Dodaj do ulubionych

Eichelberger

IP: *.* 14.01.03, 23:10
Wojtek Eichelberger jest dla mnie wielkim autorytetem, ale się pogubiłam. Chodzi o cytowaną tak często na forum „Dobrą miłość…”, konkretnie w kwestii zaspokajania potrzeb dziecka. W jednym miejscu (str. 157 i dalsze) jest o tym, że dziecko wymaga bliskości, kontaktu, bycia z nim, gdy mu źle – i ja bynajmniej tego nie neguje. W innym miejscu (str. 144 i dalsze) – o tym, że swoimi rodzicielskimi postawami wychowujemy egoistów: jesteśmy na każde ich żądanie, respektujemy tylko potrzeby dzieci a własnych nie, poświęcamy się w imię kultu „Matki Polki”. No to jak?Wróciłam do tej już dość dawno przeczytanej lektury, bo moje dziecko skończyło właśnie rok i coraz bardziej zaczyna mi ciążyć „bycie” tylko dla niego. Nie chcę, by miał sfrustrowaną mamusię (bo sama miałam…wink, ale z drugiej strony – pozwolić mu na marudzenie, bo ja chcę np. poczytać, albo muszę coś zrobić a on chce bawić się ze mną przez omal cały czas? Nie odważyłam się jeszcze na taki eksperyment.Czasem mam wrażenie, że zbyt dużo publikacji o dzieciach i wychowaniu przeczytałam…Interesuje mnie Wasza opinia o teoriach Eichelberger. Może on nie jest taka wyrocznią?...Pozdrawiam wszystkie mamusie w rozterce (czyli wszystkie?). Ed.
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Eichelberger IP: *.* 14.01.03, 23:45
      Witaj Ed. Też bardzo sobie cenię Eichelbergera. Książkę przeczytałam już kilka razy. Nie obce mi odczucia takie jak Twoje, czyli zmęczenie ciągłą dyspozycyjnością na potrzeby dwuletniego dziecka , a teraz już dwójki. Sądzę, że po prostu trzeba zachować umiar. Dla mnie sygnałem, że zaczynam przesadzać w podporządkowywaniu swojego życia dzieciom było narastające zniecierpliwienie. Nie cieszyła mnie obecność dziecka tylko zaczynała irytować. Poprawiało mi się, gdy wracałam z zakupów, od fryzjera, ze spaceru. Zaczęłam bardziej skupiać sie na sobie i na tym co czuję i już nie przedkładam interesów dzieci nad własne, przynajmniej nie tak często jak kiedyś. Chyba wszystkim z tym lepiej, mi na pewno. Ktoś kiedyś napisał, że wszystkie tu jesteśmy trochę zakręcone. I miał chyba rację. To przypominanie o potrzebach dzieci to dla wielu innych mam, które o tym nie wiedzą, na pewno nie dla Ciebie. A swoją drogą, czy to nie jest chore, że my matki potrzebujemy książek, autorytetów, by wiedzieć czy dobrze wychowujemy własne dzieci. A co z nasza intuicją, macierzyńskimi uczuciami, pewnością siebie przede wszystkim. pozdrawiam Jota
    • Gość: guest Re: Eichelberger IP: *.* 15.01.03, 12:00
      Każdy psycholog pisząc książke czy inaczej wyrażając swoje poglądy zakotwicza się w jakiejś teorii- jednej z wielu możliwych...zwykle takiej, która jemu odpowiada,którą on " czuje".By zapreaentować swoje poglądy zwykle ucieka się do skrajności ( poświęcona matka polka)bo one najlepiej pokazują o co chodzi ale w życiu zwykle spotyka się środek.Porady, teorie to tylko drogowskazy a juz twoja w tym głowa żeby wiedzieć gdzie iść...Najważniejsze żeby mieć świadomośc siebie, własnych potrzeb, celów ,wartości i pamiętać ,że dziecko takiej świadomości nie ma...Jeśli podejmiesz z dzieckiem walkę o swój czas to pewnie ją przegrasz i będziesz jeszcze bardziej sfrustrowana( tak wnioskuje po przeczytaniu twojego postu). Może twój maluch ma TERAZ taki okrs,że potrzebuje tylko ciebie? Pewnie za kilka dni tygodni to się zmieni. No i tu powinnam przpeisać słowa z postu powyżej.. A do książki i autorytety chyba zaczęły zastępować rodziny wielopkoleniowe, babcie mające zawsze rację, przyjaciól mogących doradzić...O poradnik i autorytet medialny zawsze łatwiej. Takie czasy co zrobić..No i chyba za mało wierzymy we własne możliwości, które są ogromne choc czasem ukryte.Nie ufamy swoim uczuciom i odczuciom a czasem warto..Pewnie jesteś bardzo dobrą mamą tylko uwierz bardziej w to co czujesz, w to co TY byś zrobiła i na co ty miałabyś ochotę..Więcej wiary we własną intuicję!!!!!( to nie łatwe ale życzę z całego serca żeby się udało)Pozdrowienia Kasia
    • Gość: guest Re: Eichelberger IP: *.* 15.01.03, 15:28
      Szanuję tego psychologa.Myślę, że chodzi mu o tzw. "twardą miłość".Zaspakajamy potrzeby dziecka, ale nie zapominajmy o sobie! Dziecko cudownie szybko się uczy, a szczgólnie wyczuwa nasze słabe strony - np. poczucie winy, że możemy okazać się nie najlepszą mamusią ( to jest w nas)i rewelacyjne to wykorzystuje.To ono przejmuje kontrolę nad nami i nami dryguje.Jak we wszystkim trzeba być konsekwentnym i w wychowaniu. Jeśli się wie,że ma zaspokojone wszystkie potrzeby, nic się nie dzieje, to uczmy iż my też mamy prawo mieć czas dla siebie.Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka