Dodaj do ulubionych

Rodzice z k(l)asą????

IP: *.chello.pl 30.03.06, 13:17
Wróciłam zbulwersowana z wywiadówki. Nie z powodu postępów w nauce mojego
syna, nie z powodu poziomu nauczania czy nauczycieli, Z POWODU ZACHOWANIA
RODZICÓW.
A było to tak:
Na zebraniu co chwilę dzwonił czyjś telefon komórkowy. Chcąc- niechcąc
byliśmy świadkami służbowych/prywatnych rozmów. Kiedy więc między jednym
telefonem a drugim wychowawczyni zwróciła uwagę rodzicom na chamskie
zachowanie 12 latków (VI klasa) wobec nauczycieli - podnióśł się wrzask.
Rodzice nie pozostawili na kadrze suchej nitki. Impertynencje i inwektywy
były niczym z bazaru. Jaki autorytet może mieć nauczyciel jeśli rodzice
określają go mianem "przygłup", "kurdupel", "idoita"?
Jakie nauczyciel ma sankcje wobec ucznia, który potrafi się odezwać, że jego
marną pensyjkę opłacają rodzice ze swoich dużych podatków, więc niech siedzi
cicho!
W pewnym momencie moja sąsiadka, matka - delikatnie mówiąc nadpobudliwego
dziecięcia- wrzasnęła, że nie pozwoli, aby matematyk zbliżał się do jej
potomka, bo ma.....złe spojrzenie.
Różnie w szkolach bywalo, ale to co mamy dziś prowadzi w ślepy zaułek. I nie
pomoże tu ani matura z religii ani Narodowy Instytut Wychowania. Nie wiem czy
wogóle coś pomoże.
Obserwuj wątek
    • Gość: n-lka Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: 217.11.129.* 30.03.06, 13:56
      Dziękuję. Ten głos był potrzebny.
      • Gość: vvojtek.k Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.chello.pl 30.03.06, 15:41
        Gość portalu: n-lka napisał(a):

        > Dziękuję. Ten głos był potrzebny.


        Oczywiście że tak! :)
        Do pani mamy jeszcze nie dochodzi że ma niekompetentną, nieprzygotowaną
        nauczycielke wychowawczynie do zebrania z rodzicami.
        Wszelkie sprawy indywidualne powinny być załatwione przed zebraniem
        Zebranie służy przedewszystkim do przedstawienia statystyki dokonań
        od poprzedniego zebrania udzielenia informacji o wynikach ucznia
        jego opini indywidualnej do rodzica i przedstawienia jego wyników na tle klasy.
        A pierdoły o tym że Jasio wyczynia w klasie i jest niedowytrzymania
        nie powinny być już jako temat podnoszone publicznie.
        Ta nauczycielka okazała brak szacunku rodzicom.
        • Gość: n-lka Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: 217.11.129.* 30.03.06, 16:28
          o! Coś podobnego! W życiu takich herezji nie słyszałam!
          • Gość: vvojtek.k Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.chello.pl 30.03.06, 18:49
            Gość portalu: n-lka napisał(a):

            > o! Coś podobnego! W życiu takich herezji nie słyszałam!

            Gość portalu: mama napisała
            >Jaki autorytet może mieć nauczyciel jeśli rodzice
            określają go mianem "przygłup", "kurdupel", "idoita"?

            Rodzice poprzez swoje duże życiowe doświadczenia
            intuicyjnie wiedzą z kim mają doczynienia
            • Gość: El Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.03.06, 08:49
              Wojtk.k-u, mam tylko nadzieję, że "jaja sobie robisz" i że nie są to Twoje
              prawdziwe poglądy. Poprzez swoje duże życiwe doświadczenie sądzę, że albo
              podpuszczasz, albo jesteś z tych rodziców właśnie.
              Pozostaję z szacunkiem
            • Gość: tomeczek Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.04.06, 09:40
              Wojtek, wracaj do lekcji, bo jak się rodzice dowiedzą, co na forum wypisujesz,
              to ci kieszonkowe obetną i nie starczy ci na bilety na poranek do kina!
        • Gość: mama Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.chello.pl 31.03.06, 09:02
          Nigdzie nie napisłam, że nauczycielka na zebraniu IMIENNIE omawiała chamskie
          zachowania dzieci. Zasygnalizowała jedynie problem - a to różnica.
          Być może, właśnie ze względu na życiowe doświadcznie, NIGDY, ALE TO NAPRAWDĘ
          NIGDY nie czynę uwag co do wyglądu moich rozmówców.
          Na czas zebrania, spotkania, rozmowy - wyłączam telefon komórkowy, lub
          nastawiam go na wibracje i cichy tryb. Tak nakazuje szacunek.
          Wojtku, zastanów się, jak dzieci 10-12-15 letnie mogą szanować kogokolwiek -
          gdy słyszą niepochlebne opinie rodziców.
          Nie jestem nauczycielką, ale za chwilę w szkole stanie się to, co dziś dzieje
          się w służbie zdrowia. Już dziś brakuje lekarzy- za moment to samo będzie z
          nauczycielami.
          Odjdą do innych - lepiej płatnych, mniej stresujących zajęć. A w szkole
          pozostaną ci najgorsi - albo sfrustrowani albo sadystycznie nastawieni, a w
          każdym razie nie nadający się do pracy z dziećmi/młodzieżą.
          Kto ucierpi? Nietrudno odgadnąć. Tak jak dziś cierpi pacjent ( ten nie mający
          pieniędzy - zamożniejszy pojdzie do prywatnego lekarza); tak jutro dzieci
          biedniejszych rodziców.
          A już z całą pewnością cała polska edukacja. Tylko czy o to chodzi?
          • Gość: ojty32 Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.aster.pl 09.04.06, 17:35
            Poziom kultury osobistej większości rodziców jest tak zastraszająco niski, że
            bardzo współczuję nauczycielom, że muszą organizować jakies spotkania rodzicielskie.
            Za wszystko, co sie dzieje złego z młodzieżą i dziećmi w sprawie wychowania
            obwiniać należy tylko i wyłącznie RODZICÓW!!! To oni dają przykład swoim
            dzieciakomi NIC ich nie usprawiedliwia.
            Rodzice powinni ponosić materialną odpowiedzialność za wyczynki swoich
            spadkobiorców.
            • Gość: vvojtek.k Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.chello.pl 10.04.06, 14:38
              Gość portalu: ojty32 napisał(a):

              > Poziom kultury osobistej większości rodziców jest tak zastraszająco niski, że
              > bardzo współczuję nauczycielom, że muszą organizować jakies spotkania rodziciel
              > skie.
              > Za wszystko, co sie dzieje złego z młodzieżą i dziećmi w sprawie wychowania
              > obwiniać należy tylko i wyłącznie RODZICÓW!!! To oni dają przykład swoim
              > dzieciakomi NIC ich nie usprawiedliwia.
              > Rodzice powinni ponosić materialną odpowiedzialność za wyczynki swoich
              > spadkobiorców

              zgadza się! Większość nauczycieli to rodzice :)
              • Gość: lupi Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.chello.pl 11.04.06, 00:06
                wojtek....jedynym pocieszeniem może być to, że nie jesteś rodzicem...
                • Gość: vvojtek.k Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.chello.pl 11.04.06, 11:12
                  Gość portalu: lupi napisał(a):

                  > wojtek....jedynym pocieszeniem może być to, że nie jesteś rodzicem...

                  zapewne ....twoim....

                  z całym szacunkiem :)
                  • Gość: nauczycielka Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.06, 11:40
                    Brak mi słów, czy ludzie nie potrafią ze sobą normalnie rozmawiać. Byłam
                    świadkiem, różnych zachowań dzieci. I to co widzę(czytam) przypomina mi
                    odbijanie piłeczki. Wojtku ile ty masz lat? - uczę w klasie pierwszej szkoły
                    podstawowej i mam ucznia o tym imieniu, zachowuje się podobnie...
                    Nie jestem rodzicem, ale posiadam wspaniałych rodziców. Nauczyli mnie szanować
                    ludzi. Nie klnę. Nie zwymyślałam nigdy nauczyciela, ani nie okazałam mu braku
                    szacunku. Tak wychowali mnie rodzice. Można.
                    Nie mogę tego powiedzieć o innych. Większość rodziców, których znam jest
                    świetna. ...
                    Są tacy, którzy sami przyznają się, że sobie nie radzą(a ich dzieci są dopiero
                    w pierwszej klasie!). Widzą, że popełnili gdzieś błąd- lub twierdzą, że winny
                    jest starszy brat(też ich dziecko)lub kolega("co za rodzice go wychowali")....
                    No cóż, czasem rodzice też potrzebują edukacji- nie mówię tego ze złośliwością.
                    Tak jest. Pomaga rozmowa z rodzicem na osobności, ...być może również z
                    psychologiem.

                    • Gość: vvojtek.k Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.chello.pl 14.04.06, 15:45
                      Gość portalu: nauczycielka napisał(a):

                      > Brak mi słów, czy ludzie nie potrafią ze sobą normalnie rozmawiać. Byłam
                      > świadkiem, różnych zachowań dzieci. I to co widzę(czytam) przypomina mi
                      > odbijanie piłeczki. Wojtku ile ty masz lat? - uczę w klasie pierwszej szkoły
                      > podstawowej i mam ucznia o tym imieniu, zachowuje się podobnie...
                      > Nie jestem rodzicem, ale posiadam wspaniałych rodziców. Nauczyli mnie szanować
                      > ludzi. Nie klnę. Nie zwymyślałam nigdy nauczyciela, ani nie okazałam mu braku
                      > szacunku. Tak wychowali mnie rodzice. Można.
                      > Nie mogę tego powiedzieć o innych. Większość rodziców, których znam jest
                      > świetna. ...
                      > Są tacy, którzy sami przyznają się, że sobie nie radzą(a ich dzieci są dopiero
                      > w pierwszej klasie!). Widzą, że popełnili gdzieś błąd- lub twierdzą, że winny
                      > jest starszy brat(też ich dziecko)lub kolega("co za rodzice go wychowali")....
                      > No cóż, czasem rodzice też potrzebują edukacji- nie mówię tego ze złośliwością.
                      >
                      > Tak jest. Pomaga rozmowa z rodzicem na osobności, ...być może również z
                      > psychologiem.
                      >

                      Czy twoja skłonność do czynienia mojej psychoanalizy to skrzywienie zawodowe?
                      Uważam, że zbyt mało materiału dostarczyłem abyś mogła jakiekolwiek wnioski wyciągnąć, co do mojej osoby, a już przejście do porównania mnie do tobie znanego ucznia jest niedorzeczne.
                      Nie poddawaj się praktykom rutyniarstwa twoich kolegów w zaszufladkowaniu
                      osoby, z którą nawiązujesz kontakt a bardziej skłoń się do merytoryki tematu,
                      jego sedna.
                      Cechą szczególna młodych nauczycieli jest w początku ich działań chęć radzenia innym i taka skłonność moralizatorska. Jakże często wykorzystywana przez ich
                      własne środowisko zawodowe do realizowania celów ukrytych, związanych z polityką
                      prowadzoną przez dyrekcję radę pedagogiczną starszych kolegów nauczycieli.
                      Młoda koleżanka jest jeszcze "niespalona" wśród rodziców ma pozytywną energię
                      i może nagonić wiele "pożytków". Młodą koleżankę nauczycielkę rodzice nie będą mieli serca zawieść bądź urazić a tym samym czynić zaradną przed dyrekcją.
                      Do czasu, kiedy coś może to zburzyć a to coś to potrzeba wyjaśnień ze strony dyrekcji. Najczęściej powodów zauważalnych braków i przerzucania na rodziców ich finansowania. Wyjaśnienia słabej pracy nauczycieli innych przedmiotów potrzeb wyrównania poziomu programów nauczania z powodów absencji lub innych przyczyn losowych nie zabezpieczenia zastępstwa na lekcjach.
                      W tej swoistej rywalizacji o wyniki swoich wychowanków, nauczyciele
                      prawdziwe powody zawsze zobowiązani są utrzymać we własnym gronie.
                      Zapominając przy tym, że ludzie umieją patrzyć i dostrzegać.
                      Tam gdzie kończy się zaufanie z powodów tzw. kultury zatajania i przedstawiania
                      nie prawdziwej rzeczywistości przez nauczyciela tam zaczyna się żądanie
                      rodzica należytego sprawowania obowiązków ze strony szkoły.
                      I tu szkoły dyrekcje rady pedagogiczne a także przedstawiciele kuratoriów
                      organów założycielskich samorządowych wyrobiły sobie zgodnie sposoby działań
                      praktycznych dla sprowadzenia takiego rodzica na ziemie dając odczuć, z jaką to
                      siłą ma doczynienia.
                      Szkoda, że tak dużej energii nie wykorzystuje się, aby zapobiegać takim sytuacjom
                      poprzez właściwe, szczere otwarte działania.
                      Dużo takich spraw poznałem, których właściwe rozwiązanie równać się powinno z końcem kariery nauczycielskiej dyrektorskiej.
                      Czy w takich warunkach autorytet rodzica nie jest naruszany?
                      Dzieci potrafią odnieść się i do rodzica jego działań jego nieskuteczności działań, kiedy znają sprawy wewnątrz szkolne oczywiście na swój sposób dziecinnie, ale ze swoim jeszcze nieskażonym poczuciem sprawiedliwości.
                      Jak tłumaczyć jak motywować jak przełamywać zniechęcenie do takiego nauczyciela
                      jego przedmiotu i jak zachować twarz przed dzieckiem?
                      Wielu nauczycieli widzi szansę w psychologu i jego roli naprawczej tego, co sami
                      zepsuli. Szkoda, ze sami z tego nie korzystają
                      Mając, więc takie "narzędzia" czują się bezkarni.
                      Jest to patologia w oświacie, której się nie leczy, a wycisza, bo okres nauki ucznia jest krótszy od okresu kariery zawodowej nauczyciela i podlega zatarciu.
                      Rodzic jest poddany naciskowi ustąpienia a fakty nawet mając ku temu dowody
                      późniejszego wskazania jako zaistniały przykład są bagatelizowane.

                      Miałem i mam możliwość rozmów z nauczycielami tzw. sposób na osobności.
                      A jeżeli sytuacja wyrywa się z pod kontroli to zawsze doprowadzam do takiej rozmowy.
                      Jakże są to rozmowy odmienne od tych na zebraniach lub innych oficjalnych.
                      Kiedy wystarcza moje spojrzenie w oczy na brak odpowiedzi od nauczyciela,
                      kiedy odpowiedź jest wymowna przez swoje milczenie.
                      Wiedzą, że nienawidzę kłamstwa, ale i nie robię z siebie w takich okolicznościach osoby dominującej. Komu ta rozmowa bardziej pomaga to nie wiem.
                      Jest w tym wszystkim jakieś szalone uzależnienie nauczyciela od swojego środowiska kolegów nauczycieli i dyrekcji. Ściśle związane z realizowaniem planów ekonomiczno- finansowych ku dobru własnemu nauczycieli, realizacją planu ściągalności pieniędzy na różne fundusze od rodziców, które zastępują formy właściwe finansowania, a które w zamian uzupełniają wymownie listy płac.
                      Będąc na jednym z posiedzeń gdzie ważyły się losy finansów na świetlice środowiskowe i dopłaty dla szkół do dodatkowych lekcji wychodząca nauczycielka jednoznacznie wyznała , że w tym wszystkim najważniejsza jest kasa, którą otrzyma, bo to jej przyszłość jest ważniesza, a dzieci maja rodziców od tego.
                      Tak samo ważniejszym jest kto zostanie dyrektorem w najbliższych wyborach od tego co i jaki plan ma do zrealizowania.

                      Jakoś nazbyt dużo swobody w tym zarządzaniu oświatą i jedyna tylko słuszna interpretacja tego też ma nalażeć tylko do oświaty ?

                      Bierzesz na siebie nauczycielko zbyt wiele, aby mnie krytykować, czy też odbijać w moją stronę piłeczkę.

                      Z jednym zgodny jestem: rodziców trzeba edukować, żeby poznali ustawę o oświacie
                      przysługujące im prawa i obowiązki, poznali statuty i regulaminy szkolne,
                      programy nauczania i plany ich realizacji poznali kwalifikacje nauczycieli uczących je dzieci.
                      Ale i Karte nauczyciela i ich obowiazki i przywileje :)

                      WESOŁYCH ŚWIĄT




                      • Gość: Rodzic Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.aster.pl 17.04.06, 15:06
                        Nasze dziecko chodzi do szkoły podstawowej i ma bardzo duże osiągnięcia -
                        niestety nie jest to rezultat pracy szkoły.Odnoszę się z uznaniem do nauczycieli
                        z klasy I-III, niestety z każdym rokiem następnym- wprost w zastraszającym
                        tempie- nauczyciele pracują nad utratą szacunku(na szczęście są wyjątki)Nie wiem
                        jak bardzo można w domu wpajać właściwą postawę(Zresztą nie wiem,czy jest to
                        właściwa postawa, czy zakłamanie?)- jeżeli sam nauczyciel pracuje nad utratą
                        dobrego wizerunku. Może dobrze byłoby,żeby Państwo posłuchali zastrzeżeń ze
                        strony rodzicow, a nie tłumaczyli się niskimi zarobkami? Brak pieniędzy w żadnym
                        stopniu nie usprawiedliwia brak umiejętności pedagogicznych i samozachwyt.
                        Inwektywy są oburzające pod Państwa adresem, ale może rodzice już są bezsilni i
                        nie potrafią inaczej pokazać oburzenia? Natomiast "wycieczki osobiste " pod
                        adresem "Wojtka" świadczą o etyce Nauczyciela i jego poziomie...
                        Pragnę jednak wyrazić uznanie tym Nauczycielom, którzy potrafią zdobyć serce
                        dzieci lub młodzieży i pomimo trudności zarazić ich swoją pasją. Do dziś
                        pozostaję pod wrażeniem spotkania z kilkoma nauczycielami-pasjonatami-np z
                        Legionowa, ktora przygotowywała dzieci na wystawę prac malarskich , czy też
                        fizyka-już niestety nieżyjącego z jednego z LO z W-wy.Niestety jest ich tak
                        mało...A recepta jest taka prosta:serce, pasja, uśmiech, życzliwośc i pytanie:
                        co Ci wytłumaczyć? Brak jednego z tych elementów grozi takimi jak powyżej
                        przytoczone rozmowami z rodzicami...
                        • Gość: abiturient Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.06, 05:46
                          ...kto zostaje nauczycielem?90% to odpady produkcyjne...ludzie ktorzy nigdzie indziej nie moga zrobic "kariery", system angielski jest o wiele lepszy - tam najlepsi moga ta specjalizacje zrobic. ja osobiscie sie ciesze ze juz skonczyłem etap szkoły sredniej - czas zamrnowany, jedyne czego mnie nauczyli to jak kombinowac by przeżyc...oczywiscie mialem przyjemnosc poznac kilku pasjonatów, ale to ponizej 5%...
                          pozdrawiam
                      • Gość: rodzic Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.home / 83.238.160.* 21.04.06, 14:59
                        Człowieku, nie da się ciebie czytać! Jakaś nowomowa albo inne korporacyjne
                        bleble?!
                        • Gość: rodzic Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.home / 83.238.160.* 21.04.06, 15:02
                          Oczywiście moja wcześniejsza wypowiedź dotyczyła postu niejakiegowojtka.k
                          zakończonego życzeniami wesołych świąt
                          • Gość: vvojtek.k Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.chello.pl 23.04.06, 08:37
                            Gość portalu: rodzic napisał(a):

                            > Oczywiście moja wcześniejsza wypowiedź dotyczyła postu niejakiegowojtka.k
                            > zakończonego życzeniami wesołych świąt

                            sytuacje opisane nie dotyczą szkół niepublicznych różnych fundacji
                            a także specyfiki ateistów tak jak zwróciłeś uwagę
                            a więc nie dotyczą ciebie i zapewne tak jakbyś chciał ciebie nie atakują
                            dlatego to twoje niezrozumienie.
                            Szturmuj więc gdzie indziej :)
            • Gość: malgosia Re: Rodzice z k(l)asą???? IP: *.aster.pl 22.04.06, 17:38
              i ponoszą taką odpowiedzialność - to jedna z podstawowych zasad prawa
              cywilnego. M
    • Gość: Nauczyciel Ani kasa ani klasa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.06, 00:24
      Jestem nauczycielem. Czy chcę, czy nie chcę, zawód ten wyrobił we mnie
      odruch „diagnoza-porada”. Oznacza to, że obserwując jakieś zdarzenie mam
      potrzebę reagowania. Na co dzień, w pracy, oczekuje się tego ode mnie. Mam
      radzić moim uczniom, bo taka jest misja mojego zawodu. Nie ma co się z tego
      śmiać, ani potępiać nas-nauczycieli za ten, bo to tak samo, jakby potępiać
      lekarza, że ma odruch niesienia pomocy chorym.
      Problem nauczycieli odbieranych jako „źli” leży w tym, że zamiast „radzić”
      zaczynają „kierować”, „kreować”, „wymagać”. Zgodnie z zasadą: „Zabiję, a
      nauczę!”. Osobiście wcale nie uważam, że muszę dziecko nauczyć. Muszę mu pomóc
      nauczyć się samemu, czasami wesprzeć, czasami ocenić.
      Nie dalej jak dzisiaj w mojej szkole (gimnazjum) był dzień otwarty. Przyszli do
      mnie rodzice ucznia, któremu ostatnio, w złości, postawiłem dwie kolejne
      jedynki za dwie nieodrobione prace domowe. Tata ucznia zapytał, dlaczego nie
      wpisałem, przynajmniej za drugim razem, uwagi do dzienniczka o nieodrabianiu
      lekcji – bo on ten dzienniczek sprawdza i by z synem zasadniczo porozmawiał. Ja
      na to, że staram się nie angażować rodziców w tego typu kłopoty, nie
      skarżyć. „Ależ, proszę pana – usłyszałem – tu nie chodzi o skarżenie, my po
      prostu chcemy działać wspólnie z panem”. I zrobiło mi się głupio…
      Z jednego osiągnięcia jestem dumny. W podstawówce, w której także pracuję,
      absolwenci podarowali mi dyplom, na którym było napisane, może trochę koślawo
      gramatycznie, ale za to serdecznie: „Panu …. za to, że szkoła pozwala uczniom
      być sobą, zanim zdecydują, kim chcą być”.
      Myślę, że nie ma sensu przerzucanie się oskarżeniami, kto jest gorszy – rodzic
      czy nauczyciel. Rodzice zawsze będą narzekali na nauczycieli, często słusznie,
      nauczyciele – na rodziców – również nie bezzasadnie. Mamy zbyt mało szacunku
      dla siebie na co dzień, nie tylko w szkole – „idiotów”, „kretynów”, „palantów”
      pada mnóstwo na ulicy, bo ktoś zbyt szybko ruszył samochodem, gwałtownie
      zahamował, przebiegł przez jezdnię, głośno krzyknął, i tak dalej. Gdy jesteśmy
      tym sfrustrowani – zaczynajmy naprawę od nas samych.
      • kasia_mm Re: Ani kasa ani klasa 25.04.06, 22:50
        Przyszli do
        >
        > mnie rodzice ucznia, któremu ostatnio, w złości, postawiłem dwie kolejne
        > jedynki za dwie nieodrobione prace domowe.

        jakzesz to smutne...... dobrze ze to zauwazyles - i chociaz po fakcie - jest Ci
        glupio ale juz wiesz ze mozna bylo innaczej
        czasem postawcie sie mili nauczyciele w skorze dziecka - DZIECKA - 7 czy 10
        letniego ktore czesto nie ma mozliwosci uzasadnic swojego bledu i od
        nauczyciela w "zlosci" obrywajac jedynke czy minus czy uwage - tak to przezywa
        ze pamieta potem to latami... czlowiek juz na zawsze jesli nie na wiele lat ma
        gdzies gleboko w podswiadomosci wbite ze jest do bani, ze co by nie zrobil i
        jak sie nie staral - zawsze go skrytykuja i ukarza... teraz jest tak wiele
        wrazliwych chociaz na pozor butnych dzieciakow ze strach:( moze to wina
        odpowiedniego przygotowania pedagogicznego do zawodu nauczyciela - stawia sie
        na nauczenie nauczania przedmiotu a nie na poznanie psychiki dziecka

        pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka