Dodaj do ulubionych

źle w kościele

IP: *.dynamic.chello.pl 07.11.12, 19:18
W polskim Kościele dzieje się źle. Rośnie wielki spór. Apel prof.

Stanisław Cybruch
Data dodania: 2012-11-07 17:40

Kościół w Polsce zbudował sobie, szczególnie w ostatnich latach, trudny do zrozumienia i jeszcze trudniejszy do odbudowy na nowo, spadek autorytetu. Natarczywe wtrącanie się i wchodzenie w politykę szkodzi religii i grozi rozłamowi Kościoła
Kościół w Polsce zbudował sobie, szczególnie w ostatnich latach, trudny do zrozumienia i jeszcze trudniejszy do odbudowania na nowo, spadek autorytetu. Natarczywe wtrącanie się i wchodzenie w sprawy polityczne, a także demonstrowanie jawnych przejawów antysemickich i rasistowskich – to wszystko buduje coraz większą niechęć wiernych do instytucji Kościoła. Poniżanie i pogardzanie Polską, która podobno nie jest nasza, oskarżanie czołowych polityków państwa polskiego o zdradę i morderstwo, to także opinie niektórych księży ze szczytów hierarchii i niskich szczebli w parafiach.

W tzw. katolickich mediach, m.in. w Radiu Maryja i Telewizji Trwam, w związanych z toruńskim środowiskiem o. Rydzyka portalach internetowych i "Gazecie Polskiej" oraz w publicznych wystąpieniach na mszach św., hierarchów i niektórych szarych księży, wielokrotnie słyszymy to, co nas oburza i skłania do krytyki. Niedawno Polska i Polacy mieli zafundowane awantury uliczne związane, m.in. z ks. Tadeuszem Rydzykiem, na tle marszu "Obudź się Polsko", a wkrótce ujrzymy podobne marsze pod judzącymi hasłami: "Odzyskajmy Polskę!"

"Gazeta Wyborcza" zapowiada wielki spór w polskim Kościele, z antysemickimi komentarzami w tle. Przewodniczący Episkopatu ma odpowiedzieć na pismo prof. Stanisława Lufta, wykładowcy seminarium duchownego, który ostro krytykuje o. Rydzyka. W ocenie Gazety, list prof. Stanisława Lufta do abp. Józefa Michalika jest "jedną z najcelniejszych krytyk Kościoła od kilku lat".

Dla polskich biskupów może to być duży problem, gdyż autor listu jest zasłużonym, 90-letnim emerytowanym wykładowcą medycyny pastoralnej, w seminarium duchownym. "Dziś w Polsce proponuje się zamykanie Kościoła w 'oblężonej twierdzy', niechętnej otaczającej go rzeczywistości" - napisał w październiku br. wybitny naukowiec, nestor reumatologii. Sekretarz abp. Józefa Michalika, ks. Roman Chowaniec oświadczył, że może abp Michalik na list odpowie. Ale nie można na razie nic więcej powiedzieć – podaje portal -wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12801275,Szykuje_sie_wielki_spor_w_polskim_Kosciele__Jak_biskupi.html.

Prof. Stanisława Lufta, do napisania listu sprowokowały – mówiąc oględnie – ohydne zaczepki o. Rydzyka. Na falach Radia Maryja i w "Naszym Dzienniku", ks. Rydzyk – nakręcony złością i wściekłością na Krajową Radę Radiofonii i Telewizji (KRRiT), że nie chce przyznać Telewizji Trwam miejsca na multipleksie, zaatakował prof. Stanisława Lufta i jego syna, Krzysztofa Lufta z KRRiT: "Zwróciłbym się do tatusia pana Lufta. Proszę zwrócić się do syna i powiedzieć: "Synu, co wyprawiasz?" - pisał wkurzony, Tadeusz Rydzyk.

Profesor Luft wspomniał w swoim liście, o hałaśliwych, gorszących incydentach podczas państwowych uroczystości i na cmentarzach oraz o tym, że w demonstracje polityczne angażują się media o. Tadeusza Rydzyka. Według niego, współodpowiedzialność za to, ponosi polski Episkopat.

"Większość polskich katolików nie angażuje się w hałaśliwe demonstracje polityczne, nie czuje się dyskryminowana, w rzekomo zniewolonym kraju. Nie chcę nikomu odmawiać prawa do przeżywania swojej wiary w różny sposób, ale trudno się zgodzić na zawłaszczanie Kościoła przez hałaśliwą mniejszość", która zamienia go "w partię polityczną" – napisał w liście do abp. Michalika profesor Luft.

Wszędzie tam – jak podkreślił profesor, gdzie dochodzi do mieszania religii z polityką, konflikty polityczne stają się ostrzejsze, a największym przegranym jest religia, która "więdnie i traci siłę swego moralnego przesłania".

Wskazuje profesor na konkretne, gorszące fakty i incydenty polityczne sprzed lat, m.in. przytacza pamięć Soboru Watykańskiego II, po którym Kościół polski stoi w obliczu poważnego kryzysu, i – jak podkreśla - grozi mu rozłam i masowe odchodzenie wiernych. Obserwujemy, co wyraźnie akcentuje - zanikanie ducha soborowego.

Zamiast "Kościoła Otwartego", będącego soborową odpowiedzią na problemy współczesnego świata, dziś w Polsce proponuje się zamykanie Kościoła w "oblężonej twierdzy", niechętnej otaczającej go rzeczywistości. Zamiast "Kościoła miłości i tolerancji", proponuje się nam "Kościół walki, a nawet wojny".

Profesor Stanisław Luft jest na razie linczowany i opluwany w środowisku Radia Maryja. Czy spotka go coś więcej? Pamiętamy zmasowany atak na św. pamięci abp. Józefa Życińskiego i wiemy jak się to skończyło, czy księdza Adama Bonieckiego, którego określono szatanem w sutannie.

Na forum strony internetowej Radia Maryja, oprócz dwuznacznych apeli, żeby się za niego modlić, są też m.in. następujące komentarze: "Wszystkich wiadomych szkodników należy od dawna wygonić z Polski, do ich pięknej i malowniczej ojczyzny, którą popierają i szanują, a naszą od dawna niszczą i szkalują. Z niej to przychodzą dyrektywy dla rządu RP. Nigdy Lufty nie będą Polakami. Do luftu z Luftami".

W związku z atakami w mediach o. Rydzyka, na profesora Stanisława Lufta i jego syna Krzysztofa, a także listem profesora do abp. Michalika, zareagował na łamach "Gazety Wyborczej", pierwszy premier III RP, Tadeusz Mazowiecki. Jak zaznaczył, może się podpisać pod krytycznymi słowami listu, wobec bierności Kościoła i tolerancji wobec praktyk politycznych i nieetycznych, o. Tadeusza Rydzyka.

Zaznaczył, iż prof. Stanisław Luft ma rację, określając działalność o. Rydzyka groźną. Za najgroźniejsze zjawisko uważam to, że zbyt często w imieniu Kościoła wypowiadają się ludzie, bardzo jednostronnie zaangażowani politycznie – zaakcentował Tadeusz Mazowiecki. W jego ocenie, Kościół ma problem z tym, że wśród katolików są ogromne podziały. Jednocześnie zbyt wielu biskupów nie tylko toleruje, ale też popiera to, co się dzieje, popiera także ojca Rydzyka - zwraca uwagę były premier.
Obserwuj wątek
    • Gość: Aga Re: źle w kościele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.12, 23:12
      a moim zdaniem kościół w pewnym zakresie powinien wkraczać w politykę. Powinien pomagać ludziom dokonywać wyborów, ale przy tym pozostać neutralnym w stosunku do partii politycznych...

      Ogólnie ciekawy tekst, ale przecież Rydzyk to nie jedyne co mam Kościołowi do zarzucenia.
      Źle się dzieje. Kościół jest dla mnie oderwany od rzeczywistości, księża mają swój świat, którego nie jestem w stanie zrozumieć.
    • Gość: .plum Re: źle w kościele IP: 92.60.130.* 08.11.12, 08:45
      Odwal się koleś od Kościoła. Bliższej rodziny nie masz ?
      • Gość: ??? Re: źle w kościele IP: *.dynamic.chello.pl 08.11.12, 15:37
        Ja do tego kościoła należę,a rodzinę mam.
        • Gość: odp Re: źle w kościele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.12, 23:00
          Ks.Adam Boniecki w książce "Lepiej palić fajkę niż czarownice" pisze:
          -..Media ojca Rydzyka uważamy za szkodliwe,bo uzurpując sobie prawo do reprezentowania
          katolicyzmu,ukazują Kościół jako świat zamknięty,nieufny wobec "innych",dążący do narzucania
          im własnej wizji świata.
          -..Zwabieni wspólną modlitwą,porwani propozycją włączenia się w pomaganie innym, zachwyceni możliwością wyjścia z samotności i wejścia do wielkiej wspólnoty,"Rodziny",
          dobrzy ludzie dają się wciągnąć w świat zamknięty,otoczony murem strachu przed obcymi, przed Żydami,Niemcami,Unią Europejską,liberałami,niewłaściwymi biskupami i księżmi
          oraz innymi,ukrytymi wrogami.
          Podsumowując-w Kościele nie może być dobrze,jeśli nawet katolickie media nie łączą,a dzielą.
    • Gość: ops doświadczenie Mazowieckiego IP: *.play-internet.pl 09.11.12, 19:56
      Mazowiecki, wybitny autorytet, ma wieloletnie doświadczenie w krytyce Kościoła i jego biskupów, np. biskupa Kaczmarka, patrz: Wnioski, Wrocławski Tygodnik Katolicki, nr 5, s. 3–4, 27 września 1953.
      • Gość: ??? Re: źle w kościele IP: *.dynamic.chello.pl 09.11.12, 20:20
        Gdyby wiedzę o Kościele powszechnym czerpać wyłącznie z numerów "Naszego Dziennika", można by żyć w przekonaniu, że nie było ostatnio ważniejszego wydarzenia w Watykanie niż pielgrzymka Rodziny Radia Maryja.
        A w dodatku, że sam papież bardziej niż o pokój na świecie czy jedność chrześcijan troszczy się o to, by Telewizja Trwam dostała miejsce na multipleksie cyfrowym.

        "W centrum katolicyzmu prosiliśmy o błogosławieństwo dla Telewizji Trwam, dyskryminowanej przez rządzącą koalicję PO-PSL" - relacjonuje wczorajszy "Nasz Dziennik".

        Innymi słowy, Benedykt XVI ugościł grupę uciśnionych katolików, coś w rodzaju podziemnego Kościoła Chin.

        Prawda wygląda nieco inaczej: Rodzina Radia Maryja jest jedną z setek grup, które dziennie przewijają się przez Stolicę Apostolską. Dla papieża to po prostu wpływowe polskie środowisko, które czasem sprawia problemy (stąd list nuncjusza apostolskiego sprzed lat z apelem do biskupów, aby zajęli się "uciążliwą sprawą Radia Maryja"), niemniej jednak środowisko katolickie. W dodatku akceptowane od zawsze przez polski Kościół. Więc dlaczego nie miałby go akceptować papież?

        Zresztą akceptacja polskiej hierarchii dla Radia Maryja to eufemizm, zamiast tego trzeba by mówić o wielkiej (odwzajemnionej) miłości. Watykański splendor do podbudowania wizerunku Radia Maryja wykorzystuje przecież nie tylko ojciec Rydzyk. Do Watykanu zjechało na tę okoliczność aż kilkunastu biskupów, m.in. abp Wacław Depo - w Episkopacie ważna persona, bo metropolita częstochowski, przewodniczący Rady ds. Środków Społecznego Przekazu. "W imię czego uchwala się restrykcyjne przepisy telekomunikacyjne, które utrudnią Radiu Maryja i Telewizji Trwam obecność w przestrzeni publicznej?" - to ważkie pytanie arcybiskupa wybrzmiało w szacownych murach Bazyliki św. Piotra.

        Ale czy obecność w Watykanie przyjaciół Radia oznacza, że Rydzyka można zaliczyć do grona strategicznych przyjaciół papieża? Benedykt XVI bez wsparcia o. Rydzyka się obejdzie, dyrektor Radia Maryja nie pośredniczy w kontaktach Watykan - Episkopat. I chociaż trzy pociągi z sympatykami Rydzyka, które przyjechały do Rzymu, wyglądają imponująco, wśród polskich katolików stanowią oni raczej niewielki procent - dowodem słuchalność Radia Maryja i oglądalność TV Trwam. Poza tym o. Rydzyk nie jest partnerem dla najbardziej nawet konserwatywnych duchownych Kościoła powszechnego, nie ten format. Ten biznesmen w sutannie ma tak naprawdę nikłe zainteresowanie dla problemów nurtujących współczesny Kościół. Bardziej niż życie poczęte interesują go wody geotermalne; bardziej niż swoboda obyczajowa martwi koniec przyjaźni Kaczyńskiego z Ziobrą.

        Problem w tym, że nie przeszkadza to rodzimym hierarchom. To im zawdzięczamy eksportowanie karykatury katolicyzmu, jaką są media ojca Rydzyka i robienie wody z mózgu kolejnym papieżom. Co ojciec dyrektor skrzętnie wykorzystuje. Od lat słyszymy w mediach Rydzyka, jak to Radio "ukochał" Jan Paweł II. Po jego śmierci papieską tradycję uwielbienia dla Rydzyka ma rzekomo kontynuować Benedykt XVI.

        "Jestem pod ogromnym wrażeniem wyróżnienia, jakie spotkało Rodzinę Radia Maryja. Msza św., której przewodniczył najbliższy współpracownik Benedykta XVI ks. kard. Bertone, tuż przy grobie św. Piotra w bazylice, jest rzadko spotykanym wyróżnieniem" - zachwyca się na łamach "Naszego Dziennika" związany z prawicą dyplomata Dariusz Sobków.

        Wyróżnienie? Jeśli tylko takim obrazem Kościoła chce się papieżowi chwalić polski Episkopat, papież będzie go przyjmował z dobrodziejstwem inwentarza. Któregoś dnia polscy hierarchowie mogą jednak skonstatować, że i tak już nie ma wielkiego wyboru, ostał się tylko Rydzyk, bo reszta katolików, których wizja Kościoła promowana przez Episkopat uwiera, gdzieś się rozpierzchła.


        • Gość: WWW Re: źle w kościele IP: *.play-internet.pl 09.11.12, 20:49
          Niektórzy widać tęsknią za reaktywacja „księży patriotów” czyli czegoś na wzór tych tzw. "księży postępowych " którzy realizowali politykę stalinowskich - komunistycznych władz uprawiając krytykę Stolicy Apostolskiej i episkopatu, domagającyh się usuwania z kurii kapłanów o poglądach „wrogich”, sprzecznych z komunistyczna ideologią.

          • Gość: gonzo Re: źle w kościele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.12, 17:45
            póki co to ks. Rydzyk ma się dobrze, a zwierzchność kościelna zabrania się wypowiadać ks. Bonieckiemu. podział kościoła stał się faktem, ale źle na tym wychodzi. znajomy z Kraszewa jeździ na mszę do Ciechanowa, bo kazania księdza za często są polityczne. znajomy mocno religijny, więc wybuli na benzynę, a ilu ludzi w takiej sytuacji po prostu nie pójdzie więcej na mszę> osobiście znam kilka takich przypadków. jak jest rok wyborczy, to ich przybywa, bo ludzie nie chodzą do kościoła, żeby wysłuchiwać agitowania za PiS
            • Gość: ??? Re: źle w kościele IP: *.dynamic.chello.pl 10.11.12, 21:32
              Proboszcz z Sidziny, który stanął przed sądem za rękoczyny wobec dzieci, nie czuje się winny, lecz skrzywdzony. Ubolewa nawet, że nikt go nie przeprosił. Nic nie zrozumiał z werdyktu sądu, kuratorium, a nawet kurii biskupiej - pisze Beata Łabutin.

              Obszerny wywiad z ks. Michałem Wieczorkiem zamieścił prawicowy tygodnik lokalny "Nowiny Nyskie". Nyska prokuratura postawiła mu 11 zarzutów naruszenia nietykalności osobistej dzieci. Aczkolwiek początkowo śledztwo w sprawie spoliczkowania rok temu jednego ucznia chciała umorzyć, uznając, że nie ma interesu społecznego w ściganiu z urzędu czynu księdza. Wznowiła postępowanie dopiero po publikacjach "Gazety", w których ujawniliśmy, że proboszcz wielokrotnie dopuścił się rękoczynów wobec uczniów, i interwencji Prokuratury Okręgowej w Opolu. W sumie w sprawie przesłuchano 35 świadków. Okazało się, że pokrzywdzonych przez księdza dzieci jest ośmioro, jednak w przypadku sześciorga zarzuty uległy przedawnieniu.

              Prawicowy tygodnik już na wstępie wywiadu podkreśla, że sprawa miała być umorzona.

              Ksiądz na to: „Okazuje się, że były naciski. »Naganiacze « są coraz bardziej perfidni. Lekceważą Pana Boga, Kościół, księży, w nosie mają wszystkie autorytety. A celuje w tym »Gazeta Wyborcza « oraz wszystkie sensacyjne brukowce. (...) Te nieodpowiedzialne reporterki, którym się wydaje, że wszystko im wolno i wszystko wypada, niestety robią mnóstwo szkody w całym temacie”.

              Po śledztwie proboszcz stanął przed sądem, który umorzył warunkowo postępowanie na okres próby jednego roku i nakazał księdzu wpłacenie 5 tys. zł na fundusz ofiar przestępstw oraz obciążył go kosztami postępowania.

              Wcześniej już komisja dyscyplinarna dla nauczycieli działająca przy wojewodzie wydała mu trzyletni zakaz pracy w szkole. Na tej decyzji ksiądz Wieczorek nie zostawił w rozmowie z "Nowinami" suchej nitki. Działanie pracowników kuratorium oświaty przyrównuje do terroryzmu: "Kuratorium opolskie, szczególnie panie z komisji dyscyplinarnej od dłuższego czasu frywolnie i dowolnie szermują Kartą Praw Dziecka jak aktem terrorystycznym. Opcje światopoglądowe tych pań są jaskrawo wyraźne, a perfidne, aroganckie, poniżające osądy godzą bezpośrednio w autorytet nauczyciela, niszcząc dobre imię oraz naruszając dobra osobiste. Ksiądz tym bardziej jest już bardzo niewygodny w tej sytuacji i niepożądany w szkole. (...) Chyba nadszedł już czas, by zmienić nazwę z Kuratorium Oświaty i Wychowania na Kuratorium Zaciemniania i Wykolejania. Lekceważą nauczycieli i potrafią w pięć sekund uderzyć i zniszczyć jego dobre imię decyzją wziętą z chmurek, dając przykład swymi negatywnymi decyzjami sygnał dzieciom, że nic innego się nie liczy, tylko Karta Praw Dziecka (...)".

              Od prowadzenia lekcji katechezy odsunęła też proboszcza kuria biskupia w Opolu.

              Wobec niej ks. Wieczorek okazał się być nieco łaskawszy, nawet próbował tłumaczyć jej decyzję: "Przyjęła ten wyrok z ubolewaniem, ale też ma wzgląd na to, że trzeba patrzyć na okoliczności, w jakich się to wszystko wydarzyło, oraz na podobne przypadki, których nie brakuje (...).

              Zapytany o reakcje parafian, zbeształ ich z duszpasterską troską, acz nie bez pretensji: "Jedni potępiają, inni rozumieją (...). Póki co nikt mnie nie przeprosił i nie starał się niczego naprawić".

              Na deser rozmowy znajdujemy dłuższy passus o karze finansowej, jaką nałożył na niego sąd: "W sądzie otrzymałem mandat, czyli wpłatę 5000 zł na fundusz postpenitencjarny (...). Zgadzam się z tym, bo w końcu są takie sytuacje, gdzie nie można przymykać oczu i zgadzać się na taki terroryzm ucznia w szkole, i trzeba je uciąć. Niestety, cena za to jest duża i płacić za to (w inny sposób) będzie szkoła i rodzice".

              I jeszcze: "Do końca nie wiem, skąd wziąć na to kasę, skoro wywalili mnie z roboty na trzy lata. A straty? Brak poborów z pracy przez trzy lata, można łatwo je obliczyć (...)".

              Na pytanie, czy zastosuje się do wyroku sądu, ksiądz Wieczorek odpowiada wielkodusznie: "Oczywiście. Można by dalej powalczyć o uniewinnienie, ale z czym to się wiąże? Mamy, dzieci znów będą szarpane przed sądem i to nie ma najmniejszego sensu".

              O tym, że rzeczywiste szarpanie uczniów i ich bicie w jego wykonaniu były początkiem całej sprawy, zdaje się nie pamiętać.

              Na koniec wywiadu stwierdza autorytatywnie: "Powodów do optymizmu nie ma. Niszczenie polskiej szkoły trwa". I na dodatek związki zawodowe "nie odzywają się w sprawie niszczenia zasad wychowania i edukacji". Grzmi więc, wieszcząc złowrogo: "Nieszczęść będzie jeszcze więcej, a bardzo one zabolą dzieci, rodziców i nauczycieli ().Takie były już momenty w naszej historii, gdzie ludzie byli karani za właściwą postawę, a potem kara obejmowała cały naród, niestety".

              ***

              Nauczyciel, katecheta, ksiądz, który miał być autorytetem i ostoją bezpieczeństwa dla uczniów, a zamiast tego ich bił, sięga szczytów obłudy, mówiąc o pryncypiach i wartościach w zawodzie nauczycielskim, skoro sam je deptał. Najwyraźniej nie zrozumiał nic z tego, co się stało. Nie dostrzegł zła w czynie, który popełnił, dostrzegając za to zło we wszystkich instytucjach, które go za czyny sprzeczne z prawem oraz zwykłą ludzką przyzwoitością ukarały. A o cnocie chrześcijańskiej pokory wspominać nawet nie ma sensu.

              Monika Sajkowska, dyrektorka Fundacji "Dzieci Niczyje", powiedziała "Gazecie": - Jesteśmy dorośli i musimy szukać takich sposobów radzenia sobie z dziećmi, które nie łamią norm. Jeśli tego nie potrafimy, nie powinniśmy z dziećmi pracować.

              Jak dobitnie pokazuje cytowany wywiad ksiądz nadal tego nie rozumie.

              Cały tekst: opole.gazeta.pl/opole/1,35114,11410379,Ksiadz__ktory_bil__atakuje_kuratorium_i_media.html#ixzz2BqyxbUsG
              • Gość: do ??? Re: źle w kościele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.12, 09:05
                Nudne są te Twoje posty,to już zakrawa na jakąś fobię.
                Większość z nas czyta prasę z wyższej półki,nie jakiej nowinki,jakie nam serwujesz.
                Nie lepie skleić dwa sensowne zdania od siebie?
                • Gość: do do Re: źle w kościele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.12, 07:15
                  Dodam cos od siebie.Bylem kiedys na misjach,zakonnik uczyl nas wychowyac dzieci.Pomyslalem:toz ja bym swoich pozabijal,a wyrosli na porzadnych ludzi.To jest przyklad ciemnoty i ignorancji.
                  • Gość: Marek Re: źle w kościele IP: *.ibd.gtsenergis.pl 15.11.12, 09:31
                    Po co szukać daleko. Ja źle się poczułem, gdy ksiądz w jednej z naszych parafi podczas niedzielnej mszy kazał się modlić za nawrócenie Prezydenta Komorowskiego.
                    • Gość: kontekst Re: źle w kościele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.12, 12:42
                      torun.gazeta.pl/torun/1,35576,12859583,Ksiadz_kazal_uczniom_modlic_sie_na_dlugiej_przerwie.html
                      • Gość: ??? Re: źle w kościele IP: *.dynamic.chello.pl 18.11.12, 18:31
                        Były redaktor naczelny "Więzi" : Dlaczego polski Kościół milczy w najważniejszych sprawach

                        Stefan Frankiewicz:
                        17.11.2012
                        *dr Stefan Frankiewicz (lat 72) - b. redaktor naczelny miesięcznika katolickiego "Więź", redaktor polskojęzycznej edycji "L'Osservatore Romano" i b. ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej

                        Piszę ten tekst wkrótce po obchodach Święta Niepodległości, kiedy burdy na ulicach Warszawy, nienawiść i pogarda wobec instytucji suwerennego już państwa, transparenty z hasłami: "Wielka Polska Katolicka" czy "Bóg, Honor, Ojczyzna" ponownie przypomniały o brutalizacji naszego życia publicznego. Z goryczą i bólem chciałbym otwarcie wyrazić opinię, która dojrzewała we mnie od lat.
                        Zdając sobie w pełni sprawę z ogromnych zasług Kościoła dla narodu i państwa, uważam jednak, że za ten stan rzeczy w znacznym stopniu jest również odpowiedzialny właśnie polski Kościół. Ten sam, który w czasach komunistycznych tak odważnie i wspaniałomyślnie wypełniał posługę jednania wobec całego społeczeństwa, nie tylko w stosunku do współwyznawców, stając się powszechnie szanowanym orędownikiem sprawy człowieka, jego wolności, godności i przyrodzonych praw. Jednak po roku 1989 Kościół jakby zapomniał o tej swojej pięknej historii.

                        Tęsknota za katolicką monokulturą

                        To nie Radio Maryja, wokół którego koncentrują się dziś krytyki, jest pierwszym powodem obecnych podziałów i wrogości. "Grzech pierworodny" sięga początków wolnej Polski. Już wtedy dała o sobie znać oderwana od rzeczywistości, bo nielicząca się z demokratycznym i pluralistycznym charakterem społeczeństwa, tęsknota za czymś w rodzaju katolickiego państwa, za "katolickimi" w nazwie partiami politycznymi, w których tworzeniu niektórzy biskupi aktywnie uczestniczyli. Tęsknota za katolicką monokulturą podejrzliwą wobec wszystkiego, co w przestrzeni publicznej rodzi się poza kręgiem oddziaływania Kościoła czy religii.

                        To prawda, Kościół chciał pomagać i pomagał w trudnym budowaniu podwalin nowego państwa. Ale przecież właśnie od Kościoła w Polsce, jak od żadnej innej instytucji zaufania publicznego, można było oczekiwać wówczas i obecnie, że dzięki swym kompetencjom w sprawach człowieka, dzięki pamięci nie tylko o wielkim dorobku duszpasterskim, ale także o niedobrej tradycji upolitycznionego katolicyzmu międzywojennego dwudziestolecia, dzięki Soborowi i nauczaniu Jana Pawła II - okaże się dalekowzrocznym wychowawcą społeczeństwa obywatelskiego i jego elit. Że będzie miał odwagę pójść pod prąd i głośno piętnować to wszystko w życiu publicznym, co stanowi jaskrawe zaprzeczenie przykazania miłości bliźniego, ducha współpracy i dialogu. Że nie będzie angażowania się biskupów i księży w spory i wybory stricte polityczne, co przecież tak istotnie przyczynia się do podziałów i dezintegracji katolickiego społeczeństwa.

                        Seanse nienawiści

                        Tymczasem dziś w obliczu wielu groźnych dla moralnej i obywatelskiej sytuacji społeczeństwa wydarzeń Kościół milczy. Milczy, kiedy religia i powoływanie się na autorytet Jana Pawła II stają się mieczem na politycznych i ideowych przeciwników. Milczy, kiedy święte miejsce narodu, jakim jest Jasna Góra, staje się trybuną partyjnej agitacji. Milczy, kiedy publicznie znieważa się - bywa, że w imię religii - ludzi zasłużonych dla polskiej niepodległości i narodowej kultury, a pogrzeby stanowią okazję do seansów nienawiści i pogardy wobec żywych.

                        Wydarzeniem, które bardzo pogłębiło przepaści dzielące społeczeństwo, była - jak wiadomo - katastrofa smoleńska. Do niedawna capstrzyki wychodzące z warszawskiej katedry pod Pałac Prezydencki, z pochodniami i pełnymi nienawiści hasłami na transparentach były nazywane... Apelem Jasnogórskim, a manifestowanie politycznej agresji i frustracji - "obroną krzyża". I o tym też Kościół milczał.

                        Chciałbym wierzyć, że to zbyt częste milczenie Kościoła w sprawach ważnych dla całego społeczeństwa i jakości polskiego chrześcijaństwa nie jest wynikiem kunktatorstwa i lęku przed tymi środowiskami politycznymi, które najgłośniej odwołują się do chrześcijańskich wartości i swoich związków z hierarchią. A jeszcze szerzej - że nie jest to lęk "Kościoła socjologicznego", który nadmiernie niepokoi się stanem kościelnych statystyk czy diagnoz i troszczy się bardziej o sferę własnych wpływów, a mniej o jakość naszego katolicyzmu.

                        Wykopywaniu nowych podziałów służy też lansowana ostatnio przez niektórych biskupów teza o toczącej się rzekomo w Polsce walce z Kościołem, porównywanej wręcz z czasami komunistycznego zniewolenia. Parę lat temu prominentny biskup posłużył się nawet analogią do czasów stalinowskich...

                        Już same te analogie historyczne świadczą o absurdalności tej tezy. Ale mój niepokój budzą przede wszystkim jej społeczne konsekwencje. Przecież to bicie w wojenne dzwony sprzyja tylko umacnianiu się społeczeństwa defetystycznego, zamkniętego, pełnego lęków.

                        Za anachroniczną i niewychowawczą uważam wciąż żywą - mimo że komunizm dawno się skończył - tendencję w polskim Kościele do tropienia i demaskowania zewnętrznych wrogów, okopywania się w oblężonej twierdzy. Wielu biskupów i księży nawet podczas największych świąt kalendarza liturgicznego koncentruje się nie tyle na przesłaniu radości i nadziei, ile - jak za dawnych komunistycznych czasów - na składaniu sprawozdań z pola bitwy... Czy nie wystarczy, że żądne sensacji media karmią każdego dnia swoich odbiorców lękami i podejrzliwością?

                        Kościół nieżyczliwy

                        Kiedy w 1995 r. składałem Janowi Pawłowi II listy uwierzytelniające jako ambasador przy Stolicy Apostolskiej, papież w swoim wystąpieniu zapewniał: "Kościół nie pragnie i nie wymaga dla siebie przywilejów ani szczególnego miejsca w społeczeństwie. Chce być dla narodu mater et magistra - matką i nauczycielką. (...) Nie proponuje systemów czy programów gospodarczych i politycznych ani też nie stawia jednych ponad innymi, byleby godność ludzka była należycie uszanowana i umacniana...".

                        Przypominają mi się te słowa zawsze wtedy, kiedy obserwuję zjawiska szczególnie niepokojące w polskim, moim Kościele. I wracam myślą do znajomych i przyjaciół piastujących dziś wysokie urzędy w polskim Episkopacie, z którymi dane mi było przez lata współpracować w służbie papieżowi. Cisną się wtedy różne pytania.

                        Dlaczego zapominamy o słowach papieża z encykliki "Redemptor hominis", że "człowiek jest drogą Kościoła"? Dlaczego tak często tenże Kościół jakby bał się wypełniać funkcję profetyczną, krytyczną i głośno piętnować nie tylko nasze słabości obyczajowe, nie tylko rządzących, ale także polskie, głęboko osadzone w historii "grzechy główne": warcholstwo, ksenofobię, prymat "religii narodu" przed "religijnością dnia codziennego", nietolerancję karmiącą się religijnymi sloganami? Dlaczego nie idziemy za przykładem Jana Pawła II, gdy chodzi o życzliwą i rozumiejącą otwartość wobec kultury będącej wszak lustrem współczesnego świata? Dlaczego zamiast prób zrozumienia uwikłań i cierpień człowieka mamy najczęściej do czynienia z ustawianiem się Kościoła w roli arbitralnego cenzora?

                        I pytanie najważniejsze: Dlaczego i w społeczeństwie, i w Kościele tak często nie czuje się klimatu miłosierdzia, który stanowiłby antidotum na szerzenie się czy tolerowanie nienawiści i nieufności? Chodzi o codzienną postawę zwyczajnej życzliwości wobec każdego człowieka.

                        Jest to przecież testament, jaki Jan Paweł II pozostawił swoim rodakom podczas ostatniej pielgrzymki do ojczyzny. Testament, który od dziesięciu już lat jakoś nie może doczekać się wypełnienia.





                        • Gość: ??? Re: źle w kościele IP: *.dynamic.chello.pl 25.11.12, 22:52
                          BABEL
                          Autor: Afapipi
                          Data dodania wpisu: 24 listopada 2012 21:27

                          Według zapisu z Księgi Rodzaju Nizina Szinear i usytuowana na niej Wieża Babel była tym skrawkiem Ziemi, na którym ludzie po raz pierwszy utracili jedność poprzez brak możliwości porozumienia się. Wówczas na przeszkodzie ludzkiej harmonii stanęła mnogość języków , którymi zaczęli się posługiwać. Współcześnie główną barierą w porozumiewaniu się są poglądy, nieprowadzące do tego, aby pięknie się różnić, ale by tym bardziej zaciekle się spierać, a nawet zwalczać. Obszar sporów na gruncie polskim dotyczy nie tylko sfery politycznej, czy gospodarczej, ale coraz częściej – religijnej.

                          Polski Kościół mówi wieloma językami, które rozbijają katolicką jedność i przyczyniają się do podziałów wspólnoty. Podziały pogłębia również rozwój nauki, wprawiając w zakłopotanie wielu wiernych i ich pasterzy okopanych w rowach tradycyjnego katechetycznego nauczania. Tym, których rozwój nie onieśmiela, współczesna nauka oferuje wiele analiz nauk biblijnych, będących wynikiem drobiazgowych badań z zakresu- archeologii, starożytnych języków, historii. Ale pogłębianie wiedzy religijnej przez jednych, skutkuje ekspansją postaw fundamentalistycznych wśród drugich zwłaszcza, jeżeli poprzez tą nową wiedzę czują się osaczeni. Prowokuje ona bowiem, do stawiania pytań, na które nie znają odpowiedzi. Część wspólnoty czując się w ten sposób zagrożona identyfikuje naukowe doniesienia, jako atak na Kościół, na wiarę.

                          Wierni- ci odczuwający płynące z naukowych odkryć zagrożenia- okopują się na fundamentalistycznych pozycjach, by nadal móc na sposób ortodoksyjny traktować treści biblijne. Nawet jeśli jest to sprzeczne z papieskimi sugestiami. Zwraca na to zjawisko uwagę ksiądz profesor Michał Heller w rozmowie z Jerzym Baczyńskim w październikowej Polityce. Wyjaśniając przy okazji, że Księgę Rodzaju traktować należy jak kompozycję literacką, a nie podręcznik kosmologii.

                          Płaszczyzna religijna nie jest jedynym obszarem, na którym dochodzi do zderzenia nauki i wiary, do styku światów tych racjonalnych i tych mistycznych, ale i takim, (może nawet przede wszystkim takim) który dotyczy sfery etyki. Głównie na tle etycznym przecież, dochodzi do napięć we wspólnocie polskich wierzących.

                          Czynnikiem, zdecydowanie przyśpieszającym polską laicyzację, jest sprzeciw wiernych przeciw nieetycznym postawom będącym zbyt często „chlebem powszednim” reprezentantów autorytetu Kościoła. W otaczającej nas rzeczywistości zdominowanej przez różne formy przemocy, nienawiści, oszustwa i wyzysku, wierni oczekują tym większych standardów etycznych ze strony swoich pasterzy. Jednakże ci sami pasterze, którzy bezwzględnie egzekwują od swoich owieczek, przestrzegania norm etycznych zawartych w Dekalogu, zbyt często poprzez swoje uczynki z przesłaniem tegoż Dekalogu rozmijają się.

                          I o ile biskup jeżdżący po kielichu, uznał za stosowne przeprosić i wykazać się postawą chrześcijańską nacechowaną skruchą, o tyle inny duchowny biskupią jazdę na podwójnym gazie i ogólnie spożycie wysokoprocentowych alkoholi uznał za polski standard –„niech podniesie rękę ten, kto nigdy nie wypił kieliszka koniaku” . Pieprzu komentarzowi „Moherowego Króla”, do biskupiej stłuczki dodaje fakt, że jego nauka dotycząca pijaństwa jest w opozycji do oficjalnego nauczania Kościoła Katolickiego, który głosem innych pasterzy mówi :”Nadużywanie alkoholu jest grzechem, a tam gdzie staje się powodem ciężkich następstw, grzechem ciężkim, a nawet wołającym o pomstę do Nieba”.

                          Najsłynniejszy polski redemptorysta, w dalszej części komentarza do biskupiej kolizji z ulicznym słupem sugeruje, iż księżowski pociąg do mocnych trunków jest wynikiem zmasowanego ataku na Kościół.

                          Być może ksiądz pijany na Mszy, na pogrzebie, za kółkiem, czy ksiądz zaczynający dzień od szklanki wódki to człowiek sfrustrowany atakiem na instytucję, z którą związał swoje życie zawodowe. Ale czy powołanie ma realizować się przez tworzenie wraz z wiernymi obarczonymi podobnymi problemami grup wsparcia?

                          Niedawno arcybiskup Andrzej Dzięga poprzez list apostolski przesłał wiernym komunikat :” Zgodnie z nauką Kościoła i zgodnie z prawdą o godności ludzkiego życia nikt z katolików nie może popierać procedur In – vitro”. Z dalszej części komunikatu wynika, że popieranie in- vitro będzie równoznaczne z odmową możliwości przyjęcia Komunii Świętej. Wniosek z tego taki, że popierający zapłodnienie wspomnianą metodą nie otrzymają rozgrzeszenia.

                          Mimo zagrożeń sugerowanych przez Arcybiskupa Dzięgę, okazuje się, że jednak można „ze szkła” trafić do Nieba. Według teologa moralnego Księdza Jacka Sochy – człowiek staje się dzieckiem Boga poprzez sam fakt stworzenia. Nawet na szkle. Chociaż jak sądzi ksiądz Socha Kościół zawsze będzie przeciw in-vitro. Nawet przeciw metodzie udoskonalonej, takiej, która nie będzie wymagała eliminacji zarodków, ani ich zamrażania.

                          Łatwo zauważyć, nie tylko na przykładzie podejścia do problemów alkoholizmu jaki i in- vitro, że nauczanie serwowane przez duchownych wiernym nie jest jednorodne i zauważalne są w nim nie tylko podteksty polityczne, ale co gorsze, różnice w religijnych interpretacjach tych samych zjawisk.

                          Niektórzy wybitni intelektualiści Kościoła nieścisłości w przekazach duszpasterskich upatrują w postępującym spadku poziomu kształcenia w Seminariach, co przekłada się na spadek poziomu teologicznego. Tym samym podrzędni teologowie wywierają znaczący wpływ na postawy wiernych. Jest to niepokojące zjawisko zważywszy, że większość wiernych reprezentuje żenująco niski poziom wiedzy religijnej. Taka sytuacja sprzyja przyjmowaniu postaw fundamentalistycznych, sprzyja radykalizmowi, ksenofobii. A te z kolei przyczyniają się do tworzenia nastrojów nacjonalistycznych.

                          Ten mechanizm, będący zagrożeniem dla tolerancji i wzajemnego szacunku zadziałał podczas niedawnych obchodów Święta Niepodległości podczas, których na transparentach stowarzyszenia – „Marsz Niepodległości” można było między innymi przeczytać i takie hasła jak :”Odzyskamy Polskę”, czy – „Dla najemnych judaszów bolszewickiej bestii nie będzie przebaczenia, ani amnestii”. A wszystko to pod auspicjami komitetu honorowego, do którego zaproszeni zostali między innymi znani działacze i publicyści katoliccy, a nawet obok Jana Kobylańskiego zasiadł w nim sam metropolita drohiczyński biskup Antoni Dydycz a to z kolei, jak twierdzi eks- dominikanin Tadeusz Bartoś, jest sprzyjaniem narodowcom i jest również sprzeczne z nauczaniem Kościoła.

                          Współczesny polski Kościół, poprzez swoje wielogłosowe dysonanse coraz bardziej przypomina biblijną wieżę Babel zdominowaną przez ludzi o chorych ambicjach, którzy utracili zdolność porozumiewania się. A to jest sprzeczne z chrześcijański duchem jedności. W takiej przestrzeni człowiekowi poszukującemu Boga ławo się pogubić i łatwo uznać, że wszechmocny jest po prostu każdy człowiek posiadający władzę. Rząd dusz.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka