Dodaj do ulubionych

Terror niedzielnych obiadków

08.01.10, 13:59
Potrzebuję się wygadać, bo mnie z powodu zbliżającego się weekendu
szlag trafia. Jesteśmy ze sobą prawie 8 lat, mamy 10- miesięcznego
syna. 2,5 roku temu moja firma "przerzuciła" mnie w ramach awansu do
centrali oddalonej od wcześniejszego miejsca zamieszkania jakieś 100
km. I mi i mojemu TŻ było to na rękę. Przeprowadziliśmy się,
wzięliśmy kredyt, zaliczyliśmy kontrolowaną wpadkę, szybko wróciłam
do pracy, synkiem zajmuje się niania (co jest solą w oku matki mojego
TŻ, bo kobieta jest już na emeryturze, ja jednak nie wyobrażam sobie
żeby z nami zamieszkała). Ślubu nie mamy na zasadzie "bo nie" do
czego obie rodziny się już (z trudem) przyzwyczaiły. Moim problemem
jest terror niedzielnych obiadów. Na czym to polega? Ano na tym, że
rodzice TŻ wymagają, abyśmy stawiali się co niedzielę u nich na
obiadach. To mili, sympatyczni ludzie, lubię ich towarzystwo,
szanuję. Dobrze gotują, wnuka kochają. Dzieli nas w tym momencie
ponad 130 km. Dla mnie to dużo za dużo żeby tłuc się samochodem,
szczególnie przy tak małym dziecku, pracy, którą wykonuję ja,
zajęciach TŻ. TŻ ma podobne podejście, ale on z tych, którzy dla
spokoju są w stanie ustąpić. Zresztą, z tego, co widzę u jego
rodziców to ja mam większą siłę przebicia. Chciałam pójść z jego
rodzicami na kompromis- my raz w miesiącu u nich, oni raz w miesiącu
nas. Oboje ciężko pracujemy, weekendy to tak naprawdę jedyny czas,
który w pełni możemy poświęcić synkowi. Matka TŻ niby to
zaakceptowała, choć wiem, że oboje mają żal, że jedynego wnuka mało
widzą. Dodam, że TŻ ma jeszcze brata, który na te obiady też średnio
raz w miesiącu zjeżdża. Poza tym przyzwyczailiśmy ich do tych
wspólnych niedziel, kiedy mieszkaliśmy bliżej nich. My się z tej
niedzieli raz w miesiącu wywiązujemy, oni różnie. Już nie wiem jak
rozmawiać. Znów się zbliża weekend znów wiem, że będzie telefon. Jak
rozmawiać? Jak to rozwiązać? Czuję się, jakbym gadała w próżnię.
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 14:04
      Po prostu grzecznie i stanowczo mówisz: spotkamy się raz w miesiącu, tak jak już
      mówiłam. Ty tak serio jesteś w stanie po tygodniu pracy, gdy masz wolny weekend,
      wsiadać w samochód i grzać 130 km, by co tydzień zjeść z teściami obiad???
      Mówisz "nie" i traktujesz to jako zdanie skończone. Tym bardziej, że brat nie
      melduje się co tydzień.
      • lilka69 Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 14:10
        nie rozumiem takich ludzi jak autorka! nie chcesz-nie jedziesz.
        proste.
        • gryzelda71 Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 14:14
          Proste lila to jest napisać taką myśl.
          • krejzimama Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 14:17
            Ale lilka ma rację. Do cholery jasnej przecież to są dorośli niezależni ludzie.
            Już dawno wyfrunęli z gniazda rodzinnego i sami układają sobie życie.
            Nadopiekuńczość rodziców w Polsce jest przerażająca.
            Na szczęście nie mam takich problemów.
            • gryzelda71 Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 14:21
              Nie masz takich problemów,bo rodzice dziury w brzuchu nie wiercą,czy nie masz bo
              jesteś taka stanowcza?
              • krejzimama Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 14:27
                Nie wiercą więc nie wiem czy byłabym stanowcza. Ale nie miałabym raczej
                problemu. Od momentu wyboru kierunku studiów robię tak ja uważam za słuszne a
                powiem ci że nie było łatwo na początku.
                U rodziców jestem raz na 2 miesiące. Moi rodzice odwiedzają nas raz w roku i
                jest spoko. Odległość 180 kmsmile.
                • gryzelda71 Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 14:32
                  No to raczej takie gdybanie.Bo i nie ma takiej sytuacji i jednak odległość nie
                  ta.Bo to nie jest takie proste.
                  • krejzimama Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 14:45
                    Jest proste. Od pewnego momentu człowiek zaczyna żyć na własny rachunek i
                    podejmuje sam decyzje i za nie odpowiada. Albo godzi się by inni decydowali za
                    niego.
                    Odległość to 50 km róznicy. Niewiele.
                    • turbo_wesz Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 11:41
                      zauważ: dziecko, wnuk
                      • borru Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 12:03
                        Chińskie przysłowie mówi- stary wróbel wykarmi dziesięć młodych , ale dziesięć
                        młodych wróbli nie wykarmi jednego starego.
                        Tak jest widzę z większością młodych wróblic zabierających głos w tej sprawie.
                        Zero empatii, a dokładnie mniej niż zero.. Oczywiście - nie mam na myśli
                        potrzeb materialnych starych wróbli...
                        Powiem jeszcze tylko dwa zdania- całym sercem jestem po stronie starych wróbli,
                        takich szarych, nieciekawych towarzysko, wróbli siedzących w oknie i patrzących
                        na drogę...może przyjedzie, może pamięta, może ją choć odrobinę obchodzę...czy
                        dla błysku szczęścia w oczach starego wróbla warto tłuc się te 100 km?

                        Obyście nigdy nie zostały starymi wróblami.

                        • agatazieba Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 13:22
                          tych starych wróbli, które raz w miesiącu nie potrafią dupy ruszyć i odwiedzić
                          wnuka a same domagają się takich odwiedzin? które nie szanują wolnego czasu
                          młodych i ich prawa do odpoczynku?

                          są dokładnie jak moi rodzice, którzy zmotoryzowani, zdrowi, jeszcze przed 50.,
                          bez problemów finansowych, z mnóstwem wolnego czasu też żądają odwiedzin co
                          tydzień w dupie mając, że studiuję w tygodniu i w weekendy (tak jakby dwa
                          kierunki, choć nie do końca) i wolne mam tylko niedziele, kiedy to padam na
                          twarz. dzieli nas 130 km, mogliby się ze 3 razy w roku do mnie wybrać, żebym nie
                          musiała się do nich tłuc pociągiem, w którym nie mam gdzie usiąść i marznę, w
                          wyniku czego po przyjeździe i tak idę spać.

                          ja wszystko rozumiem i to, że rodzice chcą mnie zobaczyć i to, że teściowa in
                          spe celebruje te wszystkie kawki, obiadki (która nota bene po niedzielnym
                          obiedzie próbuje zmuszać nas do odwiedzania swojej mężatej córki, kiedy ani tej
                          córce ani nam ie jest to na rękę, bo wolimy się widzieć, kiedy my mamy na to
                          ochotę, a nie kiedy teściowa uzna to za właściwe).

                          autorce mogę powiedzieć tylko tyle, że u mnie w takiej sytuacji sprawdził się
                          wyłącznie skrajny egoizm. tzn. myślenie jak to zrobić, żeby mnie było dobrze.
                          żadne myślenia jak to zrobić, żeby inni wraz z tż byli zadowoleni nie przynosi
                          rezultatów. mówisz wprost, ze tak jak się umawialiśmy i szybko kończysz rozmowę,
                          gdy nie trafia. skoro rozmowy cię tyle kosztują, to telefon powinien odbierać
                          tż, odpowiednio pouczony i przestrzeżony przed awanturą, jeśli wyjdzie na ich
                          (jeśli masz psychiczną potrzbę wymówki od rozmawiania, to tż musi powiedzieć, że
                          zajmujesz się dzieckiem i nie masz czasu na pie...nie).
                          • lucusia3 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 19:51
                            Ej, panie które nie mają jakichś specjalnych związków z rodzicami, to i pewnie problemów z odwiedzinami mieć nie będą. Ale wyobraźcie sobie, że są ludzie, którzy byli bardzo kochanymi dziećmi i ciągle kochają swoich rodziców. Gdy człowiek dostawał wszystko czego było mu trzeba, kiedy był rozpieszczany, kochany, to trudno mu nie oddać choć trochę tego od siebie. Tak pewnie się czuje TŻ, i taksie czują ci "maltretowani". Myśmy z moim Panem i Władcą przechodzili to samo, a i teraz jeszcze trochę tego mamy.
                            Jak dzieci były małe, przyjeżdżaliśmy, ale uwaga! na noc. Gdy robaczki cokolwiek zdemolowały babci to i owo, była dumna ale i zmęczona, więc był jakichś czas spokój. Może to jest wyjście?
                            A i tak na 100% im przejdzie, gdy dziecko już nie będzie słodkim maluszkiem. Póki co trzeba wymyślać preteksty - i zawsze z ogromnym żalem mówić, że takie okropne rzeczy wypadły, a już żeśmy się szykowali...

                            A co do agatyziemby - ty sobie spokojnie zacznij wypracowywać asertywność - dzwoń, że jesteś zaziębiona, skręciłas nogę, nie wiesz czynie jesteś w ciąży ;D i idż se swoim miłym na tańce albo na noc fimową.
                            • lia.13 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 21:59
                              a co to jest TŻ? Bo kilkakrotnie jest to użyte, a choć się oczywiście domyślam
                              znaczenia, to jednak za cholery nie mogę znaleźć etymologii skrótu sad
                              • agatazieba Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 22:21
                                "tż" to towarzysz życiowy, przynajmniej tak zawsze to odczytywałam.

                                dzięki za radę, do domu jeżdżę rzadko i zawsze pytam, kiedy oni przyjadą. a asertywność wyrobiłam wyjeżdżając do niemiec na rok oraz stanowczo odmawiając odwiedzania w tym czasie - byłam na boże narodzenie i w marcu. rodzina oczywiście mimo że mieszkałam w atrakcyjnym dla nich turystycznie rejonie i że mogli się u mnie zatrzymać nie raczyła wpaść w odwiedziny.
                                • jakubowska100 robi się to tak :P))) 11.01.10, 23:37
                                  do przeprowadzenia tego trzeba chęci i jednomyślności u współmałżonków. jeśli
                                  tego nie ma to trzeba do tego dojść, bo jak inaczej funkcjonować w takim
                                  małżeńśtwie. siada się po małżeńsku i ustalamy: za tydzień idziemy tu i tu na
                                  urodziny lub gdzieś wyjść po prostu, niania zostaje z dzieckiem. za dwa tygodnie
                                  jedziemy na przejażdżkę w góry na dzień albo... do parku czy do lasu. za trzy
                                  tygodnie do rodziców. za cztery idziemy na obiad do znajomych. Terapia pt : moje
                                  plany versus wasze plany działa po jakimś czasie - rodziców też trzeba
                                  przyzwyczaić do nowych schematów. Ciężko jest to zrobić jeśli się nia ma
                                  alternatywy, bo jak można powiedzieć rodzicom - nie przyjedziemy do was, bo...
                                  będziemy siedzieć w domu i zbijać bąki. Wiadomo że to będzie obraźliwe. A
                                  wiadomo, że raczej nie można powiedzieć (przynajmniej na początku kuracji
                                  antyobiadkowej) : nie przyjedziemy i już (bo to nasza sprawa dlaczego nie
                                  przyjedziemy). Nie ma co stosować terapii szokowej, bo to spowoduje szkody w
                                  waszych relacjach na długie lata i generalnie skrzywdzi wszystkich
                                  zainteresowanych, a może nawet doprowadzić do gorszych konsekwencji. Trzeba
                                  powoli po prostu 'zbijać' interesy rodziców własnymi interesami i konkretnie
                                  WŁASNYMI KONKRETNYMI PLANAMI. na to potrzeba trochę czasu. Nam zajęło to rok.
                                  Teraz jest git. Do tego stopnia, że nawet jak chcą wpaść na chwilkę, na 'kawkę'
                                  (która przedłuża się do np trzech godzin) to mówimy po prostu że jesteśmy zajęci
                                  i już. Chyba że chcemy żeby wpadli, bo po takiej kuracji najlepsze jest to, że
                                  się momentami po prostu chce pobyć ze starymi. trzeba złapać dobry rytm i nie
                                  dać się GENERALNIE nikomu w życiu terroryzować bez względu na to czy to rodzice,
                                  szef, współpracownicy, czy doradca finansowy.
                        • bubster Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 14:13
                          Taaa... bo stary jest oczywiście biedny i schorowany - w żadnym
                          wypadku wygodnicki i egoistyczny.
                        • aga999929 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 22:35
                          Żeby nie być "starym wróblem" wystarczy mieć własne życie.Jakieś
                          hobby, zainteresowania.Iść sobie na koncert. Spotkać się ze
                          znajomymi na wernisażu, pobiegać z kijkami po lesie wraz z
                          koleżankami. Żyć wśród ludzi poprostu. Zamiast wbijać kolejne
                          pokolenie w irracjonalne poczucie winy. To jakiś pewersyjny sposób
                          na zaznaczenie swojego ego ten obiadkowy terroryzm.
                • saliko Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 18:02
                  Poczekaj aż się zestarzejesz, będziesz miała spoko w czterech pustych ścianach a
                  wnuki nie będą wiedziały, jak się nazywasz i pies z kulawa noga o ciebie nie
                  zapyta."ciebie" piszę specjalnie z małej litery.
                  • aniorek Re: Terror niedzielnych obiadków 12.01.10, 09:16
                    Wyobraz sobie, ze sa tez starsi ludzie, ktorzy maja swoje zycie i
                    zainteresowania i nie siedza samotnie w czterech scianach. No ale jesli taka
                    starosc dla siebie planujesz, gratuluje.
                • Gość: liza Re: Terror niedzielnych obiadków IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.10, 09:51
                  To bardzo Ci współczuję takiego słabego kontaktu z rodzicami. Pewnie oni mieli
                  Cie w dupie .......
          • lilka69 gryzelda 08.01.10, 14:42
            stosuje ja z sukcesem wobec rodziciw i tesciow. dziala.
            • gryzelda71 Re: gryzelda 08.01.10, 14:58
              Jasne.Każda tu nie bo nie i wszystko cacy,a rodzicom ani źle z tym,ani
              przykro,nawet się nie zająkną.Są dumni,ze dzieci poodcinały pępowiny i same
              stanowią o sobie.
              • velluto Re: gryzelda 08.01.10, 15:15
                moi tam na przykład w niedzielę chętnie sobie odpoczywają i nie mają
                nic przeciwko temu, że bywamy u nich rzadko. Potrafią cieszyć się
                tym, ze mamy ciekawsze życie niż oni.
                • papalaya Re: gryzelda 08.01.10, 15:18
                  ciekawsze???
                  • velluto Re: gryzelda 08.01.10, 20:27
                    no ciekawsze - moi rodzice to ekstremalni domatorzy. Nas za to nosi po świecie,
                    zazwyczaj w weekendy robimy wypady albo spotykamy się ze znajomymi/wychodzimy do
                    kina, teatru. Jesteśmy poniekąd ich "oknem na świat", cieszą się tym, że my
                    żyjemy inaczej.
                    • papalaya Re: gryzelda 08.01.10, 20:35
                      inaczej nie znaczy ciekawiej...
                      • lucusia3 Re: gryzelda 11.01.10, 20:22
                        No, ja już sobie wyobrażam, jak się ktoś cieszy, że jest sam, opuszczony, znudzony, a inni to się bawią, jeżdżą, mają przyjaciół, kasę. Super.
                        • aniorek Re: gryzelda 12.01.10, 09:18
                          Wyobraz sobie, ze sa tez ludzie, ktorzy po prostu lubia byc w domu i to, ze ktos
                          spedza czas poza domem w weekendy nie powoduje u nich zazdrosci.

                          Kazdy ma swoj styl zycia, co w tym dziwnego?
                          • eurytka Re: gryzelda 12.01.10, 11:09
                            Gdyby to było 13 km, to jeszcze rozumiem,
                            ale 130 to już nie w obecnych warunkach drogowych.
                            Jedno mnie dziwi, że bez ślubu Wy,
                            a tak mało stawiające na swoim.
                            Zawsze sądziłam, że ludzie bez zobowiązań formalnych,
                            tak się innymi formalnościami nie dręczą.
              • lilka69 Re: gryzelda 08.01.10, 15:21
                doskonale rozumiem , ze chodzi ci o WYCZUCIE i nie ranienie rodzicow
                ale...autorka WCALE nie ma potrzeby jezdzenia tam to znaczy, ze nie
                jest komfortowo. ja do swoich rodzicow i tesciow jezdze rzadko bo
                udzielaja zbyt wielu "cennych" rad. lubuje sie w tym ojciec mez i
                moja mama. mowie im dlaczego nie jade i ...nie jade! najwyzej 3 razy
                w roku. a rady sa bzdetne- np. po co przeprowadzaliscie do warszawy,
                tu tez przciez praca jest( jedno z najwiekszych miast), dziecko do
                zlobka a ty do pracy( kilka lat temu), dawaj antybiotyki_inni daja i
                szybciej zdrowieja( to moja mama). itp.
      • kingofthebongo Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 18:13
        Grandan nie ma Teściowej ani Teścia tylko MTŻ i TTŻ(OTŻ).
    • krejzimama Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 14:13
      Drogie te obiady. 260 km żeby zjeść obiad ? Do tego wartość straconego czasu.
      Stres wywołany koniecznością tego rytuału.
      Bardzo dużo was to kosztuje.
      Czy nie czas odciąć pępowinę? Nie wyobrażam sobie by w swój wolny czas robić coś
      na co nie mam ochoty. po prostu powiedzieć, że macie inne plany. Na pytania co
      robicie, nie odpowiadać to wasza sprawa.
      • ewelsia Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 14:31
        Podpisuję się, po prostu, nie chcesz - nie jedziesz, to jest naprawdę łatwe do
        zrealizowania. Przynajmniej ja tak mam. Nie wyobrażam sobie takiego kursowania i
        uginania się pod presją rodziców. Więcej stanowczości.
        • grandan Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 14:43
          Nie sądzę, żebyśmy mieli niepoodcinane pępowiny. Już dawno
          wyfruneliśmy z domów rodzinnych, jesteśmy samodzielni finansowo,
          mentalnie zresztą też. Przed urodzeniem syna zdarzało mi się pracować
          i w weekendy, bywało, że widzieliśmy się z nimi raz na miesiąc czy
          dwa. Problem przybrał na rozmiarze w momencie, kiedy pojawił się
          synek. Teściowie oszaleli na jego punkcie. To ich pierwszy i raczej
          ostatni wnuk, bo brat TŻ dzieci nie planuje, ja już zresztą też nie.
          I macie rację, chyba trzeba będzie empatię na bok odłożyć i
          zastosować znowu zasadę "nie bo nie".
          • kim5 Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 14:57
            A gdzie w tym wszystkim Twój partner? To raczej on powinien dogadać
            sie z rodzicami.
            Znowo pokutuje mit, że to kobieta ma podniecać ognisko domowe...
          • sapalka1 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 11:58
            Dziadkowie tęsknią? Mogą zapewne odwiedzić wnuka, prawda? Tak częste wyjazdy to
            naprawdę duży wysiłek i stres. Nie ma sensu narażac na to siebie i rodziny. Raz
            w miesiącu spotkanie jest bardzo ok.
            Nie trzeba przecież urządzać awantur w tej sprawie, na pytanie: czy
            przyjedziecie - można odpowiedziec: przyjedziemy np. 30.01 - wcześniej mamy
            plany/jesteśmy zajęci/będziemy chcieli odpoczac i pobyc z dzieckiem. Albo (dla
            bardziej asertywnych) - bez tłumaczenia tylko podanie daty. Powodzenia smile
            • haldeman79 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 12:44
              sapalka1 napisała:

              > Dziadkowie tęsknią? Mogą zapewne odwiedzić wnuka, prawda? Tak częste wyjazdy to
              > naprawdę duży wysiłek i stres. Nie ma sensu narażac na to siebie i rodziny. Raz
              > w miesiącu spotkanie jest bardzo ok.
              > Nie trzeba przecież urządzać awantur w tej sprawie, na pytanie: czy
              > przyjedziecie - można odpowiedziec: przyjedziemy np. 30.01 - wcześniej mamy
              > plany/jesteśmy zajęci/będziemy chcieli odpoczac i pobyc z dzieckiem. Albo (dla
              > bardziej asertywnych) - bez tłumaczenia tylko podanie daty. Powodzenia smile

              Najlepiej, żeby dziadkowie wcześniej podanie na piśmie złożyli czy mogą się z
              wnukiem zobaczyć. Do rozpatrzenia w przeciągu 21 dni, roboczych oczywiście.
              • rock73 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 17:57
                Mowa była o odwiedzaniu dziadków, nie odwrotnie. Dziadkowie mogą sobie
                przyjeżdżać kiedy chcą, o ile zrozumiałem, autorka nawet ma żal, że oni
                (dziadkowie) życzą sobie częstszych wizyt, a sami przyjechać nie bardzo chcą.
                • haldeman79 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 18:05
                  rock73 napisał:

                  > Mowa była o odwiedzaniu dziadków, nie odwrotnie. Dziadkowie mogą sobie
                  > przyjeżdżać kiedy chcą, o ile zrozumiałem, autorka nawet ma żal, że oni
                  > (dziadkowie) życzą sobie częstszych wizyt, a sami przyjechać nie bardzo chcą.

                  Racja, nie wiem dlaczego zrozumiałem odwrotnie.
          • bubster Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 14:16
            Z jednej strony szaleją na punkcie wnuka, z drygiej nie chce im się
            do Was przyjachać?
      • lilka69 no wlasnie! 260 km aby zjesc obiad! 08.01.10, 14:53
        paranoja! nie pisz dalej, ze umiesz mowic nie autorko...
        • papalaya Re: no wlasnie! 260 km aby zjesc obiad! 08.01.10, 14:56
          zaraz odpisze, że jak najbardziej umie mowić "nie", tylko nie mówi,
          bo nie...wink
    • son.of.rambow Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 15:47
      Może podaj też argumenty finansowe bo te wycieczki to jakieś 400zł
      na samo paliwo miesięcznie.
      Dziwne, że nie potraficie się przeciwstawić. Moja siostra mieszka
      jakieś 120km od mamy i odwiedza ją maksymalnie do kilku razy na rok.
      Nawet trudno byłoby mi wyobrazić sobie minę mojego szwagra gdyby
      usłyszał taką propozycje.
      • agatha61 Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 16:30
        nie rozumiem takiego centralnego planowania, 1 w tygodniu, 1 w
        miesiącu. Czasem jesteśmy co tydzień, a czasem i dwa miesiące nas
        tam nie ma i to dotyczy zarówno rodziców jak i teściów.

        Chyba częstotliwość spotkań z rodziną powinna zależeć od tego czy
        chcemy i mamy na to ochotę w danym momencie, a skad ja mam wiedzieć,
        że w grudniu to mi się nie zachce ich 15 razy odwiedzić, a w
        styczniu i lutym ani razu???
    • vibe-b Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 23:21

      Ja bym zasugerowala, zeby oni przyjezdzali z gotowym obiadem.
      Autentycznie. Skoro dobrze gotuja i nalegaja by was niedzielnie
      zywic, to spelnia byc moze jeszcze i te prosbe. W koncu im latwiej
      sie tluc niz wam z dzieckiem.
      A dobry, smaczny obiad zawsze w cenie smile
      • grandan Re: Terror niedzielnych obiadków 08.01.10, 23:45
        Ech, post widzę zszedl na jakieś dziwne manowce i forumowe przepychania. W kwestii mówienia "nie", ja je mówię. I nie mam potrzeby udawadniania tego innym forumkom. Acz chyba gdzieś tam podświadomie poczucie winy, które wywolują rodzice "konkubenta" (niechaj będzie za przyjętą forumową nomenklaturą). Być może to jakaś toksyczność. Bo owszem, w naszym domu jest tak, że w gruncie rzeczy ja decyduję (TŻ dlugo pracuje, zresztą u nas to chyba pozostalość z czasów, kiedy on pracowal, a ja kończylam studia. Na mojej glowie bylo większość formalności. I jest. Poza tym ja z tych bardziej wyszczekanych w tej parze). Mnie boli to wymaganie, proszenie i w ostateczności dramatyczny ton. Bo koszty owszem, są duże. Bo chcę mieć weekend dla najbliższej rodziny. Bo myślę o mękach mojego mlodego. A oni przyjeżdżać nie chcę. Bo daleko, bo samochód na autostradę zly (glupota, nowszy od naszego), bo A.- starszy brat może przyjechać. Ale macie rację, będę stosować argument "nie, bo nie". Może bez tlumaczeń i empatii to pomoże.

        Dzięki i pozdrawiam
        • attiya Re: Terror niedzielnych obiadków 09.01.10, 13:55
          no to w czym w takim razie problem?
          skoro jesteś dorosła to w sumie tłumaczyć się nie powinnaś
          a dramatyczny ton przy tym proszeniu to też nie za bardzo zachowanie na miejscu
          - takie terroryzowanie - bo wnuka nie zobaczymy, bo sami jesteśmy....itepe
        • quasi.modo Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 11:54
          No właśnie trochę to dziwne, że tak za wnukiem szalejąc, mają jednak problemy,
          żeby do was raz w miesiącu dojechać.
          Też nie bardzo sobie wyobrażam, żeby co niedziela z dzieckiem gnać tyle km do
          teściów/rodziców. Jeśli ich wasza niechęć nie przekonuje, to może im powiedz
          wprost, że dla dziecka to też żadna frajda siedzieć pół niedzieli w aucie a pół
          przy stole.
          Jak pamiętam z mojego dzieciństwa, to wizyty u rodzinki to bywały największe
          koszmary. Nuda, stres, trzeba ładnie siedzieć w odświętnym drapiącym ubranku wink
          i nie marudzić. Na szczęście takie wypady zdarzały się raz na kilka miesięcy.
          Dodatkowo jeśli oboje pracujecie, to naprawdę mało macie czasu, żeby trochę z
          tym małym pobyć, coś mu pokazać, czy po prostu się razem polenić.
        • bene_gesserit Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 12:18
          Zadne 'nie bo nie', imho.
          Raczej powiedz prawdę: Nie, nie przyjedziemy do was jutro.
          Chętnie was zobaczymy, ale cztery godziny w samochodzie bardzo nas
          meczy, dlatego proponuje wam sprawiedliwy uklad
          (i tu to o
          odwiedzinach na zmiane dwa razy w miesiacu).

          Na nalegania teściow najlepiej zastosowac metode zdartej plyty (
          tak, rozumiem, ale niestety nie wybieramy sie do was
          / tak,
          mamo - oczywiscie, ale w niedziele zaplanowalismy odpoczynek, nie
          podroz
          / oczywiscie, macie prawo widziec wnuka, zapraszamy
          do nas za tydzien
          / wiem, ze chcielibyscie, zebysmy
          przyjechali, ale jutro nie przyjedziemy
          ).

          A jakbys kiedys tam miala okazje, to polecam trening asertywnosci
          (albo lekture bardzo fajnej ksiazeczki 'Stanowczo, łagodnie, bez
          lęku' Marii Król-Fijewskiej o asertywnosci - miala w Polsce już
          jakies 20 wydań).
        • bubster Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 14:19
          Poczucie winy jest spowodowane tym, że każdy z nas chciałby być
          takim "dobrym dzieckiem" i zadowalać rodziców.
          "Nie, bo nie" jest dobrą taktyką smile
        • haldeman79 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 18:21
          grandan napisała:

          Ale macie rację, będę
          > stosować argument "nie, bo nie". Może bez tlumaczeń i empatii to pomoże.
          >
          > Dzięki i pozdrawiam

          Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Siąść raz a porządnie ustalić powiedzmy 1
          wizytę na miesiąc i się tego trzymać.
    • fajka7 Re: Terror niedzielnych obiadków 09.01.10, 12:25
      Popieram postawe "nie, bo nie".
      Najwiecej klopotow z rodzicami czy tesciami maja dorosli ludzie,
      ktorym sie wydaje, ze nie wolno im ludzi starszych bliskich urazic i
      na sama mysl o takiej sytuacji lapia paralizujace wszelkie dzialania
      poczucie winy.
      Trudno jest czasami zrozumiec, ze jesli rodzice stawiajac absurdalne
      wymagania uslysza odmowe w wyniku, ktorej poczuli sie zle, to
      problem lezy po stronie rodzicow.
      Nie jest rola dzieci uszczesliwianie swoich rodzicow.
      A rodzice nawet jesli nie rozumieja odmowy i sie rzeczywiscie
      obraza, wcale nie przestana dziecka kochac, wiec nie ma sie czego
      bac.
      Bo nie chodzi rowniez o to, zeby rodzice koniecznie zrozumieli
      dlaczego. Nie musza rozumiec, nie trzeba im ze szczegolami tlumaczyc
      i liczyc, ze przyznaja racje. Wystarczy grzecznie i stanowczo
      okreslic swoje zdanie, bo kazdy dorosly sam wie, co jest dla niego
      najlepsze i moze wyboru dokonac, nawet wbrew woli rodzicow.
      Tak funkcjonuja ludzie miedzy soba - czasami pojawiaja sie sytuacje
      sporne, ale to czesc rzeczywistosci.
      Sposobem na zycie polegajacym na zadawalaniu innych mozna sie tylko
      w depresje wpedzic.
      Ten wywod to nie do autorki, tylko tak ogolnie, bo co chwile na
      forum czytam jak to jest wielki problem, bo rodzice, a szczegolnie
      tesciowie dyktuja warunki i nie wiadomo co robic. A to jest proste.
      Wystarczy przestac sie cykac, rodzice to nie swiete krowy, tylko
      ludzie jak my. Nam tez sie odmawia i zyjemy jakos.
      Poza tym - wiekszosc z Was ma dzieci. Czy one Wam odmawiaja czasami?
      Czy jestescie w stanie uszanowac ich decyzje? Mysle, ze czasami tak,
      ale nadal je kochacie i swiat sie nie wali, prawda?
      • maminka_83 Do fajka7 09.01.10, 13:16
        Super napisane, zgadzam sie w 200% z tym co piszesz, tylko co jeśli moja odmowa
        powoduje kwasy z mężem bo nie lubie jego mamy
        Paranoja jakaś!!
        • canuck_eh Re: Do fajka7 11.01.10, 15:53
          To niech maz bierze wsiada w samochod i jedzie sam.
          Moja mama tez nie lubila mojego meza, ale poustawialam towarzystwo w
          szeregu i jakos mogli funkcjonowac.Bez przesady.
    • attiya Re: Terror niedzielnych obiadków 09.01.10, 13:47
      w pewien sposób tworzycie rodzinę i sami też w końcu te "niedzielne obiadki"
      macie u siebie
      Poinformuj, że z powodu obowiązków, pracy i chęci odpoczynku po niej oraz chęci
      spędzenia tej niedzieli ze swoją rodziną będziecie u nich raz w m-cu i tyle
      Nie wdawaj się w dyskusje , powiedz, że taka jest twoja decyzja i tyle
    • mariolka55 Re: Terror niedzielnych obiadków 09.01.10, 14:34
      grzecznie i stanowczo odmówić

      p.s chciałabym żeby mnie ktoś chociaż raz na obiad zaprosił
    • wbka1 Re: Terror niedzielnych obiadków 09.01.10, 14:35
      Problem w tym, że większość tych relacji jest wymuszana -niestety-rodzice i teściowie nie są atrakcyjni towarzysko, stąd spotkania ze znajomymi są bardziej pożądane niż obiad u rodziców. Po częsci winę ponoszą sami rodzice, ktorzy nie potrafili zbudować sympatycznych relacji z własnymi dziećmi, nie zdążyli się z nimi zaprzyjaźnić lub też nie mają własnych okien do oglądania świata.
    • daga_1 Re: Czy teściowa pracowała? jeśli tak, to 11.01.10, 11:35
      poproś, żeby sobie przypomniała jak to było i czy nie miała wtedy ochoty w
      niedzielę zwyczajnie się pobyczyć i spędzić czas z dzieckiem. A nie zrywać się
      rano i pędzić szmat drogi co niedziela na obiad. Jak nie pracowała, to uświadom
      jej grzecznie, że nie rozumie, jak to jest być zalatanym w ciągu tygodnia i ze
      niedziela, to jedyny czas, kiedy można odsapnąć, wyspać się i poprostu
      poleniwić. A nie zrywać się rano itd.
    • yulek_cezar Hmmm.... 11.01.10, 11:48
      Czemu to ty za każdym razem masz jechać do teściów na obiad? Niech oni choć raz
      do was przyjadą, chyba rączek i nóżek im nie poupieprzało? Symetria.
      • borru Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 12:08
        Chińskie przysłowie mówi- stary wróbel wykarmi dziesięć młodych , ale dziesięć
        młodych wróbli nie wykarmi jednego starego.
        Tak jest widzę z większością młodych wróblic zabierających głos w tej sprawie.
        Zero empatii, a dokładnie mniej niż zero.. Oczywiście - nie mam na myśli
        potrzeb materialnych starych wróbli...
        Powiem jeszcze tylko dwa zdania- całym sercem jestem po stronie starych wróbli,
        takich szarych, nieciekawych towarzysko, wróbli siedzących w oknie i patrzących
        na drogę...może przyjedzie, może pamięta, może ją choć odrobinę obchodzę...czy
        dla błysku szczęścia w oczach starego wróbla warto tłuc się te 100 km?

        Obyście nigdy nie zostały starymi wróblami.
        • angazetka Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 12:13
          Litości, człowieku... Bez takich głodnych kawałków. Młody wróbel nie
          jest niewolnikiem starego, że tak pociągnę metaforę. A stary wróbel
          miał całe życie na to, by nie uzależniać swego szczęścia od
          widywania młodego wróbla na rozkaz.
          • haldeman79 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 12:38
            angazetka napisała:

            > Litości, człowieku... Bez takich głodnych kawałków. Młody wróbel nie
            > jest niewolnikiem starego, że tak pociągnę metaforę. A stary wróbel
            > miał całe życie na to, by nie uzależniać swego szczęścia od
            > widywania młodego wróbla na rozkaz.

            Napisała co wiedziała tylko czy zrozumiała co przeczytała?
            Jeżeli dla ciebie więź rodzinna jest niewolnictwem nie musisz czytać reszty.
            Ludzie wychowują swoje dzieci i są bardziej czy mniej świadomi że one w końcu dorosną i pójdą na swoje ale to nie znaczy że wtedy przestanie się je kochać i tęsknić, za nimi. Oczywiście jako dorosła osoba masz prawo zrobić ze swoim życiem co zechcesz, ale sądzę, że rodzicom należy się odrobina szacunku i wyśmiewanie faktu, że chcą spotykać się ze swoimi dziećmi jest mocno nie na miejscu.
            • angazetka Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 12:46
              > Napisała co wiedziała tylko czy zrozumiała co przeczytała?

              A ty rozumiesz problem autorki wątku?

              > Jeżeli dla ciebie więź rodzinna jest niewolnictwem nie musisz
              czytać reszty.

              Nie więź rodzinna, a obowiązek przyjeżdżania co tydzień na obiadki.
              Przy najlepszych nawet więziach człowiek potrzebuje czasu dla
              siebie.
              • haldeman79 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 12:52
                angazetka napisała:

                > > Napisała co wiedziała tylko czy zrozumiała co przeczytała?
                >
                > A ty rozumiesz problem autorki wątku?

                Rozumiem brak szacunku autorki wątku, nie potrafi stawić problemowi czoła i
                kombinuje jak tu się wykręcić sianem.
                >
                > > Jeżeli dla ciebie więź rodzinna jest niewolnictwem nie musisz
                > czytać reszty.
                >
                > Nie więź rodzinna, a obowiązek przyjeżdżania co tydzień na obiadki.
                > Przy najlepszych nawet więziach człowiek potrzebuje czasu dla
                > siebie.

                Tęsknota za własnym dzieckiem nie jest uczuciem racjonalnym, rozumiem, że Ty za
                własnym nie tęsknisz?
                • rock73 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 18:11
                  Czy to znaczy, że ludzie mają obowiązek zaspokajać potrzebę towarzystwa
                  rodziców, teściów, czy - jak w tym wypadku - właściwie nawet nie wiem jak
                  powiedzieć... rodziców kolegi?
                  • haldeman79 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 18:25
                    rock73 napisał:

                    > Czy to znaczy, że ludzie mają obowiązek zaspokajać potrzebę towarzystwa
                    > rodziców, teściów, czy - jak w tym wypadku - właściwie nawet nie wiem jak
                    > powiedzieć... rodziców kolegi?

                    Nie mają obowiązku, powinni jednak jak dorośli ludzie, załatwić sprawę starając
                    ustalić jakiś kompromis a potem się go trzymać.
                    • pinocchio Re: Puste serca młodych wróbli 12.01.10, 00:53
                      haldeman79

                      > Nie mają obowiązku, powinni jednak jak dorośli ludzie, załatwić sprawę
                      starając
                      > ustalić jakiś kompromis a potem się go trzymać.

                      Dorośli ludzie dynamicznie reagują na sytuację, na potrzeby materialne i
                      emocjonalne, na potrzeby rozwoju wlasnych dzieci i opieki nad wlasnymi
                      rodzicami, gdy jest to konieczne.
                      Dorośli ludzie odpowiadają na wyzwania rzeczywistosci a nie planują jak
                      ona ma wygladać. Są wstanie zmienić plany, ba nawet przyzwyczajenia by
                      lepiej funkcjonować

                      Nie zgadzam sie z tym co piszesz, uwazam że rodzice ktorzy oczekują
                      i wywierają presję na stałe coniedzielne obiadki okradją swoje dzieci z
                      ich wolnosci, kosztem zaspokajania swojej nudy lub glodu emocjonalnego.

                      Dlaczego tesciowie nie umówią sie na spacer, do zoo, na wycieczkę do
                      lasu,
                      tam tez mogą zobaczyć swoje dzieci i wnuki i jeszcze cos zobaczyc i im
                      pokazać.
                      Dlaczego dzieci i wnuki mają być skazane na pol niedzieli przy stole i
                      telewizorze. Mlodzi ludzie tego czesto nie lubią, chcą byc bardziej
                      aktywni. A gdyby ktos kazal swojej 60 letniej matce chodzic ze sobą na
                      ligę żużla co tydzien, to mogloby byc taką samą karą jak coniedzielny
                      obiadek.

                      Poza tym rodzina nie moze poswięcac kazdego weekendu dziadkom,
                      dzieci tez muszą gdzies wyjsc z rodzicami, odwiedzic ich znajomych,
                      pojsc do kina , zagrac w piłkę z ojcem , istnieje swiat poza dziadkiem i
                      babcią i dzieci muszą podpatrywać jak rodzice radzą sobie w tym swiecie.
                      Uczenie dzieci ze jedyną formą aktywnosci w niedziele jest obiad u
                      dziadka jest ograniczaniem ich horyzontów.
                      • haldeman79 Re: Puste serca młodych wróbli 12.01.10, 01:03
                        pinocchio napisał:


                        > Poza tym rodzina nie moze poswięcac kazdego weekendu dziadkom,
                        > dzieci tez muszą gdzies wyjsc z rodzicami, odwiedzic ich znajomych,
                        > pojsc do kina , zagrac w piłkę z ojcem , istnieje swiat poza dziadkiem i
                        > babcią i dzieci muszą podpatrywać jak rodzice radzą sobie w tym swiecie.
                        > Uczenie dzieci ze jedyną formą aktywnosci w niedziele jest obiad u
                        > dziadka jest ograniczaniem ich horyzontów.

                        Napisałaś, że część czasu dzieci powinny spędzać z kolegami, część z rodzicami,
                        część z dziadkami...czy to nie pewien kompromis?smile
            • pitahaya1 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 17:43
              haldeman79 napisał:


              > Ludzie wychowują swoje dzieci i są bardziej czy mniej świadomi że one w końcu d
              > orosną i pójdą na swoje ale to nie znaczy że wtedy przestanie się je kochać i t
              > ęsknić, za nimi. Oczywiście jako dorosła osoba masz prawo zrobić ze swoim życie
              > m co zechcesz, ale sądzę, że rodzicom należy się odrobina szacunku i wyśmiewani
              > e faktu, że chcą spotykać się ze swoimi dziećmi jest mocno nie na miejscu.


              Wiesz co, różni są rodzice i różne są relacje w rodzinie.
              Nie wszyscy rodzice uszanowali wybory życiowe swoich dzieci.
              Uwierz misad

              Moi rodzice i teściowie są po rozwodach/mieszkają osobno. Każde z nich przed
              ślubem mieszkało w innej miejscowości i po rozpadzie małżeństwa wróciło w swe
              rodzinne strony. Tylko moja mama rozumie, że nie jesteśmy/byliśmy w stanie
              jeździć do każdego z osobna co tydzień. I szantaż emocjonalny przy ich
              zachowaniu to mały pikuś.
              Mój tata mieszka 200km od nas, moja mama 100km w inną stronę, teściowa też
              200km, teść 170km. Na szczęście moja babcia mieszka (jeszcze) z mamą, mogę je
              odwiedzić za jednym razem. Ale już babcia męża to znów inna miejscowość.
              I nie mówię tu, że każde z nich liczy jedynie na niedzielny obiad. Większość
              domaga się regularnej opieki i pomocy. Bez znaczenia jest odległość,
              praca, często w weekend, dzieci i czasem zwykła chęć odpoczynku i odespania
              zarwanych nocy.
              Aha, poza babciami, mówię o ludziach 60-letnich, zdrowych, na emeryturach,
              ludziach bez własnego życia, zainteresowań, kręgu znajomych.
              • haldeman79 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 17:52
                pitahaya1 napisał:

                > I nie mówię tu, że każde z nich liczy jedynie na niedzielny obiad. Większość
                > domaga się regularnej opieki i pomocy. Bez znaczenia jest odległość,
                > praca, często w weekend, dzieci i czasem zwykła chęć odpoczynku i odespania
                > zarwanych nocy.
                > Aha, poza babciami, mówię o ludziach 60-letnich, zdrowych, na emeryturach,
                > ludziach bez własnego życia, zainteresowań, kręgu znajomych.
                >
                >

                Zgodzisz się jednak, że każda rodzina jest inna i najważniejsze to poważnie i
                szczerze porozmawiać.Dopiero potem szukać bardziej radykalnych rozwiązań jeżeli
                wymagania rodziny mają tak głęboki wpływ na Ciebie.
                • pitahaya1 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 18:18
                  Zgodzę się, że każdy z innej rodziny wyszedł.
                  Dlatego z moją mamą jestem w stanie rozmawiać o przyszłości i ona sama widzi
                  problem odległość-częstotliwość odwiedzin. Ale to moja mama często mówi
                  "zostańcie w domu, drogi nieprzejezdne, zimno, dzieci chore". A nieraz po prostu
                  wsiada w autobus i przyjeżdża do nas.
                  Mój tata jasno i otwarcie mówi, że córkę ma tylko po to, by mu na starość
                  usługiwała. U mnie był dwa lata temu, nie potrafimy ze sobą rozmawiać, za dużo
                  żalu, za dużo łez wylanych. Nie interesuje się nami ani wnukiem, który dwa
                  miesiące leżał w szpitalu.
                  Teść żyje sobie gdzieś w świecie, te 170km to odległość od ostatniej
                  miejscowości, w której mieszkał.
                  I teściowa, która nie zaakceptowała usamodzielnienia się syna i odejścia męża.
                  To mąż zdecydował o ograniczeniu kontaktów.

                  Z kim więc, Twoim zdaniem, miałam rozmawiać o przyszlości?

                  Mama duże dzieci, jedno prawie dorosłe, drugie nastoletnie. Buduję z nimi więź
                  już teraz, niekoniecznie opartą na zasadzie spłacania długów do końca życia.
                  • haldeman79 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 18:29
                    pitahaya1 napisał:

                    > Mama duże dzieci, jedno prawie dorosłe, drugie nastoletnie. Buduję z nimi więź
                    > już teraz, niekoniecznie opartą na zasadzie spłacania długów do końca życia.
                    >
                    Uznajmy to za wspólne zakończenie dyskusjismile
                    • aga999929 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 22:52
                      Mój syn przyjeżdża ze studiów co trzy tygodnie. Jak twierdzi,
                      przyjeżdża do młodszego rodzeństwa, które rzeczywiście tęskni. Syn
                      jest powściągliwy w okazywaniu uczuć. Córka na półtora roku przed
                      maturą postanowiła, że się wyprowadzii wynajmie sobie pokój. Ma
                      osiemnaście lat. Obiecała, że będzie przychodzić do młodszego
                      rodzeństwa abym mogła raz w tygodniu wychodzić realizować swoje
                      hobby. Niepokoję się o nią ale tak to jest, że dzieci zaczynają żyć
                      swoim życiem.
        • satur9 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 12:36
          Jeszcze raz ten koszmarny bełkot rodem z Pszczółki Mai-stare przysłowie pszczół?
          To wyjaśnię łopatologicznie: nie wszyscy są do jasnej cholery wróblami, są też i
          jastrzębie, i kaczki i sroki i pingwiny i łabędzie itd itp. Zajarzyło? A wróble
          całymi dniami siedzące w oknach, wyczekujące niedzielnej okazji do toksycznego
          szantażu emocjonalnego mają to na własne życzenie, po dekadach zaniedbań w
          budowaniu więzi międzyludzkich również POZA rodziną, np. z przyjaciółmi i
          wykształcaniu własnych zainteresowań. Mniej mądrości z magnesików na lodówkę,
          bardzo proszę.
          • joanna35 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 12:38
            I sępy - w tym wątku chyba tylko takie.
          • haldeman79 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 12:41
            satur9 napisał:

            > Jeszcze raz ten koszmarny bełkot rodem z Pszczółki Mai-stare przysłowie pszczół
            > ?
            > To wyjaśnię łopatologicznie: nie wszyscy są do jasnej cholery wróblami, są też
            > i
            > jastrzębie, i kaczki i sroki i pingwiny i łabędzie itd itp. Zajarzyło? A wróble
            > całymi dniami siedzące w oknach, wyczekujące niedzielnej okazji do toksycznego
            > szantażu emocjonalnego mają to na własne życzenie, po dekadach zaniedbań w
            > budowaniu więzi międzyludzkich również POZA rodziną, np. z przyjaciółmi i
            > wykształcaniu własnych zainteresowań. Mniej mądrości z magnesików na lodówkę,
            > bardzo proszę.

            Metafory i przysłowia mają to do siebie, że każdy rozumie je po swojemu, nie
            którzy wcale.
            Od kiedy to posiadanie własnych zainteresowań wyklucza chęć spotykania się z
            własnym dzieckiem?
            • angazetka Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 12:47
              > Od kiedy to posiadanie własnych zainteresowań wyklucza chęć
              spotykania się z własnym dzieckiem?

              W twoim opisie nie ma nic o chęci spotkania - jest natomiast o
              wyczekiwaniu tego spotkania jak życiodajnej kroplówki. Bardzo
              przerażająca wizja.
              • haldeman79 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 12:50
                angazetka napisała:

                > > Od kiedy to posiadanie własnych zainteresowań wyklucza chęć
                > spotykania się z własnym dzieckiem?
                >
                > W twoim opisie nie ma nic o chęci spotkania - jest natomiast o
                > wyczekiwaniu tego spotkania jak życiodajnej kroplówki. Bardzo
                > przerażająca wizja.

                Potrafisz zacytować?
                • angazetka Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 12:51
                  O, sorry. Chodziło mi o wypowiedź borru o wróblach. Ten fragment:
                  wróbli siedzących w oknie i patrzących
                  na drogę...może przyjedzie, może pamięta, może ją choć odrobinę
                  obchodzę...
                  • haldeman79 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 12:53
                    angazetka napisała:

                    > O, sorry. Chodziło mi o wypowiedź borru o wróblach. Ten fragment:
                    > wróbli siedzących w oknie i patrzących
                    > na drogę...może przyjedzie, może pamięta, może ją choć odrobinę
                    > obchodzę...


                    Naprawdę Cię to dziwi?
                    • angazetka Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 13:57
                      Tak. Też tęsknię za mamą, ale nie oczekuję, że przyjedzie do mnie co
                      niedziela po tygodniu pracy.
                      • haldeman79 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 16:30
                        angazetka napisała:

                        > Tak. Też tęsknię za mamą, ale nie oczekuję, że przyjedzie do mnie co
                        > niedziela po tygodniu pracy.

                        Rozumiem jednak, że się dogadałyście w tym temacie.
                        • kewah do haldeman 79 11.01.10, 17:45
                          A co Ty do cholery kasiadz jakis jestes czy co?! Skad to przeswiadczenie, ze
                          masz prawo innym kazania prawic?
                          • haldeman79 Re: do haldeman 79 11.01.10, 17:55
                            kewah napisała:

                            > A co Ty do cholery kasiadz jakis jestes czy co?! Skad to przeswiadczenie, ze
                            > masz prawo innym kazania prawic?

                            Nie Marsjanin. Gdzie w pytaniu o wynik dogadania się znalazłaś fragmenty kazania?
                        • angazetka Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 20:54
                          Tak. Jeździmy do siebie tak często, jak możemy, ale bez presji z
                          którejś strony. Proste.
        • joanna35 Re: Puste serca młodych wróbli 11.01.10, 12:37
          > Powiem jeszcze tylko dwa zdania- całym sercem jestem po stronie
          starych wróbli,
          > takich szarych, nieciekawych towarzysko, wróbli siedzących w oknie
          i patrzących
          > na drogę...może przyjedzie, może pamięta, może ją choć odrobinę
          obchodzę...czy
          > dla błysku szczęścia w oczach starego wróbla warto tłuc się te 100
          km?
          >
          A już myślałam, że tylko ja tak myślę.
        • pinocchio Re: Puste serca młodych wróbli 12.01.10, 01:02
          borru napisał:

          > Chińskie przysłowie mówi- stary wróbel wykarmi dziesięć młodych , ale
          dziesięć
          > młodych wróbli nie wykarmi jednego starego.
          > Tak jest widzę z większością młodych wróblic zabierających głos w tej
          sprawie.
          > Zero empatii, a dokładnie mniej niż zero.. Oczywiście - nie mam na
          myśli
          > potrzeb materialnych starych wróbli...
          > Powiem jeszcze tylko dwa zdania- całym sercem jestem po stronie
          starych wróbli,
          > takich szarych, nieciekawych towarzysko, wróbli siedzących w oknie i
          patrzących
          > na drogę...może przyjedzie, może pamięta, może ją choć odrobinę
          obchodzę...czy
          > dla błysku szczęścia w oczach starego wróbla warto tłuc się te 100 km?
          >
          > Obyście nigdy nie zostały starymi wróblami.


          Zacytowałas piekne przysłowie, ale myślę ze bardzo tendencyjnie je
          zinterpretowałas, a już szczegolnei ostatnie zdanie

          > Obyście nigdy nie zostały starymi wróblami.

          Przed tym nie ma ucieczki, takie jest zycie.

          Moj ojciec poslugiwal sie inną metaforą, mówil
          "drzewo rośnie korzeniami w dół i gałęziami w górę, nikt nie może tego
          bezkarnie odwrocic. Rodzice tak mają wychowac dzieci by one jak
          najlepiej wychowały swoje, tego oczekuję od nas natura, tak jak drzewo
          oczekuje ze zasadzisz je korzeniami w dół a gałęziami w górę".

          Myślę ze dzieciom wychowywanym w takim duchu duzo latwiej zaprzyjaźnic
          sie z rodzicami na starosc i potem życzliwie pamietać o nich.
    • toxique Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 12:20
      powiedz ze malemu glut u nosa wisi i nie bedziecie go ciagnac.
      tydzien pozniej tak samo, i tydzien pozniej tak samo. a potem tobie
      glut u nosa wisi, i nie bedziesz sie ciagnac. Odzwyczaja sie w
      koncu.
      • thaures Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 12:30
        My przez 10 lat chodziliśmy na obiad do teściów- na początku było super-
        obsłużyli nas, zajęli dzieckiem i zarówno im jak i nam to odpowiadało. Ale po
        paru latach zaczęło mi brakować niedzieli tylko dla nas. Teściowej było wyraźnie
        przykro, że zaczynamy stosować uniki- na szczęście młodszy brat męża się ożenił
        i on zaczął przychodzić na obiady.W tym momencie stwierdziliśmy,że nie będziemy
        robić tłoku i teraz ich 10-letnia kolej. Teściów od czasu do czasu my teraz
        zapraszamy na obiad.
    • lacitadelle a może by tak zamienić 4 obiady na 1 weekend? 11.01.10, 12:45
      Jeszcze nigdy nie jeździłam 130 km na sam obiad. My robimy tak, że mniej więcej
      raz w miesiącu jeździmy do dziadków na cały weekend (choć warunki lokalowe
      naprawdę kiepskie z jednej strony), wydaje mi się, że to dużo praktyczniejsze
      rozwiązanie: mniej benzyny wink i więcej czasu dla dziadków i wnuka.
    • bambzgrozja Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 12:46
      Miałam podobną sytuację jak moje dziecko było małe, z tym że do
      teściów mieliśmy 15 km i przyznam się, że mi było to na rękę-
      niedzielny spacer łączyliśmy z dwudaniowym obiadem u teściów. Ale te
      wizyty trwały 2-2,5 godziny także nie było to jakieś uciążliwe.
      Teraz gdy dziecię podrosło(10 lat) to kontakty się rozluźniły (raz
      na 1,5-2 miesiące).
      Jednak przy 130 km odległości nie wyobrażam sobie tak częstych wizyt
      szczególnie, że po pokonaniu takiej trasy spędzacie u teściów pewnie
      cały dzień.
      Nie możesz powiedzieć teściowej po prostu prawdy czyli "
      przepraszam, ale po całym tygodniu pracy jesteśmy tak zmęczeni że
      nie mamy już siły na cotygodniowe wyjazdy"- tu można zaproponować ,
      że będziecie wpadać zawsze w pierszą niedzielę miesiąca. Wtedy
      sytuacja będzie jasna i nie będziesz się stresować około
      weekendowymi telefonami.
      Poradzisz sobie-przecież jestes już dużą dziewczynką.
      • haldeman79 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 12:55
        bambzgrozja napisała:

        > Nie możesz powiedzieć teściowej po prostu prawdy czyli "
        > przepraszam, ale po całym tygodniu pracy jesteśmy tak zmęczeni że
        > nie mamy już siły na cotygodniowe wyjazdy"- tu można zaproponować ,
        > że będziecie wpadać zawsze w pierszą niedzielę miesiąca. Wtedy
        > sytuacja będzie jasna i nie będziesz się stresować około
        > weekendowymi telefonami.
        > Poradzisz sobie-przecież jestes już dużą dziewczynką.

        Tak się nie rozwiązuje problemów. Należy sobie wmówić, że teściowie źli ludzie
        są i kombinować jak tu się wykręcić.
        • ledzeppelin3 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 13:21
          Jesteś zapewne zakochanym w mammie syneczkiem, lubiącym rodzinny smrodek
          obowiązkowego niedzielnego rosołku, hę?
          Jednak przyjmij do wiadomości, że rodzice, zmuszający dorosłe dzieci do
          obowiązkowych cotygodniowych wizyt, maja duży problem ze swoim życiem i żerują
          na dzieciach, które są po to, by im zapewnić rozrywkę.
          Nie ma tu znaczenia ich dobro, o nie. Ważny jest tyłek mamy i taty.
          Więc przestań pierdzielić o wartościach rodzinnych, powtarzać po rodzicach
          żałościwe teksty o obowiązkach dzieci wobec rodziców, manipulować i wpędzać
          kogokolwiek w poczucie winy i robić wałow z normalnych ludzi.
          • ledzeppelin3 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 13:23
            Chyba dałam się wpuścić. Ty musisz być trollem. Tacy ludzie nie istnieją albo są
            zamknięci na Sobieskiego bez dostępu do netu.
            • haldeman79 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 13:32
              ledzeppelin3 napisała:

              > Chyba dałam się wpuścić. Ty musisz być trollem. Tacy ludzie nie istnieją albo s
              > ą
              > zamknięci na Sobieskiego bez dostępu do netu.

              Mówiąc, szczerze nawet nie wiem gdzie to jest, Twoja znajomość lokalizacji
              jednak może być znamienna.
              • kewah Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 17:48
                Amen haldeman, amen....
                • haldeman79 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 17:57
                  kewah napisała:

                  > Amen haldeman, amen....

                  Chcesz się na forum pomodlić?
          • haldeman79 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 13:37
            ledzeppelin3 napisała:

            > Jesteś zapewne zakochanym w mammie syneczkiem, lubiącym rodzinny smrodek
            > obowiązkowego niedzielnego rosołku, hę?

            Od kiedy to miłość do rodziców to coś złego?

            > Jednak przyjmij do wiadomości, że rodzice, zmuszający dorosłe dzieci do
            > obowiązkowych cotygodniowych wizyt, maja duży problem ze swoim życiem i żerują
            > na dzieciach, które są po to, by im zapewnić rozrywkę.

            Rozumiem, że tak jest w przypadku teściów autorki, to ludzie żerujący na swoich
            dzieciach bez własnego życia i Ty dokładnie znasz tą konkretną sytuacje?

            > Nie ma tu znaczenia ich dobro, o nie. Ważny jest tyłek mamy i taty.
            > Więc przestań pierdzielić o wartościach rodzinnych, powtarzać po rodzicach
            > żałościwe teksty o obowiązkach dzieci wobec rodziców, manipulować i wpędzać
            > kogokolwiek w poczucie winy i robić wałow z normalnych ludzi.

            Ponieważ normalny człowiek to Ty?Co za tym idzie to Ty i nikt inny nie ma prawa
            oceniać co jest normalne a co nie?
        • framp heldeman 11.01.10, 13:34
          A co mają zrobić np. rodzice których dziecko wyjechało do USA i bywa u nich raz
          w roku na święta albo rzadziej? Palnąć sobie w łeb z tęsknoty że nie mogą
          widzieć swego dziecka czy wnuków częściej?
          Twoje argumenty są skrajnie emocjonalne i taki właśnie emocjonalny szantaż
          starsi ludzie stosują wobec młodszych aby im ukraść życie, bo swego własnego nie
          mają. Rodzice i teściowie to tylko część życia dorosłych ludzi nawet jeżeli się
          ich ogromnie kocha, poza tym jest jeszcze praca, partner, własna rodzina, własne
          potrzeby, odpoczynek po ciężkiej pracy itp. i starsze pokolenie musi to
          zrozumieć i zaakceptować tak samo, jak młodzi powinni rozumieć i szanować
          potrzeby starszych. Ale zrozumienie i szacunek nie mogą oznaczać terroru aby
          młodzi w pełni dostosowali swe życie do potrzeb starszych, bo oni przecież
          tęsknią! Ja też tęsknię ale racjonalizuję tę tęsknotę i staram się ją wpisać w
          moje dorosłe życie i pogodzić ją z wszystkimi innymi tęsknotami, np. tęsknotą za
          leniwym poleżeniem na kanapie z książką albo pilotem przed tv, a tylko w weekend
          mam taką szansę. Może to i egoistyczne ale zdrowy egoizm jest w życiu potrzebny,
          to odruch obronny przed nadmiernymi oczekiwaniami innych, nawet bliskich. A ty
          usiłujesz wpędzać w poczucie winy ludzi, którzy tylko próbują wynegocjować sobie
          taki model kontaktów, aby obie strony były zadowolone. Zwróć uwagę, że dyskusja
          toczy wokół tego jak d e l i k a t n i e zasugerować dziadkom rzadsze kontakty a
          ty wytaczasz ciężkie działa o ciężkim losie starych ludzi czekających jak na
          mannę z nieba na wizytę dzieci. Tylko żal bierze na taki model życia, starsi nie
          mają prawa wiecznie wisieć na młodych i usprawiedliwiać to świętymi więzami
          rodzinnymi czy chęcią widywania wnuka. Jak chce się zobaczyć wnuka niekoniecznie
          trzeba żądać przyjazdu do siebie, samemu można go odwiedzić, wziąć do siebie na
          tydzień, wyjechać z nim na ferie - możliwości jest milion, ale najłatwiej
          (najtaniej!) jest ściągać do siebie dzieci, bo mają obowiązek i już! To właśnie
          jest egoizm w czystej postaci i jako taki powinien być nazwany po imieniu i
          ograniczany przez młodych w imię ich dobra.
          • joanna35 Re: heldeman 11.01.10, 13:48
            Zwróć uwagę, że dyskusja
            > toczy wokół tego jak d e l i k a t n i e zasugerować dziadkom
            rzadsze kontakty
            > a
            Naprawdę wokół tego toczy się dyskusja? Bo ja tu nie widzę żadnej
            delikatności, a cała dyskusja przypomina lincz na rodzicach i
            teściach jako takich i sprowadza do jednego - "jak oni śmią
            czegokolwiek oczekiwać, jakim prawem, to przecież ja i tylko ja
            jestem najważniejsza, w głowach im się na starość poprzewracało".
            I...naprawdę uważasz, że delikatna sugestia brzmi "nie, bo nie"?
            • framp Re: heldeman 11.01.10, 14:04
              No, to czytając ten sam tekst mamy kompletnie inne odczucia, bo dla mnie już
              samo zastanawianie się czy i jak odmówić cotygodniowych wyjazdów do teściów jest
              wyrazem delikatności uczuć, ponieważ równie dobrze można nic nie mówić, nie
              tłumaczyć się, bo dorośli ludzie się nie tłumaczą ze swoich postępków i nikt nie
              powinien mieć o to pretensji. Ale ponieważ wszyscy kochamy swoich rodziców, to
              im pozwalamy na takie ingerencje i wyjaśniamy co i jak i dlaczego. I nie ma w
              żadnym tekście ani słowa o tym, że moje jest najważniejsze i tylko ja się liczę,
              raczej że moje t e ż się powinno liczyć, a to zasadnicza różnica, nie sądzisz?
              • joanna35 Re: heldeman 11.01.10, 14:11
                Chyba się nie zrozumiałyśmy - Ty odnosisz się tylko i wyłącznie do
                postów Autorki wątku, ja do reszty z pominięciem Autorki, bo akurat
                do niej nie ma się o co przyczepić, dziewczyna faktycznie próbuje
                wykazać się delikatnością. Tylko ile z tej delikatności w niej
                zostanie po takim "nakręceniu" przez e-matki?
                • framp Re: heldeman 11.01.10, 14:35

                  A dlaczego ona musi koniecznie być delikatna a teściowie nie? czy starsi to
                  święte krowy a młodzi ich niewolnicy, że muszą stosować jakieś specjalne zabiegi
                  aby powiedzieć o tak zwyczajnej rzeczy jak częstotliwość spotkań? Autorka ma
                  właśnie problem z nadmierną delikatnością wobec rodziny partnera i przyda jej
                  się trochę asertywności w kontaktach, bo teraz najwyraźniej daje sobie wchodzić
                  na głowę.
                  • joanna35 Re: heldeman 11.01.10, 14:38
                    framp napisała:

                    >
                    > A dlaczego ona musi koniecznie być delikatna a teściowie nie?
                    Rozumiem, że nie może być dwóch wygranych, zawsze ktoś musi przegrać?
                    • framp Re: heldeman 11.01.10, 15:03

                      bynajmniej, protestuję tylko przeciw tezie, że zawsze mają przegrywać młodzi, bo
                      ... są młodzi i zdanie starszych bardziej liczy, oni mają prawo do delikatnej
                      obsługi, poszanowania ich woli itp, młodzi zaś w imię obowiązków rodzinnych mają
                      zawsze podkulać ogon! Daleko mi do forsowania siłowych rozwiązań, ale już na
                      wielu forumach czytam jaki to problem powiedzieć coś matce czy teściowej i
                      wyraźnie widzę, że chodzi o osoby nawykłe do podporządkowywania sobie innych,
                      przyzwyczajonych do posłuchu dzieci - z takimi dobrocią i wyrozumiałością
                      zazwyczaj dojść do konsensusu się nie da, trzeba się niestety postawić.
            • o-kurde.pl Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 14:07
              A może te teściowie wcale nie chcą, abyście przyjeżdżali do nich w
              każdą niedzielę. Może też chcą spotkać się ze znajomymi, pójść do
              parku i nie stać całego dnia przy garach i wydawać obiadu. Może
              powstał jakiś sztuczny, przymusowy rytuał, który można przerwać i
              wszyscy będą zadowoleni.
          • haldeman79 Re: heldeman 11.01.10, 16:38
            framp napisała:

            > A co mają zrobić np. rodzice których dziecko wyjechało do USA i bywa u nich raz
            > w roku na święta albo rzadziej? Palnąć sobie w łeb z tęsknoty że nie mogą
            > widzieć swego dziecka czy wnuków częściej?
            > Twoje argumenty są skrajnie emocjonalne

            Przytocz ten skrajnie emocjonalny argument.

            i taki właśnie emocjonalny szantaż
            > starsi ludzie stosują wobec młodszych aby im ukraść życie, bo swego własnego ni
            > e
            > mają. Rodzice i teściowie to tylko część życia dorosłych ludzi nawet jeżeli się
            > ich ogromnie kocha, poza tym jest jeszcze praca, partner, własna rodzina, własn
            > e
            > potrzeby, odpoczynek po ciężkiej pracy itp. i starsze pokolenie musi to
            > zrozumieć i zaakceptować tak samo, jak młodzi powinni rozumieć i szanować
            > potrzeby starszych. Ale zrozumienie i szacunek nie mogą oznaczać terroru aby
            > młodzi w pełni dostosowali swe życie do potrzeb starszych, bo oni przecież
            > tęsknią! Ja też tęsknię ale racjonalizuję tę tęsknotę i staram się ją wpisać w
            > moje dorosłe życie i pogodzić ją z wszystkimi innymi tęsknotami, np. tęsknotą z
            > a
            > leniwym poleżeniem na kanapie z książką albo pilotem przed tv, a tylko w weeken
            > d
            > mam taką szansę. Może to i egoistyczne ale zdrowy egoizm jest w życiu potrzebny
            > ,
            > to odruch obronny przed nadmiernymi oczekiwaniami innych, nawet bliskich. A ty
            > usiłujesz wpędzać w poczucie winy ludzi, którzy tylko próbują
            wynegocjować sobi
            > e
            > taki model kontaktów, aby obie strony były zadowolone.

            Przytocz ten skrajnie emocjonalny argument.

            > Zwróć uwagę, że dyskusja
            > toczy wokół tego jak d e l i k a t n i e zasugerować dziadkom rzadsze kontakty
            > a
            > ty wytaczasz ciężkie działa o ciężkim losie starych ludzi czekających jak na
            > mannę z nieba na wizytę dzieci. Tylko żal bierze na taki model życia, starsi ni
            > e
            > mają prawa wiecznie wisieć na młodych i usprawiedliwiać to świętymi więzami
            > rodzinnymi czy chęcią widywania wnuka. Jak chce się zobaczyć wnuka niekonieczni
            > e
            > trzeba żądać przyjazdu do siebie, samemu można go odwiedzić, wziąć do siebie na
            > tydzień, wyjechać z nim na ferie - możliwości jest milion, ale najłatwiej
            > (najtaniej!) jest ściągać do siebie dzieci, bo mają obowiązek i już! To właśnie
            > jest egoizm w czystej postaci i jako taki powinien być nazwany po imieniu i
            > ograniczany przez młodych w imię ich dobra.

            Proponuje zerwać wszelkie kontakty, to na pewno łatwiejsze niż znalezienie
            kompromisu o który co oczywiste w takich sytuacjach nie jest łatwo.
            • uknown Re: heldeman 11.01.10, 16:58
              "Proponuje zerwać wszelkie kontakty, to na pewno łatwiejsze niż znalezienie
              kompromisu o który co oczywiste w takich sytuacjach nie jest łatwo".

              Haldeman, całą dyskusję sprowadzasz na poziom absurdu, bo brak ci rzetelnych
              argumentów? Pomiędzy zerwaniem kontaktów a cotygodniowymi wizytami jest masę
              rozwiązań pośrednich ale ty uważasz że tylko zerojedynkowe rozwiązania są
              możliwe? Dorosłe dzieci nie muszą wcale uporczywie zabiegać o kompromis w
              kwestii ich odwiedzin, po prostu komunikują uprzejmie rodzicom kiedy mogą u nich
              bywać wziąwszy pod uwagę ich obowiązki, pracę, rodzinę, wypoczynek, przyjaciół
              itp. I mają do tego prawo a rodzice muszą to po prostu zaakceptować a nie
              stosować emocjonalny szantaż aby wymóc częstsze wizyty. Podobnie dziadkowie mogą
              ustalić zasady swoich odwiedzin u dzieci i wnuków i też mają prawo np. nie
              zgadzać się pilnować wnuków częściej niż im to odpowiada. Takie są reguły gry
              między dorosłymi i szanującymi się ludźmi i chyba tylko osoby z zaburzoną
              osobowością (np. toksyczni rodzice) usiłują wprowadzić inne oparte na
              odwoływaniu się do uczuć, które w danej chwili nie mają nic do rzeczy.

              • haldeman79 Re: heldeman 11.01.10, 17:08
                uknown napisał:

                > "Proponuje zerwać wszelkie kontakty, to na pewno łatwiejsze niż znalezienie
                > kompromisu o który co oczywiste w takich sytuacjach nie jest łatwo".
                >
                > Haldeman, całą dyskusję sprowadzasz na poziom absurdu, bo brak ci rzetelnych
                > argumentów?

                Dlaczego nie przeczytasz wszystkiego co napisałem tylko cytujesz ostatnie zdanie?
                • uknown Re: heldeman 11.01.10, 17:10
                  owszem, czytałam i obstaję przy swoim zdaniu, a właściwie sądzę że trollujesz.
                  • haldeman79 Re: heldeman 11.01.10, 17:17
                    uknown napisał:

                    > owszem, czytałam i obstaję przy swoim zdaniu, a właściwie sądzę że
                    trollujesz.

                    To takie słowo klucz? Oponent ma inne zdanie to jest trollem?
                    Potrafisz to udowodnić, czy będzie "Bo tak?".
                    • chubbba Re: heldeman 11.01.10, 17:22
                      sądzę, że moi przedmówcy przytoczyli tyle argumentów, których nie potrafisz
                      obalić, że nie chcę się powtarzać a ty tylko podsycasz dyskusję dla czystej
                      radości bycia oponentem. ot tyle. czy 79 to wiek? bo tak właśnie wygląda:
                      złośliwy starszy pan z wieloma pretensjami do młodych, że chcą mieć swoje życie
                      i nie chcą go w nim uwzględniać. wybacz osobistą dygresję ale tak jakoś
                      odczytała twoje wypowiedzi.
                      • haldeman79 Re: heldeman 11.01.10, 17:36
                        chubbba napisała:

                        > sądzę, że moi przedmówcy przytoczyli tyle argumentów, których nie potrafisz
                        > obalić, że nie chcę się powtarzać a ty tylko podsycasz dyskusję dla czystej
                        > radości bycia oponentem. ot tyle. czy 79 to wiek? bo tak właśnie wygląda:
                        > złośliwy starszy pan z wieloma pretensjami do młodych, że chcą mieć swoje życie
                        > i nie chcą go w nim uwzględniać. wybacz osobistą dygresję ale tak jakoś
                        > odczytała twoje wypowiedzi.

                        Skoro tyle ich jest to dlaczego tak trudno zacytować choć jeden , skoro zadałaś
                        sobie już trud odpisania mi?

                        Chyba, że sam fakt, ie uważam, że w takiej sytuacji należy usiąść i się
                        dogadać(znaleźć kompromis) jest według Ciebie tak nierealna, to cóż mogę dodać...
              • haldeman79 Re: heldeman 11.01.10, 17:11
                uknown napisał:

                > "Proponuje zerwać wszelkie kontakty, to na pewno łatwiejsze niż znalezienie
                > kompromisu o który co oczywiste w takich sytuacjach nie jest łatwo".
                >
                > Haldeman, całą dyskusję sprowadzasz na poziom absurdu, bo brak ci rzetelnych
                > argumentów? Pomiędzy zerwaniem kontaktów a cotygodniowymi wizytami jest masę
                > rozwiązań pośrednich ale ty uważasz że tylko zerojedynkowe rozwiązania są
                > możliwe?

                Ale ja się całkowicie zgadzam, że rozwiązania pośrednie są ok, tylko że Ty
                wyciągając z kontekstu jedno moje zdanie, które niejako postawione jest w
                opozycji całkowicie zmieniasz jego sens.
    • bubster Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 14:15
      Skoro racjonalne argumenty nie pomagają, mówisz "nie, bo nie" i
      koniec dyskusji.
      Najwyżej się obrażą - przejdzie im.
    • floress Co znaczy TŻ?? 11.01.10, 14:35
      Co oznacza skrót TŻ?
      • angazetka Re: Co znaczy TŻ?? 11.01.10, 14:37
        Towarzysz życia.
      • andrea4 Re: Co znaczy TŻ?? 11.01.10, 14:41
        pasuje na "towarzysz życia". Grandan pytanie było do ciebie także wybacz
        wtrącenie się
      • senseiek Totalny Żul.. :) 11.01.10, 19:55
        > Co oznacza skrót TŻ?

        Totalny Żul.. smile
      • floress Re: Co znaczy TŻ?? 13.01.10, 08:56
        Dzięki smile Nie wpadłam na to, a głowiłam się długo ;P Ale jakoś dziwnie mi to brzmi.
    • pamana Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 14:44
      Mam podbnie 130 km do rodziców swoich ,tez mamy dziecko i widujemy
      sie na imprezach typu imieniny mamy lub ojca,święta i wakacje ,które
      dziecko spedza u dziadków w domku letniskowym nad jeziorem.

      Wspólne obiady ?moze zdarzy sie 2 razy w roku kiedy przyjada ot tak
      bez powodu.

      A juz co tydzien ?bez jaj ,mamy tez inne życie poza rodzicami,nawet
      jesli jest to weekend spędzony wspólną gra na konsoli big_grin czy jakieś
      sanki,łyżwy,wypady na basen.

      Taki wyjazd rano i powrót wieczorem to 4 godziny stracone w
      aucie ,że o kosztach przejazdu nie wspomnę.

      Mamy z nimi bdb kontakt, telefony 3-4 razy w tygodniu ,smiem
      stwierdzic ,że lepszy niz z mama TŻ która mieszka w tym samym
      mieście.


      Przycisnąc chłopa i niech załatwi sprawę po męsku,jest juz duzym
      chłopcem i ma swoją rodzinę.
      p.
    • tacx Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 15:17
      Na czym to polega? Ano na tym, że
      > rodzice TŻ wymagają, abyśmy stawiali się co niedzielę u nich na
      > obiadach.

      jak tylko przeczytałem tytuł ątku wiedziałem że jakaś dziuńdzia bedzie żalić się
      na teściową. Stawiam dolary przeciw orzechom że będziesz dokładnie taką samą
      teściową dla swoich synowych i zięciów. temat stary jak swiat i wieleokrotnie
      wałkowany. z wiadomym skutkiem. te najbardziej niezależne pomstujące na teściowe
      mamki są późniejszymi modelowymi teściowymi z kawałów o muchomorach dla teściowej.
    • canuck_eh Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 15:29
      Teraz masz dobra wymowke ze drogi zawalone sniegiem.Innym razem wzal ze
      dzieciak ma cos podwyzszona temp, nie chcesz ryzykowac, nie wiesz co
      jest chcesz trzymac oko na dzieciaka i zostac w domu.Innym razem ze
      masz inne umowione spotkanie.Innym razem ze jestes najzwyczajniej
      zmeczona i jechac tyle Ci sie zwyczajnie nie che, ale bardzo sie
      ucieszycie jak oni przyjada do Was.Kilka razy tak zrobisz i moze dotrze
      a jak nie to przestancie odbierac telefony przed weekendem i juz.
    • 4v pośród całej tej dyskusji (może taki mały offtop) 11.01.10, 15:56
      W kwestii meritum niewiele mogę dodać, poza tym, że asertywność byłaby tutaj
      wskazana, a "zmuszanie" małego dziecka do cotygodniowych wizyt, to skrajny
      przejaw wygodnictwa i egoizmu dziadków. Ale to już było, nie chcę się powtarzać.

      Najbardziej mierzi mnie co innego. Mianowicie, jak niektórzy ludzie potrafią
      sobie "wychować" dzieci na uzależnionych od siebie. To jest tak, gdy kobieta
      zachłyśnie się macierzyństwem, gdy dziecko jest malutkie a ona jest panią jego
      życia. Tak do czwartego roku. I to jest takie "piękne" i takie "magiczne" (wcale
      nie dezawuuje, po prostu stwierdzam fakt).

      Ale potem dziecko rośnie. Staje się coraz bardziej samodzielne. Niestety
      niektórzy rodzice nie potrafią tego zrozumieć. Najbardziej buntują się w dwóch
      momentach: gdy dziecko dojrzewa i gdy się w pełni uniezależnia. Rodzice nie chcą
      tego, z różnych różniastych powodów, choć ta chęć posiadania kogoś bywa
      najbardziej dominująca.

      Dzieci... reagują różnie na takich rodziców. Jedni dają się opanować, wciągnąć w
      rodzinną sektę. Inni uciekają, jeszcze w gimnazjum i liceum zaczynają marzyć, że
      na studia wyjadą daleko. Wreszcie odetchną. Będą mieli spokój wreszcie.

      Sam znam takie przypadki. Rodzice toksyczni, traktujący dzieci jak swoją
      własność. Ojciec biznesmen, uzależniony od potrzeby posiadania. Matka obsesyjnie
      chcąca wychować córkę na swoją "służącą na stare lata". Córka? Koniecznie
      chciała wyjechać, uciec, bo miała dość. Pojechała do odległego miasta na
      weterynarię, teraz rodziców widuje raz do roku. A przecież można inaczej. Można
      z dziećmi zbudować partnerskie więzi. Bez obsesji "będziesz moją służącą" i "mam
      ciebie, jesteś moja, córeczko". Tylko niektórzy rodzice tego nie
      rozumieją, bo po prostu tak się nauczyli i nikt im nie powiedział, że tak jest źle.

      Na tym forum zauważyłem kilka osób, których rodzice umieli urobić. Gdzie zaszły
      dwie nakładające się na siebie patologie: toksyczni rodzice + uległe dzieci.
      Bardzo przykra konstrukcja. Aż żal czytać, Wasze posty. Podobnie jak tych od
      "wróbli", którym płytka wyobraźnia najwyraźniej szwankuje, nie potrafią
      zrozumieć, że jak dzieci i rodzice zbudują partnerskie, przyjacielskie stosunki,
      to ich samych do siebie ciągnie, jako do przyjaciół.

      Więzi rodzic-dziecko można budować na zasadzie przemocy symbolicznej, egoizmu,
      potrzeby posiadania, dominowania, instynktów. Można też budować w oparciu o
      partnerstwo, rozmowę, przyjaźń i wzajemny szacunek.

      To głównie od rodziców zależy, jakie będą ich dzieci. Potrzeba własności i
      uzależnienia bywa wielka, ale można ją przemóc. Tylko trzeba chcieć. Sporo
      rodziców nie chce. A wtedy są dwie możliwości: albo wychowają sobie
      bezradnego niewolnika/niewolnicę, albo ich dziecko zerwie z nimi więź. Co
      wolicie, toksyczni rodzice?
      • joanna35 Re: pośród całej tej dyskusji (może taki mały off 11.01.10, 16:11
        Podobnie jak tych od
        > "wróbli", którym płytka wyobraźnia najwyraźniej szwankuje, nie
        potrafią
        > zrozumieć, że jak dzieci i rodzice zbudują partnerskie,
        przyjacielskie stosunki
        > ,
        > to ich samych do siebie ciągnie, jako do przyjaciół.
        Nie wiem, jak inni "od wróbli", ale wiem jedno, ze przy swojej
        płytkiej wyobraźni i najwyraźniej większej empatii niż Twoja jestem
        w stanie sobie wyobrazić życie, jakie w większości wiodą starsi
        ludzie, nawet ci aktywni wczesniej zawodowo, z zainteresowaniami -
        cóż, doprawdy trudno oddawać sie im 18 godzin na dobę. Jestem też w
        stanie wyobrazić sobie, że można mieć z dzieckiem cudowne relacje
        budowane przez całe życie, które szlag trafia kiedy to ożeni się z
        panną zaborczą i w pretensjach, która schizy wyniesione ze swojego
        rodzinnego domu przenosi na teściów(nie "piję" do autorki wątku).
        • uknown Re: pośród całej tej dyskusji (może taki mały off 11.01.10, 16:44
          ale swoje dziecko wychowuje się przede wszystkim dla tej nieznośnej synowej i
          dla ich wspólnych dzieci a nie dla siebie - to tak trudno zrozumieć? chciałabyś
          aby twoje dziecko wybrało twoje towarzystwo, nawet jeżeli jest niezmiernie
          interesujące i trwało przy tobie nie zakładając własnej rodziny, nawet jeżeli
          nie do końca ci ta rodzina odpowiada? raczej nie - wiekszość normalnych rodziców
          chce aby ich dzieci miały swoje dzieci, wiodły swoje życie niezależne od
          rodziców, więc muszą się pogodzić z tym, że i partnerzy ich dzieci będą jacy
          będą, i sposób wychowywania dzieci będzie inny niż ich własny, a także sposób
          spędzania wolnego czasu, model stosunków rodzinnych też może być inny.
          Ostatecznie twoje dziecko tworzy rodzinę właśnie z tą zaborczą panną i z nią
          musi się dogadywać i jej zdanie uwzględniać aby w ogóle im ta rodzina wyszła,
          więc w takiej sytuacji należy się po prostu usunąć i ufać, że są szczęśliwi a
          nie ingerować, narzucać się i usiłować forsować swoje zdanie, bo to niczego
          dobrego nie doprowadzi. Ale niestety wiele mamuś prezentuje taką właśnie postawę
          i nie chce zaakceptować faktu, że muszą odejść na dalszy plan i często ich
          synowie nie potrafią zerwać dawnych układów z matką kosztem swojej rodziny,
          rozpadu małżeństwa. Ale mam to nie zniechęca, bo przecież "całe życie budowały
          cudowne relacje ze swoim dzieckiem" i łatwo go nie odpuszczą.
          • joanna35 Re: pośród całej tej dyskusji (może taki mały off 11.01.10, 16:55
            Ale niestety wiele mamuś prezentuje taką właśnie postaw
            > ę
            > i nie chce zaakceptować faktu, że muszą odejść na dalszy plan i
            często ich
            > synowie nie potrafią zerwać dawnych układów z matką kosztem swojej
            rodziny,
            > rozpadu małżeństwa. Ale mam to nie zniechęca, bo przecież "całe
            życie budowały
            > cudowne relacje ze swoim dzieckiem" i łatwo go nie odpuszczą.

            Rozumiem, że dziecko - nie ma znaczenia - syn czy córka - musi
            powściągnąć swoją własną i nieprzymuszoną chęć do co miesięcznych
            kontaktów z mamusią ku obopólnej - zaznaczam OBOPÓLNEJ - radości,
            bo partner nie jest w stanie wznieść sie ponad własne ograniczenia?
            • uknown Re: pośród całej tej dyskusji (może taki mały off 11.01.10, 17:02
              Tak, jeżeli zdecydował się być z kobietą, która ma takie ograniczenia, spłodził
              z nią dzieci, to tak - dla dobra rodziny i partnera, która jest w tym momencie
              ważniejsza niż matka - taka jest kolej rzeczy na tym świecie. Pytanie, jakie się
              ciśnie na usta - jakie to są ograniczenia, które utrudniają kontakty w rodzinie,
              czy aby nie leżą one po obu stronach, np. matka nie umie zaakceptować wyboru
              syna, jakikolwiek by on nie był?
            • rock73 Re: pośród całej tej dyskusji (może taki mały off 11.01.10, 18:27
              Ale tu nie ma własnej i nieprzymuszonej chęci po stronie dziecka, jest chęć i
              przymus ze strony rodziców/teściów, i nic więcej.
              • zmyslona2 Re: pośród całej tej dyskusji (może taki mały off 14.01.10, 19:35
                rock73 napisał:

                > Ale tu nie ma własnej i nieprzymuszonej chęci po stronie dziecka, jest chęć i
                > przymus ze strony rodziców/teściów, i nic więcej.


                alez kazda zaborcza mamusia jest przekonana,że jej ukochane dziecko(szczególnie
                gdy jest to synuś) pragnie tych czestych spotkan i kontaktu tak samo jak ona,
                tylko ta jędza synowa jest przyczynkiem wszelkiego zła i zabrania mu


    • annajam Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 16:21
      Do naszych rodzicow mamy tez ok. 140 km.Jezdzimy do nich dwa razy w roku ( od 15 lat jestesmy malzenstwem).Rodzice , tesciowie nie mieli wyboru..Musieli uszanowac nasza decyzje.Przez pol miesiaca meza nie ma w Polsce.Dwa weekendy w miesiacu przeznaczamy dla nas i dzieci.Dzwonimy do rodzicow czesto ...jesli maja ochote to czasami nas odwiedzaja.To wszystko...stanowczosci i szczera razmowa -podstawa.
      • haldeman79 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 17:42
        annajam napisała:

        > Do naszych rodzicow mamy tez ok. 140 km.Jezdzimy do nich dwa razy w roku ( od 1
        > 5 lat jestesmy malzenstwem).Rodzice , tesciowie nie mieli wyboru..Musieli uszan
        > owac nasza decyzje.Przez pol miesiaca meza nie ma w Polsce.Dwa weekendy w miesi
        > acu przeznaczamy dla nas i dzieci.Dzwonimy do rodzicow czesto ...jesli maja och
        > ote to czasami nas odwiedzaja.To wszystko...stanowczosci i szczera razmowa -pod
        > stawa.


        No ale takie rozwiązanie nie pozwoliło by się temu wątkowi tak kwieciście rozrosnąć.
    • madzioreck Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 17:01
      grandan napisała:

      > rodzice TŻ wymagają, abyśmy stawiali się co niedzielę u nich na
      > obiadach.

      Wymagają...? Żarty. Mój czas wolny, robię, co chcę. Jeśli przekazanie tego
      teściom grzecznie nie pomaga, trzeba wyrąbać z grubej rury.
    • oldbay Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 17:47
      Ja i tak cię podziwiam, że tak długo wywiązujesz sie z tych
      obiadków. Ja bym wytrzymała góra dwa, trzy razy a potem
      powiedziałabym Basta! Po tygodniu pracy po prostu nie chciałoby mi
      się wsiadać w samochód i zapylać tyle kilometrów zeby zjeść obiad z
      teściami czy nawet własnymi rodzicami. Raz w miesiacu wydaje mi się
      rozsądnym kompromisem, a nawet gdybyś któregoś miesiąca nie mogła
      sie z tego wywiązać to tez nie koniec świata. Wrzuć na luz i powiedz
      tesciom, ze jesteś ZMĘCZONA.
      -
      oldbay
    • gku25 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 18:15
      Moja teściowa mieszka 30 km ode mnie. Nie byłam u niej od 1,5 miesiąca i pewno
      dłuuuuuuuuugo nie pojadę. Jesteś już dorosła a dajesz sobą manipulować.
      • haldeman79 Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 18:30
        gku25 napisała:

        > Moja teściowa mieszka 30 km ode mnie. Nie byłam u niej od 1,5 miesiąca i pewno
        > dłuuuuuuuuugo nie pojadę. Jesteś już dorosła a dajesz sobą manipulować.

        Jeżeli można (bo tu pytania różnie się interpretuje) pozwolisz, że zapytam jak
        często odwiedzasz własnych rodziców?
    • lavinka Re: Terror niedzielnych obiadków 11.01.10, 18:27
      nie bo nie powinien powiedzieć "konkubent". Jego rodzice. Jeśli Ty to
      zrobisz - wyjdziesz na "złą synową". Pewnie i tak Ciebie
      obarczająwiną, za to, że żyjecie bez ślubu.
      Twój partner to "niuniuś z Koziej Wólki",jeśli nie potrafi jak
      mężczyzna dać sobie rady z parą starszych ludzi. Jeśli ktoś tu
      potrzebuje odpępowienia, to on właśnie. Niezależność finansowa i
      miejsce zamieszkania nie ma nic do tego. Można mieszkać z rodzicami i
      decydować samodzielnie o własnym życiu. Wy mieszkacie kilometry od
      rodziców,a oni nadal wpływają na wasze decyzje.

      To chyba niedobrze,prawda? Uważam,że nie jesteście tak samodzielni,
      jak myślicie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka