Dodaj do ulubionych

Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy?

    • w_miare_normalna Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 05.05.11, 21:43
      Ja najbardziej pamiętam zupę mleczną wmuszaną mi przez panie przedszkolanki !! FUCK !
      • pesteczka5 Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 05.05.11, 22:16
        Pokutował zaprzeszły strach przed głodem, obawa, że jak dziecko nie zje, to zachoruje. Do dziś na wsiach dziecko może kaszleć, kichać, nawet gorączkować, ale do lekarza rusza się na sygnale, kiedy "nie ma smaku do jedzenia". Nie chce jeść - łomatko, znaczy niedobrze! Umrze przecież!
        I myślę, że chodziło też o hartowanie życiowe. Człowiek miał sobie poradzić w każdych warunkach, jeść co dają, a nie wybrzydzać jak "francuski piesek". Może trochę o kulturę? Szacunek dla osoby, która gotowała, zasada niemarnowania jedzenia.
        Teraz z kolei w imię szacunku dla dziecka dziecko dostaje naleśniki z nutellą, chociaż rodzina je zupę i mięso z warzywami, a jak nie zje, jest gonione z danonkiem.

        Mnie nikt nie zmuszał, bo jadłam normalnie. Była zasada, że się "wszystko lubi", ale bez przegięcia. Nie lubiłam ogórkowej, to nie prosiłam o dokładkęwink Nie cierpiałam jedynie mleka z masłem, czosnkiem i miodem, które dostawałam, jak byłam chora. No i raz w przedszkolu, kiedy nie chciałam zjeść całej kaszy ze skwarkami, bo była dla mnie za tłusta, dostałam dodatkowy kopiaty talerz i groźbę, że wyjdę dopiero jak zjem. Pamiętam, że siedziałam i łzy mi do tej kaszy kapały z wściekłości. Przyszedł tata, wziął mnie znad talerza za rękę, a ja dumna i blada przemaszerowałam przed panią zostawiając za sobą zwycięstwo.
    • super-mikunia Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 05.05.11, 22:14
      Nie nie mam. Generalnie nie miałam problemu z jedzeniem więc traumy jedzeniowej może dlatego nie mam..

      Na śniadania pijałam z babcią kawę tzn. jak się po latach okazało najzwyklejsze kakao, zajadałam je kanapkami z grubą warstwą masła i serka topionego. Na obiad wyjadałam same ziemniaki z sosem, mięso oddawałam bratu, a surówki zakopywaliśmy pod ziemniakami big_grin Niedziela bez rosołu to nie była niedziela... A na kolacje rządziły parówki, naleśniki z dżemem, które z bratem kroiliśmy jak pizzę i udawaliśmy, że jemy pizze big_grin A jak kanapki to z o 5 lat starszym bratem ścigaliśmy się kto zje i więcej zje big_grin

      Ach te smaki dzieciństwa..
    • pruszynkaaa Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 05.05.11, 22:48
      Żeberka.... nie rozumiem jak to można jeść i jeszcze sie tym zachwycać uncertain
      Galareta z kuraka - przestali mnie do niej namawiać, jak sie skusiłam (dałam się złapać, że jak zjem to dostane coś tam, już nie pamiętam) i malowniczo się porzygałam na stół (to było jakieś przyjęcie rodzinne)
      Wszelkie tłuszcze w wędlinie, żyłki to już w ogóleuncertain Teraz nie jem mięsa smile
      • duch_mariana Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 05.05.11, 23:20
        > jak sie skusiłam (dałam się złapać, że jak zjem to dostane coś tam, już nie pamiętam)
        > i malowniczo się porzygałam na stół (to było jakieś przyjęcie rodzinne)

        Gdybym był na tym przyjęciu, zabrałbym Cię na duże lody w nagrodę. Tak trzymać smile Mam nadzieję że osoba namawiająca dostała hafta na bluzkę smile
    • duch_mariana Demony przesżłości straszą i dziś 05.05.11, 23:18
      Ostatnio podczas majówki miała miejsce próba nakarmienia mojej księżniczki czerstwą bułką pokruszoną i rozmoczoną w talerzu przegotowanego mleka (z kożuchem). Babcia postanowiła ją zabrać do swojej koleżanki, a u tej koleżanki jest zasada, że się wszystko je. Po dzieciaka musiałem jechać aż pod Pułtusk, bo bez awantury i ucieczki prosto przed siebie się nie obeszło. Sadzone jajko przypalone od spodu na czarno podane z odsmażanymi i oczywiście przypalonymi ziemniakami i zimnym zsiadłym mlekiem, salceson ze świńskim zębem, chleb ze smalcem posypany skwarkami i cebulą, zupa na kościach, lane kluski na mleku, gotowane nerki i smród nie tylko w mieszkaniu, ale też na klatce i na podwórku to upodobania kulinarne starszego pokolenia. Ja bym się prędzej shaftował niż to zjadł i córka tak samo ma i również próbowali ją na siłę tym karmić. Ja tego nie rozumiem. Dla mnie to zupełne nie liczenie się z dzieckiem. To normalnie jak tuczenie gęsi na siłę, tylko rurki w gardło brakuje. Gdyby to było możliwe, to kochane babcie by się pewnie nie zawahały tego użyć na dziecku. Chciałem ja dać babci jeszcze jedną szansę. Niestety spieprzyła sprawę po raz kolejny. Młoda zapowiedziała że już nigdy, ale to nigdy do babci beze mnie nie pojedzie. Ja mam jechać jako obstawa, bo biedne dziecko nie wie co ją tam może spotkać. Moja mama ma pomysły typu wytapianie smalcu w mieszkaniu albo gotowanie nerek. Bywało że się obrażała na dłuższy czas, bo pojechałem, wszedłem, poczułem co poczułem, zobaczyłem co zobaczyłem i natychmiast spieprzałem stamtąd, żeby pawia nie puścić. Ogólnie gotuje bardzo smacznie, ale nie wszystko z jej menu jest dla nas jadalne. Niestety nie trybi prostej zależności, czyli na blat wjeżdżają naleśniki z zerem, śmietaną i cukrem - młoda zjadłaby razem z talerzem. Na blat wjeżdża sadzone jajko - młoda przygotowuje się do opróżnienia żołądka przez otwór gębowy. Te żywieniowe traumy biorą się z braku wiedzy. W tamtych czasach dziecko było jak rzecz, dziecko nie miało upodobań, dziecko nie miało smaku, gustu, dziecko musiało lubić to, co mu podali. A że trwa to do dziś to już wina skostniałych umysłów starszego pokolenia, bo nie da im się wytłumaczyć. Łatwiej mi dogadać się z dwulatkiem, niż z emerytem. Dwulatek przynajmniej da się przekonać, a starsi ludzie "swoje wiedzą i już" i nikt ich nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne.
      • broceliande Cynaderki 06.05.11, 08:26
        Kiedyś jadłam te nerki, strasznie śmierdzi podczas gotowania, moczem, błeee.
        Mama mnie do tego zmuszała, ale ona chyba faktycznie to lubiła.
        Widuję to w mięsnym i zawsze się zastanawiałam, kto to kupuje.
        • katia.seitz Re: Cynaderki 06.05.11, 12:34
          O Jezu, tak...
          Dla mnie gotowanie podrobów - co uskuteczniała głównie moja ciocia, rocznik 1927 - to jedno z najgorszych wspomnień. Barszczyk na "dudkach" i cynaderki, brr.
          Ale najgorsze było, jak ciocia dla swojego psa ugotowała kiedyś... krowie wymiona. Nie wiem, skąd te wymiona dostała. Smród był nieprzeciętny - na całą klatkę schodową. A garnek po tym syfie trzeba było wyrzucić. W tych wymionach było skisłe krowie mleko... O fuj, fuj, fuj. sad
          • broceliande Re: Cynaderki 06.05.11, 12:42
            W którejś Chmielewskiej jest akcja z gotowaniem krowiego wymienia, oczywiście niejadalne się okazało.
            Z podrobów jem tylko kurzą wątróbkę, często też robię pasztet z udziałem wątróbek.
            Wątróbka ma dużo żelaza, a młody ma niedobór.
    • fajka7 Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 00:16
      Nieliczenie się z dziećmi na pewno. Jednak w tamtych czasach pokutowało podejście takie, że dziecko to taki dorosły tylko mały, więc ma się kierować realiami i zdrowym rozsądkiem - w tych sprawach przynajmniej.
      A jeśli chodzi o jedzenie nie było wielkiego wyboru, trzeba było jeść co jest pamiętając przy tym o głodujących w Afryce ewentualnie o wojnie światowej.
      Nie zaznałam jakiegoś wielkiego terroru w tych kwestiach, ale te kożuchy jakieś gdzieś tam bywały. Natomiast sporo tych obrzydliwości z dzieciństwa jest jednak dyskusyjna obiektywnie np. żyłka tłuszczu w szynce czy ten por w zupie- o co kaman? smile
      • madzioreck Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 00:38
        Natomiast sporo tych obrzydliwości z dzieciństwa jest jedna
        > k dyskusyjna obiektywnie np. żyłka tłuszczu w szynce czy ten por w zupie- o co
        > kaman? smile

        No bo tu nie chodzi o ocenę obiektywną, tylko o subiektywne odczucie, kto czego nie lubi. I jeśli Ci to wmuszają, to zaczynasz to odbierać jako obrzydliwe. Dla mnie kożuch z mleka jest pyszny i lubię do tej pory, co tam jest obrzydliwego... a zup mlecznych dotąd nie tknę, chociaż obiektywnie w ryżu czy makaronie tudzież mannie na mleku nie ma nic obrzydliwego.
        A żyłki i tłuszcze z wędlin wycinam do tej pory, myślałam, że z tego wyrosnę, ale nie smile
        • fajka7 Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 01:50
          Muszę przyznać Ci rację. Szczególnie na myśl o kożuchu.
          smile
      • czarnaalineczka Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 08:00
        o co
        > kaman? smile

        o to ze to obrzydliwe i niejadlanetongue_out:
    • jul-kaa Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 00:26
      Moi rodzice z tych szanujących dziecko, więc szczególnych traum nie mam. Gorzej z rodzicami męża, bo u nich panowała zasada "nie ma, że nie lubisz!" i jak się nie zjadło na śniadanie, dostawało się na obiad. Jak nie zjadło na obiad, to na kolację. Skutek jest taki, że mąż może przez dobę nic nie jeść oraz że jest w stanie zjeść praktycznie wszystko, jak obrzydliwe by mu się to nie wydawało.
    • landora Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 00:41
      Mnie rodzice nie zmuszali do jedzenia, traumę jedzeniową mam z przedszkola. Przestali zmuszać również w przedszkolu, kiedy zwymiotowałam w talerz szpinaku tongue_out
    • atowlasnieja Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 02:23
      Znam obecnie parę z dwójką dzieci.

      Rodzice mają paskudny zwyczaj ładowania sobie w gościach całe hałdy jedzenia poczym zjadają z tego 3/4 i są bardzo z siebie zadowoleni. Dzieci (przedszkolaki) próbują brać z nich przykład i nie dojadają swoich porcji - więc jest wojna bo "co wolno wojewodzie..."

      Najmniej zabawne jest to, że ich córka zachowuje się już jak mała anorektyczka. Jedzenie jest dla nie zwykłą karą.
      • mijaczek Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 02:49
        a ja bylam wymarzonym dzieckiem kazdego rodzica jesli chodzi o jedzenie...
        jadlam praktycznie wszystko i jak teraz sobie to przypomnie to mi sie niedobrze robi...
        doskonale pamietam jak uwielbialam smak kanapek z salcesonem popijanych kawa zbozowa...
        kawe zbozowa nadal lubie ale ten salceson....matkoboskoczestochowsko.... <paw>

        jedyna traume jedzeniowa jaka przezylam to zmuszenie mnie do zjedzenia jakiejs okropnej pieczonej gruszki w jakims bialym sosie... przesiedzialam na tym cale lezakowanie az mnie mama odebrala popoludniu...

        idealny sposob do torturowania dzieci przez gestapo przedszkolne... nie do udowodnienia...

        ps. kozuch od zawsze lubilam... o co chodzi z tym nielubieniem????
        • izak31 Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 03:49
          Mam pytanie do mam, które mają problemowe w jedzeniu dzieci i muszą gotować kilka dań na jeden obiad. Czy metoda przegłodzenia nie działa?
          • truscaveczka Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 17:12
            Metoda na przegłodzenie dotyczy fochów przy czymś, co się zwykle jada, lubi i na co się ma focha mimo wcześniejszych ustaleń.
            Nie wyobrażam sobie brać na przegłodzenie córki, bo jej nie smakuje kaszanka jedzona przez ojca czy soczewica, którą je matka. Męża też nie będę brała na przegłodzenie, potrafi kilka dni nie jeść.
            Ja bym też pomidorowej czy schabowego nie zjadła.
    • baltycki macie traumy? Sledz w smietanie :( 06.05.11, 07:57
      Dobrze, ze moglem wychodzic z talerzem z kuchni do pokoju.. wracalem z pustym talerzem, sledz zostawal w piorniku. Do dzis zbiera mnie na wymioty gdy widze smietane na talerzu z drugim daniem, gdy ktos nie poda mi na oddzielnym talerzyku mizerii ze smietana.

      U corek tolerowalem nielubienie, choc staralem sie aby polubily.
      Kiedys w gosciach nie chcialy jesc schabowych bo.. gorzkiesmile (kuzynka moze posypala obficiej pieprzem) Zapytalem:"Poslodzic?" "Tak" Posypalem schabowe cukrem i.. juz nie byly gorzkie, zjadlysmile
      Innym razem bylem sam z nimi, matka w sanatorium, i okazalo sie, ze moj obiad- wszystko "za twarde".. Wiele sie nie zastanawialem, wszystko z talerzy (ziemniaki, mieso, surowka) do miksera, zmiksowalem i chlapnalem im na talerze takiej breji.. Teraz miekkie? Miekkie. Zjadlysmile
      • baltycki Re: macie traumy? Sledz w smietanie :( 06.05.11, 08:04
        I jeszcze..
        Przestaly jesc szynke gdy dowiedzialy sie, ze to... dupa swinismile
        Przemycalem zmielona z jajkiem w pastach do smarowania.smile
    • sanciasancia Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 08:12
      Kasza manna z grudami. Nie wiem, jak oni to robili, bo przecież to nie problem ugtotwać bez.
      Zawsze byłam przekonana, że moi rodzice z gatunku "swoje dziecko szanują", a jak dobrze policzę, ostatnia próba przemycenia brukselki (która budzi we mnie odruch wymiotny) w potrawce na proszonym obiedzie odbyła się jakieś 3 lata temu, czyli jak byłam dobrze po dwudziestce. I jako, że potrawka była nieźle wymieszana, siedziałam sobie i te pojedyncze listki wybierałam.
      • aqua48 Mam traumę, jeszcze jaką 06.05.11, 09:16
        Byłam tzw. niejadkiem i do dzisiaj pamiętam to siedzenie nad obiadkami po dwie-trzy godziny i odruch wymiotny na widok tej zimnej masy. Poza tym lali we mnie "zdrowe" mleko na wakacjach, choć byłam na nie uczulona i dostawałam natychmiast koszmarnej wysypki na całym ciele, smarowanej potem specjalnym kremem robionym na zamówienie w aptece. Dzięki tym działaniom alergikiem jestem do dziś. Już jako osoba dorosła zapytałam kiedyś Mamę dlaczego mimo, że ewidentnie to mleko mi szkodziło tak mi je wciskali. Była w sumie dość zażenowana, ale powiedziała, że uważali, że działania dobroczynne będą większe niż moja alergia. Niestety było odwrotnie.
      • kanga_roo Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 09:17
        traumy przedszkolne i szkolne:
        - mięso w zupie (do tej pory zjem wyłącznie, kiedy sama przygotowuję potrawę)
        - grochówka (brr, od samego zapachu mnie odrzuca)
        - nie obrane jabłka - wiem, skórka to samo zdrowie, ale nie lubię i już, cała rodzina zjada wyłącznie obrane. ostatnio mocno zdumiałam pania w przedszkolu starszaka, ona mi mówi o tym jabłku, że starszak nie lubi ze skórką, a ja "rozumiem, ja też nie lubię" smile

        traumy domowe:
        - śniadanie przed wyjściem do szkoły (nigdy nie jem rano, nie jestem w stanie)
        - chleb z masłem i powidłami (wtedy zgaga na cały dzień, teraz o dziwo nawet mi smakuje - może dlatego, że nie używam masła - nie lubię)
        - kanapki. nienawidzę do tej pory, wolę w pracy suchy chleb dżemem czy serkiem posmarować, niż zjeść takie złożone, wieloskładnikowe coś - aż mnie wstrząsa, brr. generalnie zawsze po kanapkach jestem zapchana i mam zgagę.
    • lenka30a Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 10:20
      tak, mam traumę - ziemniaki z gorącym mlekiem na obiad, bleeeee;/
    • mondovi Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 10:37
      W domu nie musiałam jeść tego, czego nie lubię, w przedszkolu owszem. Ryż z sosem jagodowym, mleko z kożuchem, kawa inka, kasza manna z syropem - pamietam do dzisiaj... Moja bratowa przyniosła w policzku do domu kotleta mielonego, którego trzymała od obiadu, żeby móc odejść od stolika. Trochę dziwne, że pani nie zdziwił "chomik". wink
      W przedszkolu syna nie muszą jeść tego, czego nie lubią, muszą za to "spróbować" nowej potrawy, bo okazuje się, ze części potem smakuje.
      Teraz w przedszkolach nie wmusza się - dlaczego? Zmiana podejścia do dzieci i rodziców, którzy mogą poszukać lepszego przedszkola, bardziej "awanturni" są, więcej wymagają, inne trendy w wychowaniu?
    • mdro Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 10:43
      Ja akurat żarta byłam, nawet jak coś mi niespecjalnie smakowało, to zjeść potrafiłam, kilka fobii mi w domu wybaczano wink. Nigdy w życiu nie tknęłam salcesonu, golonki ani ćwikły, flaki polubiłam w wieku późnonastolatkowym (poczęstowana "w gościach", gdy byłam po podróży głodna i zmarznięta). Zupy mleczne lubiłam (poza makaronem z mlekiem), ale z ich powodu traumę miała moja mama i w domu ich nie dostawałam wink. Taki paskudny, pienisty kożuch który się robił na sklepowym mleku (taa, tym wspaniałym wink PRL-owskim mleku) mama tudzież starsze pokolenie sami starannie usuwali, w słusznym zapewne założeniu, że to nic dobrego, ten cienki i twardy nawet lubiłam. Koszmarem przedszkolno-stołówkowym była zielonobura, obrzydliwa masa, czyli szpinak, ale z racji bycia dziecięciem nad wyraz grzecznym sama zmuszałam się do zjedzenia "trochę", resztę mi jakoś darowywano. Za szpinakiem jako takim nadal nie przepadam, choć jako dodatek w czymś z serem zjem chętnie.

      Może zresztą to, że w przedszkolu starałam się zmiatać wszystko z talerza, było efektem tego, że koledze marudzącemu nad zupą pomidorową wrzucono w tę zupę drugie danie, akurat naleśniki z serem. Ten obraz stoi mi w oczach do dziś dzień. Z dzieciństwa (miałam z 11 lat) pamiętam też inną koszmarną rzecz - byłam świadkiem, jak 7-letniemiu znajomemu chłopcu jego babcia przygotowała kakao oraz apetyczną kanapkę z masłem i szynką, po czym pokroiła tę kanapkę na drobne kawałki, wrzuciła do kakao i zmiksowała, a potem wmuszała w niego tę breję...

      A zmuszano zapewne głównie w dobrej wierze (dziecko musi jeść to i tamto, żeby było zdrowe i dobrze rosło), poza tym niezjedzenie czegoś jest niegrzeczne, świadczy o braku szacunku dla osoby przygotowującej danie, no i dochodziła niekiedy argumentacja "jedzenie nie może się marnować". Ale nie przejmujcie się, poczytajcie o żywieniu dzieci w wiekach wcześniejszych, to dopiero był dietetyczny koszmar (np. owoce to łakocie, a tych dzieciom dawać nie należy, żeby się nie rozpuściły).
      • czarnaalineczka Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 11:11
        w dobre intencje w przypadku zmuszania do jedzenia nie wierze
        > poza tym niezjedzenie czegoś jest niegrzeczne, świ
        > adczy o braku szacunku dla osoby przygotowującej danie

        ale to piszesz jako jeden z argumentow ktorzy mieli rodzice , czy sama w to wierzysz?
        • mdro Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 12:28
          Hmm, do dzieci nie stosowałam i stosowałabym, jeśli o to Ci chodzi wink. Niemniej w przypadku osób dorosłych bardzo IMO wybrzydzać w gościach nie należy i jeśli nie jest to rzecz wybitnie dla kogoś niejadalna, to przynajmniej spróbować wypadałoby - w końcu nie każdy musi znać nasze upodobania kulinarne. Zdarzało mi się coś zjeść czy czegoś spróbować z grzeczności (pamiętam np. obrzydliwie tłusty rosół u wujostwa mojego jeszcze wówczas narzeczonego). Czasem też niespodziewanie coś może okazać całkiem smaczne wink.

          Na moją kuchnię goście raczej nie narzekają wink, ale trochę głupio mi było, gdy osoby, które do nas przyjechały, z wyraźnym niesmakiem odmówiły zjedzenia częsci obiadu (nic specjalnie wyrafinowanego, polędwiczki wieprzowe w ziołach duszone z cebulą i sałatka grecka), bo "oni takich rzeczy nie jadają". Trudno, następnego dnia dostali schabowego z kapustą wink.
          • mdro Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 12:31
            "do dzieci nie stosowałam i nie stosowałabym" miało być oczywiście wink.
          • czarnaalineczka Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 12:34
            po co probowac cos co jest niejadlane ?
            zeby gosc na stol zwymiotowal ?wink
            od muzulmanina wymagalabyc sprobowania wieprzowiny a od uczulonego na orzechy totru orzechowego nawet jakby to sie mialo skonczyc na pogotowiu?
            • mdro Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 13:33
              Chyba nie rozumiesz - nie mówię o rzeczach, których dana osoba nie zje ze względów zdrowotnych, przekonań religijnych czy innych (np. wegetarianizm) albo też z powodu silnej fobii. Mówię o potrawach czy ich składnikach, za którymi się nie przepada, których się nie lubi "bo nie" bądź których się nigdy nie próbowało. I ja od nikogo niczego nie wymagam (a zmuszania do jedzenia nie cierpię), piszę tylko, że moim zdaniem grzeczność wymaga, by w gościach specjalnie nie wybrzydzać. A w dodatku z doświaczenia (nie tylko mojego) wiem, że może się okazać, że nielubiana potrawa (albo akurat w dany sposób przyrządzona) może się okazać całkiem dobra. O flakach już wcześniej pisałam - gdybym ich kiedyś nie spróbowała po części z grzeczności, a po częsci z głodu, pewnie do tej pory bym ich do ust nie wzięła, a tak są dla mnie co najmniej zjadliwe (a odpowiednio przyrządzone bardzo lubię). Mój mąż nie cierpi śledzi, a w pewnej restauracji się nimi zajadał. Kaszę gryczaną uwielbia dopiero od czasu, gdy jej spróbował (wyłącznie z grzeczności) u swojej przyszłej teściowej. Postawa "nie zjem, bo nie" nieraz zamyka na nowe smaki.
              • czarnaalineczka Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 13:42
                ogolnie sie zgadzam szczegolnie z tym otwieraniem sie na nowe smaki

                tyle ze mniedzy nielubieniem a fobia czesto jest cienka granica
                i gospodarz nie wie czy to "wybrzydzanie " czy fobia
                ja tam niczego na co nie mam ochoty nie sporobuje tongue_out
                w dziecinstwie pamietam "to tylko sproboj" po czym nastepowal bełttongue_out
      • jul-kaa Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 12:47
        Pamiętam nakładanie drugiego dania do talerza z niedojedzoną zupą, u nas w przedszkolu też tak czasem bywało. I pytanie, co gorsze: mielony w resztkach zupy owocowej czy makaron z serem i cukrem w resztkach jarzynowej...
        • ciociacesia u nas byla tylko lyzka po zupie 20.07.11, 04:25
          do ryzu na slodko - bo wystarczy oblizac. raz udalo mi sie przekonac pomoc kuchenna ze mama mi w domu daje do ryzu widelec, 2 razy nie tknelam
    • lelija05 no mam 06.05.11, 11:18
      O rany, ale temat, traumy z dzieciństwa wróciły smile
      Czytając wasze wypowiedzi wiele mi się przypomniało smile

      W przedszkolu najgorsze były dla mnie nawet nie zupy mleczne, bo sumie ich nie pamiętam, ale zupy owocowe! Koszmar. Na ciepło z makaronem, nie wiem kto na to wpadł, by z kompotu zrobić zupę, no masakra.
      A kolejną paskudną zupą, była popularna w tamtych czasach, to zupa z horteksowej mrożonki, obowiązkowo z niejadalną w tej postaci brukselką.
      Zupa była szarą, mdłą breją, do tej pory brukselki nie tknę.
      Jakiekolwiek mięso (kurczaka nie dawali) - zawsze było tłuste, z chrząstkami, przedszkola chyba dostawały najgorsze odpady z rzeźni, pamiętam jak siedziałam z koleżanką godzinę przy stole, bo nie dałyśmy rady zjeść tego g****na, a kat stał nad nami z ryjem, że będziemy siedzieć tak długo aż nie zjemy! Nie zjadłyśmy smile
      A poza tym, wszyscy byli przeszczęśliwi jak były pierogi, kluski na parze, czy naleśniki, nawet grysik z sokiem był super smile
      A w domu, do tej pory nie potrafię zrozumieć i rodzina również nie potrafi wyjaśnić, dlaczego nie gotowali mi tego co lubiłam. Wiadomo, że w tamtych czasach było ciężko z mięsem, ale ja mięsa nie lubiłam! Mogłam się dać pokroić za wszelakie mączne potrawy, niestety mogłam liczyć tylko na naleśniki i makaron z serem od święta.
      No i do tej pory mam opinię niejadka, mimo, że jem więcej niż górnik przodowy smile
      Najgorsze ze wszystkiego były bitki wołowe, których konsystencji nie powstydziła by się podeszwa ruskiego gumofilca, mięso wołowe zaczęłam jeść dopiero jak zaczęłam sama gotować...
      To samo się tyczy szpinaku, okazało się że przyprawiony z czosnkiem jest fantastyczny.

      Ale najgorszą rzecz jaką pamiętam, był widok mojej kuzynki zmuszanej przez jej babcię do zjedzenia makaronu z serem, do którego wbiła surowe jajko! Mnie ta masakra na szczęście ominęła, owa pani miała mnie w nosie,ale kuzynce nie odpuściła.
      A kuzynka miała w tym czasie przeokrutną skazę białkową, o której wszyscy wiedzieli, ale nie nie przeszkadzało to im, by faszerować ją jajkami i mlekiem w każdej postaci.

