kolkograniaste
04.12.11, 12:07
Pracowałam, jako opiekunka pewnego rodzeństwa przez kilka lat, nasza współpraca zakończyła się „naturalnie”.
Z podopiecznymi miałam bardzo dobry kontakt, zżyliśmy się ze sobą.
Rodzice zatrudnili inną opiekunkę na 3 godziny dziennie. Nowa niania jest bardzo sympatyczna, dzieci ją w pełni akceptują i bardzo lubią (gdy któregoś razu ich odwiedziłam, żałowali, że nie ma z nami też Anki, włączają ją również do swoich opowieści:-). Ja też ją lubię i jestem spokojna, bo są w dobrych rękach.
Przed zakończeniem współpracy, rozmawiałam z podopiecznymi wielokrotnie o nadchodzącej zmianie.
Tłumaczyłam, na czym polega praca opiekunki, że gdy dzieci idą do szkoły i przedszkola, opiekunka zajmuje się kolejnym malutkim dzieckiem, aż zostanie ono przedszkolakiem. Zapewniłam, że będę ich odwiedzała, że oni mogą czasem odwiedzić mnie, a gdy będą chcieli mogą do mnie zadzwonić.
Rodzice uważają, że dzieci się przyzwyczają, bo muszą i nic im nie będzie. Tak kiedyś powiedzieli. Gdy maluchy mają jakiś problem, często mama i tata odpowiadają krótko, a potem zmieniają temat, aby odwrócić ich uwagę.
Mama dzieci chce, aby byli podopieczni „odzwyczaili” się ode mnie. Nie mówi tego bezpośrednio. Zapewne uważa, że dla smyków tak będzie lepiej, ponieważ teraz za mną tęsknią. Zawsze pytam "czy mogę przyjść z wizytą i kiedy?", wówczas była szefowa proponuje możliwie odległy termin, tłumacząc, że są zajęci.
Byli pracodawcy są dobrymi rodzicami i bardzo kochają swoje dzieci, ale uważam, że bagatelizowanie dziecięcych wątpliwości i żalu nie jest dobre.
Chciałabym, aby maluchy ucierpiały na moim odejściu jak najmniej. Nie chcę, aby poczuli się odrzuceni i oszukani, bowiem wcześniej mówiłam, że będę ich odwiedzała, a teraz przychodzę 3 razy w miesiącu na 1,5 godziny. Mówiłam, iż mogą do mnie zadzwonić, nie dzwonili ani razu, pewnie im nie pozwalają, tłumacząc, że ja nie mam czasu.
Jak mam z dziećmi rozmawiać, aby pomóc im odnaleźć się w nowej sytuacji? Czego unikać, aby ich smutku nie lekceważyć, ale też nie pogłębiać? A może przestać ich odwiedzać, tak jak chciałaby mama?
Na co dzień są pogodni i szczęśliwi. Wiem, że brakuje im mnie, lecz na szczęście nie przesłania im to świata, ale też ich wątpliwości nie są rozwiewane, więc trzymają je w sobie. Podczas ostatniej wizyty młodszy smyk pod wpływem zdenerwowania (nie mógł się z nami bawić, dopóki nie przeprosi starszaka) powiedział, że pójdzie sobie do innego domu :-(, gdy czasem wyciągnę z torebki np. balony do wspólnej zabawy, pytają mnie: nie dałaś Filipkowi?
Jakby w znaczeniu - przecież teraz nie my jesteśmy ważni tylko Filipek(obecny podopieczny).
Będę wdzięczna za rady zarówno Pani Justyny jak i Forumowiczek.
Smyki mają 4 i 7 lat.