Wojtek Eichelberger jest dla mnie wielkim autorytetem, ale się pogubiłam. Chodzi o cytowaną tak często na forum „Dobrą miłość…”, konkretnie w kwestii zaspokajania potrzeb dziecka. W jednym miejscu (str. 157 i dalsze) jest o tym, że dziecko wymaga bliskości, kontaktu, bycia z nim, gdy mu źle – i ja bynajmniej tego nie neguje. W innym miejscu (str. 144 i dalsze) – o tym, że swoimi rodzicielskimi postawami wychowujemy egoistów: jesteśmy na każde ich żądanie, respektujemy tylko potrzeby dzieci a własnych nie, poświęcamy się w imię kultu „Matki Polki”. No to jak?Wróciłam do tej już dość dawno przeczytanej lektury, bo moje dziecko skończyło właśnie rok i coraz bardziej zaczyna mi ciążyć „bycie” tylko dla niego. Nie chcę, by miał sfrustrowaną mamusię (bo sama miałam…

, ale z drugiej strony – pozwolić mu na marudzenie, bo ja chcę np. poczytać, albo muszę coś zrobić a on chce bawić się ze mną przez omal cały czas? Nie odważyłam się jeszcze na taki eksperyment.Czasem mam wrażenie, że zbyt dużo publikacji o dzieciach i wychowaniu przeczytałam…Interesuje mnie Wasza opinia o teoriach Eichelberger. Może on nie jest taka wyrocznią?...Pozdrawiam wszystkie mamusie w rozterce (czyli wszystkie?). Ed.