Moja niania chyba szykuje grunt do prośby o podwyżkę

Chociaż bardzo cenię jej pracę, płacę jej ponad połowę swojej pensji - ok. 1700 zł/m-c. Płacę za wakacje: 2*2 tyg., daję wolne, kiedy i ja mam wolne, wychodzi wcześniej, jeśli wracam wcześniej i i ogólnie, gdzie mogę, tam idę na rękę. Niania mieszka pod Warszawą, ma wykształcenie podstawowe (ale głupia nie jest

) A pytanie, jakiech wiele - czy to dużo, czy to mało?
1700 to nie dużo, ogólnie wiem. Ja, po odjęciu jej pensji, mam mniej. Czy powinnam pogodzić się z faktem, że nie stać mnie na opiekunkę? Czy Waszym zdaniem całkowicie zachwiane zostały proporcje płac w gospodarce?
Na niani.pl znalazłam ogłoszenie tej treści:
"(...) na 8h dziennie ( max 9h ), od poniedziałku do piątku. Interesuje mnie praca nie później niż do godziny 17:00. (...) Rozpatrzę ew. inne propozycje (inna dzielnica, niż preferowana - red.) ale stawka może wówczas ulec zmianie. Nie wykonuję żadnych prac domowych, tylko prace dotyczące stricte opieki nad dzieckiem. Za 8-godzinny dzień pracy oczekuję stałego wynagrodzenia w wysokości 2600zł (
za 9h/dziennie stawka wynosi 2900zł ) Wszelkie dni wolne wynikające z kalendarza są dniami niepracującymi 100% płatnymi. Również wszystkie dni wolne leżące po Państwa stronie są dniami 100% płatnymi. Zastrzegam sobie prawo do odpoczynku, czyli dni wolnych, w terminie,,
który uznam za stosowny w wymiarze 15 dni roboczych w skali roku 100% płatnych. Dodatkowe dni wolne, leżące po mojej stronie są bezpłatne."
Niania dla bogatych? A jak radzą sobie przeciętniacy z Wawy: 2,5-3,5/ rękę? Czy ja po prostu mało zarabiam i sama powinnam poprosić o podwyżkę?