suffo
01.03.04, 10:55
Zorientowalam sie, ze calkiem spora grupa mam obronila doktorat lub jest w
trakcie jego pisania. Chcialam sie zapytac, czy byl (jest) to dla Was bardzo
stresujacy okres? Czy czulyscie, ze jest to ponad Wasze sily, ze macie dosc
nauki? W jakim stopniu pomagali Wam promotorzy? Ile lat sie "meczylyscie"?
Ja otworzylam przewod w 2000 roku, troche popisalam, urodzilam synka, dwa
miesiace temu oddalam wersje wstepna promotorowi. Przez trzy lata slyszalam
od promotora, ze pisze "wielka prace", ze jest to bardzo dobry material, ze
nie byle jaki doktorat. Po oddaniu calosci, okazalo sie, ze sa niejasnosci,
niedomowienia, trzeba zmienic uklad, a na pytanie czy cos z tego bedzie,
uslyszalam od promotora, ze moze, ze mam nadzieje. Poczulam sie strasznie.
Nie jestem typem naukowca, nie jestem typem nauczyciela, a pracuje na uczelni
(7 lat) i robie ten doktorat glownie dla rodzicow. Mialam nie raz zalamania,
ale wszyscy wmawiali mi, ze jestem madra dziewczynka i ta praca jest dla mnie
szansa zyciowa. Teraz czuje, ze zmarnowalam czas, mam do wszystkich pretensje
(najwieksze do siebie, ze nie mialam odwagi postawic na swoim), wsciekam sie,
krzycze. Zle mi z tym, bo wiem, ze rodzina chciala dla mnie dobrze, ale nie
moge wyzbyc sie uczucia zlosci. Macie sposob na zdystansowanie sie do sprawy,
na przeczekanie w spokoju?
Pozdrawiam, kaska