Gość: Żałobnik
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
07.04.05, 19:49
Byłem we wtorek, grupki młodych pijaków i pijaczek gromadziły się na górze, z
tyłu ołtarza przy Ściegiennego, było dość spokojnie, refleksyjnie. Jednakże
gdy ludzie wychodzili z kościoła śpiewając barkę, ulubioną pieśń Papieża,
jakiś pijany głos na górze zaczął zakrzykiwać wszyskich, wyjąc bluźnierczą
jej wersję. Byłem w środę. Grupa na górze zgęstniała. Śmiali się, pili,
krzyczeli, przeklinali. W pewnym momencie kilku na chwiejnych nogach zeszło
na ołtarz. Obscenicznymi gestami prowokowali harcerki trzymające wartę. Nikt
nie reagował. Zadzwoniłem na 997. "Tak, już jedziemy". Po 10 minutach, ok.
21.30 przyjechali, majestatycznie parkując radiowóz w najbardziej widocznym
miejcu. Ci z góry oczywiście zniknęli jak szczury w kanałach. Dwóch
wypasionych "terminatorów" z radiowozu obeszło dzwonnicę i spokojnie wrócili
do radiowozu. Cała "interwencja" trwała 5 minut. Zanim wsiedli, tamci wrócili
na górę i znów zrobiło się głośno. Nie wytrzymałem, w połowie modlitwy
wróciłem do domu.
Panowie policjanci, którzy mają pensje płacone po części z moich pieniędzy,
mają fajne mundurki i wybajerzone latarki, też po części z moich pieniędzy,
zlekcewarzyli mnie. Konstytucja RP gwarantuje mi swobodę wyrażania uczuć
religijnych. Jeśli umiera głowa mojego kościoła, czuję żal i smutek. Ci na
górze mi go zakłócili. Policja pozoruje interwencję w obronie moich praw
konstytucyjnych.
Apeluję. W czwartek msza, w piątek pogrzeb. Pomóżcie mi to godnie przeżyć,
niech policja raczy wystawić stałe patrole na Farze. Za to wam płacę jako
obywatel, podatnik.
A złudzenia odnoście poprawy Polaków. Może i gdzieś godzą się nawet kibice.
Ale po tym co zobaczyłem minęły. Nie tu, nie w tym mieście.
PS. Pamiętam jak policja latem 2003 urządziła sobie łapanie ludzi
przechodzących na czerwonym na wodnej. Przed ósmą jak ludzie spieszyli do
pracy. Ta akcja była przygotowana dobrze, policja w cywilu, ok. 7 osób. Wtedy
potrafili, teraz nie.