      I ciekawe jest to i w waszych wypowiedziach również to zauważyłam, że często jedzenie, które nie smakowało, powodowało odruch wymiotny, w przyszłości okazywał się silnym alergenem...
      I to jest wskazówka dla nas rodziców, by dziecku nie wmuszać, gdy czegoś nie lubi, bo może po prostu jest na to uczulone i mu to szkodzi, a reaguje instynktownie.
      • broceliande Re: no mam 06.05.11, 11:39
        No, dokładnie. Te bitki.
        I ten szpinak z jajkiem, ohyda.
        Teraz przepadam, właśnie z czosnkiembig_grin
        • lelija05 Re: no mam 06.05.11, 11:46
          Bitki wypominam mamie do tej pory smile
          Tłumaczy się tym, zresztą logicznie i ja to rozumiem, że wtedy nie było innego mięsa i brało się to co było. No ok, ale ja mogłam zjeść naleśniki przecież smile
          Jak to pisała Chmielewska, mięso najpierw należało dać do pogryzienia psu, a dopiero później jeść smile
          • broceliande Re: no mam 06.05.11, 12:00
            Tego nie mogę pojąć, dlaczego nie gotowała mi tego, co lubię i zjem na 100 %.
            A nie dało się tego zemleć i jakieś krokiety zrobić albo pierogi?
            Fakt, że roboty więcej.
      • pomarola Re: no mam 06.05.11, 12:22
        lelija05 napisała:

        >> Jakiekolwiek mięso (kurczaka nie dawali) - zawsze było tłuste, z chrząstkami, p
        > rzedszkola chyba dostawały najgorsze odpady z rzeźni,

        O tak, mięso w przedszkolu to była ogromna trauma - NIGDY nie było chude, bez farfocli i chrząstek ! Czasem chowałam je ukradkiem do kieszeni fartuszka, a czasem przebiegle ukrywałam pod ziemniakami - bo ziemniaków pozwalano nie dojeść do końca, mięso musiało bezwzględnie zniknąć !
        Natomiast nie przypominam sobie żeby do czegoś przymuszano mnie w domu - no może poza mlekiem, ale też jakoś bez przesady.
    • marianna1970 Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 11:55
      Kożuch na mleku był i jest moim przysmakiem
    • martusiatu Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 12:12
      Od wieku niemowlecego mialam skaze bialkowa. Pani pediatra powiedziala mamie zeby mnie mimo to karmic mlekiem, bo mimo ze zwymiotuje to i tak troche tego mleka zostanie w zoladku..... do tej pory mama mi to opowiada podkreslajac jak sluszne bylo to rozwiazanie uncertain

      Ale nic innego jakos specjalnie mnie nie straumatyzowalo. Baaardzo lubilam jesc i zamiast siedziec i plakac nad talerzem, raczej stralam sie odwrocic uwage brata zeby podebrac mu kawalek kotleta smile
      • volta2 Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 16:59
        ja byłam hardkorem dla swojej mamy bo nie lubiłam nic, właściwie nic. ani mięsnie, ani mącznie ani mlecznie.

        jednynie lubiłam baleron - a ten był prawie niedostępny, a na dodatek lubiłam ze sklepu a nie domowy, wędzony(bo do takiej jeszcze dostęp w latach kartkowych mieliśmy)

        w przedszkolu mnie do niczego nie zmuszano siłą, ale nie raz i nie dwa siedziałyśmy z koleżanką nad zimnymi talerzami zostawione obojętnie przez kolegów i panie.

        nie mam ani jednego pozytywnego wspomnienia kulinarnego z przedszkola, choć i negatywnego też, dzięki bogu.

        natomiast zupę owocową(kompot) z makaronem bardzo lubiłam i u nas to podawało się na wigilię, zamiast tego z suszonych owoców.

        lubiłam też bardzo i do dziś zresztą świeże mleko prosto od krowy. moim dzieciom smak pasuje ale zapach blokuje, mnie nie.

        jednyna rzecz, której nie ruszę, to kasza manna - i własnym dzieciom też nie podaję.
        jadłam, a w zasadzie byłam nią karmiona do 10 rż. na milion sposobów, i żaden smaczny nie był - z żółtkiem, z kakao, z sokiem, z owocami sezonowymi, z miodem, z cytryną, nic, nic mi nie wchodziło i na jej widok dostawałam bólu brzucha/wymiotów.

    • marghe_72 Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 06.05.11, 17:17
      Traum żadnych nie posiadam smile
    • florentyna33 niestety, owszem mam... 16.07.11, 19:13
      - miejsce pierwsze to zupa warzywna z kalafiorem, po którym bolała mnie głowa, hasło "nie wstaniesz od stołu dopóki nie zjesz", czasami zupa była już lodowata a ja siedziałam nadal
      - miejsce drugie kasza manna na śniadanie z kakao lub surowym żółtkiem (brrrr) po tym mnie mdliło pół dnia, nie funkcjonowałam normalnie w szkole, dłuuuugo mnie zmuszała do 11 roku życia, potem nastąpił mega bunt
      - miejsce trzecie : czernina, to już trauma jak się patrzy z czego to powstaje
      - rosół, ale teraz o dziwo jem czasami i lubię
      - knedle z owocami i słodką kapustą, zestaw nie do strawienia dla mnie

      u mamy nie smakuje mi większośc rzeczy, jak pojawiła się na świecie córka to najpier przez pierwszy rok słuchałam o zbawiennym działaniu rumianku, potem o mleku i białym serku jakie zdrowe (mała ma uczulenie na mleko), potem było wciskanie jej wszelkimi sposobami obiadu bo dziecko musi jeść, więc mogłaby siedzieć na lampie byleby zjadła, sprawę załatwiłam dosyć ostro, chociaż babcia jak mnie nie było dłużej próbowała stosować swoje metody, bardzo długo przemycała jakieś twarożki, bo przecież odrobina, więc jak bolał córkę brzuch i dostawała strupów na głowie to dzwoniłam i mówiłam przyjedź i siedź z dzieckiem bo płacze z bólu brzucha po serku i moja mama przestała psocić...
      ale oburzenie jest kiedy córka nie chce czegoś bo nie lubi a ja mówię to nie jedz, mama uważa że jest rozpuszczona smile))
    • mynia_pynia Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 16.07.11, 19:33
      U mnie w domu nie było nacisku na jedzenie warzyw, a z zupy to się wyjmowało 'ścierwa' wink.
      W zupie podawanej na stół pływają tylko warzywa szlachetne, ziemniak, groszek, kalarepka, marchewka, fasolka - wszelkie cebule, czosnki, pietruszki to są dodatki smakowe które po ugotowaniu były i są u mnie wywalane.
      Nie mam traumy z dziecinstwa, nie robiło się u mnie afery z niejedzenia czegoś, a jestem dzieckiem wsi.
    • 3-mamuska Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 16.07.11, 20:04
      tak,mam traume z powodu kaszanki ,ktora pani z ambicjami chcaila mi wcisnac w przedszkolu,caly dzien przy niej spedzilam ,ale nie zjadlam.
      Z kasza mame z grudami,wszelkie podroby.
      Chodz ja pamietam tylko ta nieszczesna kaszanke, wiec chyba nikt za bardzo na sile mnie nie zmuszali.|Ale o kasze to moj tato z ciotka sie poklocil,a podrobow odkad pamietam nie jadlam,ani krollikow ,kaczek.

      Wydaje mi sie po czesci dlatego ze ludzie pamietali ze w sklepach jeszcze do niedawna sie trzeba bylo nastac zeby cos dosta,a po czesci dlatego ze oni to jedli ,i moja mama twierdzi ze jak jej smakuje to wszystkim.
      A po czesci z nieliczeniem sie z dziecmi.Doskonaly przyklad pani przedszkolanki.
    • woman_in_love spokojnie... 16.07.11, 20:06
      Cynaderki, krowie wymiona, owlosione racice itp. wynalazki, ktore kiedys jadano w domach jako salcesony czy inne podroby, wystepuja teraz jako super zdrowe parowki czy inne kielbaski, ktore podajecie swoim dzieciom na codzien. Zjadacie je tez w fastfodach, do ktorych wasze dzieci ta chetnie chodza - w tym smacznych hamburgerach, cheesburgerach itp..

      Kozucha w mleku sie juz nie uswiadczy, bo to nie jest to samo mleko co kiedys. Teraz to produkt wysoko przetworzony. Rozkladany na czynniki pierwsze, a potem mieszany w odpowiednich proporcjach i znow "skladany" do postaci mleka.
      • czarnaalineczka Re: spokojnie... 16.07.11, 20:11
        ze tak filozoficznie zpytam
        i co kuzwa z tego ?
        • mama_kotula Re: spokojnie... 16.07.11, 21:06
          czarnaalineczka napisała:

          > ze tak filozoficznie zpytam
          > i co kuzwa z tego ?

          W sumie to nic. Ale przypomniało mi się: jest w necie gdzieś taki film, w którym facet eksperymentuje na dzieciach, pokazując im proces powstawania nuggetów z kurczaka. Dzieci mają odruchy wymiotne, mówią, że to ohydne, a na końcu pan proponuje im taki pachnący nuggecik w złotej panierce i pyta: no, to kto zje? i wszystkie dzieci podnoszą ręce, jakby nagle cudownie zapomniały, że przed chwilą prawie haftnęły na podłogę wink

          Odnoszę wrażenie, że większość traum wywołuje forma, w jakiej jest podane jedzenie - to obrzydliwe twarde mięso zmiksowane w pierogach okazuje się pyszne, mleko gorące z kożuchem jest błeee, ale mocno schłodzone z laską wanilii jest ok - i tak dalej.
          Do tego dochodzi fakt nieumiejętnego - niesmacznego - przyrządzania. Mój niemąż od dzieciństwa nie znosił kapusty w żadnej postaci do momentu, kiedy jadł moje gołąbki. Stał się fanem kapusty po zjedzeniu młodej kapusty z kminkiem i koperkiem wink
      • japanunieprzerywalempanieposle Re: spokojnie... 16.07.11, 21:02
        Kozucha w mleku sie juz nie uswiadczy, bo to nie jest to samo mleko co kiedys. Teraz to produkt wysoko przetworzony. Rozkladany na czynniki pierwsze, a potem mieszany w odpowiednich proporcjach i znow "skladany" do postaci mleka."

        eeeee masz jakies pojecie o technologii mleka czy tak sobie pleciesz. bo z mojej wiedz na temat przetworstwa i zafalszowan mleka to gleboko fantazjujesz.
        • heca7 Re: spokojnie... 16.07.11, 21:33
          Nie chodziłam do przedszkola więc stamtąd nie mam traumwink Ale moi rodzice bardzo lubili kaszę gryczaną, którejj to ja nienawidzę. Raczono mnie wierszykiem "kipi kasza, kipi groch..." miałą to w doopie, nie lubię zapachu, smaku nie trawię, choć dzis umiem kaszę gryczaną ugotowac po mistrzowsku z zamkniętaymi oczami. Bo.... gotowałam co drugi dzień psuwink

          Drugą rzeczą, której nienawidziłam były okłady z gotowanej, gniecionej cebuli , którą moja mama leczyła moje anginy( nie jedzenie ale... podobne). Na anginy zapadałam klika razy w roku i cięzko przechodziłam. Do dziś pamiętam jak miałam 18 lat i ponad tydzień gorączkę a dwa pierwsze dni nie wiedziałam co się dzieje i czy jest noc czy dzień. I mama robiła taki okład , potem kładła go na podłużną gazę, jeszcze ciepły i owijała wokół mojej szyji. Dodatkowo aby nie ciekło bokiemwink owijała mi szyję ręcznikiem i.... folią. Wyobraźcie sobie coś mokrego, klejącego, śmierdzącego niesamowicie co stygnie, twardnieje a każde wasze poruszenie uwalnia nowe pokłady smrodu. Wiecie na jak długo szyja przesiąka zapachem cebuli gotowanej? Śmiedzi tez poduszka i piżamawink To było gorsze od kaszy.
          • joanekjoanek Re: spokojnie... 22.07.11, 23:16
            Jezu.
            Wygrałaś z tą cebulą. Należy ci się odznaka największej traumy spożywczej w historii, mimo że nie doustnej.
      • virtual_moth Re: spokojnie... 22.07.11, 23:35
        woman_in_love napisała:


        > Kozucha w mleku sie juz nie uswiadczy, bo to nie jest to samo mleko co kiedys.
        > Teraz to produkt wysoko przetworzony. Rozkladany na czynniki pierwsze, a potem
        > mieszany w odpowiednich proporcjach i znow "skladany" do postaci mleka.

        Oto doskonały przykład wariacji na punkcie zdrowego żywienia. Mleko teraz nie jest ani produktem wysoko przetworzonym, ani rozkładanym na czynniki pierwsze. Pasteryzacja to po prostu ugotowanie mleka i schłodzenie go. Mleko nie jest "mieszane" i "składane w odpowiednich proporcjach". Dla dociekliwych - zawartosc tłuszczu reguluje się mechanicznie, czyli wprowadzając mleko do wirówki, działa siła odśrodkowa.
        Mleko ogotowane ma mniej witamin niz surowe. I tyle.

        Nie dajmy sie zwariowac. Sama staram sie jesc zdrowo, ale mam uczulenie na oszołomów zywieniowych.
    • estelka1 Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 16.07.11, 21:58
      Traumatycznych przeżyć z domu nie pamiętam, chociaż od czasu do czasu miewałyśmy z mamą jakieś przepychanki. Żadnego karmienia na siłę nie było, tym bardziej spektakularnego rzyganka. Ale w przedszkolu skutecznie zrazili mnie do kisielku na rzadko do picia oraz do gołąbków. Długo nie byłam w stanie przełknąć sosu pomidorowego, ale od kiedy go robię sama jest ok.
    • agniesia1973 Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 16.07.11, 23:10
      Trauma to może za dużo powiedziane ale jednak doskonale pamiętam to, że byłam zmuszana do jedzenia... godzinne nasiadówki nad talerzem grochówki, jakiegoś tłustego mięsiwa czy rosołu ... brrr Musiałam siedzieć tak długo aż zjem. Ponieważ jestem uparta - nigdy nie zakończyło się sukcesem Rodziców. Przyznaję, że byłam niejadkiem, wielu potraw nie lubiłam i się źle po nich czułam. Ostatnio okazało się, że jednak moja niechęć była uzasadniona, ponieważ mam alergię na wiele substancji.

      Mój synek ma podobny apetyt do mnie - nie zmuszam go do jedzenia nielubianych potraw, gotuje to co lubi. Mleko pił tylko do 1,5 roku. Pediatra stwierdził, że organizm reaguje niechęcią na potrawy, które zwyczajnie nam nie służą (np. alergia itp).
      • atowlasnieja Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 17.07.11, 22:05
        Wierz mi, że wygrałaś los na loterii że ci się złożyła alergia z niechęcią do danego produktu. Córce i mężowi szkodzi trochę rzeczy i niestety dali by się za te produkty pokroić
    • na_pustyni Re: Żywienie dzieci kiedyś... macie traumy? 17.07.11, 23:01
      Ja miałam luz. Matka wychodziła z założenia "nie chcesz - nie jedz". Nie cierpiałam tylko spalonego, śmierdzącego mleka w szkole. I zupy owocowej - babcia nijak nie mogła zrozumieć, że nie lubię kompotu z makaronem.
    • ciociacesia o tak 18.07.11, 09:10
      kozuchy - 'ja sie zamiesza to kozuch zniknie' - nagminne byly kozuchy na kakałku - bo mleko trzeba bylo zagotowac zeby zrobic kakao a jak juz babcia zrobila to kakao to dziecko niewdzieczne marudzilo ze nie chce bo kozuch

      zupa szczawiowia. nienawidzilam - mama namowila mnie zebym zjadla - udalo mi sie wcisnac pol talerza zanim wylodowalo z powrotem w talerzu.
      • default Re: o tak 18.07.11, 10:32
        Pamiętam do dziś okropne śniadanka, jakie mama wciskała mi rano, bo przecież nie można wyjść do szkoły "na pusto" : kakao na mleku (albo samo mleko) z kożuchem , do tego kromka chleba z masłem i miodem - chleb zawsze nasiąkał tym miodem, był lepki, za słodki obeschnięty i nieapetyczny, wyglądał tak jakby leżał na tym talerzyku od wieczora (może tak było, może mama ułatwiała sobie życie szykując mi te nieszczęsne kanapki poprzedniego dnia ?)
        • imasumak Zupy mleczne na koloniach letnich - największy 22.07.11, 16:56
          koszmar! A na "drugie danie" podczas śniadania jakieś koszmarne pasztetowe i dżemy, a zamiast przyzwoitej herbaty, kawa zbożowa na mleku, bleh uncertain
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka