Dodaj do ulubionych

Cisza nad tą zdradą ;-)

10.05.11, 10:09
Porady Ksawerego Knotza, tego od katolickiej kamasutry...
Jak już zdradzisz, nie zdradź tego pod żadnym pozorem partnerowi, bo to egoizm, wynagródź mu to "gorącą miłością".
Jak sądzicie - "mądrość życiowa" czy nieuczciwość i asekuranctwo?

Artykuł:
www.se.pl/wydarzenia/ciekawostki/brat-ksawery-radzi-nie-przyznawaj-sie-zonie-ze-ja-zdradzies_184273.html
I ciekawa lista kontrolna:

Czy grozi ci zdrada?

- Czy myślisz czasem, że pobrałeś się z niewłaściwą osobą?
- Zwierzasz się przyjaciółce ze wszystkiego, powtarzając, że w waszych stosunkach nie ma erotyki?
- Jeśli jesteś sam na sam z osobą o odmiennej płci, zamykasz drzwi?
- Szukasz pretekstu, aby przebywać z konkretną osobą płci odmiennej. I witasz się z nią pocałunkiem?
- Zdarzyło ci się kiedyś powiedzieć o kimś innym niż żona, że ten ktoś cię uskrzydla? I starasz się dla niego atrakcyjnie wyglądać?
Jeśli odpowiedziałeś choć raz tak, to znaczy, że może grozić ci zdrada małżeńska.

Wychodzi na to, że jestem o krok od zdrrrady... A nawet o dwa wink
Obserwuj wątek
    • miliwati Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 10:29
      Przede wszystkim w przypadku zdradzania o świcie powinna być cisza, żeby nie budzić.
      • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 10:38
        Skoro świt to się ucieka bo potem będzie wstyd. Na zdradę jest czas w ciemną duszną noc.
    • jowita771 Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 10:38
      Jeśli zdrada była jednorazowa i sam zdradzający żałuję, to uważam, że powiedzenie partnerowi rzeczywiście jest egoizmem. czemu to ma służyć? Zdradzającemu ulży, ale kosztem partnera. Inna sprawa, jak zdrada może wypłynąć, np. osoba, z którą się zdradziło, ma zamiar ujawnić. Wtedy lepiej dowiedzieć się od własnego partnera niż obcego człowieka.
      • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 10:43
        Ile ludzi, tyle zdrad wink
        Ale wydaje mi sie, ze jak ktoś zdradzi ot-tak, bo współzdradzacz był i chciał, to zrobi to raz drugi, trzeci i szesnasty. Taki typ. Lepiej jak partner wie wcześniej, niz później z kim ma do czynienia.
        A jak zdrada wynika z kłopotów w związku - to chyba też warto o tym pogadać?

        Dla mnie to tchórzostwo i chęć zachowania wygodnego status quo (no i sposób na uniknięcie "rozbicia rodziny" wink), a nie żadna tam wielka troska o samopoczucie partnera. Nie chciałabym, zeby sie ktoś tak o mnie troszczył.
        • jowita771 Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:23
          Nie zgadzam się, że jak się zdarzyło raz, to musi się zdarzyć i drugi i kolejny. Bliżej mi do podejścia, że co się zdarzyło raz, może się nie powtórzyć więcej, a co się zdarzyło dwa razy, to raczej zdarzy się i trzeci i następny.
          Co do przyznania się - czasami jest tak, że człowiek naprawdę żałuje i go to gryzie. I chce powiedzieć, żeby oczyścić swoje sumienie. To jest nie fair. Zdradzającemu będzie lżej, ale ciężar zrzuci na bardziej niewinnego - zdradzonego. I męczy się nie ta osoba, która zawiniła.
          • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:29
            Widziałam juz całkiem sporo amatorów skoków w bok - żaden nie poprzestał na jednej słodkiej pomyłce.
            • jowita771 Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:34
              Ja też takich widziałam, ale znam też jednego pana i jedną panią (nie para), którzy poprzestali. I pewnie sporo znam takich, o których nie wiem, bo jak ktoś uważa zdradę za swój wielki błąd, to będzie o tej zdradzie ciszej, niż o zdradach tych, co na jednej nie poprzestali.
              • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:37
                Ja znałam jedną osobę, która niby poprzestała. Okazało sie, ze po prostu była bardziej dyskretna, bo wiedziała już, jakim zamieszaniem się kończy wpadka.
                Ale jak się wylało, nie było co zbierać.
      • panirogalik Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 19:22
        wtedy lepiej w żywe oczy kłamać że się nie zdradziło.
    • iwoniaw Zgadzam się z nim 10.05.11, 10:57
      Takie mówienie "z potrzeby szczerości" jest tak naprawdę potrzebą wyprania sobie sumienia, które gryzie i zwykłą bezczelnością - zwalaniem na drugą stronę ciężaru, na który ta niekoniecznie jest gotowa i o który się nie prosiła, a być może wręcz unikała (no niech mi nikt nie mówi, że jeśli ktoś chce wiedzieć, czy mąż/żona zdradza, to się o tym nie dowie). Mówienie o zdradzie ma sens, jeśli się chce związek dotychczasowy zakończyć, a nie kontynuować. W przeciwnym razie to jest szantaż z cyklu "ja jestem szczery/a, a ty tak małostkowo nie chcesz mi wybaczyć". Skoro ktoś zdradził, to niech ma dość jaj, by z tym żyć.
      • cherry.coke Re: Zgadzam się z nim 10.05.11, 12:35
        Bo jakiz to solidny, trwaly zwiazek beda tworzyc jedno duszace wyrzuty sumienia, a drugie naiwnie nieswiadome.

        Ja tam jestem zwolenniczka przecinania wrzodow, nawet jesli pacjent po tym umrze. Inaczej jest to, jak sie mowi po brytolsku, adding insult to injury. Oklamywanie mnie po zdradzie byloby widziane tak samo jak sama zdrada, jesli nie gorzej, bo zdrada moze byc z glupoty, a klamstwo to juz premedytacja. Rowniez partnera nie uwazalabym za debila, ktory nie wie, co dla niego dobre - a czystym przypadkiem dobre jest niby krycie wlasnego tylka zdradzajacego.
        • iwoniaw Re: Zgadzam się z nim 10.05.11, 12:40
          CytatJa tam jestem zwolenniczka przecinania wrzodow, nawet jesli pacjent po tym umrz
          > e


          Też jestem zwolenniczką terapii, ale zdecydowanie wolę w znieczuleniu niż na żywca i na gangrenę preferuję antybiotyk od amputacji. wink
          A poza tym lepiej być zdrowym i bogatym niż chorym i biednym. wink
          • cherry.coke Re: Zgadzam się z nim 10.05.11, 12:48
            A w przypadku zaawansowanym wolisz amputacje, czy smierc w meczarniach z zachowaniem nogi? big_grin
            • iwoniaw Re: Zgadzam się z nim 10.05.11, 12:53
              W przypadku zaawansowanym odgryzam sobie nogę osobiście, ale akurat to nie o tym wątek big_grin
      • nanuk24 Re: Zgadzam się z nim 10.05.11, 20:14
        zgadzam sie.
    • wuika Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:05
      Powiem dosadnie - jak ktoś miał jaja zdradzać, to niech ma jaja nie obciążać tym procederem drugiej osoby, niech się kisi z własnym sumieniem (mówię o okazjonalnej zdradzie, a nie romansie, który prowadzić będzie do rozpadu rodziny). Latanie z łóżka kochanki / kochanka prosto do żony / męża, żeby się wyspowiadać, dostać pokutę, rozgrzeszenie i mieć święty spokój to chamstwo do kwadratu (samym chamstwem jest zdrada). Jeśli ktoś chce i tak zakończyć życie rodzinne z aktualną osobą, to uczciwiej jest najpierw je zakończyć, a potem zaczynać nowe. Jak nie ma zamiaru, to niech pomyśli czymś więcej niż genitaliami, żeby nie niszczył życia innym osobom. Ależ ze mnie cynik uncertain
      • iwoniaw Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:08
        Widzę, że jest nas już dwie wink
        • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:13
          Mnie by chyba bardziej zabolało ukrycie takiego incydentu od samego dziubnięcia na boku. w takim przypadku walizki za próg bezapelacyjnie.
          Dla mnie uczciwość w związku jest podstawą. Udawanie głupka dla wygody to już prostytucja, nie małżenstwo.
          • iwoniaw Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:21
            Gdybym ja dowiedziała się o zdradzie, zakończyłabym związek bezapelacyjnie. Jeśli małżonek by przybiegł z takim zwierzeniem oczekując zrozumienia, wybaczenia i kontynuacji małżeństwa to dopiero by z siebie zrobił głupka.
            Szczerość w związku natomiast polega na omawianiu problemów na bieżąco, w razie totalnego braku innych wyjść natomiast widzę jedyną dopuszczalną kolejność: najpierw rozstanie, potem dysponowanie dowolne swą d...
            • lilly_about Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:24
              Zgadzam się.
            • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:26
              Ja mam rozróżnienie błąd/podłość. W tym drugim przypadku nie chcę mieć z danym osobnikiem nic wspólnego i to trwale.
              Osobiście zdecydowanie przedkładam informację nad jej ukrywanie, chociaż by nie było miło. Ale tylko na bazie prawdziwych danych można coś zbudować, inaczej to jest g... warte. Przynajmniej dla mnie.
              Ale jak ktoś woli słodkie iluzje i lukier na brudnym talerzu - jego sprawa.
              Ukrywanie zdrady 'z miłości" do partnera to dla mnie jedno z większych draństw jakie można zrobić. Poraziło mnie to, ze mówi to ksiądz.
              • irina_katodina Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:32
                zdecydowana_brunetka napisała:

                > Ja mam rozróżnienie błąd/podłość. W tym drugim przypadku nie chcę mieć z danym
                > osobnikiem nic wspólnego i to trwale.
                > Osobiście zdecydowanie przedkładam informację nad jej ukrywanie, chociaż by nie
                > było miło. Ale tylko na bazie prawdziwych danych można coś zbudować, inaczej t
                > o jest g... warte. Przynajmniej dla mnie.
                > Ale jak ktoś woli słodkie iluzje i lukier na brudnym talerzu - jego sprawa.
                > Ukrywanie zdrady 'z miłości" do partnera to dla mnie jedno z większych draństw
                > jakie można zrobić. Poraziło mnie to, ze mówi to ksiądz.


                Zgadzam się absolutnie. Ze szczególnym wskazaniem wytłuszczonych fragmentów.
            • wuika Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:27
              Sorry, ale gdyby mój facet po skoku w bok przyszedł mi się wypłakać, że ma sumienie całe pogryzione, to bym wykopała i tak, i tak. Znam różne związki, nie wszystkie się rozpadały po zdradzie jednej ze stron, niektóre nawet po zdradzie z dwóch stron jakoś działają, bardzo różnie to wychodziło. I inaczej wygląda, jak przychodzi, powiedzmy facet, i mówi - zrobiłem błąd, ale wiem, że to źle, chcę coś naprawić, blablabla, niż - zdradziłem Cię, wybacz, bo nie umiem z tym żyć.
              • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:30
                Ale jakby przyszedł z takim tekstem, to miałabym pewność, ze to idiota. Wylot z automatu wink
                • kunegunda32 Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 15:32
                  Wiesz gdybać można sobie dowolnie, ale tak na 100% to się wie dopiero będąc w danej sytuacji. Mój ex bzyknął na boku moją siostrę. Ot tak, bo miał fantazję, ułańską, nota bene. I sprawa się rypła bo puściły mu nerwy na zasadzie, "Przespałem się z twoją siostrą, nie wiem dlaczego, strasznie mi z tym ciężko, wybacz mi bo przecież byłem szczery" Tadam! I to był początek końca tego małżeństwa.
                  • broceliande Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 15:50
                    Ojej, współczuję.
                    Męża można zmienić, ale siostry już niesad
                  • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 15:55
                    I co, chciałabyś TERAZ o tym nie wiedzieć i zeby cię oboje "kochali" przez zatajenie swojego małego sekretu aby nie sprawić ci przykrości?
                    • kunegunda32 Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:27
                      Wiesz co. Powiem tak, i tak i nie. Dowiedzenie się o zdradzie zawsze boli, bo sama zdrada boli. Bo to już jest złamanie pewnej danej komuś obietnicy, nadużycie zaufania drugiej osoby, oszustwo samo w sobie i teraz oszust przychodzi i mówi sorry, oszukałem cię i jest mi przykro, mówię ci o tym więc mi wybacz. I wtedy nasuwa się jedno pytanie: dlaczego? za co? co ja takiego zrobiłam/łem? i nagle się okazuje, że nic, a ta osoba którą kochamy, o którą się troszczymy, której ufamy ma te wszystkie nasze uczucia głęboko w ciemnym miejscu i dla jednego szybkiego numerku na boku ryzykuje zrujnowanie naszego małżeństwa i naszego życia, albo co gorsza uważa nas za kompletną/ego idiotkę/ę i oczekuje, że się mu ot tak po prostu przebaczy, no bo dlaczegóż nie, przecież był z nami szczery. A z drugiej strony nie żałuję bo dzięki temu pozbyłam się z mojego życia toksycznego faceta, zaczęłam pracować na sobą i swoją asertywnością, mam super niemęża i super córę i ogólnie nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
                      • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:31
                        No właśnie. A pomyśl, jak by Ci było "wspaniale" gdybyś np lata żyła w nieświadomości i "dobrym związku" uczciwie się w niego angażując.
                        Wiadomo, że boli. Ale tamto by chyba bolało bardziej.
                        • kunegunda32 Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:36
                          Wiesz, to też zależy od sytuacji. Bo np. jeśli koleś albo panienka, w totalnie pijanym widzie migdali się z kimś na jakiejś tam imprezie i następnego dnia połowy nie pamięta, to raczej chyba nie jest powód do tego żeby tak od razu lecieć z jęzorem i się wyrzygiwać na małżonka o tym że się go zdradziło. Natomiast jeśli jest to zdrada w pełnej świadomości istoty czynu to uważam że jak najbardziej należałoby pakując walizki się przyznać.
              • katia.seitz Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:32
                inaczej wygląda, jak
                > przychodzi, powiedzmy facet, i mówi - zrobiłem błąd, ale wiem, że to źle, chcę
                > coś naprawić, blablabla, niż - zdradziłem Cię, wybacz, bo nie umiem z tym żyć.

                Owszem. Ale przecież fakt, że się informuje małżonka o zdradzie, może równie dobrze należeć do pierwszego typu ("zrobiłem błąd, wiem że to źle, chcę naprawić), co drugiego. Nie należy zakładać, że przyznanie się do zdrady ma na celu "czyszczenie sumienia".
                Natomiast ukrywanie czegoś takiego przed partnerem to budowanie związku na fikcji. I tyle.
          • katia.seitz Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:29
            > Dla mnie uczciwość w związku jest podstawą. Udawanie głupka dla wygody to już p
            > rostytucja, nie małżenstwo.

            Ja też z tej opcji. W dodatku psychologicznie nie wyobrażam sobie ukrywania takiego czegoś przed najbliższą osobą. Jak w takim przypadku zachować wzajemną bliskość i szczerość?
            • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:31
              I przede wszystkim po co? Z własnej wygody tylko i wyłącznie.
              To ja mam w nosie taką sielankę. Życie jest za krótkie.
        • a.nancy Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 21:58
          iwoniaw napisała:

          > Widzę, że jest nas już dwie wink

          trzecia smile
      • platynowa_kostka_rubika Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 13:15
        > Latanie z łóżka kochanki / kochanka prosto do żony / męża, żeby się wyspowiadać, dostać
        > pokutę, rozgrzeszenie i mieć święty spokój to chamstwo do kwadratu

        Jakie rozgrzeszenie? Powiedzieć ma po to, żeby druga osoba była świadoma, że czas wziąć rozwód.

        > Jeśli ktoś chce i tak zakończyć życie rodzinne z aktualną osobą, to uczciwiej jest najpierw je
        > zakończyć, a potem zaczynać nowe.

        A to akurat prawda, ale idealistyczne. Poza tym zdradzający nie chcą zazwyczaj zakończyć wspólnego życia, tylko mieć kogoś na boku do przyjemności i jelenia/oślicę w domu do radzenia sobie z tzw. codziennością.
    • dziub_dziubasek Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:20
      Ja się nie zgadzam. Przykład mojego małżeństwa pokazał że gdyby mąż nie przyznał się do zdrady to kryzys trwałby nadal. A tak udało się poskładać wszystko do kupy. Taki zimny prysznic.
      • wuika Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:30
        Ale przyszedł, bo mu było ciężko na duszy i musiał znaleźć spowiednika, żeby to z siebie zrzucić, czy chciał realnie coś poprawiać? Zdarzają się błędy, nie ma ludzi idealnych - jak pisałam znam związki, gdzie po obustronnych zdradach ludzie jakoś uporządkowali swoje życie i nadal są razem. To nie zawsze musi oznaczać automatyczny koniec związku, ale poza tym, że zrobiło się coś złego, ważne jest też to, czy dalej uznaje się za stosowne ranić drugą osobę, zrzucając na nią problemy i niech sobie z tym radzi, czy stara się zrobić dla odmiany coś dobrego.
        • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:33
          Ale co wy z tą spowiedzią i obarczaniem ciężarem partnera? Chyba jak sie przyznajesz do błędu, to po to, zeby go naprawić?
          • iwoniaw Jak naprawić, że spytam? 10.05.11, 11:42
            Naprawić to można np. fakt, że się żonie nie poświęcało czasu, nie robiło niespodzianek, nie sprawiało przyjemności, nie odciążało w obowiązkach itd., ale jak niby ma wyglądać "naprawienie" faktu, że się inną panią na boku obracało? No chyba, że masz na myśli zachęcenie zdradzanej strony do badań lekarskich, gdy się naraziło jej zdrowie, żeby miała szansę w porę uniknąć być może jeszcze gorszych niż psychiczne doły konsekwencji naszej głupoty?
            • zdecydowana_brunetka Re: Jak naprawić, że spytam? 10.05.11, 11:46
              Zdrada zwykle z czegoś wynika. Najczęściej jakaś nuda, wypalenie, nieporozumienia.
              Czasem dopiero jak człowiek dostaje pałą w łeb i zdaje sobie sprawę, że zaraz może tej relacji nie być, pewne rzeczy się przewartościowują i jak najbardziej można wiele naprawić.
              Pani czy pana odobracać się nie da, to już zostaje. Jak każde doświadczenie - do stanu 'sprzed" sie już nie wróci, ale można dobrze żyć dalej. Często lepiej niż przed burzą.
              • dziub_dziubasek Re: Jak naprawić, że spytam? 10.05.11, 11:52
                Dokładnie tak smile
            • dziub_dziubasek Re: Jak naprawić, że spytam? 10.05.11, 11:48
              Zimny prysznic przydaje się chociazby po to by zdać sobie sprawę, ze to tak naprawdę ostatni moment jesli chcemy być razem. Oboje zaczęliśmy pracowac nad naszym związkiem, bardziej zaczęliśmy dbac o siebie nawzajem i się udało.
              Niektórzy nie potrafią wybaczyć w takiej sytuacji i się rozstają- ich wybór i wola. Ja sie zdecydowałam dać szansę, może będę żałowała, ale na razie uważam że nam się udało pokonac kryzys.
          • wuika Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:46
            Jesteś pewna? Będąc dzieckiem, kiedy coś przeskrobałam poważniejszego, leciałam do rodziców, bo nie umiałam żyć z poczuciem winy. Jak powiedziałam, to czy kara była, czy nie, sprawa rozwiązana, bo powiedziane, wyjawione, można rozrabiać dalej. Potem dorosłam i funkcję rozgrzeszania własnego sumienia, bądź życia z nieczystym, zostawiłam sobie, nie chcąc obciążać pierdołami lub poważniejszymi sprawami innych osób - niekoniecznie ze względu na wstyd, bo coś się zrobiło, tylko raczej chodziło o oszczędzanie innym kłopotów, jeśli tylko byłam sobie w stanie poradzić z daną kwestią sama.
            Wiele osób ma to i owo za uszami i nie afiszuje się tym na lewo i prawo, często prościej mieć wyprane brudy, bo nie trzeba ich kisić, ale samo pranie może być bolesne nie tylko dla piorącego.
            Rozważałam kiedyś z kumpelą taką kwestię, chodziło o jej historię - załóżmy, że w poprzednim związku dopuściłyście się zdrady. Moralnie zachowanie nie było ok, niby było minęło, ale czasem gryzie Was sumienie, bo jednak lepiej mieć je czyste (lub nieużywanie smile ) niż nie. Teoretycznie nie powinno to wpływać na aktualny związek, bo przecież nie dotyczy to obecnego faceta. Ludzie jednak różnie podchodzą do przeszłości swoich partnerów. Mówicie aktualnemu o całej swojej historii, aby wszystko było jasne, szczere i klarowne, ryzykując, że może uznać Was za moralne dno (bo zdrada), czy jednak staracie się to załatwić we własnym sumieniu, bo to historia i teraźniejszości nie dotyczy, bo nie ma na to szans?
            • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:51
              Są tacy ludzie co kiszą, ale ja ich nie lubię i nie chciałabym się z kimś takim związać. Bym się męczyła mocno. Wolę egzemplarze z łatwiejszym dostępem do danych. Tak jest zdrowiej dla obu stron.
              Wolę znać człowieka, a nie jego oficjalną wersję. Zwłaszcza, jeśli mam z nim dzielić życie.
              • wuika Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:56
                Dobra, Ty wolisz, żeby druga osoba była transparentna. A Ty?
                Pozwól, że zapytam wścibsko - na początku związku zrobiłaś spowiedź generalną, żeby pan nie miał prawa być żadnym draństwem zdziwiony, czy może dawkowałaś emocje? Na pierwszej randce, na trzeciej, po miesiącu bycia razem, po ślubie, w pierwszą rocznicę?
                • dziub_dziubasek Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:57
                  Ja tam nie musiałam nic dawkować. Jestem transparentna od samego początku. Mąż zresztą też był. Później się popsuło.
                • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 12:00
                  Staram się na bieżąco wink
                  Zresztą ja jestem choleryk - po mnie od razu widać że coś nie tak. Tajemnice umiem zachować w obszarach nie związanych z uczuciami wink.
              • iwoniaw Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:59
                No wiesz, każdy woli znać człowieka, z którym żyje i chyba każdemu wydaje się w momencie związania, że AŻ TAK by go nie oszukał, że wcześniej by próbował podejmować temat, ratować związek itd. A jeśli mleko się już rozlało, to niestety, ale wtedy można się albo rozstać, albo próbować naprawić to, co się DA. A odwrócić się pewnych faktów nie da, więc rozwodzenie się nad nimi, zamiast włożenia tej energii w próbę naprawienia małżeństwa jest bezsensowne, a w niektórych przypadkach stanowić będzie tylko gwóźdź do trumny.
                • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 12:01
                  Ale żeby naprawiać, trzeba wiedzieć, że się popsuło? Optymalnie co, kiedy i jak bardzo.
                  • wuika Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 12:03
                    Tak, i w jakiej pozycji. Szczerość jest najważniejsza.
            • iwoniaw No więc właśnie 10.05.11, 11:53
              Szczerość szczerością, ale naprawdę czasem lepiej myśleć, co się mówi, niż mówić, co się myśli. Nie zawsze powiedzenie wszystkiego jest lepsze niż przemilczenie i nie każdy taką "szczerość" przyjmie lepiej niż chronienie go przed niepotrzebnym bólem. Z powodów mniej więcej takich, jk pisze Wuika powyżej.
              • dziub_dziubasek Re: No więc właśnie 10.05.11, 11:55
                I dalej trwać w zastałej sytuacji, która do owej zdrady doprowadziła?
                Wyznanie daje szansę zmiany.
                • wuika Re: No więc właśnie 10.05.11, 11:57
                  Ale piszemy o starej zdradzie. Miałaś faceta A, poszłaś w trakcie tego związku do łóżka z B. Potem było coś tam, coś tam, X lat później związujesz się z panem dajmy na to F. Wie o wszystkim z Twojej historii? Wie, że miałaś tylu facetów, tego zdradziłaś, tego nie zdradziłaś, w przerwie między takim i takim sypiałaś z żonatym facetem? Wie dokładnie wszystko, pomimo tego, że miało to miejsce 10, 15 lat temu?
                  • dziub_dziubasek Re: No więc właśnie 10.05.11, 12:01
                    W sumie miałam jednego faceta, więc mam łatwiej smile
                  • zdecydowana_brunetka Re: No więc właśnie 10.05.11, 12:02
                    Ale to nie zdrada, tylko historia.
                    • wuika Re: No więc właśnie 10.05.11, 12:05
                      A ja znam osoby, które się nie zwiążą świadomie z osobą, która kiedyś zrobiła takie świństwo, jak np. zdradzenie, czy bycie trzecią osobą. Mimo, że to było 10 lat temu i nijak nie ma się do ew. aktualnego związku. Nadal historia?
                      Jeśli facet zdradził i sumienie go gryzło, gryzło, gryzło i tak 10 lat, aż w końcu wybuchnie z tą "nowiną" - to też już będzie historia raczej, nieprawdaż? Na aktualny związek wpływ to powinno mieć znikomy.
              • zdecydowana_brunetka Re: No więc właśnie 10.05.11, 11:58
                A co to jest "niepotrzebny ból" w tym przypadku? Informacja, ze nie masz idealnego partnera, tylko takiego, który zrobił błąd, ale chce go naprawić?
                Bo jak nie chce, to krzyżyk na drogę. Chyba, ze chcesz hodować węza na własnej piersi i sama sobie bajki opowiadać. Z przyczyn różnych, nie wnikam wink
                • iwoniaw Re: No więc właśnie 10.05.11, 12:10
                  Cytat A co to jest "niepotrzebny ból" w tym przypadku? Informacja, ze nie masz idealn
                  > ego partnera, tylko takiego, który zrobił błąd, ale chce go naprawić?


                  Nie, on TEGO błędu już nie naprawi. Dla mnie to byłby zapewne koniec i info o tym, że oprócz rozpadu związku miała miejsce tak dużego kalibru nielojalność byłaby właśnie "niepotrzebnym bólem". Mąż nie chce naprawiać niczego? Trudno, ale niech ma przynajmniej tyle jaj, żeby nie próbować mnie upokarzać dodatkowymi, niepotrzebnymi mi do niczego, historiami. Chce naprawiać coś w związku? Świetnie, tylko co to ma wspólnego z opowieściami o d... na boku? Doszedł do wniosku, że źle zrobił i więcej szczerze i w dobrej wierze poprzysięga sobie nie czynić tego nigdy? Doskonale, tylko po cholerę mi wiedza o tym fakcie?
                  • zdecydowana_brunetka Re: No więc właśnie 10.05.11, 15:57
                    Mi by taka wiedza była potrzebna.
    • broceliande Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:25
      A skąd gościu taki ekspert?
      Wstyd, zeby braciszek namawiał do nieszczerości.

      Ja tam walę prawdą w oczay i sama tego oczekuje.
      • katia.seitz Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:35
        > Wstyd, zeby braciszek namawiał do nieszczerości.

        Obawiam się, że o. Knotz robi to w imię ideału "nierozerwalności małżeństwa". Kościołowi swego czasu bliski był taki wiktoriański model - najważniejsze, aby małżeństwo trwało. To, że czasem mąż bzyknie kogoś na boku - to jeszcze nic takiego, byleby zachowywać pozory.
        Wersja o. Knotza jest oczywiście wersją "oświeconą", już się nie mówi o zachowywaniu pozorów przyzwoitości, ale coś z tego podejścia - "chrońmy trwałość związku nawet kosztem oszukiwania siebie" - zostało.
        • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:38
          Też mam takie wrażenie uncertain
          Zauważcie, że w ogóle nie istnieje temat zdrady żony wink
          • broceliande Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:59
            Przynajmniej żony nie obwinia:

            "A szatan kusi na każdym kroku. Może przybrać postać atrakcyjnej mężatki z pracy, młodej dziewczyny zafascynowanej dojrzałym mężczyzną albo przypadkowo poznanej piękności..."
            • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 12:03
              Ale czuję się niedowartościowana jako żona, ze nie ma dla mnie procedury ewakuacyjnej wink
        • nihiru Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 12:01
          podobno jest taka angielska maksyma "least said - soonest mended". dotyczy wlaśnie szczerości w związkuwink
          • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 12:05
            Raczej zapudrowane niż "mended". Widać ze tchórz nie-inżynier maksymę ułożył.
        • iuscogens Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 13:37
          katia.seitz napisała:

          > > Wstyd, zeby braciszek namawiał do nieszczerości.
          >
          > Obawiam się, że o. Knotz robi to w imię ideału "nierozerwalności małżeństwa". K
          > ościołowi swego czasu bliski był taki wiktoriański model - najważniejsze, aby m
          > ałżeństwo trwało. To, że czasem mąż bzyknie kogoś na boku - to jeszcze nic taki
          > ego, byleby zachowywać pozory.
          >
          Dlaczego swego czasu? W tym względzie od wieków nic się nie zmienia, małżeństwo wg kk jest nierozerwalne, nawet jak dojdzie do rozwodu. Tutaj inne kwestie są istotne niż model wiktoriański. Podpowiem to słowo na "s" wink
          • broceliande Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 13:51
            Najważniejsze, żeby małżeństwo trwało. Obojętnie, co się w nim dzieje i czy ludzie są uczciwi, szczerzy i tak dalej - tak bym to ujęła.
            • iuscogens Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 14:10
              broceliande napisała:

              > Najważniejsze, żeby małżeństwo trwało. Obojętnie, co się w nim dzieje i czy lud
              > zie są uczciwi, szczerzy i tak dalej - tak bym to ujęła.

              wydaje mi się, że w kk jednak nie o to chodzi wink
              Trwałość jest bardzo ważna, ale na pewno nie jest tak jak piszesz, że nie jest ważna uczciwość szczerość itd. Uczciwość, wierność i miłość to część przysięgi małżeńskiej, czyli coś co się przysięga drugiej osobie.
              Przy traktowaniu poważnie przysięgi ta trwałość jest logicznym skutkiem, prawda?
              Ja myślę, że problemem nie jest tu stanowisko kk tylko to, że sie zbyt pochopnie wybiera kandydata na męża czy żonę.
              • broceliande Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 14:15
                Prawdopodobnie. Ale tu też jest trochę winy Kościoła. Potępiając seks przedmałżeński potępia życie razem - w sensie prowadzenia gospodarstwa - a wówczas najlepiej zweryfikować, czy dana osoba nadaje się na życiowego partnera.
                Za moich czasów sporo ślubów na moim osiedlu spowodowanych było zajściem w ciążę, wydaje mi się, że Kościół chętnie udzieli takiemu pochopnemu związkowi ślubu niż zaakceptuje współżycie na próbę.

                • iuscogens Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 19:46
                  broceliande napisała:

                  > Prawdopodobnie. Ale tu też jest trochę winy Kościoła. Potępiając seks przedmałż
                  > eński potępia życie razem - w sensie prowadzenia gospodarstwa - a wówczas najle
                  > piej zweryfikować, czy dana osoba nadaje się na życiowego partnera.
                  > Za moich czasów sporo ślubów na moim osiedlu spowodowanych było zajściem w ciąż
                  > ę, wydaje mi się, że Kościół chętnie udzieli takiemu pochopnemu związkowi ślubu
                  > niż zaakceptuje współżycie na próbę.

                  Seks seksem, to inna sprawa, ale z jednym się zgodzę, trzeba zweryfikować czy dana osoba nadaje się na partnera na całe życie czy nie. Ja sobie bardzo chwalę to, że przed slubem byliśmy ponad 5 lat, możliwości to rozstanie było sporo, trudnych momentów też, jakby któreś chciało zdradzić to też by to zrobiło, dzięki temu mam poczucie, ze po tym ile razem przeszliśmy, przejdziemy wszystko wink
                  Ale może to młodzieńcza naiwność wink
                  • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 20:35
                    Żadna weryfikacja nie pomoże wink Ludzie się tak zmieniają, ze sami by w obecną wersję siebie 10 lat wcześniej nie uwierzyli wink
      • cherry.coke Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 13:05
        roceliande napisała:

        > A skąd gościu taki ekspert?
        > Wstyd, zeby braciszek namawiał do nieszczerości.
        >
        > Ja tam walę prawdą w oczay i sama tego oczekuje.

        W ogole caly ten motyw zatrzymywania zdrady w tajemnicy z powodu szlachetnych intencji nieranienia zdradzonego jest chyba najwiekszym koszmarkiem pop-psychologii w ostatnich latach. Typowe gadki slodkopierdzacego terapeuty z tykajacym licznikiem, powtarzane na Onecie w artykulach kopiuj-wklej dla aspirujacego plebsu, przetykanych reklamami weekendow spa i technogadzetow.

        Totez nic dziwnego, ze ksiadz sie podczepil pod te ideologie, tu tez chodzi o przyklepywanie syfow ze slodkim usmiechem. Nie ma to jak pozenic hedonizm z katolicka hipokryzja smile
    • baltycki Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 11:58
      Nigdy, przenigdy nie nalezy przyznawac sie do zdrady.
      Brak przyznania sie rodzi watpliwosci, zdradzil/a? a moze to tylko pozory, pomowienia, moze jednak nie zdradzil/a?.. a wiadomo, watpliwosci nalezy rozstrzygac na korzysc obwinionego.
      Przyznanie sie nie pozostawia zadnych watpliwosci, nawet jesli chcielibysmy je miec, nawet jesli tak bardzo chcielibysmy wierzyc, ze to nieprawda, przyznanie sie pozbawia nas cienia szansy na to, ze kiedys zapomnimy o tym "incydencie".

