Witam, moja znajoma zakwalifikowala sie do tzw. programu stazowego Unibanker
(info do znalezienia w googlach) - praca na 3 lub 6 miesieczna umowe ZLECENIE.
Od najblizszej niedzieli chca ja wyslac na szkolenie ale wszelkie prosby o
uprzednie podanie tresci umowy zlecenia z przedziwnym zalacznikiwm 5 do tejze
umowy (rachunek wystawiany przez rekruta na podstawie ktorego wyliczane bedzie
wynagrodzenie) pomijane sa milczeniem lub zbywane odmowa (nie udostepniamy...)
Chcialbym uniknac sytuacji ze podsuna jej na tym szkoleniu jakis cyrograf z
ktorego nie bedzie sie w stanie wycofac (pierwszy dzien to jakis bankiet -
zapewne socjotechnika i pranie mozgu

z ktorego bedzie wynikac ze jak cos...
to bedzie musiala pokryc koszty szkolen itp - czy ktos moglby napisac pare
slow, co sie za tym wszystkim kryje ? Musi byc "cos za cos" bo wiadomo ze za
friko nie beda jej przez tydzien szkolic, zywic i kwaterowac w osrodku w
Serocku, zeby nagle powiedziala 'ta praca i umowa mi nie odpowiada' - co
dziwne, ze 3 miesieczna umowa zlecenie moze byc rozwiazana z 2 tygodniowym
wyprzedzeniem (jestem niemal pewien ze wylacznie jednostronnie przez bank). A
co do wynagrodzenia: opis programu nie przewiduje zadnego stalego
wynagrodzenia i jak przypuszczam bedzie sie odbywac jedynie w systemie
prowizyjnym (od wcisnietych pozyskanym klientom produktow - stad ten dziwny
zalacznik do umowy). Smierdzi mi to troche i przypuszczam ze Bank szuka taniej
sily roboczej do czarnej roboty (akwizycja produktow, sprzedaz, itp)...
Czy ktos moze napisac pare slow jak to na prawde wyglada i czego sie strzec ?
Sprawa bardzo pilna !