Gość: AndrzejEn
IP: 185.43.137.*
18.02.18, 22:16
Drodzy Przyjaciele Patrioci,
Przesylam Wam genialny wywiad mojego przyjaciela i sasiada
z Nowego Jorku. Broszurke ta wydalem metoda chalupnicza w
ilosci 30 egzemplarzy. Chodzi o to, aby ja wydalo profesionalne
wydawnictwo. Skorzystaloby na tym zgnebione spoleczenstwo
polskie, ktore by zostalo podniesione na duchu dzieki temu
wywiadowi i skorzystalby takze (finansowo) pan Osuchowski,
ktory zyje w dotkliwym niedostatku.
Jesli ktos z Was ma jakies mozliwosci szerokiego upublicznienia,
czy dotarcia do jakiegos wydawnictwa z zalaczonym wywiadem,
to prosze cos z tym zrobic, bo naprawde warto.
T.D.
--------------------------------------------------------
Joseph Nitchthauser
Ja sie nie boje nikogo
Copyright C Juljusz Osuchowski
Wydawnictwa: Fundacja Odysseum
ul.Werbeny1, 04-997 Warszawa
tel./fax. (48-22) 872-04-30
e-mail: psbrmbolbox.pl
New York 1999
All rights reserved
ISBN 83-86 010-096
Published by
TRZECIA DROGA
PO BOX 750464
Forest Hills, NY 11375-0464
U.S.A.
Printed in the United States of America
----
Juljusz Osuchowski: Jaka byla pana droga do Brazylii?
Joseph Nitchthauser: Wojna sie skonczyla, a ja zostalem wyzwolony, czyli
lepiej powiedziawszy oswobodzony z obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie.
Juljusz Osuchowski: Jak sie pan znalazl w obozie koncentracyjnym?
Joseph Nitchthauser: Niemcy mnie zabrali, po likwidacji na Slasku w
Andrychowie, w koncu 1940 roku, dzielnicy zydowskiej w tym miescie.
Rozlaczyli wtedy wszystkich rodziców od dzieci i mnie tez wtedy zabrali.
Mialem 11 lat, ale bylem jak na mój wiek wysoki.
Poslali mnie wraz z grupa mlodziezy zydowskiej do Granc Arbeit Lager
(przymusowego obozu pracy) wtedy jeszcze nie bylo Oswiecimia.
Obóz w Oswiecimiu byl wtedy jeszcze w projekcie. I przepracowalem w tym
obozie do czasu, gdy Oswiecim stal sie Oswiecimiem. Wtedy zlikwidowano
wszystkie male obozy, w tym i ten w którym ja bylem, a nas wszystkich
przeniesli do Oswiecimia.
Bylem w tym obozie az do jego ewakuacji, czyli do momentu gdy Armia Czerwona
przyblizyla sie do niego o jakies dwiescie kilometrów - byl to listopad 1944
roku.
Ewakuowano nas pieszo do innego obozu, który nazywal sie Gros Rozen, zdaje
sie, ze to miejsce teraz nazywa sie Jelenia Góra.
Stamtad po paru dniach przeewakuowano nas do Buchenwaldu.
W Buchenwaldzie pracowalem jako spawacz, w fabryce obok obozu, która byla
systematycznie bombardowana przez Amerykanów. Tam przepracowalem az do konca
fabryki, to znaczy do chwili gdy nie bylo co, gdzie i czym spawac. Fabryka
po prostu zostala zrównana z ziemia przez lotnictwo Amerykanskie.
W trakcie jednego z ostatnich nalotów eksplozja bomby uszkodzila moje uszy.
Ostatnie dwa miesiace w Buchenwaldzie byly okropne.
Nie dawano nam jesc.
Nie wychodzilismy do pracy.
Siedzielismy w barakach az do 11 kwietnia 1945 roku, kiedy to wyzwolili nas
Amerykanie.
Wszyscy chlopcy do lat 16, którzy przezyli te makabre w Buchenwaldzie
zostali zaproszeni przez rzad francuski do Francji.
Byla to mala grupa, gdzies okolo 36 chlopców w wieku od 14 do 16 lat. Ja tez
sie znalazlem w tej grupie.
Zawieziono nas do Francji i umieszczono niedaleko Paryza w zamku o ladnej
nawie Chato Busico. Tam musielismy zadeklarowac, czy chcemy sie uczyc czy
pracowac!
Zrobiono tam selekcje miedzy nami.
Kto byl zdolny i chcial - poszedl sie uczyc.
Mnie przydzielono do grupy przeznaczonej do nauki.
Poszedlem do szkoly i rozpoczalem nauke od 5 klasy podstawowej w francuskiej
szkole, z jezykiem wykladowym francuskim, którego w ogóle nie znalem.
W dwanascie lat potem odebralem dyplom chemika, juz jako obywatel francuski.
Gdy wybuchla wojna w Algierze, dostalem karte powolania do wojska.
Posiadalem obywatelstwo francuskie wiec powinienem jak kazdy Francuz odbyc
sluzbe wojskowa.
Wielu mlodych ludzi we Francji, wtedy nie chcialo isc do wojska. Bylo
wiadomo, ze ta wojna w Algierze jest straszna.
Poza strasznym klimatem i cala okropnoscia wojny dochodzilo do niej straszne
okrucienstwo arabskie.
Nie brano do niewoli. Zabijanie jenców, mordy, gwalty. Mlodzi Francuzi mieli
krótki wybór, albo zostac we Francji i isc do wojska - to znaczy na wojne,
albo wyjechac.
Ja przezylem jedna makabre wojenna i na zadna wiecej wojne sie nie
wybieralem. Nie zastanawialem sie dlugo. Mialem znajomego w Sao Paulo i tam
pojechalem. Znalazlem sie w nowym kraju i jak na poczatku we Francji nie
znalem jezyka. Mialem jednak szczescie. W pierwszej fabryce chemicznej, do
której poszedlem, dostalem prace.
Byla to fabryka zywic syntetycznych, produktu od którego bylem specjalista.
W tej fabryce przepracowalem cale moje zawodowe zycie, czyli az do momentu,
gdy podjalem decyzje o przejsciu na emeryture - bylo to osiem lat temu.
Po przejsciu na emeryture przenioslem sie do Belo Horizonte i zaczalem, aby
sie nie nudzic, pracowac jako nauczyciel jezyka francuskiego, a w
specjalnych przypadkach jezyka polskiego.
Obecnie mam specjalnego ucznia tego jezyka. Jest nim prezydent bardzo duzej
i znanej na calym swiecie kompani o nazwie Belgo-Minerra - pan inzynier
Antonio Polanczyk.
Inzynier Polanczyk jest juz drugim pokoleniem polskim urodzonym w Brazylii.
Jest on bardzo przywiazany do polskiej tradycji, ma po prostu serce polskie.
Zaczal studiowac u mnie jezyk polski przeszlo rok temu, jeszcze wtedy nie
byl prezydentem Belgo Mineira. Obecnie zaczal mówic calkiem ladnie po
polsku, tak ze mozna prowadzic z nim rozmowe po polsku. Tak samo pisanie,
powoli zaczyna nie sprawiac mu trudnosci.
Juljusz Osuchowski: Prosze pana na jakim poziomie pana zdaniem byla
produkcja zywicy syntetycznej, bardzo waznego nowoczesnego produktu w
Brazylii w momencie gdy pan tam przyjechal?
Joseph Nitchthauser: Wie pan moze, ze jednym z podstawowych elementów
okladzin hamulcowych w samochodach jest zywica syntetyczna o specjalnych
wlasciwosciach. Gdy ja przyjechalem do Brazylii, to te zywice sprowadzano tu
wtedy z USA.
W fabryce, w której pracowalem, a w zasadzie w jej laboratorium, zaczalem
badania i poszukiwania takiego rozwiazania, aby móc bez kupowania patentu w
USA, zreszta oni nie byli zainteresowani w najmniejszym stopniu jego
sprzedaza, móc produkowac samemu wlasnie taka zywice.
Moje poszukiwania doprowadzily do tego, ze znalazlem metode na przemyslowa
produkcje zywicy syntetycznej wlasnie o takich parametrach jak sprowadzana z
USA. Okazalo sie w trakcie moich poszukiwan, ze olej z orzecha Kakadu, który
jest olejem niejadalnym, jest tym komponentem którego szukalem.
Ja dostalem dobra nagrode.
Fabryka opatentowala metode i wyeliminowala USA z rynku brazylijskiego.
Ale pan sie zapytal co ja zastalem w brazylijskim przemysle chemicznym.
Wie pan, wtedy ten przemysl rozwijal sie jak dzisiaj przemysl komputerowy.
Co sie wynalazlo dzisiaj przed poludniem, po poludniu moglo byc juz nie
przydatna starocia, stad wielka waga jaka zawsze w Brazylii w tej branzy
przywiazywano do prac laboratoryjno- poszukiwawczych - niejednokrotnie z
wielkimi sukcesami.
Juljusz Osuchowski: A czy pana zdaniem dzisiaj przemysl chemiczny w Brazylii
dorównuje przemyslowi swiatowemu?
Joseph Nitchthauser: Gdy osiem lat temu konczylem moja prace zawodowa,
Brazylia byla absolutnie samowystarczalna w branzy chemicznej. Sprowadza sie
tutaj naturalnie maszyny, ciagi produkcyjne, ale to sie robi na calym
swiecie. Natomiast jak chodzi o produkty - to Brazylia jest w tej dziedzinie
w pelni samowystarczalna i produkuje sie tutaj to wszystko, co w wysoko
uprzemyslowionych krajach nazywa sie nowoczesna chemia.
Juljusz Osuchowski: Juz od kilku lat jest pan nauczycielem jezyków obcych, w
tym jezyka polskiego. Dlaczego pana zdaniem ludzie chca sie uczyc jezyka
polskiego?
Joseph Nitchthauser: Tu w Belo Horizonte jak juz mówilem, jezyka polskiego
ucze tylko w wyjatkowych przypadkach.
Nie znaczy to, ze ja wybieram sobie uczniów - nie.
Nie mamy tu zbyt wielkiej Polonii, która by byla zainteresowana jezykiem
swoich dziadków