      Nigdy nie zostalem zdradzony (przynajmniej, taki jest stan mojej wiedzy), ale gdybym zostal, nie chcialbym, aby moja partnerka przyznala sie do tego. Po jej przyznaniu sie, nie mialbym wyboru, koniec, szlus, szlaban.. zegnaj. Brak jej przyznania sie zostawialby mi furtke, zostawialby mi mozliwosc wiary, ze to nie ona klamie, to ktos chce zniszczyc nasz zwiazek..
      Chocby 3 kolezanki i 4 sasiadki twierdzily , ze zdradzila, to bez jej przyznania sie, zawsze mialbym watpliwosci - kto mowi prawde i pewnie myslalbym "Nie, to niemozliwe, ona mnie nie oklamuje.. to tamte baby sa wredne, to tamtym babom cos sie wydawalo, blednie interpretowaly jakas niewinna sytuacje"
      A tak bardzo chcialbym wierzyc.. Przyznanie sie pozbawia mnie nawet tego "chcialbym wierzyc"..
      • broceliande Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 12:02
        Naprawdę?
        Mnie nie zależy na furtce, przez którą mogłabym uciec od zdrady, że niby jej mogłonie być, podczas gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że tak.
        Ja chcę prawdy - może nie całej, bo pozycje mnie nie interesują - ale jednak prawdy. Zkim, gdzie, dlaczego.
        To da mi możliwość rozwoju, poznania siebie i partnera, a nie zwijania się do świata marzeń, w którym zdrady nie ma.
      • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 12:06
        He-he żyjesz z kobietą czy z projekcją?
        • verdana Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 12:47
          Idealne małżeństwo zatem to takie, które jest oparte na kłamstwie i oszustwie. Zdrada nie jest indywidualną spawą jednej osoby w związku, jest sprawa obydwojga - nie najlepsze porownanie, ale trochę tak, jak dysponowanie pieniędzmi. Rozumiem, ze można nie chcieć wiedzieć o zdradzie, tylko trzeba się wówczas liczyć z tym, ze zyje się w spokoju i radosci i zupełnie nieoczekiwanie, z minuty na minutę związek się rozpada. Bo skoro obie strony łgają na potęgę w imię "altruizmu", to nie znają dnia ani godziny, bo żyją w iluzji, a nie w rzeczywistości.
          Nie mówiac już o takich drobiazgach, jak choroby weneryczne, o ktorych niebezpieczeństwie jest niezwykle egoistycznie poinformować...
          • iuscogens Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 13:03
            Piszecie, że trzeba mówić o zdradzie, bo ważna jest uczciwość, zaufanie, prawda w związku itd. bla bla bla.
            O jakiej uczciwości i zaufaniu można w ogóle mówić gdy druga strona dopuściła się zdrady?
            Dla mnie zdrada jest złamaniem tej uczciwości.
            Czy się ktoś przyzna czy nie, to już kwestia wtórna, uczciwości w tym związku już nie ma.
            Głupie usprawiedliwianie, pobzykam sobie na boku, ale jestem super uczciwa i zaraz do męża z tym przybiegnę i go o tym poinformuję, aby budować nas związek na fundamencie szczerości i zaufanie.
            • broceliande Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 13:23
              Ja bym tak zrobiła. Zaufania by już nie było, ale szczerość tak.
              • iuscogens Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 13:33
                broceliande napisała:

                > Ja bym tak zrobiła. Zaufania by już nie było, ale szczerość tak.

                ja mam w tej sprawie podejście talibskie, jeśli poważnie traktuję uczciwość i wierność w związku to zdrady po prostu nie ma. Bo ta uczciwość włączy się wcześniej, w momencie potencjalnej zdrady, albo jeszcze wcześniej, a nie po fakcie.
                Żeby nie było, nie jestem fanką teorii księdza K. ale śmieszą mnie teksty o uczciwości i szczerości w sytuacji gdy jest już po zdradzie.
                • broceliande Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 13:46
                  Tak, jak napisałam, ta szczerość została, uczciwość i zaufanie wróci nieprędko albo wcale.
                  Dla mnie zdrada to to "zło" w wyrażeniu "na dobre i złe".
                  Jedną zdradę z głupoty bym wybaczyła pod warunkiem w miarę szybkiego przyznania się.
                  Chciałabym również, żeby mi wybaczono.
                  Poza tym nie ma gwarancji, że jak będziesz uczciwa, mężczyzna też będzie.
                  Naprawdę wolisz być oszukiwana?
                  • iuscogens Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 13:59
                    broceliande napisała:

                    > Tak, jak napisałam, ta szczerość została, uczciwość i zaufanie wróci nieprędko
                    > albo wcale.
                    > Dla mnie zdrada to to "zło" w wyrażeniu "na dobre i złe".
                    > Jedną zdradę z głupoty bym wybaczyła pod warunkiem w miarę szybkiego przyznania
                    > się.
                    > Chciałabym również, żeby mi wybaczono.
                    > Poza tym nie ma gwarancji, że jak będziesz uczciwa, mężczyzna też będzie.
                    > Naprawdę wolisz być oszukiwana?

                    Przeczytaj jeszcze raz moją wypowiedz, szczególnie to zdanie, w którym wyrażam opinię o teorii Knotza to będziesz wiedziała, że nie. Nigdzie nie piszę, że trwanie w kłamstwie jest lepsze, ale dla mnie to już wybór jak miedzy dżumą i cholerą.
                    Jakbym ja się dowiedziała o zdradzie to w żadnym wypadku to nie doceniłabym tego, ze mąz jest szczery. Skoro wcześniej nie był uczciwy i wierny, to swoją szczerość może sobie wsadzić głęboko w ....
                    Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała sprawdzić w praktyce jak bym się zachowała, teraz to ja tylko sobie teoretyzuję, ale mam bardzo rygorystyczne podejście w kwestii wierności i uczciwości w związku. Na pewno nie chciałbym być okłamywana, to nie podlega dyskusji, ale wizja wyznania win jako pierwszy krok ku świetlanej przyszłości nie trafia do mnie.
                    Dla mnie sprawa jest prosta, wyszłam za mąż świadomie i świadomie zobowiązałam się do wierności i wymagam tego samego od męża. Jego też do życia ze mną nikt nie zmuszał wink
                    • broceliande Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 14:09
                      Ależ rozumiem. Zdrady nie dopuszczasz. Dla Ciebie po prostu nie ma dyskusji, czy lepiej powiedzieć czy nie - ponieważ to nie powinno sie stać.

                      Podczas gdy ja staram się dyskutować w temacie, a więc po zdradzie, a więc (niestety) zdrada może się stać. W każdym małżeństwie czy innym związku. Możesz się zobowiązać do wierności i uczciwości całkiem świadomie i chętnie, ale potem mijają lata.
                      Mężczyzna, który obiecywał lata temu jest teraz kimś całkiem innym. Idea małżeństwa zakłada, że ludzie się nie zmieniają.
                      Niestety, zmieniają i świadczą o tym nie tylko zdrady, także rozwody, gdzie zdrady wcale nie było.
                      Pan zaleca, żeby nie mówić. Bo jeśli się powie, to małżeństwo może nie przetrwać, a tego Kościół nie lubi.
                      Powiem tak: a co to za małżeństwo skoro głupiej jednej zdrady nie potrafi przetrwać?
                      • iuscogens Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 14:23
                        broceliande napisała:

                        > Ależ rozumiem. Zdrady nie dopuszczasz. Dla Ciebie po prostu nie ma dyskusji, cz
                        > y lepiej powiedzieć czy nie - ponieważ to nie powinno sie stać.

                        tak, jesli się poważnie traktuje to co się przysięgało, to nie powinno się stać.

                        > Podczas gdy ja staram się dyskutować w temacie, a więc po zdradzie, a więc (nie
                        > stety) zdrada może się stać. W każdym małżeństwie czy innym związku. Możesz się
                        > zobowiązać do wierności i uczciwości całkiem świadomie i chętnie, ale potem mi
                        > jają lata.
                        > Mężczyzna, który obiecywał lata temu jest teraz kimś całkiem innym. Idea małże
                        > ństwa zakłada, że ludzie się nie zmieniają.
                        > Niestety, zmieniają i świadczą o tym nie tylko zdrady, także rozwody, gdzie zdr
                        > ady wcale nie było.

                        to ja wiem, mam oczy i widzę co sie dzieje dokoła, nie podoba mi się natomiast że duchowny kk mówi takie rzeczy, które sa w gruncie rzeczy przyzwoleniem na zdradę. Nie podoba mi się również teoria o uczciwym zdrajcy.

                        > Pan zaleca, żeby nie mówić. Bo jeśli się powie, to małżeństwo może nie przetrwa
                        > ć, a tego Kościół nie lubi.

                        tylko, ze to jest kompletnie przekręcone, w kk warunkiem odpuszczenia grzechu jest spowiedź czyli przyznanie się do winy, dlaczego ten schemat nie został przez niego przeniesiony na grunt relacji małżeńskich?

                        > Powiem tak: a co to za małżeństwo skoro głupiej jednej zdrady nie potrafi przet
                        > rwać?

                        skoro zdrada to głupota to w sumie dlaczego małżeństwo ma nie przetrwać dwóch, pięciu czy 25 głupich zdrad??
                        I co to za małżeństwo w którym w ogóle zdradę się dopuszcza? Nie zależnie czy potem wybierze się opcję, jestem super uczciwy, więc wybaczaj żono, czy wizję słodkich kłamstewek błąd tkwi wg mnie w założeniu.
                        >
                        • cherry.coke Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 14:29
                          > I co to za małżeństwo w którym w ogóle zdradę się dopuszcza? Nie zależnie czy p
                          > otem wybierze się opcję, jestem super uczciwy, więc wybaczaj żono, czy wizję sł
                          > odkich kłamstewek błąd tkwi wg mnie w założeniu.

                          Yyy dziwnie sie czuje tlumaczac ci katolicyzm smile

                          Ale czy to nie tak, ze zdrada bylaby tu odpowiednikiem zakonczonego grzechu, ktory moze zostac ewentualnie wybaczony pod warunkiem wyznania go, postanowienia poprawy itp?

                          Natomiast oszustwo wybaczone byc nie moze, poniewaz z definicji nie jest wyznane, a trwanie w oszustwie wyklucza poprawe (wyznanie prawdy)?
                          • iuscogens Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 14:51
                            cherry.coke napisała:

                            > > I co to za małżeństwo w którym w ogóle zdradę się dopuszcza? Nie zależnie
                            > czy p
                            > > otem wybierze się opcję, jestem super uczciwy, więc wybaczaj żono, czy wi
                            > zję sł
                            > > odkich kłamstewek błąd tkwi wg mnie w założeniu.
                            >
                            > Yyy dziwnie sie czuje tlumaczac ci katolicyzm smile
                            >
                            > Ale czy to nie tak, ze zdrada bylaby tu odpowiednikiem zakonczonego grzechu, kt
                            > ory moze zostac ewentualnie wybaczony pod warunkiem wyznania go, postanowienia
                            > poprawy itp?
                            >
                            > Natomiast oszustwo wybaczone byc nie moze, poniewaz z definicji nie jest wyznan
                            > e, a trwanie w oszustwie wyklucza poprawe (wyznanie prawdy)?

                            no przecież ja to wyżej napisałam, ze procedurę spowiedzi powinno się w takich wypadkach przełozyć na relację pomiędzy zoną i mężem.
                            Tylko co to zmienia w mojej ocenie zdrady??
                            A no nic wink
                            dla mnie podstawą w małżeństwie ma być wierność i uczciwość (no i miłośc of course), nie jestem jeszcze ideałem katolickim w tym względzie, nie widzę siebie, że wybaczam zdradę i nie ma tu znaczenia czy bym się o tym dowiedziała po czasie czy zaraz po fakcie by mi to mężuś zaraportował i sie pokajał.
                        • broceliande Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 14:30
                          Nikt nie dopuszcza zdrady, jednak przypadki chodzą po ludziach.
                          Zdrady w małżeństwach są faktem, co sama wiesz. Znam osobiście ludzi, który się przyznali lub nie, a ich małżeństwa trwają bo tak ma być. I to popiera ów duchowny, ponieważ kobiety są wystarczająco zemancypowane, żeby w razie czego sobie póść. A tego Kościół nie lubi.

                          > skoro zdrada to głupota to w sumie dlaczego małżeństwo ma nie przetrwać dwóch,
                          > pięciu czy 25 głupich zdrad??

                          Mówię o jednej zdradzie, bo jesteśmy ludźmi, nawet jeśli chcemy być uczciwi. 25 zdrad pewnie też można przetrwać i to się dzieje, skoro można nie mówić.

                          Ja jednak gratuluję podejścia. Coś jak: kto zdradza żonę, może zdradzić ojczyznę.
                          Ja sądzę, że bym wybaczyła i chciała znać prawdę oczywiście.
                          • iuscogens Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 15:04
                            broceliande napisała:

                            > Nikt nie dopuszcza zdrady, jednak przypadki chodzą po ludziach.

                            No ale jak zdrada może być przypadkiem? Nie wiem jak można przypadkiem pójśc z kimś do łóżka wink

                            > Zdrady w małżeństwach są faktem, co sama wiesz. Znam osobiście ludzi, który się
                            > przyznali lub nie, a ich małżeństwa trwają bo tak ma być. I to popiera ów duch
                            > owny, ponieważ kobiety są wystarczająco zemancypowane, żeby w razie czego sobie
                            > póść. A tego Kościół nie lubi.

                            Małżenstwa trwają z wielu powodów, akurat nie wydaje mi się, żeby problemem było tu to, że kk nie pozwala. KK zezwala np. na separację i jakoś nie widzę, żeby Ci którzy wiedza o zdradzie masowo z tego korzystali. To jest jednak głębsza sprawa.
                            >
                            > > skoro zdrada to głupota to w sumie dlaczego małżeństwo ma nie przetrwać d
                            > wóch,
                            > > pięciu czy 25 głupich zdrad??
                            >
                            > Mówię o jednej zdradzie, bo jesteśmy ludźmi, nawet jeśli chcemy być uczciwi. 25
                            > zdrad pewnie też można przetrwać i to się dzieje, skoro można nie mówić.

                            Ja powiem Ci, że 25 zdrad można przetrwać nawet jak się o nich wie. Moja teściowa tak miała i co z tego wynika? Co wynika z tego, ze teść się przyznawał i "żałował"?? Zupełnie nic.
                            >
                            > Ja jednak gratuluję podejścia. Coś jak: kto zdradza żonę, może zdradzić ojczyzn
                            > ę.
                            > Ja sądzę, że bym wybaczyła i chciała znać prawdę oczywiście.

                            Ojczyzna tu nie ma nic do rzeczy, ja zreszta nie wnikam w to co robią inni, mogą sobie zdradzac, czasem sa tego pozytywne efekty, sama jestem efektem pozamałżeńskiego romansu wink
                            Ale w swoim osobistym związku mam opcję zero zdrad.
                            • broceliande Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 15:59
                              iuscogens napisał:

                              > No ale jak zdrada może być przypadkiem? Nie wiem jak można przypadkiem pójśc z
                              > kimś do łóżka wink

                              Normalnie. Okazja czyni złodzieja.

                              > Małżenstwa trwają z wielu powodów, akurat nie wydaje mi się, żeby problemem był
                              > o tu to, że kk nie pozwala. KK zezwala np. na separację i jakoś nie widzę, żeby
                              > Ci którzy wiedza o zdradzie masowo z tego korzystali. To jest jednak głębsza s
                              > prawa.

                              E tam, taka separacja. Jak się ktoś zwiąże z kimś innym, to grzech. Separacja to samotność, rozwód (i machnięcie ręką na kk) niekoniecznie.
                              > Ja powiem Ci, że 25 zdrad można przetrwać nawet jak się o nich wie. Moja teścio
                              > wa tak miała i co z tego wynika? Co wynika z tego, ze teść się przyznawał i "ża
                              > łował"?? Zupełnie nic.

                              No i w imię czego ona to wytrzymywała? Mozę jej było wszystko jedno, może robiła to samo, może ze względu na kk i co ludzie powiedzą?
                              Co jest najbardziej prawdopodobne?
                              Przypominam, ze mowa o jednym błędzie i przyznaniu. Nie sądzę, żebym dała szansę po dwóch takich akcjach.

                              > Ojczyzna tu nie ma nic do rzeczy, ja zreszta nie wnikam w to co robią inni, mog
                              > ą sobie zdradzac, czasem sa tego pozytywne efekty, sama jestem efektem pozamałż
                              > eńskiego romansu wink
                              > Ale w swoim osobistym związku mam opcję zero zdrad.

                              No cóż, jeśli pochodzisz ze związku z takimi problemami jak pozamałżeński romans, a co za tym idzie zetknęłaś się w związku rodziców z nieuczciwością i nieszczerością, , nic dziwnego, że tego nie chcesz w swoim, jak zresztą nikt.
                              • iuscogens Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 19:54
                                broceliande napisała:

                                > iuscogens napisał:
                                >
                                > > No ale jak zdrada może być przypadkiem? Nie wiem jak można przypadkiem pó
                                > jśc z
                                > > kimś do łóżka wink
                                >
                                > Normalnie. Okazja czyni złodzieja.

                                Nie zgadzam się, jak ktoś jest uczciwy to nawet jak przechodzi przy rozbitej szybie wystawowej to nic nie wezmie, nawet jak nie ma kasy i znajdzie portfel to go odda, czemu ze zdradą ma być inaczej??

                                >
                                > > Małżenstwa trwają z wielu powodów, akurat nie wydaje mi się, żeby problem
                                > em był
                                > > o tu to, że kk nie pozwala. KK zezwala np. na separację i jakoś nie widzę
                                > , żeby
                                > > Ci którzy wiedza o zdradzie masowo z tego korzystali. To jest jednak głęb
                                > sza s
                                > > prawa.
                                >
                                > E tam, taka separacja. Jak się ktoś zwiąże z kimś innym, to grzech. Separacja t
                                > o samotność, rozwód (i machnięcie ręką na kk) niekoniecznie.

                                no ja wiem, ale czemu separacja ma być gorsza niż życie ze zdradzaczem? ja bym wolała separacje niż męża co bzyka inne. A na życie ze zdradzajacym jakoś sporo się decyduje.

                                > > Ja powiem Ci, że 25 zdrad można przetrwać nawet jak się o nich wie. Moja
                                > teścio
                                > > wa tak miała i co z tego wynika? Co wynika z tego, ze teść się przyznawał
                                > i "ża
                                > > łował"?? Zupełnie nic.
                                >
                                > No i w imię czego ona to wytrzymywała? Mozę jej było wszystko jedno, może robił
                                > a to samo, może ze względu na kk i co ludzie powiedzą?
                                > Co jest najbardziej prawdopodobne?

                                Ja myślę, że po prostu go kochała, ale ze względów obiektywnych już się nie dowiem.

                                > Przypominam, ze mowa o jednym błędzie i przyznaniu. Nie sądzę, żebym dała szans
                                > ę po dwóch takich akcjach.
                                >
                                > > Ojczyzna tu nie ma nic do rzeczy, ja zreszta nie wnikam w to co robią inn
                                > i, mog
                                > > ą sobie zdradzac, czasem sa tego pozytywne efekty, sama jestem efektem po
                                > zamałż
                                > > eńskiego romansu wink
                                > > Ale w swoim osobistym związku mam opcję zero zdrad.
                                >
                                > No cóż, jeśli pochodzisz ze związku z takimi problemami jak pozamałżeński roman
                                > s, a co za tym idzie zetknęłaś się w związku rodziców z nieuczciwością i nieszc
                                > zerością, , nic dziwnego, że tego nie chcesz w swoim, jak zresztą nikt.


                                No właśnie tego chyba nie chce nikt, jak ktoś miał super idealne wzorce to raczej będzie chciał je powielić, jak ktoś miał gorsze to pewnie nie chce powtórzyć błędów rodziców.

                                >
                                >
                    • cherry.coke Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 14:16
                      > Jakbym ja się dowiedziała o zdradzie to w żadnym wypadku to nie doceniłabym teg
                      > o, ze mąz jest szczery. Skoro wcześniej nie był uczciwy i wierny, to swoją szc
                      > zerość może sobie wsadzić głęboko w ....
                      > Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała sprawdzić w praktyce jak bym się zachow
                      > ała, teraz to ja tylko sobie teoretyzuję, ale mam bardzo rygorystyczne podejści
                      > e w kwestii wierności i uczciwości w związku. Na pewno nie chciałbym być okłamy
                      > wana, to nie podlega dyskusji, ale wizja wyznania win jako pierwszy krok ku świ
                      > etlanej przyszłości nie trafia do mnie.

                      A to nie jest dlatego, ze jestes katoliczka i mas ograniczone mozliwosci reakcji, wiec wiedza specjalnie nic ci nie daje, skoro i tak trwalosc malzenstwa jest wartoscia nadrzedna?
                      Bo jesli ktos ma inne opcje, takie jak rozwod czy rozstanie, z mozliwoscia ponownych zwiazkow, to wiedza o zdradzie pozwala na ich zastosowanie, ergo jest cenniejsza.
                      • iuscogens Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 14:37
                        cherry.coke napisała:

                        > > Jakbym ja się dowiedziała o zdradzie to w żadnym wypadku to nie doceniłab
                        > ym teg
                        > > o, ze mąz jest szczery. Skoro wcześniej nie był uczciwy i wierny, to swoj
                        > ą szc
                        > > zerość może sobie wsadzić głęboko w ....
                        > > Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała sprawdzić w praktyce jak bym się
                        > zachow
                        > > ała, teraz to ja tylko sobie teoretyzuję, ale mam bardzo rygorystyczne po
                        > dejści
                        > > e w kwestii wierności i uczciwości w związku. Na pewno nie chciałbym być
                        > okłamy
                        > > wana, to nie podlega dyskusji, ale wizja wyznania win jako pierwszy krok
                        > ku świ
                        > > etlanej przyszłości nie trafia do mnie.
                        >
                        > A to nie jest dlatego, ze jestes katoliczka i mas ograniczone mozliwosci reakcj
                        > i, wiec wiedza specjalnie nic ci nie daje, skoro i tak trwalosc malzenstwa jest
                        > wartoscia nadrzedna?
                        > Bo jesli ktos ma inne opcje, takie jak rozwod czy rozstanie, z mozliwoscia pono
                        > wnych zwiazkow, to wiedza o zdradzie pozwala na ich zastosowanie, ergo jest cen
                        > niejsza.

                        Raczej nie, wizja wybaczenia zdrady dla trwałości małżeństwa absolutnie nie jest mi bliska.
                        Tak samo jak wizja trwania w niewiedzy.
                        Nie wiem jak zachowałabym się, w sytuacji hipotetycznej zdrady jak najbardziej bym rozwazała rozstanie czy rozwód. Może to mało katolickie, ale chyba ludzkie. Zresztą to czyste teoretyzowanie, nigdy nie byłam nawet w zbliżonej sytuacji.
                        Wiedza o zdradzie jest zawsze cenna, nawet jak druga strona nie decyduje się na rozstanie, tylko proszę nie piszcie o tym jacy to uczciwi i pełni szczerosci są Ci, którzy zdradzają i się przyznają, bo to śmieszne trochę. Zdrada to zawsze jest złamanie przysięgi (mówię o małzeństwach katolickich), niezależnie czy się uprawia hipokryzję czy potem leci się do drugiej strony i opowiada wszystko.
                    • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:13
                      A czy ktoś mówi, że zdradzający przyznając się dostaje automatycznie rozgrzeszenie i żyją długo i szczęśliwie?
                      Bzdura. Ale jeśli po takim wydarzeniu chce się jednak swój związek ratować, to moim zdaniem podstawą jest szczerość, a nie brnięcie w kolejne bagno i to jeszcze w imię szlachetności uczuć i miłości uncertain. Dla mnie to zwykłe ratowanie doopy, które za każdym kolejnym razem się sobie szybciej wybacza. Zwyczajna hipokryzja uncertain
                      Co zauważyłam - często ludzie żyjący podwójnym życiem na swój użytek obwiniają ... drugą stronę na tyle, ze ich świństewka są zupełnie malutkie i zupełnie usprawiedliwione. Nawet jak druga strona jest obiektywnie zupełnie OK, zawsze się jakiś kij na nią znajdzie. Ale szlachetni zdradzający "nie chcą doprowadzić do rozpadu rodziny" i brną dalej - najczęściej z czystej wygody. Rzadko ze skruszonej miłości.
            • cherry.coke Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 14:08
              Ale uwazasz, ze w zwiazku z tym po zdradzie mozna ja spokojnie ukrywac, bo to juz wszystko jedno? Ze strony osoby zdradzonej nie jest wszystko jedno. Bo ona nadal jest uczciwa: to ja zdradzono i od niej oczekuje sie kontynuacji zwiazku opartego na klamstwie.
              • iuscogens Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 14:44
                cherry.coke napisała:

                > Ale uwazasz, ze w zwiazku z tym po zdradzie mozna ja spokojnie ukrywac, bo to j
                > uz wszystko jedno? Ze strony osoby zdradzonej nie jest wszystko jedno. Bo ona n
                > adal jest uczciwa: to ja zdradzono i od niej oczekuje sie kontynuacji zwiazku o
                > partego na klamstwie.

                Cherry nie zmuszaj mnie, żebym zaczęła uważac, ze nie czytasz ze zrozumieniem.
                Naprawdę nie zarzucaj mi tego, że zdradę można spokojnie ukrywać.
                Dla mnie oczywiste jest to, że lepsze jest powiedzenie prawdy, tylko nie wiem czemu niektórzy wplatają w to kwestie uczciwości. Jakby był uczciwy/a to by nie zdradził/a i tyle.
                Od księdza KK bym oczekiwała, ze bedzie podkreslał jakie jest znaczenie przysięgi i to, że przy poważnym jej traktowaniu nie ma miejsc na zdradę, a nie ze będzie opracowywał instrukcję dla zdradzaczy.
                • verdana Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 15:08
                  Bo uczciwość to nie jest cecha jednorazowa.
                  Dziecko, ktore ukradło koledze batonika, jest nieuczciwe. Ale dziecko, które się koledze przyznało, jest uczciwsze od tego, ktore milczy, choć kolega szuka batonika.
                  Z tym pierwszym można się nadal przyjaźnić, choć batoniki nalezy starannie przez pewien czas przeliczyać. Z tym drugim, chocby przyjaźń z racji niewiedzy trwała - przyjaźnić się jest cholernie niebezpiecznie. Ten pierwszy był nieuczciwy raz, ten drugi jest nieuczciwy stale.
                • cherry.coke Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 15:10
                  > Cherry nie zmuszaj mnie, żebym zaczęła uważac, ze nie czytasz ze zrozumieniem.
                  > Naprawdę nie zarzucaj mi tego, że zdradę można spokojnie ukrywać.
                  > Dla mnie oczywiste jest to, że lepsze jest powiedzenie prawdy, tylko nie wiem c
                  > zemu niektórzy wplatają w to kwestie uczciwości. Jakby był uczciwy/a to by nie
                  > zdradził/a i tyle.

                  No widzisz, a ja jednak uwazam ze sa to rzeczy do rozdzielenia. Zona, ktora puszcza sie na prawo i lewo, ale powie swojemu mezowi w pewnym momencie "sluchaj nie wystarczasz mi, jestes jednym z wielu, moze znajdz sobie lepsza monogamistke albo zyjmy w grupie" jest dla mnie uczciwsza od takiej, ktora z usmiechem pielegnuje mezowskie poroze smile Uczciwsza, ale nie ucziwa, zauwaz.

                  > Od księdza KK bym oczekiwała, ze bedzie podkreslał jakie jest znaczenie przysię
                  > gi i to, że przy poważnym jej traktowaniu nie ma miejsc na zdradę, a nie ze będ
                  > zie opracowywał instrukcję dla zdradzaczy.

                  A mnie to wcale nie dziwi, w kontekscie roznych toksycznych rad o niesieniu krzyza itp...
                • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:21
                  Życie jest szare wink
                  Uczciwość jak najbardziej ma tu zastosowanie - po popełnieniu błędu można się uczciwie przyznać i próbować go naprawić, albo nieuczciwie chować głowę i kuper w piasek, aż ktoś wygrzebie i wstydu narobi.
                  Jaka jest jakość takiego związku, jeśli cały czas wisi ci coś takiego nad głową? Gdzie ta niby miłość i troska o partnera? Hem?
          • baltycki Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 13:04
            verdana napisała:

            Hola, hola..
            O ile dobrze pamietam, zdrada to liczba pojedyncza i w zyciu troche rozni sie od zdradzania kozystajac z kazdej okazji.
            Rozumialem, ze mowa o zdradzie, a nie o nalogowym "zyciu rozwiązlym", wiec daruj sobie choroby, łganie na potęgę, itp..
            Napisalem, ze ja wolalbym nie wiedziec i to podtrzymuje.. wolalbym nie wiedziec i zyc dalej z ta kobieta, dziecmi z ktorymi jestem szczesliwy, niz wiedziec i zakonczyc zwiazek na ktorym mi zalezy. Wolalbym zyc w nieswiadomosci, niz zyc z ta wiedza. Wiedza ta zmusilaby mnie do odejscia, byc moze inni/inne potrafia wybaczac zdrade, ja nie.
            • verdana Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 13:15
              Przepraszam, nie wiedziałam, ze nie można się zarazić zdradzając JEDEN raz. To całkiem nowa teortia medyczna, warta rozpropagowania.
              Wydaje mi się też, ze osoba, ktora zdradza, nie jest tak zupelnie szczęśliwa w związku (chyba, ze zdradza po pijanemu, nie wiedząc co czyni, ale wtedy patrzy wyzej - niebezpieczenstwo zarazenia się jest większe, niż gdy bzyknie się z kims znanym od dawna).
              I słowo daje, nie ma obowiązku kończenia związku po jednorazowej zdradzie. No, chyba, ze bardziej boli wiedza o byciu zdradzonym, niż to, ze jest się nieswiadomum niczeho, naiwnym rogaczem - o czym jak by nie było żona wie doskonale. Czyli nie przeszkadza Ci zdrada i bycie w oczach żony naiwnym głupkiem, którego latwo wyprowadzić w pole, natomiast nie zniesiesz potratowania jak powaznego faceta, ktory powinien wiedzieć , co się w jego zyciu dzieje.
              Innymi słowy - chcesz być oklamywany i mieć żonę oszustkę - to ci zagwarantyje szczęście.
              Podejrzewam raczej, ze to ty boisz sie przyznać...
    • czar_bajry Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 15:52
      Jak sądzicie - "mądrość życiowa" czy nieuczciwość i asekuranctwo?

      Mądrość życiowa, co przyjdzie partnerowi/partnerce z wiedzy o zdradzie?
      Jeśli był to jednorazowy wyskok a winowajca żałuje to nie widzę powodu aby dokopywać partnerowi/partnerce.
      Dla mnie wiadomość o zdradzie była by końcem związku, dlatego wolała bym nie wiedzieć.
      • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:18
        Wolałabyś trwać w związku de facto do doopy myśląc, ze jest ślicznie?
        • czar_bajry Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:23
          Mówię o jednorazowej zdradzie która gdzieś tam się mojemu mężowi przytrafiła, o takiej wolała bym nie wiedzieć.
          A związek do dupy i bez zdrady by się rozpadł.
          • broceliande Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:25
            A ja bym wolała wiedzieć. O zdradzie męża będzie wiedzieć jeszcze co najmniej jedna osoba, a może więcej. Nie chciałabym się dowiedzieć po iluś latach, że coś takiego było.
            W sensie: jeśli nic nie znaczyło, dlaczego nie powiedział?
            • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:28
              Dokładnie.
              Poza tym nie wierzę w "jednorazowe zdrady kochającego współmałżonka".
              • czar_bajry Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:39
                Życie się różnie układa i nie ma co się odgrażać lub wierzyć czy też nie wierzyć.
                Wszystko ładnie wygląda w teorii a w praktyce nie jest już takie proste.
                Moja wypowiedź tyczyła się jednorazowej zdrady. Częste skoki w bok są nie do ukrycia, ale to już inna bajka.
            • czar_bajry Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:35
              W sensie: jeśli nic nie znaczyło, dlaczego nie powiedział?

              Ale wytłumacz mi po co miał powiedzieć aby bardziej dokopać? Przecież on oczyści swoje sumienie Twoim kosztem.
              • broceliande Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:45
                czar_bajry napisała:

                > W sensie: jeśli nic nie znaczyło, dlaczego nie powiedział?
                >
                > Ale wytłumacz mi po co miał powiedzieć aby bardziej dokopać? Przecież on oczyśc
                > i swoje sumienie Twoim kosztem.

                Ale jak to "bardziej" dokopać? Przecież normalnie bym nie podejrzewała nic, prawda?
                Owszem jest to dokopanie, ale wolę dokopanie niż bycie traktowaną jak idiotka. Powiedzenie mi to jest jakaś uczciwość (wiem, ze po fakcie i w ogóle świństwo już się stało) wobec mnie.
                I to nie jest tak, że będzie miał czyste sumienie. W przypadku oszukiwania mnie tak, ale mowa o ZDRADZIE jednak.
      • broceliande Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:20
        czar_bajry napisała:

        Dla mnie wiadomość o zdradzie była by końcem związku, dlatego wolała bym nie wi
        > edzieć.

        A małżonek wie o tym?
        Znaczy wyczuwa, że lepiej nic nie mówić w razie w.?
        • czar_bajry Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 16:25
          Sądzę że wie.
    • panirogalik Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 19:20
      "Ciężar zła trzeba nieść dalej, ale nie zrzucać go na drugą osobę, która może go nie unieść - tłumaczy Knotz. "

      Amen Braciszku, dokładnie o to chodzi, naważyłeś piwa to je sam wypij.
      • wuika Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 20:26
        Dokładnie o coś takiego mi chodziło - sam narobiłeś bagna, bądź łaskawy je posprzątać bez zrzucania go w całości na druga osobę.
        • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 20:32
          Ale jak "odzdradzić"? I co jak sprawa się wyda?
      • cherry.coke Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 21:20
        panirogalik napisała:

        > "Ciężar zła trzeba nieść dalej, ale nie zrzucać go na drugą osobę, która może g
        > o nie unieść - tłumaczy Knotz. "
        >
        > Amen Braciszku, dokładnie o to chodzi, naważyłeś piwa to je sam wypij.

        Jaka piekna sofistyka. Idealnie tlumaczy ukrywanie zbrodni Kosciola - biedny prokurator nie unioslby ciezaru, a tak ksieza sie poswiecali we wlasnym gronie smile
        • zdecydowana_brunetka Re: Cisza nad tą zdradą ;-) 10.05.11, 21:52
          Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy wink
    • anorektycznazdzira Noooo 10.05.11, 19:21
      Zgadzam się co do idei,
      ale jak siebie znam, wypaplałabym jak na spowiedzi i tyle by było suspicious
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka