Gość: jacek
IP: *.u.mcnet.pl
23.11.04, 11:02
Lothansa
„NIE” rozmawia z Markiem Grabarkiem, prezesem PLL LOT.
– PLL LOT wprowadza program oszczędnościowy. Czy w firmie jest tak źle?
– Wejście w struktury unijne wymusza na nas, by być firmą konkurencyjną na
rynku europejskim. Nasze koszty operacyjne są co najmniej o 20 proc. wyższe
niż u podobnych przewoźników.
– Zatrudniono w tym celu firmę doradczą. Dotychczas wypłacono jej prawie 8
mln zł. W budżecie przeznaczono na to 12 mln zł. To raczej wątpliwa polityka
oszczędnościowa.
– Lotnictwo to biznes niezwykle skomplikowany. Dobrze jest, jeśli doradza
ktoś z zewnątrz, bo więcej widzi. I tak było w przypadku LOT. Te pieniądze
się zwrócą. Ważne są przecież ostateczne efekty – trwałe zmniejszenie
rocznych kosztów o 500 mln zł.
– LOT zamierza zwolnić około 800 pracowników. Dlaczego?
– Musimy być firmą efektywną. To konieczne posunięcia oszczędnościowe. Nie
wpłyną one na bezpieczeństwo lotów ani na jakość usług.
– Czemu więc stewardesy mają od lat niewykorzystane urlopy wypoczynkowe,
ściąga się je do pracy w czasie wolnych dni, skoro jest ich za dużo?
– Być może coś szwankuje w koordynowaniu. Nie pierwszy raz będziemy musieli
to poprawić.
– Po ostatniej akcji strajkowej słyszy się o represjach wobec protestujących.
Pracownicy muszą pisać raporty o tym, kto rozdawał ulotki, kierownicy
przesłuchują pracowników. Mobbing?
– Żadną miarą nie można oceniać tej akcji jako strajk. Działanie
protestujących nie jest takie, jakie byśmy akceptowali i jakich byśmy
oczekiwali od oddanych pracowników. Rozdawanie ulotek pasażerom i straszenie
ich spadkiem stanu bezpieczeństwa jest nieobyczajne. Nie można mieszać
pasażerów do wewnętrznych spraw firmy.
– LOT nawiązał współpracę z Lufthansą. Likwidujemy polskie biura sprzedaży,
usługi i zlecenia oddajemy Lufthansie. Znak firmowy LOT znika z portów
europejskich.
– Cieszyłbym się, gdyby LOT był firmą globalną i nasz znak firmowy był
rozpoznawalny wszędzie. Jest tylko jedno „ale”. Na to po prostu potrzeba
pieniędzy. Co do biur sprzedaży, to liczba sprzedawanych biletów w
zlikwidowanych biurach była niewielka, wpływy tak samo, zaś koszty utrzy-
mania biur duże. Jeśli pewne rozwiązania szczegółowe są mniej dla nas
korzystne, może to wynikać z nieumiejętności negocjacyjnych poszczególnych
służb.
– Może my nie musimy wcale mieć narodowego przewoźnika? Nie utrzymujmy atrapy
dla prestiżu.
– To poważny problem. Myślę jednak, że 38 milionów potencjalnych pasażerów
zasługuje na swojego przewoźnika, a LOT jest w stanie to udźwignąć. Tyle że
LOT musi udowodnić, że wart jest funkcjonowania na rynku. Myślę jednak, że to
nie jest pytanie do mnie. Dla kraju i władz posiadanie własnego przewoźnika
to swoisty atrybut państwowości, jak policja, wojsko czy własna waluta.
Myślę, że to przekonanie się jednak zmienia.
– LOT powołał do życia spółkę-córkę – Nowego Przewoźnika. Flotę i załogę
pilotów „dostanie” od LOT. Będzie trzeba pakować w nią pieniądze, jeśli nie
cały czas, to przynajmniej na początku.
– Spółka nic od nas nie dostanie za darmo. Za wszystko zapłaci zgodnie ze
stawkami rynkowymi. W pierwszej fazie pracy będzie korzystać z samolotów,
które kiedyś latały u nas. Mam też nadzieję, że piloci skorzystają z jej
propozycji. LOT nie ma też zamiaru udzielać wsparcia, o jakim pani mówi.
– Co będzie, jeśli nowa firma padnie?
– Nie przyjmuję takiego scenariusza. Rynek przewozów niskokosztowych rozwija
się najszybciej. LOT musi mieć swój udział w tym wzroście.
– Czy większość infrastruktury LOT jest zastawiona?
– To, czym dysponujemy, jest finansowane w różny sposób. Na przykład na
budynek, w którym rozmawiamy, wzięto kredyt. Flota, z której korzystamy, to
są miliardy złotych. Ale to również nie jest majątek LOT.
– Zarząd chce podpisać umowę na zakup nowej floty jeszcze w tym roku.
Realizacja zamówienia miałaby być w 2008 r. Czemu taki pośpiech?
– Musimy odpowiedzieć na pytanie, czym chcemy latać nad Atlantykiem –
samolotami lepszymi czy „dojrzałymi”. Brak decyzji w tej sprawie do końca
roku może spowodować, że LOT nie wymieni samolotów wcześniej niż przed rokiem
2011. Takie są prawa rynku. Mogę panią zapewnić, że oferty obu producentów
rozważamy bardzo starannie.
– Ale czy firmę stać na taką kosztowną inwestycję?
– Tego nie można teraz jeszcze powiedzieć.
– Oferentów jest dwóch – Airbus i Boeing. Dlaczego tylko Pan wie, jakie są
oferty cenowe? Jak zarząd ma dokonać właściwego wyboru?
– Na tym etapie ktoś musiał wziąć odpowiedzialność. Jestem przekonany, że
poprawia to komfort pracy zespołu ekspertów.
– Władza absolutna?
– Pani raczy żartować. Poza tym, gdyby to był taki lekki kawałek chleba,
pewnie nie zostałbym tu prezesem.
– Może pomogło to, że w trakcie trwania konkursu na stanowisko prezesa do
ówczesnego przewodniczącego Rady Nadzorczej PLL LOT przyszedł faksem list od
ministra skar-
bu państwa Piotra Czyżewskiego mówiący o tym, że minister popiera Pańską
kandydaturę.
– Nic o tym nie wiem.
– Dziś ten sam Czyżewski jest przewodniczącym Rady Nadzorczej PLL LOT?
– Tak.
– Czy to nie wymiana przysług?
– To pytanie jest dla mnie obraźliwe. I chyba nie tylko dla mnie.
– Jak się układają Pana stosunki z pracownikami?
– Wydaje mi się, że na tyle poznałem branżę i emocje pracowników, że
rozumiemy się dobrze.
– Wszystkie działające w LOT związki wystąpiły z wnioskiem o odwołanie Pana
ze stanowiska prezesa.
– To może oznaczać, że ze strony związków nie ma zrozumienia i zgody na
program oszczędnościowy. I to mnie martwi najbardziej. Bez oszczędności nie
przetrwamy, inne scenariusze to po prostu miraże.
– Czy to prawda, że dostał Pan w gębę od jednego z pilotów?
– Nic takiego nie miało miejsca.
– Niedługo po pierwszej publikacji w „NIE” na temat LOT umówił się Pan z
Jerzym Urbanem.
– Umówiłem się na spotkanie, bo zabiegam o dobre imię LOT i będę to czynił
wszędzie, gdzie tylko możliwe. Byłem zmartwiony, że przedstawiła pani
wyrywkowe racje. Zrobiłem to w trosce o LOT.
– Mówił Pan w firmie, że Urban za ten artykuł obiecał wywalić mnie z roboty.
Obiecał także, że więcej krytycznych tekstów o LOT na łamach „NIE” nie
będzie. Urban mówi, że to kłamstwa.
– O pani w ogóle nie rozmawialiśmy. Natomiast w tym, iż miałem chwalić się,
że wywalę panią z roboty, jest tyle prawdy, jak w tym, że dostałem po gębie.
Dziękuję za rozmowę.
Autor : Anna Skibniewska