Dodaj do ulubionych

przeterminowana

30.03.05, 18:02
od wczoraj...moze to niewiele, ale zaczynam sie denerwowac..pierwsza ciaza,
zaawansowany wiek...i cala ciaze niski, twardniejacy, bolacy brzuch....
a teraz nagle moj maly wcale sie nie spieszy...
cc nikt nie zalecal...zzo pewnie tez nie dostane, wczoraj lekarz powiedzial,
ze w przypadku skoliozy, wlasnie w dolnym ledzwiowym odcinku nie daja....
i co? wyglada na to, ze bede rodzic super naturalnie?!?

moje dziecko wczoraj "wywazono" na 3500g , a ja czuje, ze podlacza mnie w
koncu pod oxytocyne i bede sie 2 dni meczyc.....
pocieszcze mnie
mgg i Tuptus 41 t. (zaczety)
Obserwuj wątek
    • monika_oli Re: przeterminowana 31.03.05, 08:19
      Wiem jak takie oczekiwanie jest dobijające. Moja córeczka urodziła się na
      przełomie 41/42tc. Poród wywoływany - powiodła się trzecia próba. Ale za to,
      choć bardzo bolesny (bez zzo, jednynie zastrzyk p/bólowy i jakieś czopki) to
      jednocześnie dość krótki. Pierwsze, delikatne bóle wywołane oxtocyną poczułam
      około 13-tej, a przed 16-tą już urodziłam.
      Życzę, aby także i Twoje dłuższe oczekiwanie skończyło się lekkim finałem.
      Pozdrawiam
      Monika
      • ewamro Re: przeterminowana 13.04.05, 11:15
        Czekanie po terminie jest na prawdę bardzo stresujące. I nie chodzi tu tylko o
        to, że dziecko jest w niebezpieczeństwie, bardzo denerwująca bywa też rodzina,
        która ciągle dopomina się, "kiedy wreszcie urodzisz?!". Mnie teściowie wpędzili
        w niezłe poczucie winy :(
        Mój synek urodził się po skończonym 42. tygodniu ciąży, wg usg termin był na
        2.01. a poród w końcu "łaskawie" wywołano 18. Nie wiem, dlaczego lekarze tak
        długo czekali, zwłaszcza, że zapisy ktg nie były prawidłowe (znaczne zawężenie
        zapisu, innym razem za wysokie tętno i dynamika), test Manninga wypadł też
        nienajlepiej (6pktów na 8, przy czym 0 za ruchy oddechowe). Żyłam w koszmarnym
        stresie.
        Dzień przed porodem zostałam skierowana na wywołanie, lekarze w szpitalu jednak
        ZAPOMNIELI o mnie i cały dzień leżałam czekając aż poród sam się zacznie. W tym
        czasie studenci eksperymentowali sobie na mnie do woli. Kiedy mój mąż poszedł
        się dowiedzieć kiedy wreszcie podadzą mi kroplówkę został posądzony o
        przemądrzałość a ja zostałam przeniesiona na salę obserwacyjną, bo "kroplówki
        podają tylko do godziny 11:00"!.
        Następnego dnia, koło 11 dostałam oksytocynę, o 12. z hukiem odeszły wody i
        zaczęły się bardzo silne skurcze; pełne rozwarcie nastąpiło po niespełna trzech
        godzinach i o 15:01 narodził się Wituś :) Szkoda tylko, że przy pomocy
        próżnociągu (spadające tętno, konieczność natychmiastowego zakończenia porodu).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka