aekiert
18.03.05, 18:21
To ja mam pytanie przy okazji poprzedniego postu.
8 tyg. temu urodziłam córeczkę, kóra ważyła 4220g i mierzyła 60 cm. Może to
nic wielkiego, ale sama jestem drobnej budowy i mam 158 cm wzrostu. Poród
trwał długo (słabo postępowało rozwarcie), a sama druga faza (parcie)1,5
godz. Było naprawdę ciężko i mimo to, że to mój drugi poród, a na ból jestem
dosyć odporna, błagałam lekarzy o cesarkę. Powidziano mi, że wskazaniem do
zabiegu jest dziecko powyżej 4,5 kg, zagrożenie życia matki lub dziecka i ja
się nie kwalifikuję. Po 16 godzinach męczarni urodziłam, ale Mała była mocno
wymęczona porodem (7 pkt. Apgar), słabo oddychała, była sina i miała słabe
napięcie mięśni. Zabrano ją pod tlen. Potem w szptalu przez dwie doby nie
budziła się do karmienia, dostawała kroplówki z glukozą. Teraz musimy z uwagi
na to niedotlenienie okołoporodowe kontrolować rozwój dziecka u neurologa. A
można było tego uniknąć... Czy takie rutynowe podejście do pacjentów jest w
porządku? Przecież to się mogło dużo gorzej skończyć. Czy na prawdę lekarze
muszą się trzymać ściśle wytycznych (o ile takie w ogóle istnieją, a może
wszystko zależy od dobrej woli?).I jeszcze jedno... w szpitalu gdzie rodziłam
położne na porodówce nie mogł badać pacjentek "normalnie" tylko per rectum!
Pierwsze dziecko rodziłam w Klinice ŚlAM i tam czegoś takiego nie było. Czy
to się praktykuje w innych szpitalach, czy tylko ja trafiłam na
taką "chorość". Przecież same bóle porodowe są wystarczająco nieprzyjemne,
dlaczego trzeba sprawiać kobiecie jeszcze więcej bólu?
Pozdrawiam
Agnieszka