Dodaj do ulubionych

Jak postąpić?

04.12.11, 12:07
Pracowałam, jako opiekunka pewnego rodzeństwa przez kilka lat, nasza współpraca zakończyła się „naturalnie”.
Z podopiecznymi miałam bardzo dobry kontakt, zżyliśmy się ze sobą.
Rodzice zatrudnili inną opiekunkę na 3 godziny dziennie. Nowa niania jest bardzo sympatyczna, dzieci ją w pełni akceptują i bardzo lubią (gdy któregoś razu ich odwiedziłam, żałowali, że nie ma z nami też Anki, włączają ją również do swoich opowieści:-). Ja też ją lubię i jestem spokojna, bo są w dobrych rękach.
Przed zakończeniem współpracy, rozmawiałam z podopiecznymi wielokrotnie o nadchodzącej zmianie.
Tłumaczyłam, na czym polega praca opiekunki, że gdy dzieci idą do szkoły i przedszkola, opiekunka zajmuje się kolejnym malutkim dzieckiem, aż zostanie ono przedszkolakiem. Zapewniłam, że będę ich odwiedzała, że oni mogą czasem odwiedzić mnie, a gdy będą chcieli mogą do mnie zadzwonić.
Rodzice uważają, że dzieci się przyzwyczają, bo muszą i nic im nie będzie. Tak kiedyś powiedzieli. Gdy maluchy mają jakiś problem, często mama i tata odpowiadają krótko, a potem zmieniają temat, aby odwrócić ich uwagę.
Mama dzieci chce, aby byli podopieczni „odzwyczaili” się ode mnie. Nie mówi tego bezpośrednio. Zapewne uważa, że dla smyków tak będzie lepiej, ponieważ teraz za mną tęsknią. Zawsze pytam "czy mogę przyjść z wizytą i kiedy?", wówczas była szefowa proponuje możliwie odległy termin, tłumacząc, że są zajęci.
Byli pracodawcy są dobrymi rodzicami i bardzo kochają swoje dzieci, ale uważam, że bagatelizowanie dziecięcych wątpliwości i żalu nie jest dobre.
Chciałabym, aby maluchy ucierpiały na moim odejściu jak najmniej. Nie chcę, aby poczuli się odrzuceni i oszukani, bowiem wcześniej mówiłam, że będę ich odwiedzała, a teraz przychodzę 3 razy w miesiącu na 1,5 godziny. Mówiłam, iż mogą do mnie zadzwonić, nie dzwonili ani razu, pewnie im nie pozwalają, tłumacząc, że ja nie mam czasu.
Jak mam z dziećmi rozmawiać, aby pomóc im odnaleźć się w nowej sytuacji? Czego unikać, aby ich smutku nie lekceważyć, ale też nie pogłębiać? A może przestać ich odwiedzać, tak jak chciałaby mama?
Na co dzień są pogodni i szczęśliwi. Wiem, że brakuje im mnie, lecz na szczęście nie przesłania im to świata, ale też ich wątpliwości nie są rozwiewane, więc trzymają je w sobie. Podczas ostatniej wizyty młodszy smyk pod wpływem zdenerwowania (nie mógł się z nami bawić, dopóki nie przeprosi starszaka) powiedział, że pójdzie sobie do innego domu :-(, gdy czasem wyciągnę z torebki np. balony do wspólnej zabawy, pytają mnie: nie dałaś Filipkowi?
Jakby w znaczeniu - przecież teraz nie my jesteśmy ważni tylko Filipek(obecny podopieczny).
Będę wdzięczna za rady zarówno Pani Justyny jak i Forumowiczek.
Smyki mają 4 i 7 lat.
Obserwuj wątek
    • Gość: basca Re: Jak postąpić? IP: *.ghnet.pl 04.12.11, 13:11
      IMO chyba Ty bardziej tęsknisz niż dzieci i nie możesz się pogodzić z tym rozstaniem:)
      ps. Jak dla mnie spotkania 3 razy w miesiącu, to nie jest tak mało. W czasie spotkań raczej nie koncentrowałabym się na tęsknocie, ale na fajnej zabawie.
      • verdana Re: Jak postąpić? 04.12.11, 13:15
        Rodzice mają rację. Opiekunka nie jest częścią rodziny - owszem, jesli odwiedzi dzieci raz czy dwa nic się nie stanie, ale stałe uczestnictwo w życiu dzieci jest bez sensu. One naprawdę powinny się odzwyczaić.
    • kolkograniaste Re: Jak postąpić? 04.12.11, 13:47
      To prawda, że tęsknie. Z prawie sześciu lat współpracy przez cztery lata pracowałam po 10 - 11 godzin dziennie, ale znam swoje miejsce. Nigdy nie byłam, nie jestem i nigdy nie będę ich rodziną. Opiekowałam się już wieloma dziećmi i zawsze zmiana pracy w mojej branży jest trudna, ale jestem dorosła i wiem jak sobie z tym radzić.
      Wiem, że mają dobrą opiekunkę i to dla mnie najważniejszy czynnik, który sprawia, że zakończenie współpracy jest łatwiejsze. Chciałabym jeszcze, aby mogli opowiedzieć w razie potrzeby o swoich emocjach i zostać zrozumianym. W mojej opinii najlepiej, aby rozmawiali o tym z rodzicami. Wtedy byłabym zupełnie spokojna.
      Podczas wizyt, nie wypytuję czy tęsknią, czy lubią nową nianię itd., po prostu miło spędzamy czas. Jestem spokojna, uśmiechnięta i zadowolona.
      Chciałam się poradzić, jak reagować na ich „sprawdzanie mnie”, typu – pójdę do innego domu – dlaczego dałaś to nam, a nie Filipkowi? – itp.
      Kwestią czasu jest ich oswojenie się z tą sytuacją, ale moje słowa i zachowania mogą proces przyspieszyć lub opóźnić, dlatego chciałam zasięgnąć opinii innych jak postępować.
      • jagienka_77 Re: Jak postąpić? 04.12.11, 15:06
        Na miejscu rodziców również wolałabym, żeby kontakt zakończył się wraz z zakończeniem współpracy, jakkolwiek przykre to może być dla opiekunki. Myślę, że dla dzieci było przykre na początku, ale trzeba dać im szanse na odcięcie tej swoistej "pępowiny" bo im dłużej pojawiasz się w ich życiu tym trudniej im się pogodzić z tym, że już nie jesteś jego częścią.
    • domza2 Re: Jak postąpić? 04.12.11, 15:12
      ZGadzam się z przedmówczynią - tym bardziej, że jest tam teraz nowa opiekunka, którą bardzo lubią. Czas usunąć się w cień i przestać traktować dzieci jak swoje - Twoje obawy przypominają nieco sytuację, w której to MAMA martwi się, czy opiekunka będzie umiała rozmawiać z jej dziećmi. Nie sądzisz, że ta odwrócona sytuacja nie ejst ok?
      • mruwa9 Re: Jak postąpić? 04.12.11, 16:19
        Dokladnie. tesknota (obustronna) to ludzka rzecz, ale rola kolkagraniastego w zyciu swoich podopiecznych juz sie skonczyla i trzeba to uszanowac, a nie zachowywac sie jak matka-kwoka, ktora nie potrafi odpepnic wlasnego dziecka.
    • joshima Re: Jak postąpić? 04.12.11, 20:34
      kolkograniaste napisała:

      > Mama dzieci chce, aby byli podopieczni „odzwyczaili” się ode mnie.
      Zatem wypada uszanować jej wolę i nie przeciągać niepotrzebnie sprawy. To nie są Twoje dzieci i decyzja o tym oraz o tym jak będą dalej wychowywane nie należą do Ciebie. Myślę, że zrobiłaś błąd obiecując im coś na wyrost i nie mając pewności, że własnie tak będzie i powinnaś teraz to odkręcić.
    • mskaiq Re: Jak postąpić? 04.12.11, 20:48
      Dla mnie im wiecej miłosci ma dziecko tym lepiej dla niego i nie musi pochodzić
      ona tylko od rodziców. Ona najlepiej rozwija, rozumie, pokazuje co jest ważne,
      jak można pomóc i zawsze odpowiada na potrzeby dziecka.
      Czasem jednak dochodzi do rozstania, tego nie sposób uniknąć w życiu. Myślę że
      o wiele łatwiej się rozstawać kiedy obie strony wiedza że są ważne dla siebie.
      A o Filipku powiedziałbym ze jest tak samo wazny jak i one, ani mniej ani wiecej.
      Serdeczne pozdrowienia.


    • kolkograniaste Re: Jak postąpić? 04.12.11, 23:27
      domza2: moje obawy mogą Ci nawet przypominać Smoka Wawelskiego; -), Twoje prawo.
      Byli podopieczni mają mamę i to świetną, ja byłam opiekunką – dla mnie to jest jasne.
      Zakończyła się moja rola niani, ale miałam nadzieję, że uda nam się zachować znajomość, np. tak, jak z wcześniejszymi pracodawcami.
      Odwiedzałam ich początkowo dość często (na ich wyraźną prośbę), teraz (a minęło już kilka lat, od zakończenia współpracy) przychodzę do nich średnio dwa razy w miesiącu. Gdy nie odzywam się zbyt długo sami do mnie dzwonią - mimo, że jesteśmy na Pan/Pani.
      joshima >zrobiłaś błąd obiecując im coś na wyrost i nie mając pewności, że własnie tak będzie i powinnaś teraz to odkręcić.<
      Mówiłam im to samo, co rodzice. Jeszcze ostatniego dnia współpracy zapewniali mnie, że jestem zawsze mile widziana i mam ich odwiedzać.
      A była szefowa nie powiedziała, że nie mam przychodzić, to ja sądzę, że tego by chciała, gdyż ją znam i widzę jak się zachowuje, np. podczas przypadkowego spotkania.
      Nawet, jeśli mam odmienne zdanie niż rodzice, robię to, czego oczekują. Przedstawiam czasami swoją opinię, ale ich decyzje są najważniejsze, bo to oni są rodzicami. Zawsze się dostosowuję.
      mskaiq – dobrze wiedzieć, że są jeszcze mamy, które rozumieją, że zarówno opiekunka jak i dziecko są ludźmi i nie mogą 31 sierpnia nacisnąć guziczka „wykonane - zapomnij”. Zgadzam się z Twoją wypowiedzią.
      basca – masz rację w obecnej sytuacji, chyba najlepiej zrobić tak jak proponujesz.
      A tak na marginesie – myślałam, że empatia jest pożądaną cechą u opiekunki.
      • wrzesniowamama07 Re: Jak postąpić? 04.12.11, 23:42
        Pierwsza niania mojego synka opiekowała się nim tylko przez pół roku - zmieniliśmy miejsce zamieszkania - kontakt utrzymujemy do tej pory. Jak jest okazja, spotykamy się, zapraszam ją np. na urodziny.

        Dla mnie nie ma niczego dziwnego w tym, że nawiązała się więź - z jej strony na pewno bardziej niż ze strony mojego dziecka, które miało rok jak się z nianią rozstawało, wręcz się cieszyłam i cieszę że tak dobrze trafiliśmy.

        Ale odwiedziny trzy razy w miesiącu to bardzo dużo i może to być krępujące dla rodziców - patrzę od strony potencjalnej pracodawczyni. Mój syn ma nianię, teraz na "pół etatu", bo zaczął przedszkole. Opiekowała się nim trzy lata, blisko mieszka. Wyobrażam sobie, że przyjdzie taki moment kiedy z niani zrezygnujemy całkiem (lub ona znajdzie taką pracę, która nie pozwoli jej z nami być na zasadach współpracy). Jako mama uważałabym wtedy - piszę nieco na wyrost - że spotkanie raz na kilka tygodni, dla podtrzymania znajomości jest całkowicie wystarczające. Częstsze wprawiałoby mnie w poczucie, że jestem byłej niani coś winna. Że ona, przychodząc do dziecka i zajmując się nim (a tak wyobrażam sobie Twoje wizyty u byłych pracodawców) powinna dostać jakieś wynagrodzenie, albo co najmniej jakiś rodzaj zobowiązania powstaje. Raz na kilka tygodni, raz w miesiącu, potem rzadziej, to by mi nie sprawiało problemu.

      • joshima Re: Jak postąpić? 05.12.11, 09:11
        kolkograniaste napisała:

        > Byli podopieczni mają mamę i to świetną
        Naprawdę? To czemu ją krytykowałaś?

        > Mówiłam im to samo, co rodzice. Jeszcze ostatniego dnia współpracy zapewniali m
        > nie, że jestem zawsze mile widziana i mam ich odwiedzać.
        > A była szefowa nie powiedziała, że nie mam przychodzić, to ja sądzę, że tego by
        > chciała,
        Ja to nie rozumiem, czemu ludzie tak chętnie opierają się na domysłach, zamiast poważnie porozmawiać i wyjaśnić sobie pewne kwestie mówiąc wprost. Zawsze mnie to zadziwiało.


        > A tak na marginesie – myślałam, że empatia jest pożądaną cechą u opiekunki.
        Obawiam się, że Twoje rozterki wykraczają trochę poza zwykłą empatię.
        • verdana Re: Jak postąpić? 05.12.11, 09:40
          Widzę jeszcze jednem problem. Moje dzieci miały kiedyś świetną nianię, niestety - z dosyć powaznego powodu, nie dotyczącego jej stosunku do dzieci, postanowiłam ją zwolnić. I wcale nie miałabym ochoty, aby utrzymywała z dziećmi kontakty, choćby dlatego,z e ja na te kontakty nie miałam ochoty.
          Zwolniona niania moze utrzymywać kontakty - a i to sporadyczne - tylko na zaproszenie byłych pracodawcw. Nie moze byc tak, ze raz przyjętej niani pozbyć się juz z własnego życia nie sposób.
    • justyna_dabrowska Re: Jak postąpić? 05.12.11, 10:29
      Mam zupełnie inne zdanie niż moje przedmówczynie. Zatrudnianie niani, na 10-12 godzin dziennie do opieki nad własnymi dziecmi to nie jest praca jak każda inna. To jest podjęcie decyzji o tym, że nasze dzieci przywiążą się do obcego nam człowieka i że relacja z tym człowiekiem będzie dla nich ważna. Tak bywa dzisiaj, że nianie stają się bardzo ważnymi ludźmi w życiu dzieci właśnie dlatego, że pomiędzy oboma stronami rodzi sie przywiązanie, które niektórzy nazywają czasem miłością. Kiedyś dziećmi opiekowało sie stado, dziś z braku ciotek, babć, sióstr i kuzynów zdajemy się na nianie i one stają się realnie częścią naszej rodziny nie mniej niz staje się nim nowo zdobyty (za pomocą slubu z ukochanym) szwagier lub teść.
      Dlatego nie lekceważyłabym przywiązania dzieci . Wiem, rozstania są częścią życia, ale na to rozstanie dzieci nie miały żadnego wpływu, i nie rozumiem co dobrego może wyniknąc z faktu, że przestaną się z nianią widywać. Wręcz przeciwnie, widziałabym wartośc w tym, że dzieci mają więcej ludzi do kochania.
      Buntuję się także wobec stwierdzenia, że dzieci "mają sie przyzwyczaić" do tego, że zaszła taka zmiana. One muszą tę zmianę przeżyć, przetrawić, przepracować, zasymilować. A to wszystko zakłada że pozwolimy im na to by były niezadowolone.

      Sądze, że przyda się dorosła rozmowa z była szefową, być może zrozumie Pani argumenty i zobaczy w tej sytuacji coś pozytecznego także dla siebie.
      pozdrawiam
      jd
      • verdana Re: Jak postąpić? 05.12.11, 12:46
        A ja się jednak nie zgodzę. Rozumiem, ze niania nie może zniknąć nagle, ale taką znajomość, a co więcej przywiązanie trzeba wyciszać, a nie podtrzymywać w nieskończoność.
    • forumowiczka.to.ja Re: Jak postąpić? 05.12.11, 10:56
      A ja uważam intencje kolkograniaste za bardzo szlachetne. Dzieci lubią mieć w życiu takie stałe punkty, które były, są i trwają, jak rodzice, babcia i właśnie niania, z którą spędzały po 10-12 godzin dziennie, czyli bardzo dużo czasu. Zdążyły się przyzwyczaić, pokochać. A teraz jak jest nowe dziecko w rodzinie, ta obecność "starej" niani może im bardzo pomóc.
      Dziwi mnie, że rodzice nie zabiegają o takie kontakty, tylko ich unikają.
      Jeśli niczym się rodzicom nie naraziłaś tak poza obowiązkami, to ja bym po prostu porozmawiała. Tak po ludzku, spotkała się z mamą czy z obojgiem rodziców i powiedziała, że rozumiesz sytuację, nie chcesz się narzucać, dostosujesz się do ich terminów, ale dla dobra dzieci chciałabyś choć raz w miesiącu się z nimi widywać. Że nie chcesz za to żadnych pieniędzy, chodzi o dzieci.
      Powiedziałabym to, co napisałaś nam tutaj. Sama piszesz, że mama to dobra mama, kochająca, więc nie sądzę że jak postawisz sprawę uczciwie, to Cię zignoruje.
      Powodzenia.
    • domza2 Re: Jak postąpić? 05.12.11, 13:04
      Moja mama pracowała jako niania jednej dziewczynki też przez 3 lata, może nie aż tyle godzin, ale zdążyły się obie baaardzo zżyć. Ale potem, gdy urodziło się kolejne dziecko i miało inną nianię, mama od czasu do czasu widywała się z tą dziewczynką, ale ZAWSZE na prośbę/zaproszenie mamy dziecka (samego dziecka, które prosiło o to mamę). Kontakt stawał się coraz rzadszy, mama chodziła jeszcze na dzien babci do przedszkola podopiecznej. Nigdy sama nie pytała, czy ma przyjść - wynikało to z taktu oraz ze świadomości, że to rodzice decyzują, jakie stosunki mają panować z nianią. Dziecko (już szkolne) nadal pamięta i kocha moją mamę, ale kontakt jest już bardzo rzadki. A więc najlepiej powoli, powoli, ale nie narzucać się. Jednak decyzja należy do rodziców.
    • kolkograniaste Re: Jak postąpić? 06.12.11, 21:46
      joshima: krytykowałam mamę swoich byłych podopiecznych? Bez przesady.
      Ona ma prawo postępować tak jak uważa za stosowne, a ja mam prawo mieć swoje zdanie, lecz zawsze się dostosowuję do wyrażonych oczekiwań pracodawców.
      A to, że czasem miałam odmienne zdanie (na przykład na temat relacji „była opiekunka-byli podopieczni”), nie zmienia faktu, że to naprawdę bardzo dobra mama.
      Długo wahałam się czy napisać na forum. Rozmawiałam wcześniej z kilkoma osobami na temat opisanej sytuacji i okazało się, że tylko jedna osoba potrafiła odpowiedzieć merytorycznie. Reszta albo mówiła: „co się przejmujesz, że dzieci tęsknią? to nie twoje dzieci, teraz masz nowe”, albo nie dopuszczała do żadnych rozmów argumentując, że ja byłam tylko opiekunką, czyli kimś nieważnym. Jedna z osób z drugiej grupy powiedziała, że dziecku może brakować chomika czy psa, które nie żyją, ale nie opiekunki, bo ona jest obca(sic!).
      Obawiałam się, że tu też tak będzie.
      verdana: >Zwolniona niania moze utrzymywać kontakty - a i to sporadyczne - tylko na zaproszenie byłych pracodawcw. Nie moze byc tak, ze raz przyjętej niani pozbyć się juz z własnego życia nie sposób.<
      Verdana – nie zawsze zgadzam się z Twoimi wypowiedziami, ale są one w większości przypadków merytoryczne, lecz chyba tym razem patrzysz przez pryzmat SWOICH doświadczeń z nianią?
      Nie obraź się, ale - podobnie jak druga grupa osób, z którymi rozmawiałam w realu - ucinasz jakiekolwiek rozważania, dlatego że opiekunka, to ktoś obcy, a nie rodzina, więc nie ma co się przejmować. Gdy była nam potrzebna, warto było o relacje dbać, teraz jej nie potrzebujemy, więc należy jej się pozbyć. Być może w Twojej sytuacji, ma to jakiś sens. Ja byłabym skłonna dla dobra dzieci schować honor do kieszeni (to a propos >nie miałabym ochoty, aby utrzymywała z dziećmi kontakty, choćby dlatego, ze ja na te kontakty nie miałam ochoty<).
      Dlatego pracuję jako opiekunka - dobro dziecka jest dla mnie najważniejsze. Dzieci mnie lubią, bo ich zdanie jest dla mnie ważne i zawsze brane pod uwagę.
      Niemal wszyscy piszą, że decyzja należy do rodziców - zgadzam się z tym.
      Tata dzieci nie ma nic przeciwko utrzymaniu kontaktu, wręcz przeciwnie, mama dzieci też mówi (przynajmniej oficjalnie, bo widzę, że jej to nie w smak), że też nie ma nic przeciwko naszym kontaktom.
      Więc póki co będę smyki odwiedzała. Oczywiści nie chcę, żadnych pieniędzy za swoje wizyty – powiedziałam o tym rodzicom już dawno temu.
      Dziękuję za wszystkie wypowiedzi, szczególnie Pani Justyny oraz osób, które rozumieją, że opiekunka to też człowiek ;-) i poradziły mi jak postępować z dziećmi.
      Pozdrawiam,
      Kolkograniaste.
      • mruwa9 Re: Jak postąpić? 06.12.11, 22:48
        wiesz, mnie niepokoi to, ze z twojego opisu wynika, ze jestes w silnym zwiazku emocjonalnym i uczuciowym z dziecmi (bylymi podopiecznymi, moze i obecnymi). Samo w sobie to jest chwalebne, ale moze po prostu pomylily ci sie role i za bardzo chcesz wejsc w role mamy tych dzieci, moze po prostu przeginasz, co sila rzeczy nie musi sie podobac twoim pracodawcom. Spedzasz z dziecmi duzo czasu, angazujesz sie , jestes bez watpienia wazna osoba w ich zyciu, ale jestes TYLKO opiekunka, sorry, ale powinnas znac swoje miejsce w szeregu i nie wchodzic w kompetencje rodzicow. Moze po prostu jest ciebie za duzo w zyciu tej rodziny (nie tylko dzieci, ale calej rodziny), co moze dawac bylym ( a moze i obecnym) pracodawcom uczucie dyskomfortu, jesli sa caly czas pod obserwacja, badz co badz, postronnej osoby. Mnie by to nie odpowiadalo, szczerze mowiac, i w takiej sytuacji z pewnoscia dazylabym do ochlodzenia relacji.
      • joshima Re: Jak postąpić? 06.12.11, 23:14
        kolkograniaste napisała:

        > joshima: krytykowałam mamę swoich byłych podopiecznych?
        Tak odebrałam między innymi tę uwagę: "Rodzice uważają, że dzieci się przyzwyczają, bo muszą i nic im nie będzie. Tak kiedyś powiedzieli. Gdy maluchy mają jakiś problem, często mama i tata odpowiadają krótko, a potem zmieniają temat, aby odwrócić ich uwagę." i tę: "Byli pracodawcy są dobrymi rodzicami i bardzo kochają swoje dzieci, ale uważam, że bagatelizowanie dziecięcych wątpliwości i żalu nie jest dobre. "
    • aleksandra1357 Re: Jak postąpić? 06.12.11, 23:16
      A ja sobie ciągle myślę: Jak to? Tak bezinteresownie tracić swój czas dla dobra cudzych dzieci? W dzisiejszym świecie ta szlachetność wygląda jak podejrzana nadgorliwość.
      Mi się zdaje, że dzisiejsze czasy wypaczyły te międzyludzkie stosunki. W ogóle nie powinno być czegoś takiego jak opiekunka. W dawnych czasach dziećmi zajmował się ktoś z rodziny i ten ktoś nie znikał po 3 latach. To znikanie opiekunki, która często jest dziecku bliższa niż matka, po 3 latach, bo dziecko idzie do przedszkola, jest z punktu widzenia dziecka chore jakieś i dziwne, porównywalne ze śmiercią babci na przykład. Ale z punktu widzenia rodzica to tylko zakończenie współpracy.
      Przyznam się, że ja bym sobie pewnie w ogóle nie życzyła wizyt byłej opiekunki (nigdy nie miałam takowej, siedzę w domu).
      Tu jest ten zgrzyt, że kiedyś się tej osobie płaciło, a teraz ona sobie ot tak przychodzi.
      Myślę też, że to bardzo rzadki problem, bo większość opiekunek ani myśli odwiedzać wcześniejszych podopiecznych.
      • verdana Re: Jak postąpić? 07.12.11, 10:42
        Czym bardziej to czytam, tym bardziej jestem zaniepokojona.
        opiekunka to jednak tylko opiekunka. Nie moze i nie powinno byc tak, ze kazda kolejna opiekunka "wchodzi" na zawsze do rodziny, pozbyć sie jej juz z życia nie sposób. Opiekunka jest kimś, komu się płaci za usługę, a nie kimś, kogo ma sie potem za darmo gościć resztę życia i mieć wobec niej jakiekolwiek zobowiazania. Odwiedzanie podopiecznych raz na jakiś czas - OK, moze być, regularnie - absolutnie nie, chyba że na wyraźne zaproszenie. Inaczej jest po prostu intruzem - za rok będą przychodzić juz dwie opiekunki? Albo trzy?
        Problemem jest Twoje wypadnięcie z roli. Opiekunka zajmuje sie dziećmi, moze być do nich przywiązana, ale powinna liczyć sie z tym, ze nie są to jej dzieci i pewnego dnia kontakt się urwie. Ty zaczęłaś traktować te dzieci jako "swoje" - kogoś, do kogo masz prawo. Problem w tym, ze nie masz.
        W dawnych czasach były jak najbardziej - bony, niańki, guwernantkui, mamki, służące. I dzieci na ogół doskonale zdawały sobie sprawę z róznicy między matką, babcią czy opiekunką. Dramaty,z wiązane z odejsciem niani zdarzały się, owszem - gdy wychowanie całkowicie na tej niani spoczywało.
        • noname2002 Re: Jak postąpić? 07.12.11, 21:17
          Verdana, to poczytaj chociażby Agatę Christie, o nianiach się pamiętało do ich śmierci i odwrotnie, podopieczny mógł zawsze liczyć na pomoc swojej starej niani. To nie były służące, które można było w każdej chwili odprawić, raczej właśnie były kimś w rodzaju przyszywanej rodziny. Podobnie guwernantki. I nic w tym dziwnego, dzieci przywiązują się najbardziej do osób, które spędzają z nimi najwięcej czasu i które się nimi naprawdę zajmują.
          A te wszystkie posty przypominające Kolkugraniastemu, że jest tylko opiekunką, to pewnie matki, które się boją, że dzieci mogłyby się przywiązać do opiekunki równie mocno jak do nich.
          • joshima Re: Jak postąpić? 07.12.11, 22:11
            noname2002 napisała:

            > Verdana, to poczytaj chociażby Agatę Christie, o nianiach się pamiętało do ich
            > śmierci i odwrotnie,
            Ale takie nianie mieszkały z dzieckiem pod jednym dachem przez pół zycia albo dłużej i bywały bliższymi osobami niż rodzona babka a może nawet matka.
            • verdana Re: Jak postąpić? 07.12.11, 22:34
              Oczywiscie - te nianie były w domu na stałe, wychowywały pare pokoleń, przy czym matki niemal w ogóle nie zajmowały sie dziećmi. I bylo tak głównie jednak w powiesciach, nie w realnym zyciu...
                • verdana Re: Jak postąpić? 09.12.11, 21:07
                  W powieściacsą nianie, co to przezyly trzy pokolenia i byly wlasciwie matkami dla "swoich" dzieci. realnie guwernantki i bony mieszkające w domach zwyklle zmeinialy sie czeste, a później służące, zajmujące się dziećmi zdecydowanie nie były na prawach domownika, z czego nawet dzieci zdawały sobie dobrze sprawę.
            • jagienka_77 Re: Jak postąpić? 07.12.11, 23:38
              Dokładnie. Wydaje mi się, że mylimy dwa pojęcia: niania i opiekunka. Dziś ochoczo nadużywamy nazwy niania, bo brzmi tak ciepło, swojsko a jednocześnie kojarzy sie z klimatem domu gdzieś na prerii, mi osobiście kojarzy sie z grubą murzynką pachnąca ciastem i mlekiem, mieszkającą pół życia z dzieckiem i jego rodziną, niańcząca je od najmłodszych lat, obecną w jego życiu już od narodzin, których bywała świadkiem.Tak, takiej niani podziękować tak po prostu za współprace i zerwać kontakty byłby grzech i krzywdziłoby każdą ze stron.
              U nas jednak prawdziwych niań nie ma, są opiekunki, których opieka ogranicza się do konkretnych zadań od-do. To znak naszych czasów, naszych realiów, naszych wyborów, dzisiejszego trybu życia. Miło, jeśli opiekunka jest zaangażowana i nie przelicza każdej czynności na konkretna sumę. Ale nie można popaść w druga skrajność i wchodzić do czyjegoś życia na siłę, nawet jeśli nasza rola w nim się skończyła a byli pracodawcy taktownie godzą się na wizytę raz na jakiś czas.
              Wydaje mi się, ze w ostatecznym rozrachunku przynosi to więcej niekorzyści niż pozytywów jeśli chodzi o dzieci. IMO przyczyną jest jednak trudność w pogodzeniu się z nową sytuacją przez samą opiekunkę.
              • forumowiczka.to.ja Re: Jak postąpić? 08.12.11, 14:00
                jagienka_77 napisała:

                > Dokładnie. Wydaje mi się, że mylimy dwa pojęcia: niania i [i]opiekunka[/
                > i]. Tak, takiej niani podziękować tak po prostu za współprace i zerwać kontakty byłby grzech i krzywdziłoby każdą ze stron.

                Realnie, takie nianie istnieją w Polsce tylko u p. Kulczyków czy innych z tego poziomu. Więc nie u 98% społeczeństwa. Więc jeśli piszemy o bajkach, to to właśnie jest bajka.

                > U nas jednak prawdziwych niań nie ma, są opiekunki, których opieka ogranicza si
                > ę do konkretnych zadań od-do. To znak naszych czasów, naszych realiów, naszych
                > wyborów, dzisiejszego trybu życia.

                To znak naszej wygody i przedmiotowego traktowania drugiego człowieka, nie tylko niani, ale pani sprzątaczki, kasjerki w markecie itp. Nie usprawiedliwiajmy więc naszego konsumpcyjnego podejścia do ludzi pt "placę to ma robić co JA chcę" stylem życia, czasów. Bo znam kilka domów, w których opiekunka właśnie jest zapraszana co roku na urodziny dziecka, i chociaż raz w miesiącu są spotkania (wizyty w obie strony), chwalenie sie osiągnięciami w przedszkolu/szkole. W wieku nastoletnim zapewne się ten kontakt rozluźni bardziej, ale nastąpi to naturalnie, zgodnie z wyborem dziecka, a nie jego rodziców.

                Miło, jeśli opiekunka jest zaangażowana i nie przelicza każdej czynności na konkretna sumę.

                O tak, to bardzo miłe. Miło jak zatrudniona jest do dziecka/dzieci, za to ma płacone, ale przy okazji ugotuje obiad i ogarnie w mieszkaniu. Tak, to miłe. Zapłacić z reguły za ten bonus rodzice nie chcą, wpisując to w zaangażowanie.

                >Ale nie można popaść w druga skrajność i wchodzić do czyjegoś życia na siłę, nawet jeśli >nasza rola w nim się skończyła a byli pracodawcy taktownie godzą się na wizytę raz na jakiś czas.
                > Wydaje mi się, ze w ostatecznym rozrachunku przynosi to więcej niekorzyści niż
                > pozytywów jeśli chodzi o dzieci.


                A to ciekawe, dlaczego tak uważasz?

              • noname2002 Re: Jak postąpić? 08.12.11, 23:15
                ' Dokładnie. Wydaje mi się, że mylimy dwa pojęcia: niania i [i]opiekunka[/
                > i]. Dziś ochoczo nadużywamy nazwy niania, bo brzmi tak ciepło, swojsko a
                > jednocześnie kojarzy sie z klimatem domu gdzieś na prerii, mi osobiście kojarz
                > y sie z grubą murzynką pachnąca ciastem i mlekiem, mieszkającą pół życia z dzie
                > ckiem i jego rodziną, niańcząca je od najmłodszych lat, obecną w jego życiu już
                > od narodzin, których bywała świadkiem.Tak, takiej niani podziękować tak po pro
                > stu za współprace i zerwać kontakty byłby grzech i krzywdziłoby każdą ze stron.'
                A czym to się różnie od współczesnej opiekunki? Ona spędza na zwykle z dzieckiem około 10 godzin dziennie, dużo więcej niż pracująca matka. Jeśli jest normalną, lubiącą swojego podopiecznego osobą, to nie ma siły-musi się nawiązać między nimi więź. I Kolkograniaste ma rację, nagłe zerwanie kontaktów faktycznie może być krzywdą dla małych dzieci.
                • joshima Re: Jak postąpić? 08.12.11, 23:26
                  noname2002 napisała:

                  > Kolkograniaste ma rację, nagłe zerwanie kontaktów faktycznie może
                  > być krzywdą dla małych dzieci.
                  Wiesz. Między nagłym zerwaniem kontaktów, a siedzeniem rodzinie na głowie niemal co tydzień jest jeszcze sporo alternatyw.
          • paszczakowna1 Re: Jak postąpić? 12.12.11, 16:55
            > Verdana, to poczytaj chociażby Agatę Christie, o nianiach się pamiętało do ich
            > śmierci i odwrotnie, podopieczny mógł zawsze liczyć na pomoc swojej starej nian

            Właśnie Agatha Christie w swojej autobiografii z uznaniem pisze o swojej niani, która potrafiła sprawnie i taktownie przeciąć więzy z nią, gdy odchodziła - właśnie dla dobra dziecka. Owszem, dorosłe już dzieci niejednokrotnie (choć nie zawsze) utrzymywały kontakty z nianią (tak jak dorośli uczniowie mogą utrzymywać kontakty z nauczycielką), ale nie było czegoś takiego, że niania w nieskończoność przeciągała odchodzenie z życia dziecka. Nianie w czasach Agathy Christie to były profesjonalne opiekunki, które dzieci miewały w życiu pod opieką i kilkadziesiąt - mowy nie było, by ze wszystkimi utrzymywały częste kontakty.
    • kolkograniaste Re: Jak postąpić? 08.12.11, 00:40
      Większość z Was skupiła się na prawach rodziców, na mnie i moim „wchodzeniu w kompetencje rodziców” i czym tam jeszcze, a prawie nikt nie zastanowił się nad dziećmi. Cóż za brak wrażliwości i empatii. „Rodzice słusznie dążą do ochłodzenia relacji”, „twoja rola się skończyła”, „zachowujesz się jak matka-kwoka” itd. A gdzie w tym wszystkim dzieci? Czy trzeba mieć zaburzenia osobowości czyt. wchodzić w kompetencje matki, aby rozumieć, że dzieci nie miały żadnego wpływu na tą sytuacje (jak pisała Pani Justyna), a to one ponoszą konsekwencje??? Właśnie dlatego się martwię. Niewiele osób chce to dostrzec. Już taki ze mnie typ, że martwię się o wszystkie dzieci, które spotyka niesprawiedliwość.
      mruwa9: żadne role mi się nie pomyliły – ja byłam opiekunką. Nigdy nawet nie pomyślałam inaczej. Natomiast nie widzę niczego niepokojącego w tym, że nawiązała się między nami więź.
      Rozumiem, że rodzice mają swoje plany, albo, że mają ochotę wrócić do domu i po prostu mieć święty spokój. Jestem wyjątkowo ugodową osobą, ale lubię uczciwość, szczerość i odrobinę życzliwości i to samo daję w zamian. Trudno mi uwierzyć, iż w ciągu siedmiu dni nie znajdzie się ani jedna godzina, podczas której mogłabym pobawić się z maluchami – to jest kwestia dobrej woli.
      verdana: ja nie uważam, abym miała do czegoś prawo – nie lubię takiej roszczeniowej postawy.
      Znam swoje miejsce. Ale w związku z moimi relacjami z poprzednimi pracodawcami (czyli jednak można i nie dla każdego jest to dziwne) i relacjami z pracodawcami, których wątek dotyczy. Np. zaprosili mnie na chrzest swojego dziecka. Mimo, że uprzejmie podziękowałam i grzecznie odmówiłam, powiedzieli, że w lokalu miejsce jest już opłacone i chcą abym uczestniczyła w tym z nimi. Ale to miało miejsce podczas przerwy we współpracy (mieliśmy ją, gdy szefowa była na macierzyńskim), a wtedy zależało im, abym za 2 miesiące do nich wróciła - miałam nadzieję widywać smyki raz w tygodniu przez 1,5 godziny w miarę możliwości rodziców. Z czasem chciałam wydłużyć przerwy w wizytach, tak, aby dzieci stopniowo przeszły na nowy tryb. Obecnie widzę, że ta sytuacja jest nadal dla dzieci niezrozumiała, gdyż się z nimi o tym nie rozmawia, mając nadzieję, że jeśli się o tym nie mówi to wkrótce przestaną o tym myśleć.

      mruwa9 - ton Twojej wypowiedzi i wyczuwalna odrobina zazdrości (zupełnie niepotrzebna, mama jest tylko jedna i niezastąpiona) o moje relacje z byłymi podopiecznymi, przypomina mi moją byłą szefową. Jesteś z Warszawy?:-)
      Nie będę już dłużej Was przekonywała do swoich uczciwych, niewypaczonych intencji, bo to i tak nic nie zmieni.
      Byłej szefowej też nie zamierzam dłużej stresować.
      Dziękuje za wypowiedzi i pozdrawiam,
      kolkograniaste.
      • Gość: basca Re: Jak postąpić? IP: *.ghnet.pl 08.12.11, 10:16
        Rozumiem Twoje rozżaleni:)
        Ale uważam, ze to rodzice podejmują decyzje o sposobie wychowania, nawet jeśli mi się dany sposób nie podoba, ale mieści się w granicach akceptowalnych społecznie. A w tym wypadku dotyczy to subiektywnego odczucia co jest lepsze dla dziecka: spotkania raz w miesiącu, czy co tydzień, podtrzymywanie spotkań, czy ich zakończenie.
        Jeszcze raz proponuję wizyty raz w miesiącu, a być może to będzie forma do przyjęcia również dla Twojej byłej szefowej.

        • verdana Re: Jak postąpić? 08.12.11, 16:46
          No, sama widzisz - uwazasz, ze wiesz lepiej co jest dobre dla Twoich podopiecznych, niz ich rodzice. A to wysatrczy, aby rodzice nie mieli ochoty na częste kontakty.
          • bazia8 Re: Jak postąpić? 08.12.11, 17:10
            znam podobny przypadek u znajomej, opiekunka zajmowała się jej córką dwa lata, potem, gdy mała poszła do przedszkola zajęła się kolejnym dzieckiem, a mimo to wciąż odwiedza swoich byłych pracodawców. Początkowo było to fajne, taka zżyta z rodziną kobieta. Potem pojawiły się niesnaski, niechciane i zbyt częste prezenty. Teraz ciężko się od niej odczepić.

            • joshima Re: Jak postąpić? 08.12.11, 20:31
              bazia8 napisała:

              > znam podobny przypadek u znajomej, opiekunka zajmowała się jej córką dwa lata,
              > potem, gdy mała poszła do przedszkola zajęła się kolejnym dzieckiem, a mimo to
              > wciąż odwiedza swoich byłych pracodawców.
              Co tydzień? No sorry, ale bym się wściekła. Rodzina ma prawo mieć inne plany na weekend niż spotkanie z byłą opiekunką do dzieci.
      • asia_i_p Re: Jak postąpić? 08.12.11, 17:39
        Wiesz, na początku byłam po twojej stronie całym sercem, ale po tym poście już nie.
        Jednak oceniasz tych rodziców - "dzieciom się dzieje niesprawiedliwość" i masz swój ustalony program odejścia - to ty wyznaczasz, jak często będą wizyty, to ty wyznaczasz, w jakim rytmie je spowalniać. Rodzice mają się dostosować - i jak nie, to znaczy że nie mają odrobiny szczerości, uczciwości i życzliwości. Stawiasz się w roli eksperta od tych dzieci.
        W stwierdzeniu "to są ich dzieci" nie chodzi tylko o prawa rodziców, ale także o stabilizację dla dzieci. O to, żeby dzieci miały niepoplątane, kto jest kim w ich życiu - żeby od mordercy biegnącego z nożem w ręku uciekły do rodziców, a nie do ciebie, bo to rodzicom sama nawet biologia każe w tym momencie oddać życie za dziecko, nie tobie.
        Nawet ci do głowy nie przyjdzie, że ci ludzie mogą znać swoje własne dzieci lepiej niż ty - choćby dlatego, że to ich dzieci, znane od niemowlaka i podobne do nich.
    • asia_i_p Re: Jak postąpić? 08.12.11, 17:22
      Myślę, że podtrzymanie kontaktu to fajna rzecz i że była niania może pozostać fajną znajomą - ale wizyta półtoragodzinna trzy razy w miesiącu to naprawdę bardzo dużo. Dla pracujących i niezbyt towarzyskich rodziców może być zwyczajnie za dużo. Ja nie jestem z natury towarzyska, więc rozumiem takie typy.
      Dostosuj się do warunków rodziców, rodziny różnie układają stosunki z byłymi nianiami. Rodzina mojego wujka na przykład z obydwiema swoimi nianiami była w serdecznej przyjaźni, a jedynej z nich teraz żyjącej, która została sama po śmierci swojej siostry, oferują mieszkanie u siebie. Ale to ich styl i ich wybór, no i raczej skrajność.
      • verdana Re: Jak postąpić? 08.12.11, 17:32
        Ja miałam opiekunki jako dziecko. Jedna była u nas trzy lata (mieszkała z nami) i potem rzeczywiście nas odwiedzała - ale raz na pół roku, a nie trzy razy w miesiącu i te wizyty stopniowo wygasły.
        Inne nianie nie odwiedzały nas wcale - i nie, nie tęskknilam za nimi. naprawdę. Cały czas wiedziałam, że moją rodziną sa rodzice, a nie opiekunka.
        • asia_i_p Re: Jak postąpić? 08.12.11, 17:47
          Ja myślę, że w rodzinie mojego wujka dosyć kluczowe było to, że obie babcie były nie na miejscu, w tym jedna nie umiała złapać kontaktu z dziećmi. Opiekunki - panie po sześćdziesiątce, emerytki - wchodziły gładko w rolę babci, nie mieszając się w ogóle w rolę rodziców. Kiedy opiekunka jest rówieśniczką matki, może być trudniej to poukładać.
          Plus rodzina wujka jest z natury towarzyska i skłonna do poszerzania rodziny i podtrzymywania więzi. Syn spotyka na Facebooku dalekiego kuzyna i zaprasza na dwa tygodnie - nie ma sprawy, ale frajda! We Wrocławiu powódź? No to dawaj, zapraszamy sześcioosobową rodzinę brata (w tym nową teściową brata) do naszego pięciopokojowego domku. Typ osoby, jaką jest ciotka, najlepiej obrazuje taka sytuacja - ona miała już czwórkę dzieci, a jej brat jedno. Ona pracowała i to sporo, bratowa nie. Córka brata i bratowej po szkole przychodziła do domu ciotki i ciotka jej matkowała.

          Podziwiam, kocham ją bardzo, ale jestem samotnikiem i nie umiałabym tak funkcjonować. Samotność jest mi potrzebna jak powietrze. I dlatego rozumiem rodziców, dla których cotygodniowa wizyta kogokolwiek to za dużo.
    • saguaro70 Re: Jak postąpić? 08.12.11, 20:12
      Powinnaś przestać w ogóle ich odwiedzać. Czy chcialabyś, żeby np. Twoja poprzedniczka przychodziła do dzieci. Przyznaj się, że raczej nie..
      Wczuj się troche w sytuację nowej opiekunki.
      Zakończyłaś tam pracę, zakończyłaś pewien etap w życiu swoim i tych dzieci. Niepotrzebnie chodzisz. Daj dziecio szansę, żeby były szczęśliwe z nową nianią/
      Pozdrawiam cieplutko :):)
    • kolkograniaste Bardzo długie-wybaczcie:-) 09.12.11, 01:01
      W poście trudno opisać dokładnie całą sytuację, ubierając ją w słowa tak, aby wszyscy czytelnicy, zrozumieli ją taką, jaką jest. Słowo mówione zawsze ma przewagę nad pisanym. Długo szukałam odpowiedniego słowa – użyłam „niesprawiedliwość” – ja to rozumiem tak „spotyka dziecko coś, co mu się nie podoba, na co nie ma wpływu, czyli jest to niesprawiedliwe”., Ale niesprawiedliwość jest baaardzo daleka od krzywdy i nie o to mi chodziło. Gdy pisałam „lubię uczciwość, szczerość i odrobinę życzliwości” miałam na myśli, że chciałabym, aby byli pracodawcy powiedzieli mi uczciwie i szczerze, czyli „prawdę bez owijania w bawełnę”, ale w miarę życzliwie. Nie o to mi chodzi, że oni są nieżyczliwi, ale gdy pytałam kiedyś, czy mogłabym ich odwiedzić, szef powiedział: „no pewnie, przyjdź”, a szefowa: „nie, ja mam plany, yyy, nie pamiętam jakie, ale mam plany” (dosłownie). Szanuję to, że jej planem mogło być nawet to, że wraca po pracy do domu i chce spędzić czas patrząc w sufit.
      Życzliwą, szczerą i uczciwą odpowiedź w takiej sytuacji widzę, np. tak: „Słuchaj kółkograniaste, nie przychodź w piątek, zadzwonię do ciebie w innym terminie i wtedy nas odwiedzisz”.
      Kiedyś zapytałam byłą szefową, dlaczego mnie unika? Czy zrobiłam coś nie tak? (Kilka sytuacji w krótkim czasie, np. przypadkowe spotkanie, ja idę z Filipkiem, oni idą kilkanaście metrów przede mną. Szefowa popędza dzieci, one się wciąż odwracają patrząc na mnie, wołam do nich idźcie ja muszę się zatrzymać. Gdy ostatecznie spotykamy się przy windzie – chyba długo na windę czekali, bo szłam naprawdę wolno – szefowa mówi lekko zmieszana, „sorry, spieszymy się, bo za chwilę są zajęcia”. Na te same zajęcia idzie Filip i on spieszyć się nie musiał).
      Odpowiedziała, że mnie nie unika i mi się wydaje, bo wszystko jest OK. A mogła mi powiedzieć np. denerwuje mnie to, że tak często nas odwiedzasz, bo chce żeby dzieci się odzwyczaiły dla ich dobra” czy coś w tym stylu. No przyznaję, jest to dla mnie przykre i niezrozumiałe.
      Moja szefowa kiedyś powiedziała, że takie „mówienie prawdy” (znów nie wiem, jakie dobrać słowo, abyście zrozumieli, o co chodzi bez doszukiwania się obrażania szefowej), jest spoufalaniem się.
      Próbowałam Wam nakreślić sytuację, (oczywiście, że subiektywnie – nie można być obiektywnym wobec siebie, już choćby z samej definicji) abyście miały obraz tego jak to widzę. Podkreślałam w postach dobro dzieci, bo ono jest dla mnie ważne i chciałam, abyście mi doradziły jak z nimi rozmawiać podczas spotkania, czy to raz czy trzy razy w miesiącu, aby nie komplikować sytuacji. Basca mi doradziła, aby rozmawiać normalnie. Większość pozostałych postów doradzała, aby ograniczyć wizyty.
      Nie uważam, że jestem najmądrzejsza i tylko ja wiem jak postępować z tymi dziećmi, gdybym tak sądziła, nie pisałabym tutaj.
      Jestem otwarta na konstruktywną krytykę, nawet, jeśli początkowo jest mi przykro lub jestem zła, zawsze sugestie przemyślę.
      Nieświadomie popełniłam błąd. Zgodziłam się przyjąć pracę w tej samej klatce schodowej. Sąsiadka rozmawiała ze mną na ten temat, gdy jeszcze była w ciąży, czyli latem ubiegłego roku. Gdybym wcześniej wiedziała, że była szefowa tak widzi nasze kontakty po zakończeniu współpracy, nie przyjęłabym tej oferty (decyzję podjęłam w czerwcu tego roku, szefowa o propozycji wiedziała od początku). Stąd wynika moja wizja kontaktów mniej więcej raz w tygodniu, teraz malcom trudno zrozumieć, że pracuję w tej samej klatce, a tak rzadko ich odwiedzam. To są bystre i inteligentne dzieciaki i tłumaczę im, że oni mają swoje zajęcia, przyjaciół, że rodzice chcą z nimi spędzić czas, oni muszą odpocząć, ja coś tam muszę zrobić, itp. Takie wyjaśnienie, często im na pewien czas wystarczy.
      Moje wizyty mogłyby wyglądać np. tak:
      - 1 raz w miesiącu wizyta (około godzinna) po 18-00, czyli gdy nie ma już opiekunki, a są rodzice.
      - 1 raz w miesiącu w weekend, mogłabym zabrać maluchy na plac zabaw, rodzice mogliby w tym czasie odpocząć.
      - 1 raz w miesiącu, wizyta 1,5 godzinna, gdy opiekunka musi zaprowadzić starsze lub młodsze dziecko na zajęcia. Mogłabym pobawić się, z tym, które zajęć nie ma, przez godzinę, a potem przez pół godziny z tym, które z zajęć wróciło.
      Nie doszukujcie się dyktowania przeze warunków rozstania, czy ustalania harmonogramu, to tylko propozycja, która ma pokazać, że jeśli się chce to można to zorganizować tak, aby nikogo nie krępować.
      A jeśli chodzi o nową opiekunkę, powiedziała mi, że dzieci przy mnie inaczej się zachowują i woli pracować z nimi sama (jest szczera i to lubię: -), ale nie ma nic przeciwko moim sporadycznym wizytom. Zdarzyło się kilka razy, że pisała do mnie z własnej inicjatywy, mówiąc, że są na spacerze, albo są cały dzień w domu i jeśli chce to mogę przyjść, to się z nimi spotkam.
      Ale w pewnym sensie mnie przekonałyście. Przemyślałam wszystkie sugestie oraz uwagi.
      Nie jest prawdą, że pomieszały mi się role, wiem, kim jestem.
      Nadal sądzę, że podtrzymanie znajomości ze mną nie byłoby krzywdzące dla dzieci, ani dla ich rodziców, O ILE rodzice mieliby podobne zdanie.
      Lecz nie mają, DLATEGO uszanuję ich wolę i będę odwiedzała malców tylko na rodziców „zaproszenie”.
      Pozdrawiam,
      kolkograniaste.
      • wrzesniowamama07 Re: Bardzo długie-wybaczcie:-) 09.12.11, 10:56
        Nie napisałaś (chyba) wcześniej, że pracujesz w tej samej klatce. To jednak trochę (moim zdaniem dużo) zmienia - bo dzieci Cię spotykają przypadkowo, widzą z nowym podopiecznym - i rzeczywiście w tej sytuacji trochę trudno może być im zrozumieć to, że do nich nie przychodzisz.

        W takiej sytuacji mama mogłaby wykazać się większą empatią w stosunku do dzieci przede wszystkim. Z drugiej strony - wskazówka dla innych niań, żeby nie podejmować pracy "po sąsiedzku" ;)
        • verdana Re: Bardzo długie-wybaczcie:-) 09.12.11, 21:10
          Ale to jest Twoj problem. Widzisz wyraxnie, ze była pracodwaczyni Cię unika, ze nie chce ani wizyt, ani podtrzymywania kontaktu z dziećmi - i prawde mówiąc, nachalnie usiłujesz ten kontakt podtrzymać. To nie jest wcale dobre dla dzieci , zamiast wiedzieć, ze już nie jesteś ich nianią, są zdezorientowane.
          A Twoja rozpiska to jest jakieś nieporozumienie - weekendy raz w miesiącu? zachowujesz się jak rozwiedziony ojciec, nie jak byla niania.
      • mruwa9 Re: Bardzo długie-wybaczcie:-) 09.12.11, 23:16
        Podpisuje sie pod verdana. Przekraczas granice, jestes wscibska i nachalna (pomysl z rozpiska dni odwiedzin). Byli pracodawcy maja prawo ukladac sobei zycie wedlug wlasnych planow,bez ogona w postaci bylej niani. Samo dopytywanie sie , dlaczego szefowa cie unika, jest nachalnym wtrynianiem sie do cudzego zycia z buciorami. No bo co cie to w koncu obchodzi? Nie twoja rodzina, nie twoje dzieci. Jestes przykladem osoby, od ktorej nie sposob sie uwolnic, jesli juz raz sie przyczepi, to potem zadne bardziej lub mniej subtelne sugestie, ba- nawet mowienie wprost DRUKOWANYMI LITERAMI, nie pomoze. Nie odczepi sie i juz. Chyba tylko wyprowadzka na antypody moze pomoc...
        Znam takie typy z otoczenia. Szefowa wyraznie daje ci do zrozumienia, ze twoj czas w tej rodzinie minal, zachowaj choc odrobine przyzwoitosci i to uszanuj. Kurtuazyjna wymiana kilku slow przy windzie powinna wystarczyc.
        Dobrymi checiami pieklo jest wybrukowane.
          • mskaiq Re: verdana, mruwa9... 10.12.11, 09:54
            Myślę że twoje uczucia mogą być bardzo podobne do uczuć dzieci. To że próbujesz
            i chcesz utrzymywać kontakt z dziećmi to wielkie szczęście dla nich.
            Byłaś z nimi przez trzy lata po jedenascie czy dwanaście godzin co oznacza obecność
            od wstania do połozenia ich spać.
            Związki uczuciowe dzieci nawiązały z tobą a nie z matką. One potrzebują ciebie od
            strony emocjonalnej bardziej niż matkę.
            Problem separacji u nich nie dotyczy matki a ciebie i choćby dlatego kontakty z tobą
            dla dzieci mają tak olbrzymie znaczenie. Bedąc blisko dzieci, pokazujesz że ich nie
            odrzuciłaś, że jesteś że je kochasz że są ważne dla ciebie a to fundamentalne
            znaczenie dla nich.
            Odrzucenie przez ciebie miałoby podobne znaczenie jak odrzucenie przez matkę
            bo związki uczuciowe sa z tobą.
            Musisz zrozumieć również matke. Ona widzi stosunek własnych dzieci do ciebie i
            może być zazdrosna o ten stosunek do ciebie. Nie przypuszczam również aby
            rozumiała jak ważną osobą jesteś dla tych dzieci i że twoje przychodzenie do dzieci
            jest takie ważne.
            Wierze że bedziesz do nich przychodziła. Myślę że nie spotkasz się ze zrozumieniem
            matki tak samo jak nie spotkałaś się ze zrozumieniem tutaj.
            Twoja miłość do tych dzieci a ich do ciebie wiąże was na całe życie i trzeba ją zachować
            bo i dla nich i dla ciebie jest ona niezwykle ważna.
            Serdeczne pozdrowienia.


            • Gość: basca OT IP: *.ghnet.pl 10.12.11, 11:57
              > Związki uczuciowe dzieci nawiązały z tobą a nie z matką. One potrzebują ciebie
              > od
              > strony emocjonalnej bardziej niż matkę.
              > Problem separacji u nich nie dotyczy matki a ciebie i choćby dlatego kontakty z
              > tobą
              > dla dzieci mają tak olbrzymie znaczenie.


              Wiem, ze masz bezpośrednią łączność z psychiką TYCH dzieci. Zazdroszczę. Ja tej łączności nie mam i dlatego proszę o wyrażanie takich opinii z podkreśleniem że to są Twoje opinie i przekonania.
              Bo dla mnie to co piszesz nie jest oczywiste i nie traktuj tego jako prawdy WSZYSTKIM objawionej.
              • mskaiq Re: OT 10.12.11, 13:26
                To jest moje zdanie, ale nie tylko moje. Miłości nie zyskuje się automatycznie.
                Ona powstaje w wyniku relacji dziecka i opiekuna. Jeśli we wczesnym wieku
                matka nie jest opiekunem, albo w małym stopniu to związek emocjonalny
                zawiąże się z opiekunem.
                Ten związek zawiązuje się zreszta pomiędzy obiema stronami. Uważa się
                że zaangażowanie, praca, poświęcenie i zabieganie tworzy miłość u dorosłej
                osoby.
                Im wiecej pracy wkłada opiekunka w dziecko, tym silniejsze staja się związki
                jej z dzieckiem.
                W wyniku tego obie strony są związane uczuciem, obie strony są potrzebne
                sobie i to już zostanie.
                Serdeczne pozdrowienia.
      • yoma Re: Bardzo długie-wybaczcie:-) 13.12.11, 14:29
        > chyba długo na windę czekali, bo szł
        > am naprawdę wolno

        > Na te same zajęcia idzie Filip i on spies
        > zyć się nie musiał).

        Rany Boskie, rozliczasz matkę z tego, jak szybko czy wolno chodzi?

        > > Moje wizyty mogłyby wyglądać np. tak:
        > - 1 raz w miesiącu wizyta (około godzinna) po 18-00, czyli gdy nie ma już opiek
        > unki, a są rodzice.
        > - 1 raz w miesiącu w weekend, mogłabym zabrać maluchy na plac zabaw, rodzice mo
        > gliby w tym czasie odpocząć.
        > - 1 raz w miesiącu, wizyta 1,5 godzinna, gdy opiekunka musi zaprowadzić starsze
        > lub młodsze dziecko na zajęcia. Mogłabym pobawić się, z tym, które zajęć nie m
        > a, przez godzinę, a potem przez pół godziny z tym, które z zajęć wróciło.

        Ja się zaczynam bać...
    • Gość: domza2 Re: Jak postąpić? IP: *.rzeszow.vectranet.pl 10.12.11, 12:06
      A jednak trochę to przesada z tym uciekaniem matki, gdy dzieci się oglądają za byłą nianią - przykre. Faktycznie mama jest chyba osobą, która ma spore problemy z asertywnością i stąd być może większość problemów.
      Dodam, że miałam przez rok opiekunkę do dziecka przez kilka godzin dziennie, nie codziennie i zawsze w mojej obecności (pracowałam w domu). Dziecko i niania zżyli się, ale nie AŻ tak mocno. Oczywiście, czasem był płacz, że niania już idzie, radość, że przychodzi, ale gdy przestała u nas pracować (dziecko poszło do przedszkola) dziecko przestało w ogóle o niej wspominać. BYły wakacje, niania wyjechała do siebie (bo jest studentką), dziecko w ogóle o niej nie mówiło, nie pytało o nią (a więc była to raczej sympatia niż więź). Samą nianię bardzo lubimy, zapraszaliśmy ją na urodziny córki, dawaliśmy sobie jakieś drobiazgi z okazji świąt, mikołaja, byłyśmy na "ty", gadałyśmy sobie o wielu sprawach. Teraz nasza niania ma już inną podopieczną, jest zawsze do nas zaproszona, właśnie pisała, że chciałaby przyjść - bo tak się umówiłyśmy, że da znać, jak znajdzie czas. Ale u nas sytuacja jest inna, jak pisałam, nie więź a raczej sympatia. U Was widzę brak ustalenia pewnych kwestii jasno i wyraźnie. Zanim zakończyłaś pracę kwestia tego, jak będzie "wygasać" Twoja obecność w życiu dzieci powinna być ustalona, zaproponowana przez matkę. Matka powinna mieć świadomość, że dzieci nawiązały prawdziwą więź i dla ich dobra ustalić spotkania, przemyśleć szczegóły. To nie powinna być Twoja odpowiedzialność, ale matki, do której należy także zadbanie o ich poczucie bezpieczeństwa, rozstanie z nianią itd. Tu widzę problem. Jako niania może jesteś bardziej świadoma tego, co dzieci przeżywają, lepiej dzieci znasz. A mama chce się niejako od problemu uwolnić - może takim jest typem, który problemów nie rozwiązuje, ale od nich ucieka, o czym zresztą wspomniałaś. W sumie żal mi i dzieci i Ciebie. Najgorsze jest to, że nic nie możesz zrobić, bo jednak to rodzice rządzą:( Przykre.
      • verdana Re: Jak postąpić? 10.12.11, 14:13
        Wiesz, być moze mama ucieka przed nianią, bo w zaden inny sposób nie moze jej wytłumaczyć, że czas niani się skonczył, ze nie chce stałych wizyt, rozpiski i zabierania dzieci na weekendy.
        Może chciałaby, aby niania zniknęła juz z jej zycia, a niania zamiast to zrozumieć, stale stara sie nawiązać kontakt. Tu nie trzeba juz asertywnoąci, a brutalnej prawdy - a mamie byc moze żal obrazić tak zaangazowaną uczuciowo nianię.
        Albo po prostu juz sie boi, bo prawde mówiąc, ja bym się wystraszyła i starała sie odciągać dzieci od osoby, ktora nie umie wyjść z roli opiekunki.
        • Gość: domza2 Re: Jak postąpić? IP: *.rzeszow.vectranet.pl 10.12.11, 14:25
          Nie było mowy o zabieraniu na weekend, tylko W weekend godzinę na placu zabaw - osobiście bym się ucieszyła z takiej propozycji (zaufana osoba, mogę sobie odpocząć, a jeszcze płacić nie trzeba:)). Verdana, może jest tak jak piszesz, a może jednak jest tak, że mama stara się odciągnąć mocno przywiązane do niani dzieci na siłę, bo tak jej wygodnie i już, bo nie ma wyobraźni, bo nie rozumie co przeżywają. Błąd matki, że nic nie ustalono, jak mają wyglądać kontakty po zakończeniu pracy. Po tak długim okresie opieki nad dziećmi, wycofywać się należy powoli. Po ostatnim poście autorki troszkę inaczej mi się wszystko objawiło. Ktoś pisał, że niania ma mówione drukowanymi literami i nadal nic nie rozumie. Ja widzę, że jest zupełnie odwrotnie - niania ma NIC nie mówione, tylko jakieś takie gierki, kłamstewka, a ona jednak czuje się odpowiedzialna na dzieci, z którymi była przez taki szmat czasu. Wyobraziłam sobie ponad to taką sytuację u siebie, ze swoją nianią. Dla mnie oczywista byłaby rozmowa na spokojnie przed zakończeniem pracy, ustalenie w najdrobniejszych szczegółach jak będziemy postępować dalej - taka rozmowa wyszłaby ode mnie, sugestie niani także wzięłabym pod uwagę. Tutaj zostawiono wszystko bez rozmowy i już . To duży błąd.
          • verdana Re: Jak postąpić? 10.12.11, 20:37
            Moze bys sie ucieszyła, byc moze ja też:) Ale ta mama najwyraźniej nie. Poza tym - gdzie tu jest dobro dziecka, kiedy zabiera się dziecko na weekend od rodziców, którzy cały tydzień pracują od rana do wieczora? Dla dobra dziecka nalezy wtedy nie proponować, aby i w weekendy mogli nie zajmować sie dziećmi.
            Być moze matka rzeczywiscie chce odciągac dzieci, uznając, ze ich przywiązanie do opiekunki jest nadmierne - chce znowu wejść w rolę matki, co az takie przywiązanie uniemożliwia. Wtedy, także dla dobra dzieci, należąloby takie przywiązanie wygaszać, a nie wzmacniać. Czyli odwiedzać dzieci raz na miesiąc, a nie trzy razy w tygodniu.
            Być moze niania nie ma nic mowione, bo matce naiwnie wydaje się,z ę zrozumie wyraźne sygnały. A jest zbyt mało asertywna, by powiedziec wprost, ze ma dosyć znajomości. Nie zaprzeczam - powinna tak zrobić. Ale to nie usprawiedliwia też wyraźnego narzucania sie drugiej strony.
        • noname2002 Re: Jak postąpić? 10.12.11, 15:35
          Przecież Kolkograniaste nie przedstawiło rozpiski byłej szefowej, tylko odpowiada forumowiczkom, które jej zarzucały, że za często chce przychodzić do dzieci, którymi się poprzednio opiekowała.
          Nie wiem, ja tu w ogóle nie widzę jakiegoś przekraczania granic przez nianię czy przejmowania roli rodzica, wręcz przeciwnie, mnie się Kolkograniaste wydaje taką prawdziwą nianią z powołania.
          A odwiedziny dwa razy w miesiącu albo normalną rozmowę z byłą szefową podczas przypadkowego spotkania naprawdę ciężko uznać za stalking, jak to niektórzy tu sugerują. Ciekawe jakby się te dzieci poczuły jakby niania na ich widok uciekała?
    • Gość: mama dwójki dzieci Re: Jak postąpić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.11, 14:50
      Jezu kobieto, ja na miejscu tej matki zaczęłabym się Ciebie bać;)
      Gonisz za nią, dopytujesz dlaczego ucieka, w Twoim wolnym czasie piszesz jakieś konspekty spotkań (?), a na dokładkę ta matka jest zmuszona oglądać się ciągle za siebie, nie wiedząc kiedy wyskoczysz zza rogu, bo podjęłaś pracę w tej samej klatce. Ona ma prawo uważać, że zrobiłaś to specjalnie.
      Pomyślałaś, że matka może o Tobie sądzić że jesteś co najmniej namolna, albo jeszcze gorzej- masz coś nie tak z głową i ją prześladujesz?
      Ja na miejscu byłej opiekunki, witałabym się z matką i dziećmi z sympatią, serdecznie, zagadałabym do dzieci jak tam w przedszkolu, szkole itp. I na tym koniec. Żadnych pytań typu, czemu pani ucieka itp.
      Ja też miałam opiekunkę do dziecka, do dziś mamy dobre kontakty, spotykamy się na kawce. Nie przypominam sobie tego typu filmów (thrillerów) w jej wykonaniu;)
      Moim skromnym zdaniem, przekroczyłaś granicę. Widać, to po zachowaniu matki, bo ojcu jest pewnie wszytko jedno.
    • kolkograniaste Re: Jak postąpić? 10.12.11, 15:32
      Mama dzieci, ANI JEDEN RAZ, NIE POWIEDZIAŁA, że nie chce moich wizyt (nie można mieć pretensji o nie przestrzeganie reguł, które nigdy nie zostały ustalone), że chce, aby dzieci się odzwyczaiły, nawet odwrotnie, wówczas, gdy zapytałam ją o to, dlaczego mnie unika (zapytałam ją innym razem, nie podczas tej sytuacji), powiedziała podczas rozmowy, że mogę odwiedzać dzieci nawet dwa razy w tygodniu, mam zapytać wcześniej, ale im nie zawsze pasuje. Może nie powinnam szefowej o to pytać, ale nie lubię zostawiać niewyjaśnionych spraw, dlatego zapytałam czy zrobiłam coś nie tak, chciałam mieć szansę swój ewentualny błąd naprawić.
      Obecnie zajmuję się 11 dzieckiem w swojej karierze opiekunki, teraz piąty raz na cały etat i nigdy wcześniej nie miałam takiej sytuacji.
      mama_dwójki_dzieci - przyjęłam pracę specjalnie??? Specjalnie, czyli, w jakim celu??? Opiekunki na ogół zatrudnia się z polecenia lub po znajomości. Obecna szefowa zaproponowała bardzo dobre warunki, więc dlaczego miałam oferty nie przyjmować? Gdybym pracowała w tej samej klatce, w której mieszkają wcześniejsi pracodawcy, jeszcze by się cieszyli.
      Ja ją goniłam??? Wyskakuję zza rogu???
      Jestem w szoku jak to niektórzy lubią nadinterpretować tekst i dopisać scenariusz.
      Przypadkowo spotykamy się tylko w wyjątkowych sytuacjach, np. gdy dzieci nie idą do przedszkola i szkoły, lub gdy muszę odebrać swojego podopiecznego z przedszkola (odbieram go 1-2 razy w miesiącu, a nawet wtedy staram się pójść do przedszkola o takiej godzinie, aby ich nie spotkać), na spacery wychodzę tam, gdzie oni nie chodzą.
      Nie jestem ideałem i możliwe, że coś robie nie tak, ale trudno spełnić oczekiwania (np. nie odwiedzać dzieci), które nie zostały wypowiedziane.
      Już postanowiłam, że dzieci odwiedzać nie będę, chyba, że rodzice sami mnie „zaproszą”. Rozważam też możliwość zrezygnowania z pracy. Mam tego dość, że z powodu troski o dzieci, traktuje się mnie jak wariatkę.
      kolkograniaste.
      • noname2002 Re: Jak postąpić? 10.12.11, 15:43
        Kolkograniaste, nie rezygnuj z pracy, którą bardzo dobrze wykonujesz, przeczytaj to co Ci napisała pani Justyna, ja się z tym też zgadzam. I już wyżej napisałam, że to absurdalne zarzucać Ci stalking bo chciałaś normalnie porozmawiać z przypadkowo spotkaną byłą szefową albo dlatego, że chcesz dwa w razy w miesiącu odwiedzić dzieci które są do Ciebie przywiązane.
        • mruwa9 Re: Jak postąpić? 10.12.11, 16:05
          znasz opinie tylko jednej strony. A byc moze druga strona odbiera sytuacje zupelnie inaczej? Stalker nigdy nie jest swiadomy , oglednie mowiac, uciazliwosci wlasnej osoby. Jest swiecie przekonany do slusznosci swojej postawy i nie wie, czemu inni sie go czepiaja.
      • mruwa9 Re: Jak postąpić? 10.12.11, 16:11
        Czy ty masz autyzm? Serio pytam. jakie spelnainie oczekiwan, ktore nie zostaly wypowiedziane? Zostaly wypowiedziane wielokrotnie, choc moze niekoniecznie wprost i niekoniecznie w werbalny sposob: rodzina nie zyczy sobie twojej obecnosci w swoim zyciu. Chca oddychac swobodnie i nie bac sie dzwonka do drzwi, czy to przypadkiem nie jestes ty ze swoja radosna propozycja odwiedzin dzieci. naprawde nie widzisz i nie rozumiesz komunikatow, ktore ci jednoznacznie wysylaja i ktore sleby by zauwazyl?
        Osoba, ktora ma normalnie poukladane w glowie, zna swoje miejsce w szeregu, swoja role, wie, kiedy jej czas sie skonczyl i przyjmuje to do wiadomosci.
      • Gość: mama dwójki dzieci Re: Jak postąpić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.11, 18:25
        Zauważ, że absolutnie nikt nie ujmuje Ci umiejętności pedagogicznych. I nie bierz tego do siebie. Jeżeli Twoim powołaniem jest praca z dziećmi, dzieci są szczęśliwe i ich rodzice również, to chwała Ci za to. Serio.
        To, że podjęłaś pracę w tej samej klatce, też nikogo nie powinno obchodzić, bo to Twoja sprawa, gdzie pracujesz.
        Tyle, że nie w tym tkwi problem. Osobiście próbuję Ci uświadomić, że mama tych dzieci ma prawo inaczej odebrać Twoją troskę o ich dalszy los, rozumiesz w czym rzecz? Najwidoczniej, tak właśnie jest. Przecież się znacie i szanujecie, więc dlaczego ta mama zachowuje się tak a nie inaczej, dlaczego Cię unika?
        Próbowała na początku delikatnie, później dosadniej dać Ci do zrozumienia, że nie chce Twoich wizyt, a Ty dalej swoje.
        Narzucanie się komuś jest uciążliwe wyłącznie dla narzucanego;) Teraz rozumiesz?
    • kolkograniaste Re: Jak postąpić? 10.12.11, 16:27
      Dzieci, z którymi pracowałam na cały etat, odwiedzałam w takim trybie, jaki ustaliliśmy z rodzicami (oni zaproponowali, a ja się zgodziłam). Jedni z rodziców poprosili, abym przez pierwsze dwa tygodnie odwiedzała ich codziennie (od poniedziałku do piątku), później co dwa dni, teraz odwiedzam ich 2 razy w miesiącu. Inną podopieczną odwiedzałam dwa razy na miesiąc. Wszystkie kontakty się wyciszały, czyli najpierw częściej, a potem powoli coraz rzadziej, niektóre już się zakończyły inne trwają.
      mruwa9 - ale jesteś negatywnie nastawiona, przysłania Ci to rzeczywisty obraz sytuacji - wybierasz informacje, które Ci pasują. Martwię się o Ciebie;-)
      Nigdy nie dzwonię do drzwi, zawsze pytałam smsem (bo łatwiej odmówić, niż podczas rozmowy), czy mogłabym przyjść któregoś dnia.
      Mama dzieci, wcześniej sama wielokrotnie mówiła, że jeśli będę chciała ich odwiedzić mam zadzwonić.
      kolkograniaste
      • verdana Re: Jak postąpić? 10.12.11, 16:36
        Ale sama widzisz, ze już nie chce Cię widywać. Powodów nie znasz, ale przekaz jest oczywisty. Byc moze ma jakis racjonalny powod, być moze nie - ale Ty uznajesz, ze jest to niesprawiedliwe wzgledem dzieci i ze tak być nie powinno.
        Oceniasz zatem,z e lepiej niż mama wiesz, co dobre dla tej rodziny i dlatego nie odpuszczasz, mimo wyraxnych sygnałów. A to juz jest po prostu dziwne.
      • mskaiq Re: Jak postąpić? 10.12.11, 17:56
        Nie musisz się tłumaczyć, zrobiłaś wspaniałą pracę. Potrzebują Ciebie
        dzieci i jestes dla nich na szczęście dostępna.
        Trudno również dziwić sie matce, ona widzi jak się zachowują dzieci do
        Ciebie, jak jesteś dla nich ważna. Nie jest łatwo zaakceptować to że mogą
        one reagować bardziej spontanicznie na ciebie niż na nią.
        Nie mniej zgadza się na twoje wizyty, a że to nie przychodzi jej łatwo to
        nie ma się czemu dziwić.
        Serdeczne pozdrowienia.
      • joshima Re: Jak postąpić? 10.12.11, 22:55
        kolkograniaste napisała:

        > Nigdy nie dzwonię do drzwi, zawsze pytałam smsem (bo łatwiej odmówić, niż podcz
        > as rozmowy), czy mogłabym przyjść któregoś dnia.
        > Mama dzieci, wcześniej sama wielokrotnie mówiła, że jeśli będę chciała ich odwi
        > edzić mam zadzwonić.

        Trochę chyba gubisz się w zeznaniach. W swoim pierwszym pościa nepisałaś: "wówczas była szefowa proponuje możliwie odległy termin, tłumacząc, że są zajęci".
      • dama_z_kawa_i_papierosem Re: Jak postąpić? 10.12.11, 23:07
        Matka dzieci daje ci jasny signal ze twoje odwiedziny sa zbyt czeste. Jestes dorosla a nie rozumiesz sugestii tylko czego oczekujesz, ze kobieta powie odczep sie wreszcie? Pewnie bylo tak, ze nie mieli nic przeciwko utrzymywaniu kontaktu tylko ze wyobrazali to sobie inaczej niz ty. Odwiedziny 3 razy w miesiacu to sporo, w takim wymiarze czesto odwiedza sie najblizsza rodzina czy przyjaciele. Nie kazdemu pasuje aby obca, jakby nie bylo, kobieta spedzala w ich domu tyle czasu, sorry, ale moze sami chca pobyc z dziecmi, skoro pracuja tez maja ograniczony czas na to, do tego sa pewnie wujkowie, ciocie, babcie, kolezanki i koledzy dzieci i jeszcze ty 3 razy w miesiacu, to sporo. Poza tym moze akurat maja balagan w mieszkaniu albo malzonkowie sie poklocili i zwyczajnie nie chca odwiedzin. Istnieje jeszcze mozliwosc ze odwiedzin nie lubia i twoje zachowanie obieraja jako nachalnosc, ale jako ze bylas dobra opiekunka dla ich dzieci nie chca cie po prostu splawic, minmo ze sa toba zmeczeni.

        Co do „ucieczki” matki przed toba to w kontekscie tego co napisalas jest to prawdopodobne. Moglo tez byc tak ze np. chcialo jej sie do toalety, albo wlasnie dostala okres i leciala do domu. Nie musi ci sie z wszytkiego tlumaczyc. Czy naprawde tak trudno to zrozumiec?

        A poza tym ja tez czasem komus powiem ze w jakis tam dzien zajeta jestem, mimo w danym momencie nie umiem okreslic co i jak bo albo nie pamietam (koduje tylko zeby nie robic planow na np. Sobote) albo mam kilka opcji i jeszcze nie wiem.
    • kolkograniaste Re: Jak postąpić? 11.12.11, 11:48
      Przed zakończeniem współpracy, nawet ostatniego dnia, a także wówczas, gdy zapytałam o unikanie, była szefowa powiedziała - możesz nas odwiedzać, ale wcześniej zadzwoń. Na zakończenie dwóch czy trzech pierwszych wizyt, rzeczywiście pytałam bezpośrednio o to, kiedy mogłabym przyjść następnym razem. Gdy zauważyłam, że szefowa nie bardzo wie, co odpowiedzieć, zaczęłam pytać za pomocą smsa. Podczas moich wizyt była jak zawsze dyplomatycznie miła. Znam ją i widzę, że nie była naturalna, tylko dyplomatyczna.
      Właśnie joshima – mi też trudno było zrozumieć sprzeczne komunikaty. Dlatego wówczas postanowiłam nie bawić się w czytanie między wierszami i koncentrować się na tym, co mówi.
      Nie jestem alfą i omegą, domyślam się, że szefowej moje wizyty nie pasują, ale miałam nadzieję, że po prawie sześciu latach, zasługuję na szczere (bez tłumaczenia się, ale jasne) przedstawienie wizji dalszej znajomości.
      Ale po przeanalizowaniu Waszych postów, szczególnie tych nieprzychylnych, zrozumiałam, że szefowa chyba faktycznie ma do mnie żal, że podjęłam pracę tak blisko.
      W ciągu pierwszego miesiąca po zakończeniu współpracy, przypadkowe spotkania zdarzały nam się częściej, dlatego, że jeszcze nie był ustalony plan zajęć pozaszkolnych, godziny odbioru ze szkoły itd., więc wracali w różnych godzinach. Zdarzało się również, że wysiadając z windy słyszałam, że oni na nią czekają (dzieli nas jedno piętro), a oni słyszeli, że winda się otwiera i dzieci mnie wołały, poszłam się przywitać. Kilka razy podeszłam z własnej i inicjatywy. Gdy zauważyłam, że szefowej to nie odpowiada przestałam tak robić. Teraz, gdy idę sama (czyli bez wózka) wchodzę i schodzę po schodach. Wracając ze spaceru, wchodzę na teren osiedla przez inną furtkę niż oni. Mamy bardzo fajny plac zabaw blisko osiedla, chodzę tam tylko w czasie, gdy oni są w szkole i przedszkolu.
      Od października robię niemal wszystko, aby nie doszło do spotkania poza tym umówionym u nich w domu.
      Kończąc współpracę powiedziałam, że zawsze mogą na mnie liczyć. Skorzystali kilka razy (nigdy nie oczekiwałam za to pieniędzy, może to błąd?), podesłali mi starszaka 3 razy (w jednym tygodniu), gdy nie mógł wychodzić z domu, a trzeba było pójść po młodszego. Poprosili mnie dwa razy o odebranie dzieci, gdy opiekunka nie mogła przyjść.
      Czyli kontakty są możliwe, nawet 3 razy w tygodniu, gdy oni potrzebują mojej „pomocy”?
      To nie fair zarówno wobec mnie jak i dzieci. Czy smyki nie odbiorą tego mniej więcej tak? „Gdy rodzice ją poproszą, to ją spotkamy, a sama do nas nie chce przyjść”. Właśnie przez to są zdezorientowane. Ale oczywiście ja nie mam prawa tego dostrzec, bo to ingerencja w ich rodzicielstwo. Ja rodzicom nie przedstawiam swoich wizji tego, co jest dobre, a co złe dla ich dzieci. Pisałam Wam o tym, abyście zrozumiały moje motywy. Mój kontakt z nimi ograniczał się do smsa i pytania w stylu - co u Was?- podczas spotkania.
      kolkograniaste
      • anula36 Re: Jak postąpić? 11.12.11, 12:17
        Na twoim miejscu dla twojego wlasnego spokoju psychicznego podjelabym prace na 2 koncu miasta i zerwala wszelkie kontakty z bylymi podopiecznymi i ich rodzicami.jedni i drudzy doskonale dadza sobie rade bez Ciebie.
        Chcesz sie tym wszystkim gryzc i nakrecac tygodniami/miesiacami? Analizowac kazda sytuacje, spotkanie na schodach itd? i co bylo powiedziane miedzy wierszami ( albo nie).I jeszcze opiekowac sie cudzymi dziecmi bezplatnie bo rodzice maja jakas awarie z inna opiekunka? Sorry,ale dla mnie to chore i sluzace tylko samoudreczeniu.
        Poza tym sama napisalas ze praca opiekunki czesto jest "z polecenia" - pomysl jakie szeptane referencje da Ci kobieta ktora za chwile zacznie Cie uwazac, albo juz uwaza za namolna intruzke?

          • kolkograniaste Re: Jak postąpić? 11.12.11, 12:38
            Przeginam, ale z czym???
            Trafiła mi się szefowa niepewna swojej wartości i nieasertywna i stąd te problemy.
            A ja jestem odpowiedzialna i w swojej odpowiedzialności konsekwentna, a do tego naiwna, że jeśli będę się dostosowywała do jej oczekiwań, to ona nie będzie miała powodów, aby czuć się zagrożoną i będę mogła dzieci przez pewien czas spotykać i powoli od siebie odzwyczaić.
            Moja rodzina już dawno mnie ostrzegała, że moja uczciwość i przejmowanie się losem innych źle się dla mnie skończy, bo ludzie chętnie to wykorzystają. Mieli rację.
            • Gość: mama dwójki dzieci Re: Jak postąpić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.11, 15:35
              Czyli tak:
              oferujesz pomoc,
              matka dzwoni, przychodzisz i spędzasz czas z dziećmi - źle,
              Ty dzwonisz, matka nie chce częstszych wizyt- też źle.
              Czego Ty chcesz?
              Acha, już kumam - chcesz wizyt na Twoich zasadach z bonusem w postaci matki całującej Cię po stopach z wdzięczności.
              Powiedz, masz swoją rodzinę, dzieci?
              Bo wygląda, jakbyś żyła tylko życiem innych ludzi.
              • kolkograniaste Re: Jak postąpić? 11.12.11, 16:08
                Była szefowa dzwoniła tylko w sprawie odbioru dzieci. Gdy starszak nie mógł wyjść z domu, sprawę załatwiła przez opiekunkę, ze mną się nie kontaktowała, a dziecko przyszło do mojej pracy, a nie ja do nich.
                mama dwójki dzieci - Och, śmiałam liczyć na uczciwe potraktowanie, cóż za zuchwałość z mojej strony!
                Niektórym wystarczy napisać „dzień dobry” – aby doszukali się w tym zwrocie zarzutu, jakoby ktoś uważał ten dzień za zły.
                Sprawa została ostatecznie zamknięta – byli pracodawcy o tym wiedzą.
                Przedstawienie skończone.
                The end.
                • Gość: mama dwójki dzieci Re: Jak postąpić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.11, 17:37
                  Och, śmiałam liczyć na uczciwe potraktowanie, cóż za zuchwałość z mojej strony!

                  A co jest nieuczciwego w zachowaniu pracodawcy? Nie zapłacił Ci za pracę?
                  Mylisz pojęcia.
                  Po prostu masz żal, że nie ustalili swojego grafiku zgodnie z Twoimi zaleceniami;)

                  Sprawa została ostatecznie zamknięta – byli pracodawcy o tym wiedzą.

                  No popatrz, czyli już dzieci nie chcesz widywać, nawet dla ich rzekomego dobra?
                  Przecież to opiekunka dzwoni do Ciebie, gdzie są i możesz się z nimi spotkać. Nie potrzebujesz do tego kontaktów z ich matką.
                  Faktycznie, lepiej dla tych dzieci, że całkowicie zerwiesz kontakty, bo przy takich jazdach mogą nieźle zeschizować;)
                • epb3 Re: Jak postąpić? 12.12.11, 22:58
                  ale dziwna dyskusja. bliska osoba dzieci pracuje po sąsiedzku i unikacie kontatku?
                  o rety. to sa 4-latek i 7-latek. Rozumne dzieci. Jak to wygląda. Czego te dzieci się uczą?
                  Rodzice jasno mowią dzieciom jak jest.
                  Niania to bardzo wazna osoba w zyciu dziecka, ale jest ono w stanie zrozumiec ze ma swoje zycie, swoją pracę, swoją Rodzinę i nie moze ich czesto odwiedzac. Jasne jak slonce.
                  Z drugiej strony oczywiste ze chcialyby sie czasem spotkac. Jak z ciocią, babcia czy innym znajomym.
                  Tak jak Ciocie zapraszam ja do domu, tak i nianię powinni zaprosic gospodarze.
                  Nie chcą, to bardzo dziwne(no chyba ze mają do Ciebie jakies inne ale ...). ale nic na to nie mozesz poradzic.
                  Ale oni tez nie moga oczekiwac, ze będizesz unikac spotykania dzieci jesli pracujesz po sąsiedzku. Owszem mogą jasno sie wyrazic i powiedzeic 'zakaz odzywania sie do naszych dzieci'.
                  Jakas strasznie nienaturalna sytuacja wyszla.
                  Ja ze swoja niania utrzymuje kontakty do dzis. Wysylamy sobie kartki swiąteczne.
                  Chyba lepiej miec wogol siebie wiecej bliskich niz mniej, nie? No ale to juz sprawa Rodziców jak chcą.
                  Musisz sie zachowywac naturalnie. To nie Twoja Rodzina, nie Twoje dzieci.
                  Ale dziwne zebys do nich nei zagadala na klatce albo wchodzila inną furtką.
                  Traktujecie niepowaznie te dzieci.
      • joshima Re: Jak postąpić? 11.12.11, 12:57
        kolkograniaste napisała:

        > Nie jestem alfą i omegą, domyślam się, że szefowej moje wizyty nie pasują...
        No to przyjmij to do wiadomości i się dostosuj. Nie wiem po co to jeszcze roztrząsać.
      • Gość: basca Re: Jak postąpić? IP: *.ghnet.pl 12.12.11, 12:33
        Skorzystali kil
        > ka razy (nigdy nie oczekiwałam za to pieniędzy, może to błąd?), podesłali mi st
        > arszaka 3 razy (w jednym tygodniu), gdy nie mógł wychodzić z domu, a trzeba był
        > o pójść po młodszego. Poprosili mnie dwa razy o odebranie dzieci, gdy opiekunka
        > nie mogła przyjść.

        IMO w typ przypadku matka postąpiła nie ładnie. A w dodatku przesłała niezbyt czytelny komunikat. Raz chce, a raz nie chce.
      • yoma Re: Jak postąpić? 13.12.11, 14:25
        To mnie zainteresowało:

        > > Przed zakończeniem współpracy, nawet ostatniego dnia, a także wówczas, gdy zapy
        > tałam o unikanie, była szefowa powiedziała - możesz nas odwiedzać, ale wcześnie
        > j zadzwoń.

        Wygląda na to, że "jeszcze przez zakończeniem współpracy" matka się bała, że niańka będzie radośnie wpadać bez zapowiedzi.
      • ophelia78 Re: Jak postąpić? 18.12.11, 21:02
        >miałam nadzieję, że po prawie sześciu latach, zasługuję na szczere (bez tłumaczenia się, ale jasne) przedstawienie wizji dalszej znajomości.

        I naparwdę nie widzisz, że Twoja była szefowa nie ma wizji dalszej znajomości, bo dla niej zanjomość się skończyła???

        Prześledziłam z uwagą cały watek i mam wrażenie, że zachowujesz się jak dobra wróżka-niania, która musi uchronić dzieci przed zła matką-czarownicą.
    • kolkograniaste Re: Jak postąpić? 12.12.11, 22:40
      mama dwójki dzieci – zawsze, gdy będę mogła im pomóc, chętnie (i bezpłatnie) to zrobię.
      Mylę pojęcia? Naprawdę uważasz, że jeśli pracownikowi się zapłaci, to znaczy, że jest się uczciwym? Można go okłamywać do woli (dla mnie to brak szacunku) i jeszcze mieć pretensje, że on nie przeczytał w naszej głowie, co miało się na myśli? Dla mnie uczciwe traktowanie, to nie tylko zapłata za wykonaną pracę, ale przede wszystkim nie okłamywanie (nie piszę szczerość, bo mi zarzucisz, ze oczekuję tłumaczenia się przede mną, a można być szczerym bez tłumaczenia).
      Obecna opiekunka pisała do mnie, ale odkąd domyśliłam się, że była szefowa nie jest zadowolona z moich spotkań z dziećmi, nie spotykałam się z nimi, poza umówionymi wizytami w domu.
      Dlaczego jesteś tak negatywnie nastawiona? Nie potrafisz spojrzeć na sprawę, na podejście moje, byłej szefowej, sytuację dzieci itd.?
      Z minimalną tylko przesadą, można zauważyć, że twoje wypowiedzi są nasiąknięte jakąś agresją.
      Atakujesz mnie, piszesz, że urządzam jazdy, że dzieci zeschizują. Jak? Gdzie? Kiedy?
      Dlatego, że raz w tygodniu pisałam smsa z zapytaniem – czy mogłabym któregoś dnia odwiedzić dzieci? Albo, że kilka razy przywitałam się przy windzie?
      O co Ci chodzi?
      Napisałam, że SPRAWA została zamknięta, a nie znajomość. Już nigdy nie będę prosiła o wizyty, ale jeśli oni mnie „zaproszą”, chętnie pójdę.
      Forumowiczka.to.ja – oni mają dwoje dzieci. Nie mają trzeciego. Obecna opiekunka pracuje 3 godziny dziennie. Odbiera smyki ze szkoły i przedszkola i zajmuje się nimi do powrotu rodziców z pracy.
      Przez tyle lat współpracy zdarzały się jakieś nieporozumienia. Ani ja, ani oni nie jesteśmy bez wad, ale chyba nie było tak źle, skoro niemal co miesiąc dostawałam premie, prezenty na święta, urodziny, imieniny, a nawet bilety do kina bez okazji. Ja też starałam się zrobić coś od siebie, np. odkurzyć podłogę, itp.
        • Gość: Lucyna Re: Jak postąpić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.11, 09:23
          domza2 napisał(a):

          > Hmm, to o co chodzi z tym małym dzieckiem??? PO co tłumaczyłaś podopiecznym, że
          > kiedy idzie się do przedszkola to już niania niepotrzebna, skoro mają nianię.
          > Tym dziwniejsze, dlaczego zrezygnowali z Ciebie skoro nic się nie zmieniło (nie
          > ma nowego dziecka)...

          Może Kółko nie utrzyma sie z 3 godzin pracy dziennie?
        • mamameg Re: Jak postąpić? 13.12.11, 09:25
          Tym dziwniejsze, dlaczego zrezygnowali z Ciebie skoro nic się nie zmieniło (nie
          > ma nowego dziecka)...

          A dlaczego uważasz, że to rodzice zrezygnowali? Może Kolkograniaste zrezygnowała, bo potrzebuje pracy na pełen etat-za odbieranie dzieci z przedszkola płaci się dużo mniej.
    • kolkograniaste Ophelia78 18.12.11, 23:12

      Kolejny komentarz w stylu „byłaś tylko opiekunką”. Skupiający się na pracodawców prawach i na moim „wyobrażaniu sobie Bóg wie czego”.
      W związku z tym, że byłam tylko opiekunką - dostrzeganie (jak ktoś trafnie wcześniej napisał), że z punktu widzenia rodzica to tylko zakończenie współpracy, a dla dziecka jest to utrata kogoś bliskiego (przynajmniej na razie bliskiego) jest oczywiście przegięciem i pomyleniem ról, ewentualnie próbą uchronienia dzieci przed matką-czarownicą. Masakra:-/
      Ophelia oceniasz mnie (podobnie, jak zrobiło to kilka innych osób, piszących w tym wątku) z wyższością. Prawdopodobnie dlatego, że stawiasz się na miejscu mojej byłej szefowej i ją rozumiesz.
      Ja jestem pracownikiem, a Ty hipotetycznym pracodawcą.
      W porządku.
      A teraz użyj empatii i spróbuj wyobrazić sobie, co czują te dzieci?
      Wobec swojego doświadczenia, znam się trochę na dzieciach i potrafię wiele dostrzec, zrozumieć ich potrzeby (nie wątpię, że rodzice też potrzeby widzą, ale nie jestem pewna czy w tej sytuacji próbowali się postawić na ich miejscu i zrozumieć, co czują), dlatego uważałam, że warto naszą więź najpierw rozluźniać, a nie zerwać gwałtownie.
      Przypominam, że starszak zna mnie od pierwszego roku życia, a młodszy smyk praktycznie od urodzenia, więc mimo, że zawsze byłam w ich mieszkaniu służbowo, IM jestem bliska, wkrótce się to zmieni - szkoda, że nie stopniowo.
      Fakt, że nie mogę niczego narzucić byłej szefowej i nie zamierzam, ale chyba mogę się poradzić jak rozmawiać z dziećmi? Widziałam jak się zachowywały podczas moich wizyt np.: starszak demonstracyjnie mnie lekceważył przez kilka minut, gdy stanęłam na chwilkę blisko niego, rzucił mi się na szyję, mocno przytulił i pocałował i dopiero od tego momentu mogliśmy się bawić. Młodsze dziecko powiedziało, że pójdzie sobie do innego domu.
      Takie zachowania najlepiej świadczą o tym, że dla dzieci jest to trudny czas i sobie z nim nie radzą. Ja to widzę, a rodzice bagatelizują (i to jest dla mnie w tym wszystkim najbardziej przykre).
      Bywały chwile (baaardzo wiele chwil), kiedy ja też miałam dość tych wizyt, ze względu na dziwną atmosferę i niezrozumiałe zachowania byłej szefowej, ale wydawało mi się egoizmem skupianie na sobie.
      Ale jak pisałam wcześniej sprawa została zamknięta.
      kolkograniaste
      • joshima Re: Ophelia78 19.12.11, 09:26
        kolkograniaste napisała:

        >
        > Kolejny komentarz w stylu „byłaś tylko opiekunką”.
        A nie sądzisz, że jak wszyscy w koło mówią Ci to samo, to warto się nad tym chwilę zastanowić, bo moga mieć rację?
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka