monami9
15.08.08, 14:51
Chciałabym podzielic się z Wami moim szczęściem i podziękowac Pani Kasi za
wszystkie porady udzielone tu na forum. 1 sierpnia urodziłam mojego synka
Michałka. Strasznie bałam się porodu, mimo że to mój trzeci, ale może dlatego
że drugi był dla mnie koszmarem. Krzycząca położna, dolargan i kroplówka
podane chyba dlatego że było sporo rodzących, i wszystkim się spieszyło i
nacinanie zrobione nie na skurczu. Dlatego gdy dowiedziałam się że jestem w
ciąży pierwsze co do mnie wróciło to szpital i poród. A teraz od samego
początku często zaglądałam na to forum, przez całe 38 tygodni. Bóle zaczęły
się o 4 w nocy ale takie jeszcze "nie bolące". Wstałam, wypiłam herbatę z
melisy i weszłam do wanny. Nie spieszyłam się do szpitala, mam do niego 5
minut samochodem, ale zadzwoniłam po mamę żeby przyjechała do dzieci. O 6 bóle
były co 5 minut i zaczęłam je wreszcie dośc mocno odczuwac. Ale skupiłam się
na oddychaniu i przybraniu jak najlepszej pozycji. O 6.20 pojechaliśmy do
szpitala, na izbie przyjęc okazało się że rozwarcie jest na 6 cm. Starałam się
nie wpadac w panikę i myślec cały czas o tym że wreszcie koniec mojej podrózy
i za chwilę zobaczę moje dzieciątko. O 7.05 byliśmy z mężem na sali porodów
rodzinnych, na kilkanaście minut podpięto mnie do ktg a potem mogłam już robic
co tylko mi sprawiało największą ulgę. Klęczała, kołysałam się na piłce i cały
czas słuchałam położnej, była super, i skupiałam się na oddychaniu. nie
dostałam żadnej kroplówki ani dolarganu, wreszcie kazano mi wejśc na łóżko. Co
prawda rodziłam w pozycji na boku i potem już leżącej ale po trzech partych
synek był na świecie. Była 8.20 . W czasie drugiego skurczu partego mały
zaklinował się ramionkami i nie mógł wyjśc ale moja pani doktor i położna
super sobie z tym poradziły. Na dodatek, chociaż wcale o tym nie mówiłam, nie
byłam nacinana, położna sama chroniła moje krocze i tylko lekko popękałam.
Potem okazało się że łożysko nie chce wyjśc i po podaniu znieczulenia miałam
zrobione łyżeczkowanie, co było bardzo bolesne. I po wszystkim. Synek ważył
3550 i ma 54 cm. Piszę o tym bo chcę bardzo podziękowac Pani Kasi za porady
udzielane tu na forum, z których bardzo skorzystałam przy porodzie, że
czytając to wszystko zaczęłam nastawiac się do porodu pozytywnie i nie bac się
go aż tak bardzo, mimo wcześniejszych doświadczeń. Myślę że ważne jest takie
pozytywne podejście i słuchanie tego co do nas mówi położna. Wiem że miałam
sporo szczęścia trafiając na taką położną ale życzę wszystkim dziewczynom
które oczekują swoich maleństw jak najlepszych wspomnień z porodu. Pozdrawiam
serdecznie, Monika.