieta planująca ciążę, która nie przechorowała jeszcze toksoplazmozy nie
      powinna sprzątać kociej kuwety, ale też nie powinna mieć w domu ptaków, nie
      chodzić po ulicach z gołębiami w wietrzne dni, nie pracować w ogródku, nie jeść
      surowego mięsa. Ewentualnie robić niektóre z tych rzeczy, zachowując środki
      ostrożności. Kocia kuweta powinna być raz dziennie opróżniana całkowicie i myta
      gorącą wodą.
      Pozdrawiam, Juliusz.

      p.s.
      Tampony były kiedyś modne, potem była cisza, teraz znowu są ( "... bądź
      dziewczyną tampaxa ..." ). Fachowcy twierdzą jednak, że nie są zdrowe, bo mogą
      powodować stan zapalny, utrudniając naturalne oczyszczanie się organizmu.
      Pozdrawiam.






      • Gość: lw Re: toksoplazmoza IP: *.crowley.pl 13.04.04, 15:09
        Przepraszam,że znów się doczepię,ja naprawdę bardzo cenię Pana znajomość
        zachowań kotów i pozostałą wiedzę o kociakach,ale na prawdę nie wiem o co może
        chodzić z tymi ptakami i toksoplazmozą(z tego co ja wiem to jedynymi zwierzakami
        u których rozwój pasożyta(żywieciele ostateczni)odbywa się w jelicie są
        kotowate,a pozostali to żywiciele pośredni,gdzie postacie pasożyta osadzają się
        w tkankach,głównie w mięśniach,więc trzeba by zjeść te tkanki aby się
        zarazić,jeszcze jedną drogę sugerują niektórzy naukowcy-otórz z cyst tkankowych
        zjedzonych przez np.psy mogą zostać w czasie trawienia uwolnione bodajże te
        bradyzoity i w ten spoób zarazić coś co zje te odchody,ale gołębie raczej nie
        jedzą mięsa,a jeśli nawet już dziobną jakąś formę Toxoplasma to i tak wędruje
        ona do tkanek a nie zostaje w kale,ani nie rozmnaża sie w jelicie jak u
        kotów).Owszem gołębie jak i inne dzikie i czasem domowe ptaki mogą być
        nosicielami bakterii Salmonelli oraz takich pół wirusów,pół bakterii-
        Chlamydii,które też są niebezpieczne i rzeczywiście często znajdują się w kale.
        Jeśli wie Pan coś nowego na temat możliwości przenoszenia toksoplazmozy przez
        gołębie czy w ogóle ptaki to chętnie się douczę.
      • neeki Re: toksoplazmoza 15.04.04, 22:50
        wlasnie o to chodzi zeby zdrowo podchodzic do tematu a nie siac paniki.
        czytalam w jednej gazecie wypowiedz "lekarza" ktory kazal sie rodzicom na zapas
        pozbyc psa bo uczuli dziecko!!! i tak samo kota bo toksoplazmoza i uszkodzi
        plod. na dobra sprawe co niektorzy panikarze mogliby radzic zeby przywiazac
        kobiete do lozka bo jeszcze gdzies wyjdzie i sobie krzywde zrobi.
    • Gość: raul73 Re: toksoplazmoza IP: *.bphpbk.pl 16.04.04, 10:25
      Ja też mam pytanie. Bardzo będe wdzięczny za podpowiedź.
      Od dwóch dni mam kotke - ma pięc tygodni. Mieszkała w piwnicy z mamą i
      rodzeństwem. Kobieta które dokarmia koty wyciągnęła mi tą kotkę.
      Ofkors od razu poszedłem z kotem do weta. Dostała na odrobaczenie, na
      odpchlenie i jeszcze coś tam, ale nieważne. Chciałem też , żeby wet kota
      zbadał na obecność tokosplazmozy - a on powiedział, ze kot jest jeszcze za mały
      zeby go badać. że najwcześniej za kilka tygodni. Prawda to to? Mam dwoje dzieci
      i nie chciałbym żeby cos złapały?
      • Gość: lw Re: toksoplazmoza IP: *.crowley.pl 16.04.04, 11:50
        Różnie to można interpretować-zależy to od rodzaju wykonywanego badania-czy na
        poziom przeciwciał czy nowsze metody polegające na szukaniu samego
        pasożyta,albo też badanie kału.Chodzi o to,że może być taka sytuacja,ze w tym
        stadku kotów występuje toksoplazmoza,wtedy kociątka są chronione przez
        przeciwciała od kotki przez 6-9 tygodni(zależy ile tych przeciwciał od niej
        pobrały,jak wysoką odporność miała sama kotka),ale często zdarza się tak,że
        słabe kociątka mogą mieć niższą odporność i jeśli już są zakażone to zaraz po
        spadku odporności jeśli nie zachorują to może dojść do rozwoju tych form
        jelitowych=rozmnażania pasożyta.Ja byłabym zazrobieniem badania jeśli to są
        małe dzieci-kilkuletnie,nie żeby siać jakąś panikę,ale dla pewności i
        bezpieczeństwa-można by zrobić dwa takie badania(jeśli teraz np.wyjdzie ujemne
        to powtórzyć po tym 9 tygodniu życia).Wiem,że są problemy z tym badaniem u
        zwierząt-robią je tylko niektóre laboratoria weterynaryjne,a tych i tak jest
        mało-może warto spytać doświadczone ludzkie laborantki o możliwość wykonania
        takiego badania-jaka metoda,np.jest test ELISA do poszukiwania samych pasożytów
        i jednocześnie badanie kału-bo to jest to podstawowe zagrożenie-trwający 2-3
        tygodnie od zakażenia lub spadku odporności rozwój pasożyta w jelicie kota z
        tworzeniem oocyst,kał można przecież pobrać samemu,a w razie czego o pobranie
        krwi zwrócić się do weta(choć pobranie krwi od takiego maluszka to nie lada
        wyzwanie-przecież toto mniejsze 1/10 ludzkiego noworodka-insulinówka z cienką
        igłą i być może żyła"szyjna").
        • Gość: raul73 Re: toksoplazmoza IP: *.bphpbk.pl 16.04.04, 12:05
          wow, jestem pod wrażeniem twojej wiedzy. Dzięki za szybką odpowiedź.
          Pzdr
          • Gość: lw Re: toksoplazmoza IP: *.crowley.pl 16.04.04, 12:56
            Dla mnie to jest minimum,chciałabym wiedzieć więcej np.o badaniach,ale ciągle
            pojawiają się nowe testy,a zwierzęcych pacjentów nie jest dużo do takich
            badań,przede wszystkim chyba dlatego,że u nas naprawdę jeszcze za mało jest
            laboratoriów weterynaryjnych i nie ma takich badań gdzie zrobić-człowiek ma
            tyle innych rzeczy do zapamiętania,a nie używane informacje się zapomina,że po
            prostu nie obciążam pamięci takimi informacjami,których nie mogę wykorzystać
            (jak będą na porządku dziennym takie badania to wiedza o nich sama "wejdzie do
            głowy").Mam nadzieję,że wszystko będzie o.k.
          • mysiam1 Raul... 16.04.04, 16:45
            ... a nie lepiej byłoby zbadać dzieci? Jeśli wychodzą na dwór, grzebią w piasku
            itd. to bardzo możliwe, że przeszły juz toksoplazmozę, tyle, że tego nie
            zuważyliście,bo ta choroba często przebiega bezobjawowo.
            • Gość: ela Re: Raul... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.04, 23:59
              mały kociak - może mięć wynik badania pozytywny - to oznacza ze ma przeciwciala
              przeciwko toksoplazmozie - a więc:
              1. ma je od swojej matki i jeszcze nie chorował - potem jak bedzie nieco
              wiekszy one zanikną
              a) wtedy może być zdrowy i nigdy nie zachorować na toksoplazmoze
              b) moze zachorowac później i będzie miał potem podczas badania wynik pozytywny
              i będzie uodporniony na całe zycie swe kocie
              to lepsza opcja niz gdyby miał byc zdrowy i zachorowac po latach - wtedy
              podczas choroby byłby nosicielem tez

              2. moze byc tak ze juz chorowal i ma przeciwciala wiec tak czy inaczej mu nic
              nie grozi

              co do dzieci to wiekszosc doroslych chorowala na toksoplazmoze i nawet nie
              miala stycznosci z kotami,
              poza tym nawet gdyby dzieci zachorowaly to i tak niczym im to nie grozi a wrecz
              przeciwnie uodparnia na cale zycie
              choroba jest niebezpieczna dla plodu a nie dla dzieci
              powodzenia i szczescia dla kotka
              • Gość: lw Re: Raul... IP: *.crowley.pl 17.04.04, 01:18
                Gdyby kotek zachorował w wieku do 5 tygodni nie mając przeciwciał od matki to
                na 90%już by nie żył-a swoje przeciwciała wytwarza dopiero od ok.8 tygodni-
                wcześniej mogą to też uniemożliwić matczyne przeciwciała,które wyłapią
                wcześniej zarazek i uniemożliwią pełną reakcję odpornościową(choroba się nie
                rozwija,ale kotek może być już zakażony-jest coś takiego jak stan równowagi
                między zarazkiem a reakcją układu odpornościowego gospodarza),dlatego dopiero
                od tego wieku podaje się szczepionki,a na choroby na które większosć ludzi się
                uodporni po kontakcie z małą ilością zarazka są bardziej narażone osoby o mniej
                sprawnym układzie odpornościowym a więc małe dzieci,osoby starsze i np.ludzie
                przyjmujący leki immunosupresyjne(nowotwory,cieżkie alergie,choroby
                autoimmunologiczne).
                Co do możliwości zakażenia Toxoplazmozą nie tylko od kota to już pisałam,ale
                jednak przy braniu pierwszy raz do dbających o higienę dzieci kociaka i to tak
                małego i z podwórka a nie od kotki trzymanej tylko w domu jest dość duże
                zagrożenie(nieraz miałam przypadki podklinicznej grzybicy skóry u takich kotków
                i po wzięciu ich do domu i związanym ze zmianą otoczenia stresie uaktywniała
                się i chorowali też nowi właściciele-nie jest to groźne ale niezbyt
                przyjemne,najlepszym wyjściem byłoby branie kociaka od zdrowej,pewnej,domowej
                kotki albo robienie badań przesiewowych na możliwe niebezpieczne choroby ale
                wtedy i tak trzeba do uzyskania wyników izolować zwierzaka-w bardziej
                cywilizowanych krajach kwarantanna jest częstym postępowaniem,choćby przy
                wprowadzaniu nowego zwierzaka np.do hodowli,można też zastosować przynajmniej
                na niektóre schorzenia profilaktykę-np.odrobaczenie-ponad 90% małych psów i
                kotów ma nicienie jelitowe,a te brane z podwórka powinny mieć jeszcze przegląd
                pod kątem pcheł,wszołów kocich na skórze oraz ewentualnie świerzbowców na
                skórze lub w uszach-te skórne są dość zakaźne dla ludzi,i w przypadku
                zabrudzonego futerka lub nawet profilaktycznie wykąpać w specjalnym szamponie
                przeciwgrzybiczym).Nie jest to straszenie przyszłych właścicieli-tylko
                podstawowa wiedza jaka im się należy,dzięki tej swiadomości mogą uniknąć
                niepotrzebnych problemów,a jak wiadomo zarazki są wszędzie wokół nas,nie tylko
                na zwierzętach,ludzie też mają swoje choroby zakaźne i też nimi zarażają.
                Dzieciom też ewentualnie można zrobić badanie-tylko oznaczenie przeciwciał żeby
                wiedzieć czy już miały kontakt z zarazkiem,choć kilkuletnie dzieci rzadko są
                już odporne,bo tak młody organizm zwykle nie potrafi się obronić przed wieloma
                infekcjami i często rozwija się pełnoobjawowa choroba.
                > b) moze zachorowac później i będzie miał potem podczas badania wynik
                pozytywny
                > i będzie uodporniony na całe zycie swe kocie
                nie zawsze dochodzi do pełnego wyzdrowienia i poziom przeciwciał może się
                zmieniać i niekoniecznie uodparniać na całe życie(gdyby tak było problem
                toksoplazmozy byłby już z głowy,bo u raz uodpornionych kotów nie dochodziło by
                już do infekcji i produkcji oocyst),zwykle zostają w mięśniach cysty tkankowe,z
                których w przypadku spadku odporności-choćby ciężkiej innej choroby
                np.białaczki kociej lub FIV,dochodzi do ponownego rozwoju choroby i namnażania
                pasożyta i wtedy czas namnażania w jelicie i produkcji zakaźnych oocyst może
                być dłuższy niż te przeciętne 2-3 tygodnie.Nie należy panikować ale też nie
                można lekceważyć tego faktu,choć istnieją też inne drogi zakażenia toksoplazmozą
                no i rzeczywiście odpowiednia higiena zapobiega w dużym stopniu infekcji od
                kota.W walce zarazek-organizm jest wiele możliwych opcji,jest to walka między
                zarazkiem a układem odpornościowym gospodarza,która raz kończy sie zwycięstwem
                jednego,raz drugiego a raz przejściową równowagą,która w każdej chwili może
                zostać zachwiana na korzyść jednego lub grugiego(zwykle na korzyść zarazka,no
                chyba,że w takim momencie użyje się tajnej broni z zewnątrz w postaci
                odpowiedniego leku).
                • comma Re: Kochani, chorowałam na toxoplazmozę... 17.04.04, 09:38
                  Nawet o tym nie wiedząc. Byłam pewna, że mam ciężką grypę. Tymczasem, po kilku
                  latach od zachorowania, będąc w ciąży robiłam badania i wykryto przeciwciała.
                  Najpierw o mało nie umarłam ze strachu, bo p. doktor nie była pewna, co
                  właściwie oznaczają wyniki i badania musiałam powtórzyć, potem okazało się, że
                  po prostu kiedyś chorowałam, a teraz jestem odporna. Mój syn ma 9 lat i jest
                  zdrowym dzieckiem. Zresztą, z tego co mówiła p. doktor, miałam pecha.
                  Najczęściej łapią to ogrodnicy, rolnicy, ludzie mający kontakt z glebą - tak mi
                  to wyjaśniła.
                  • Gość: Tina Re: Kochani, chorowałam na toxoplazmozę... IP: 5.2.* / *.chello.pl 18.04.04, 17:17
                    To i ja dorzucę dwa słowa. Mam w rodzinie dziewczynkę, której matka prawdopodobnie przechodziła toksoplazmozę w ciąży. Prawdopodobnie, bo problem ujawnił się w 4 roku życia dziewczynki, pasożyt/forma przetrwalnikowa/oocysta (nie mam pojęcia jak to się fachowo nazywa) zagnieździła się w oku. Efekt - dziewczynka nie widzi na jedno oko. Przy czym matka nie lubi kotów, nigdy kota nie miała. Piszę o tym, bo uważam, że nie należy ani lekceważyć tej choroby, ani twierdzić, że to wszystko przez te koty. Dbajmy o higienę, róbmy kontrolne badania, ale nie dajmy się zwariować...
                • Gość: ela Re: Raul... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.04, 12:40
                  jak byłam małym dzieckiem - do domu przynieslismy małe zapchlone, zarobaczone i
                  do tego ze swierzbowcem usznym kocie
                  kocie dozylo 18 lat, zostało wyleczone,
                  było kąpane w celu pozbycia sie pcheł zwłaszcza ze kiedys nie było az tyle
                  specyfików jak teraz
                  na swierzbowca - dostawała rozne rzeczy do uszka
                  na robaki tabletki itd itp

                  nigdy nie zachorowałam na nic i mimo ze na wiele rzeczy trzeba uwazac to nie
                  mozna przesadzac
                  zarazki sa wszedzie, i tak samo mozna zarazic sie od ludzi , na ulicy w
                  tramwaju roznymi infekcjami co i jedzac cokolwiek a jak wszyscy wiedzą mało
                  jest jakis specjalnie zdrowych rzeczy
                  po prostu nie nalezy przesadzac i nawet dzieci nie trzymane pod kloszem są
                  zdrowsze póxniej i nie łapią byle czego od tak
                  moja znajoma gotowała dziecku wode do kąpieki przez kilka lat, dawał specjalną
                  wodę do picia itd - efekt taki ze jakikolwiek wyjazd, przedszkole cokolwiek i
                  troche normalnego jedzenia czy nawet kontakt z woda i od razu alergia itd itp
                  w koncu bez przesady
                  kociaka nalezy zbadac, zaaplikowac szczepionke, jak troche podrosnie wykąpac w
                  szamponie dla kociąt (mimo ze niektorzy weci mowia ze nie nalezy kąpac -
                  bzdura - nalezy tylko kocie dobrze potem wytrzec i poprzytulac troche w
                  reczniku zeby nie zmarzł za bardzo, i zeby byl w cieplym pomieszczeniu - moja
                  po kąpieli zawsze dobze wytarta kładła się przed kaloryfem i sama sobie myla
                  futerko)
                  i chodzic kontrolnie na wizyty do weta
                  • neeki Re: Raul... 18.04.04, 00:17
                    calkowicie sie zgadzam
                    wychowalam sie na wsi z zwierzetami roznego rodzajui bawilam sie z nimi odkad
                    mialam rok czy dwa lata. i to nie byly czysciutkie kociaczki czy pieski, tylko
                    normalne wsiowe zwierzaki. jestem bardzo wdzieczna mojej Mamie ze jej nie
                    odbilo i nie trzymala mnie pod kloszem. prawie nie choruje, nie mam zadnych
                    alergii. czego i innym zycze. i zdrowego podejcia do wychowania dzieci
                    • Gość: raul73 Re: do wszystkich IP: *.bphpbk.pl 19.04.04, 12:31
                      Przede wszystkim bardzo Wam wszystkim dziękuję za odpowiedź. Ciut się
                      uspokoiłem i co najważniejsze sporo dowiedziałem.

                      pozdrawiam
    • jul-kot Re: Droga Pani Lw ... 17.04.04, 17:06
      Witam!
      Droga Pani Lw ... Sprawa toksoplazmozy nie pasjonuje mnie szczególnie i nie
      szukałem super „naukowych” źródeł informacji. Zajrzałem tylko do kilku książek
      napisanych przez weterynarzy, trochę słyszałem od lekarzy, medycyny i
      weterynarii. Nie jestem kobietą i nie planuję zajścia w ciążę, zresztą
      toksoplazmozę już pewnie dawno przechorowałem, jak większość ludzi, tym
      bardziej, że zajmuję się kotami bezdomnymi, niekoniecznie zdrowymi już ładne
      parę lat. Choroba kociego pazura, parę razy grzybica, to i toksoplazmoza mogła
      się przyplątać, tatara też jadałem.
      O możliwości przenoszenia tej choroby przez ptaki, a w szczególności przez
      gołębie żyjące w warunkach miejskich słyszałem od któregoś ze znajomych lekarzy
      weterynarii. Nie sprawdzałem tej wiadomości, wydała mi się dosyć prawdopodobna,
      chociaż nie uważam, że wszyscy weterynarze są nieomylni. Przykładowo, Foster i
      Smith w swojej książce „Poradnik zdrowia kotów” twierdzą, że „ ... oocysty
      znajdujące się w kale zachowują zdolność do zarażania innych kotów i ludzi
      przez trzy dni...” czyli odwrotnie niż wszyscy ( że dopiero po trzech ... ). No
      więc w to nie wierzę, mogli się ludzie pomylić, a może tłumacz ( Jacek
      Krzemiński ) coś tu poplątał ...

      Wracając do gołębi, uważam to za bardzo prawdopodobne, że windują różne formy
      tej zarazy na znaczne czasem wysokości, skąd rozwiewa je wiatr. Gołębie, wbrew
      temu, co Pani twierdzi, są jak większość ptaków wszystkożerne, tak samo jak
      koty bezdomne lub prawie wszystkie koty na wsi, zmusza je do tego głód. Rzuci
      Pani gołębiom suchą karmę dla kotów, też ją zjedzą, bo z głodu, a
      nie „instynktownie” zjedzą wszystko, co od biedy nadaje się do strawienia.
      Jedzą również robaki, które niewątpliwie są mięsem, a jeśli rzuci się im
      powiedzmy kotleta, czy kość z resztkami mięsa, też wyjedzą do czysta. Ponadto
      ptaki, jak Pani zapewne wie, połykają żwir i piasek, bo jest im to potrzebne do
      trawienia. Jeśli Pani tego nie wie, wystarczy przy okazji obejrzeć u Babci
      kształt i zawartość kurzego żołądka.
      Zarówno w mięsie, jak i w piasku mogą znajdować się różne formy tego pasożyta i
      uważam za bardzo prawdopodobne, że przynajmniej ich część opuszcza wiadomą
      drogą przewód pokarmowy gołębia, lub innego ptaka. Mogą być w piasku w ogródku
      czy w piaskownicy, to mogą też być i na ulicy, i w ptasich odchodach.
      Zresztą po co ptasie odchody ... I tak nie doradzam spacerów po ulicach miasta
      w wietrzne dni, bo w kurzu, który się wtedy podnosi, może być wszystko.
      Pozdrawiam, Juliusz.
      • Gość: lw Re: Droga Pani Lw ... IP: *.crowley.pl 17.04.04, 23:05
        Chodzić tu może tylko i wyłącznie o możliwość pośrednio przeniesienia na
        brudnych łapkach,czy po wykąpaniu się w piasku oocyst i w żadnym razie ptaki nie
        przyczyniają się do tego bardziej niż np.ludzie roznosząc różne rzeczy na
        podeszwach obuwia np.No i nie ładnie kpić sobie z tego,że nie wiem pewnie co w
        wolu mają ptaki.Jedna rzecz wymaga jeszcze raz wyjaśnienia-z oocyst lub z tych
        cyst w tkankach(gdyby założyć,że gołąb jednak połknie jakiś kawałek mięsa
        zakażonego)właśnie przez to że istnieje proces trawienia-następuje ekscystacja
        oocysty,czyli strawienie tej otoczki ochronnej wokół pasożyta i wtedy albo on
        zaczyna wędrować przez ścianę jelit do krwi i rozchodzi się po tkankach
        wywołując chorobę,albo część z nich ginie w jelicie,a te które ewentualnie
        mogłyby przejść aż do końca jelita nie przebiwszy się przez jelito nawet jak
        wydostaną się na zewnątrz to i tak zaraz zginą,bo nie mają otoczki która
        chroniłaby je przed wysychaniem i innymi czynnikami zewnetrznymi.Jeśli chodzi o
        cysty tkankowe to niektórzy badacze wysnuli tezę,że psy jeśli nie strawią do
        końca tych cyst tkankowych(cysty tkankowe to wynik odgradzania się organizmu od
        pasożyta,można to porównać do bardziej znanych guzków gruźliczych,które np.mogą
        ulegać wapnieniu-tak organizm może oddzielić niektóre zarazki)to takie już
        prawie uwolnione formy pasożyta(o ile pamiętam bradyzoity)mogą ale w krótkim
        czasie po wydaleniu,bo sa mniej oporne niż oocysty na czynniki środowiskowe,
        stanowić źródło zarażenia.Ale to dotyczyło tylko psów,bo mają krótki przewód
        pokarmowy,u ptaków choćby ze względu na doskonały proces tarcia pokarmu w wolu
        nie byłoby szans na wyjście z kałem takich nie strawionych do końca fragmentów
        cyst tkankowych.Natomiast jak napisałam ptaki mogą roznosić z kałem dużo innych
        zarazków,których mogą być nosicielami(nosiciel to klinicznie zdrowy osobnik=brak
        objawów widocznych,u którego albo jest utajona forma choroby i dokładniejsze
        badania np.mikrobiologiczne,biopsje,mogłyby coś wykazać albo potrafi on żyć z
        zarazkiem w stanie równowagi,że zarazek nie namnaża się na tyle aby uszkadzac
        tkanki i spowodować chorobę-zwykle jest to zarazek związany od dawna ze swoim
        żywicielem i do rozwinięcia choroby dochodzi tylko wtedy gdy coś się stanie z
        układem odpornościowym-np.salmonelloza u młodych gołębi,toksoplazmoza u małych
        kotków lub chorych na białaczkę kocią lub FIV,u ludzi wirus opryszczki-Herpes
        simplex),nie dodawajmy im więc nieuczciwie jeszcze i toksoplazm,bo to udowodniła
        nauka,że tylko kotowate są żywicielem ostatecznym i tylko u nich w jelicie
        dochodzi do rozmnażania płciowego pasożyta i powstawania jego rzeczywistej formy
        przetrwalnikowej-oocyst,przez które to odbywa się niestety ciągłe krążenie
        pasożyta w przyrodzie(bo przecież te zwierzaki czy ludzie którzy mają potem
        np.cysty tkankowe nie zarazili się z kosmosu,żeby mięso mogło być źródłem
        infekcji zwierzę od którego pochodzi musiało wcześniej zjeść oocysty lub
        wyjątkowo cysty tkankowe).
        • jul-kot Re: Droga Pani Lw ... 19.04.04, 15:01
          Witam!
          Oj, nie w wolu ... droga Pani Lw! Ja napisałem w żołądku. Zakpiłem tak trochę
          niewinnie, ale teraz sama Pani podjęła temat, zamiast sprawdzić, wszystko jedno
          gdzie. Proces doskonałego rozcierania pokarmu nie zachodzi u ptaków w wolu,
          które służy głównie do magazynowania pokarmu, a w żołądku, który jest
          odpowiednio umięśniony i zawiera zwykle sporą garstkę żwirku. Dlatego
          proponowałem sprawdzenie.

          A może jednak nie powinienem tego pisać. Jestem pod wrażeniem Pani wiedzy i nie
          chcę z tego kpić. Uważam tylko, że sama wiedza, bez pewnego odniesienia do
          praktyki i otaczajacej nas ponurej rzeczywistości jest trochę niepełna. No ale
          to przychodzi z czasem.
          Do tematu ptaków nie jestem specjalnie przywiązany, jak już pisałem. Wystarczy
          kurz na ulicy.
          Pozdrawiam serdecznie, Juliusz.
          • Gość: lw Re: Droga Pani Lw ... IP: *.crowley.pl 19.04.04, 15:33
            Może Pan wierzyć lub nie,ale to nieumyślna pomyłka z mojej strony(sobota,prawie
            północ),niestety nie mogę na forum udowodnić ile kur i kaczek u mojej babci
            wypatroszyłam ani na ile znam się na anatomii ptaków,ale dobrze,że tak dokładnie
            Pan czyta i poprawia.
            Na usprawiedliwienie mogę dodać,że niedawno dobre dusze zebrały ledwo żyjącego
            gołębia z ulicy z nadzieją,że da się go uratować i obraz tego gołębia został mi
            w pamięci,bo miał rozjechaną szyję i rozdarte właśnie wole pełne żwirku który
            dziobał z ulicy przy budowie,a który nie zdążył jeszcze przejść do mielca,dużo
            "wycisnęło"się go pod cienką i luźną rozciętą skórę na szyi,na pierwszy rzut oka
            mogło się wydawać,że to tylko zabrudzona żwirem rana skóry(przybijający widok
            -świadomość tego jak bezsensownie zginął jedząc akurat żwirek,nie było innych
            urazów i prawie bezkrwawa rana,krawędź koła musiała przejechać tylko po
            wypełnionym wolu).
            • jul-kot Re: Droga Pani Lw ... 19.04.04, 15:57
              Witam!
              Więc już się nie czepiam. Na pocieszenie mogę Pani powiedzieć, że moim zdaniem
              ten gołąb chciał po prostu popełnić samobójstwo, bo nie wiem, co by z nim dalej
              było po połknięciu takiej ilości żwirku, żołądek ma przecież niewielki. Raczej
              chyba nie był normalny, więc i nie dość czujny. To naturalna selekcja, niestety.
              Gołębie zresztą są i bez tego dosyć głupie, odchowałem kiedyś jednego, którego
              o włos, a właściwie o pióro minęła kosiarka, najbardziej kochał mnie wtedy,
              kiedy miałem na sobie granatowe spodnie i podobną koszulę. Gdy dorósł, opuścił
              nas niestety, kiedy na balkon przyleciał piękny samiec, bo okazał się samicą.
              Głupie i niewdzięczne.
              Pozdrawiam, Juliusz.
    • jul-kot Re: toksopla 19.04.04, 15:15
      • jul-kot Re:do Raula. Czy Twoje dzieci ... 19.04.04, 15:25
        Witam!
        Do Raula i nie tylko ... Czy Twoje Dzieci bawią się na podwórku lub w ogólnie
        dostępnych piaskownicach, biegają po trawnikach, chodzą na spacery do parku lub
        wychodzą „na dwór” w przedszkolu?
        Jeśli tak, to przestań się denerwować z powodu kota, daj spokój dzieciom i kotu
        z badaniami, utrzymuj tylko w czystości kocią kuwetę. Jeśli Twoje dzieci
        zaraziły się lub zarażą w przyszłości toksoplazmozą, to najprawdopodobniej nie
        od Twojego kota.

        Jeśli już zaczniesz badać im krew, to w najlepszym razie będziesz je kłuł
        kilkakrotnie, jeśli zetknęły się już z tą chorobą i mają przeciwciała.
        Kilkakrotnie, żeby stwierdzić „dynamikę przeciwciał” jak radzi Lw w podobnym
        wątku. Jeśli nie mają innych objawów choroby to po co? Nie są przecież
        kobietami w ciąży, kiedy miałoby to znaczenie ...

        A jeśli nie mają przeciwciał? Wyrzucisz kota? Będziesz je kłuł co miesiąc, a
        może co tydzień, żeby stwierdzić, kiedy zachorują, a może je wsadzisz pod klosz?

        Kiedy moje dzieci bawiły się w piasku, biegały po trawie i stykały się ze
        zwierzętami ja nie słyszałem jeszcze o toksoplazmozie. Dzieci dorosły i dalej
        nie wiem, czy na to chorowały, czy one, ja lub moja żona lub moje koty mają
        przeciwciała, czy nie. Pewnie mają, jak prawie wszyscy.
        Pozdrawiam, Juliusz.




    • basinamama Re: toksoplazmoza, mam dziecko po toxo 01.08.13, 10:00
      Kot nie jest jedynym "transportem" dla toxo, u mnie prawdopodobnie zaraziłam się niedopieczonym mięsem z grila... bo surowe mieso, niedomyte warzywa... brudna lodówka, są poważnym zagrożeniem, szybciej zarazisz się toxo, a mając kota prawdopodobnie przejdziesz toxo przed ciązą i bedziesz juz odporna... , nie daj sie zwariować jak dla mnie i tyle
      • rezurekcja watek sprzed 9 lat... 06.08.13, 17:31
        ciekawe ile czasu zabralo ci wyszukanie tej starzyzny. I ciekawe po co.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka