Gość: sylwka
IP: *.if.uj.edu.pl
09.01.03, 12:23
We wrzesniu zauwazylam na masce mojej Cordoby Vario (samochod na gwarancji
mielismy wtedy od 9 miesiecy) spore pecherzyki i slady podobne do zaciekow.
Podobne "ozdobniki" znalazlam rowniez na kazdym elemencie karoserii ale juz w
mniej widoczne i w mniejszej ilosci. Ekspert z Iberia Motor Company
(importera seata w Polsce) ocenil, ze jest to wada fabryczna a pecherze
powstaly na skutek wytracenia sie wody z pierwszej warstwy lakieru - metalik
(wynikalo to z bledu podczas malowania w fabryce). Do tego jak na moj gust
lakier jest jakby za miekki, bo na masce i blotnikach, po tak krotkim okresie
eksploatacji, bylo bardzo duzo odpryskow (porownywalam to z innymi
samochodami i "nasza" maska wygadala przerazajaco). W czasie badania lakier
na masce zostal odkryty dlatego aktualnie jest ona juz przemalowana. No i
zaczely sie problemy. Zaproponowano nam przemalowanie calego samochodu w
ramach gwarancji ale uwaga matowienie starej warstwy i nalozenie drugiej.
Jakie jest zdanie pana eksperta na ten temat? Wedlug mnie to lekko bez sensu
ale nie jestem ekspertem. Nie zgodzilismy sie i zazadalismy wymiany z tytulu
rekojmi. I znowu schody. Jak wiadomo sprawa w sadzie moze sie ciagnac a i
dealerowi raczej na tym nie zalezy aby robic zamieszanie. Niestety Vario juz
nie produkuja i fizycznie nie mozna takich samochodow kupic w Polsce, wiec
wymiana nie wchodzi w gre. Zaproponowano nam odkupienie samochodu po w
zasadzie atrakcyjnej cenie ale rozniacej sie jednak sporo od kwoty jaka
zaplacilismy za samochod rok temu (wiec i tak tracimy w stosunku do wymiany 1
do 1) i jednoczesnie zaproponowano nam zakup innego modelu po normalnej cenie
sprzedazy co wiaze sie z doplata ponad 10 tys zlotych. Jak forumowicze latwo
sie domysla dosyc trudno nam sie na to zgodzic. Domagamy sie obnizenia ceny
bo jakim prawem narzucaja nam marze zarowno dealera jak i importera, ktora
juz z nas sciagneli przy sprzedazy cordoby. Prawde mowiac to niewiele mamy do
powiedzenia, bo wszystko argumentuja tym, ze i tak powinnismy sie cieszyc, ze
zgodzili sie na taka opcje a nie twardo stali przy malowaniu. Juz sama nie
wiem co robic. Sad to spore koszty i sporo nerwow. Czekamy na odpowiedz w
sprawie obnizki zaproponowanej nam ceny ale jesli sie nie zgodza (nie sa do
tego chetni) to co wtedy. Placic czy isc do sadu. Czy taka sprawa (wada
lakieru jest ewidentna) jest do wygrania a nie skonczy sie decyzja o
malowaniu samochodu (mysle, ze stac ich na dobrych prawnikow)?